czwartek, 29 marca 2012

don't mess with texas


z serii "don't mess with texas" M. Jędrzejowski & T. Liboska

ponownie zapraszam do Gliwic, tym razem na wystawę "don't mess with texas" Michała Jędrzejowskiego i Tomasza Liboski. 
Wystawa otwiera kolejny Halo!gen, multimedialną imprezę (muzyka, film, fotografia, etc) organizowaną przez grupę stowarzyszeń w Starej Fabryce Drutu

z serii "don't mess with texas" M. Jędrzejowski & T. Liboska

Seria "Don't mess with Texas" dotyka mniej znanego powszechnie fragmentu śląskiej historii, z zapomnienia i przemilczenia ostatnich kilkudziesięciu lat wyciągając na światło dzienne Ślązaków rozsianych zagranicą - tu w Texasie.



Do Teksasu ruszyliśmy w 2009 roku, 155 lat po pierwszej fali śląskiej emigracji. Trafiliśmy do Panny Marii – pierwszej polskiej parafii na kontynencie amerykańskim. Odwiedziliśmy domy,szkoły, kościoły i bary. Szukaliśmy Moczygębów, Labusów, Janysków. Znaleźliśmy Teksańczyków: jeansy, kowbojki, republikańskie poglądy i wszechobecne „Don’t Mess withTexas”. Poznawaliśmy ich historie, słuchaliśmy opowieści o dawnej i współczesnej ojczyźnie. Każda z nich to wielopokoleniowa saga przeplatana żalem, ale też radością i poczuciem spełnienia. Wśród naszych bohaterów znaleźli się farmerzy, przedsiębiorcy, duchowni, muzycy, pisarze. Kim są dziś potomkowie śląskich pionierów? Nie znaleźliśmy odpowiedzi. Nie potrzebujemy jej.

 - mówią autorzy fotografii.

Michał Jędrzejowski i Tomasz Liboska – obydwoje zawodowo związani z fotografią, wielokrotnie nagradzani. Razem współpracują od 2008 roku. Za projekt "Wojownicy" otrzymali I nagrodę Grand Press Photo 2008 w kategorii ludzie. Fotografie z cyklu "Don’t mess with Texas" doszły do finału Grand Press Photo 2010, były również pokazywane w ramach Miesiąca Fotografii w Krakowie 2011 w sekcji ShowOFF.


z serii "don't mess with texas" M. Jędrzejowski & T. Liboska

Don't mess with Texas
Michał Jędrzejowski & Tomasz Liboska
koordynacja: Gliwicki Dom Fotografii


Halo!gen
Stara Fabryka Drutu
Dubois 22


30.03.2012 (piątek)
otwarcie: godz. 18.00

czwartek, 15 marca 2012

wishlist



Aukcje fotografii w Polsce organizowane są od wielkiego dzwonu, z kilka rocznie będzie. Mniej więcej w podobnej częstotliwości odbywają się na świecie aukcje książek fotograficznych. Czyli w kilku miejscach rok-rocznie, w Nowym Jorku od 2003 roku Photo-eye, w Christies "rzadkie" lub "japońskie", zawsze z tematem przewodnim. Nie będziemy analizować tutaj rynku książek fotograficznych ani wgłębiać się w historię tematu. Książka o książkach czyli "Photobook: A history" w dwu tomach napisana przez Gerry Badgera i Martina Parr'a upowszechniła i doceniła pewne księgozbiory.
Właśnie startuje jedna taka aukcja książek w Paryżu (finał za tydzień), która przejrzyście odzwierciedla chyba preferencje...


Na pierwszy rzut książki wybrane znakomicie, odzwierciedlają trendy światowe. Znane, duże nazwiska. Opatrzone i poczytne tytuły, czyli znane obrazki. Polak 1 - jest Worobiejczyk ze zdjęciami z Getta wileńskiego. Najmłodsza książka wyszła w zeszłym roku (Jean Francois Jonvelle), zaś najstarsza rok po wynalezieniu fotografii - reprodukcje widoków dagerotypowych Paryża zebranych przez Charlesa Philipon: zawiera 60 reprodukcji prac innych autorów.
Ceny: od przystępnych do szalonych. Poziom szaleństwa wzrasta wraz - i co ważne w kolejności: z głośnym nazwiskiem, limitowaną edycją, oryginalnym-pierwszym wydaniem, podpisem autora i...odbitką!
Jest 320 obiektów, 148 jest podpisanych, 47 zawiera odbitkę, a czasem nawet i kilka. I tu zaczyna się logika wywrotowa do aukcji książki. Im większa sława autora odbitki, tym wyższa cena, im odbitek więcej... itd.


Informacje o książkach są opatrzone minimalną bibliografią - kto mianowicie już o tej publikacji coś ważnego pisał. Odnośniki następują do: Badger/Parr, Auer i Bertelotti.

Cartier-Bresson, Henri (1908-2004), Images à la sauvette. Verve, Paris, 1952. /sygnowana i dedykowana/ 3 700 / 5 000 €
 
 
Najtańsza książka to Machiel Botman (ur.1950), Heartbeat. Editions Volute, 1994, w języku francuskim, z nakładu 500 sztuk, podpisana przez autora.

Najdroższy jest zdecydowanie William Klein - Charyn, Jérome. Citizen Sidel.Coromandel Express, 1996. (30,5 x 40 cm). Wydanie oryginalne, pierwsze. Limitowana edycja i numerowana do 80 sztuk do tego podpisana przez autora i jeszcze plus...6 odbitek.  6 000 / 8 000 €
Dalej najdroższy jest Henri Cartier-Bresson, niemal równie cenny Robert Frank. Dzienie sekundują im  Nan Goldin i Martin Parr, ale jako "młodzież" muszą się posiłkować właśnie jakimś cibachromem czy odbitką srebrową by dorównać samym książkom Bressona i Franka.
 
Dla porównania, kilka innych notowań: Christies 2008, Igavel USA 2009 (tylko kolejność, bez-cenna), Christies 2009 (przewrotnie). Też interesujące - najwyższe ceny osiągają prawdziwie unikalne wydania (czyli te przedwojenne), możliwie z oryginalnymi odbitkami, głównie z Niemiec i Rosji.

Wystawa:  dom aukcyjny ADER rue Favart 3 / 75002 Paris
aukcja 22 marca o 14; gdyby ktoś potrzebował - formularz zgłoszeniowy na stronie, można licytować 'zdalnie'. Katalog pod adresem: http://www.ader-paris.fr/ (materiał ilustracyjny posta pochodzi z katalogu)

A, na zakończenie dodam piosenkę w temacie posta:

I może jeszcze  - kto się zakłada o termin pierwszej takiej aukcji w Polsce?

poniedziałek, 20 lutego 2012

Forza Italia, God Bless America czyli gdzie jest dramat?! WPP12


Tomasz Lazar (Polska) Aresztowanie protestującej w Harlemie, Nowy Jork, podczas demonstracji przeciw taktykom policji oraz nierówności dochodów / 25.10.11 / 2 nagroda / People in the News / zdjęcie pojedyncze




Rok w rok gdzieś na początku lutego stajemy się specjalistami od fotografii. Bywa o niej głośno lub głośniej, w zależności od tego ilu Polaków mamy na liście laureatów World Press Photo. Możemy twierdzić, że to przestarzały i nudny konkurs albo, że przewidywalny i płytki, ale i tak będziemy go oglądać i o nim dyskutować. Możemy dalej twierdzić, że drastycznych zdjęć mamy już dość, lecz gorączkowo przewertujemy wyniki. W końcu z góry zakładając, że zdjęcie roku jest kontrowersyjne przystępujemy do rozmowy. Krajanie mają jeszcze jeden powód do nagłośnienia wyjątkowego tegorocznej edycji konkursu. Mamy dwóch Polaków, jednego z automatu, co przestało dziwić (gdyby ktoś znał odpowiedź na ten fenomen, zapraszam do podziału na priv!). Drugim „naszym” laureatem jest Tomek Lazar – młody freelancer. No i tego jeszcze chyba nie było (w jednak pokaźnej grupie dotychczasowych laureatów z Polski), żeby dziennikarze nasi krajowi zapytali: „kto to jest?”. (lub mylili ich ilość: 1 czy 2?) Mamy zatem dość powodów, żeby dołożyć się do tej dyskusji specjalistycznej, o tym kto wie najlepiej.


Z tysięcy i tysięcy zdjęć pochodzących od tysięcy autorów, jury wybrało 56 autorów i 350 zdjęć. Tutaj galeria 1 z 350.
Najwięcej „medalistów” ze Stanów Zjednoczonych i Włoch – po 7 nagród, dalej jest Holandia z 5. Mamy też potrójne nagrody dla Szwedów, Chińczyków, Rosjan i Japończyków. Tematy – wypada powiedzieć „przewidywalne”. Arabska Wiosna Ludów oraz trzęsienie ziemi i tsunami w Japonii, na dalszym planie niespokojny Bliski Wschód oraz potęga Chin. Prawda?


Przyznano aż 7 nagród za materiały wokół japońskiej tragedii, w zupełnie różnych ujęciach, podejściach i kategoriach: Toshiyuki Tsunenari, David Guttenfelder, Lars Lindqvist, Paolo Pellegrin, Koichiro Tezuka, Yasuyoshi Chiba i Denis Rouvre. Dalej Egipt (Jan Dago, Alex Majoli, Mohammed al-Law, Eduardo Castaldo); Libia (Ochlik i Kozyrew), Afganistan (David Goldman, Massoud Hossaini, Simon Norfolk, Ton Koene) i Rosja z czterema projektami (Alexander Taran, Alexander Gronsky, Rob Hornstra, Jenny E. Ross). Wyróżnia się jeszcze ilość nagrodzonych materiałów wykonanych w Ukrainie (Guillaume Herbaut i Donald Weber, Brent Stirton) i Chinach (Shaofeng Xu, Huimin Kuang, Li Yang) oraz na Haiti (Emiliano Larizza, Paolo Woods). A propos pewniaków i oczywistości, trzeba wymienić dwie gwiazdy konkursu: Tomasza Gudzowatego i Francesco Zizolę (mniej konkursów wygrał, ale za to raz zdjęcie roku w 1997)



Samuel Aranda (Hiszpania, dla The New York Times) Kobieta trzyma w ramionach syna rannego podczas protestów przeciwko prezydentowi Saleh, Sanaa, Jemen, 15.10.10 / Zdjęcie roku / World Press Photo of the Year 2011


Przewidywalna pieta!



O zdjęciu roku wypowiedziano się już wcześniej, także malutka prasówka:


Andrzej Zygmuntowicz zaznaczył, że „nie oddaje dramatu” oraz „To nie jest pierwsza tego typu fotografia. Takich zdjęć, które przypominają układ dwóch osób, gdzie jedna z dużą serdecznością zajmuje się drugą, już parę było. Nawiązują one do tradycji ikonicznej, ale w tym przypadku chciałoby się wiedzieć, czego dotyczy przedstawiona sytuacja. Z tego zdjęcia ta informacja nie wynika, podpis jest więc elementem koniecznym dla zrozumienia obrazu fotograficznego.”


Jacek Cieślak „Zdjęcie laureata przedstawia islamską pietę – zakwefioną kobietę obejmującą krewnego, rannego w antyrządowej demonstracji w Jemenie. Z pełną ekspresji nagością bojownika i widocznymi na rękach tatuażami kontrastuje hieratyczna, żałobna czerń stroju krewnej i biel jej rękawiczek. Nie widzimy twarzy muzułmanki. Tajemnicy, tego, co czuje, nie odsłania wąskie rozcięcie nikabu. Tylko z układu ciała można się zorientować, jaki przeżywa dramat.”
Abstrahując od znaczenia jednej klatki (i czy to jest kwef, burka, nikab?) i zagorzałej dyskusji wokół niego, warto zapoznać się z niecodzienną historią całego materiału w Lens Blog.
Interesujący jest zaś wpis na Wyborcza.pl – gdzie ilustracją jest zdjęcie z
innej teczki prasowej.
Zamykając opinie nad zwycięzcą: Marcin Grabowiecki z Fotopolis.pl dwa razy: jeden i drugi: „Nagrodzona główną nagrodą praca Samuela Arandy nie zaskakuje. Wpisuje się w bogatą tradycję ikonograficzną piety. Obrazy kobiety opłakującej trzymanego w ramionach mężczyznę są obecne w kulturze od lat. Temat ten i sposób obrazowania ma swoje stałe miejsce w historii fotografii prasowej” oraz „Według jury nagrodzone zdjęcie reprezentuje wszystkie konflikty, które przetaczały się przez Jemen, Libię, Tunezję, Libię i Syrię. Pokazuje je z prywatnej perspektywy, wskazując przy okazji na znaczącą rolę kobiety. Kobieta, której twarzy nie widzimy staje się symbolem wszystkich zwykłych ludzi, którzy brali udział w wydarzeniach minionego roku na Bliskim Wschodzie. Zdjęcie jest swoistym hołdem dla nich.”

Damir Sagolj (Bośnia i Herzegowina, Reuters) Pjongjang, Północna Korea, 5.10.10. Zdjęcie Kim Ir-Sena, założyciela Republiki "dekoruje" ścianę budynku w stolicy. /1 nagroda, Życie codzienne, pojedyncze
 
Gdzie jest dramat?



W tegorocznej edycji jakby mało prac drastycznych. Albo może już ogarnęła znieczulica. Nagrodę w tej kategorii wygrywa dla mnie prywatnie na pewno materiał (w konkursie zajął 3cią nagrodę za serię w „Contemporary Issues)” Pedro Pardo z Meksyku „Wojny karteli narkotykowych”a dotyczy bezbronnych i bezstronnych ofiar porachunków: dzieci, kobiet, ludzi starszych, turystów, itp.
Mamy też jeden wyjątkowy dramat techniczny. Albo mam za jasny monitor. Drugą nagrodę w kategorii “Portret” w serii wygrał Ton Koene z Holandii za portrety „legitymacyjne” policjantów z Afganistanu.  Specyficzne biało, niebieskie halo najpierw ładnie świeci, potem zastanawia, a przy którymś zdjęciu z serii robi się przykro, po prostu.


Jest też sztuka. Albo coś zbliżonego. Myślę o ciekawym projekcie Simona Norfolka. Wykonał serię zdjęć żołnierzy w Afganistanie zestawiając je do pary z pracami Johna Burke z lat 1878-1880 z czasów drugiej wojny Anglo-Afgańskiej. Otwierają się ciekawe skojarzenia i analogie, historyczne i kompozycyjne, na koniec podważona zostaje rola fotografa oraz władzy. Miód!

Oczywiście koniecznie trzeba obejrzeć zdjęcia Tomka Lazara, najlepiej – skoro mowa o liczbie mnogiej zrobić to na jego stronie (na żywo - w Warszawie trwa wystawa kolektywu UnPosed w Leica Gallery, w Krakowie trwa wystawa „Street Photography Now. Fotografia uliczna tu i teraz” z pracą Tomka) strona: http://tomaszlazar.pl/ oraz blog http://tomaszlazar.blogspot.com/


 

Alex Majoli (Włochy, Magnum Photos dla Newsweek) Protestujący płaczą, śpiewają i krzyczą na placu Tahrir w Kairze, chwilę po wysłuchaniu przemówienia prezydenta Hosni Mubaraka, że nie odda władzy. 10.2.11/ 1 nagroda w "General News", pojedyncze
Yuri Kozyrev (Rosja, Noor Images dla Time) Rebelianci w Ras Lanuf, Libia, 11.3.11. Przez wiele tygodni rebelianci przeciwko władzy Kaddafiego starali się utrzymać, prosząc świat o pomoc. Opór zniknął gdy pojawiły się samoloty i czołgi dyktatora zajmując tereny zwane już Wolną Libią / 1 miejsce Spot News , pojedyncze

I ciekawostki oraz warto zajrzeć:



- Przyjemnych ujęć jest chyba niewiele. Na pewno urokliwym jest portret haitańskiej gwiazdy radia wykonany przez Paolo Woodsa (Życie codzienne, 3 nagroda, pojedyncze). Całkiem optymistyczny jest też cykl o mieszkańcach Boliwii: (życie codzienne, seria, 2 miejsce) Pietro Paolini. Proponuję jednak przejrzeć większy materiał na stronach autora.

- Moim ulubionym zdjęciem z tych 350 - pozostanie to z Pjongjangu Damira Sagolja. Jest w nim wystarczająco dużo napięcia i wyrzutu, polityki i życia codziennego, smutku i kpiny. Dodatkowo, czego się tylko domyslam, stworzeniu - tej klatki, jak i pewnie innych z serii - musiała towarzyszyć niezła przygoda. Moje prywatne zdjęcie roku.

- Andrzej Zygmuntowicz wspomniał jeszcze m.in. o reportażu Remi Ochlika. W zdjęciu „otwierającym” znalazł mnóstwo pytań i niejednoznacznych odpowiedzi. Ten reportaż wybija się na tle innych przedziwną grą z widzem + obok klasyków i absolutnych klisz – zdjęć, które mamy wrażenie - widzieliśmy kilkanaście i kilkadziesiąt razy znajdują się wspaniałe i gęste od znaczeń klatki: tutaj więcej prac tego autora.


- Jeszcze przy reportażu pozostając, dobrze prezentuje się część 1 nagrody za „Ludzie w wiadomościach” Yasuyoshi Chiba. Niektórym przypomina zeszłoroczne Haiti, jest tam jednak sporo dystansu, dbałość o kompozycję i - nie wiem czy nie nad-interpretowując jakiś japoński duch w tym materiale. Warto porównać jeszcze – do innej ciekawostki: Fotografowie AFP zestawili materiał z tuż po tsunami z niedawnymi klatkami. Kilka miejsc jakby znanych ze zdjęć Chiba.





Paolo Pellegrin, (Włochy, Magnum Photos dla Zeit Magazin) Po tsunami, Japonia, 14.4.11. Trzęsienie ziemi o sile 9 w skali Richtera nawiedziło Północno-wschodnią Japonię wywołując falę tsunami, sięgającą nawet 38 metrów wlewającą się na długość kilometrów w głąb lądu. Przeszło 28 tysięcy ludzi zginęło lub zaginęło, ponad 125 tysięcy budynków zostało zniszczonych. / 2 nagroda "General News" serie



Yasuyoshi Chiba (Japonia, Agence France-Presse) Po tsunami, Japonia, 3.4.11 Chieko Matsukawa pokazuje córce jej świadectwo, które właśnie odnalazła w gruzach miasta Higashimatsushima, w prefekturze Miyagi. / 1 nagroda "People in the News" serie





Alejandro Kirchuk (Argentyna) z cyklu “Never Let You Go”(Nigdy cię nie opuszczę) Marcos (89 lat) i Monica (87 lat)  są małżeństwem i mieszkają razem w Buenos Aires od 65 lat. W 2007 zdiagnozowano Monice chorobę Alzheimera Od tego momentu mąż opiekuje się nią. / 1 nagroda "Daily Life" serie

- Alejandro Kirchuk przedstawia ciepłą i prywatną historię starzenia się, choroby i odchodzenia. Czyli miłości. Oglądamy parę małżeńską osiemdziesięciolatków zmagających się z jej chorobą. Opowiedziana została przy wspaniałym świetle.
- Rok temu wygrała drugie miejsce przejmującym cyklem „The Julia Project” (w Contemporary Issues/historie) Darcy Padilla 18 lat fotografowała kobietę zarażonej HIV. W tym roku otrzymała "honorable mention”za kontynuację projektu, po śmierci Julii, koncentrując się na jej dziecku i mężu. Historia, by mieć ogólne odniesienie do ważnych tematów społecznych – tym razem dotyczy ubóstwa.

Adam Pretty (Australia, Getty Images) Nurkowie ćwiczą podczas 14. FINA World Championships w Oriental Sports Center w Szangchaju, Chiny, 17.7.11./ 2 nagroda , Sport, serie

- Temat sportu i przyrody zwykle mi najbardziej obcy. Urzekające są jednak klatki Adama Prettyego (nomen omen)  Trudno mi jednak nazwać je serią, są to na pewno nietypowe ujęcia, może bardziej „the best of” z kluczem tematycznym, niż formalna seria. Albo już szukam dziury.
Niclas Hammarström (Szwecja, dla Aftonbladet) Utøya, Norwegia, 22.7.11. Wiele osób skakało do zimnej wody próbując uniknąć kul zabójcy. Anders Behring Breivik zastrzelił 69 osób 22 lipca na małej wyspie Utøya nieopodal Oslo w Norwegii. / 2 nagroda "Spot News" serie 


Rob Hornstra (Holandia, Institute dla Artist Management) Projekt Soczi: Śpiewacy Soczi
Marika Bajur śpiewa 'Kuriu' w restauracji "Eurasia". W kurorcie Soczi restauracje walczą o klienta zatrudniając muzyków śpiewających pieśni rosyjskie jak i znane hity. /1 nagroda "Arts and Entertainment" serie



- Europa jakoś przemilczana. Niektórym zabrakło Grecji innym Hiszpanii. Pojawiła się relacja Niclasa Hammarstroma - Szweda z Norwegii z wyspy Utoya.

Jednak obiektyw nagrodzonych materiałów skierowany został dalej na Wschód: na Rosję i Ukrainę, razem 5 materiałów. Najciekawszym jest z pewnością cykl Donalda Webera - portretów (1 nagroda w tej kategorii) z pokojów przesłuchań gdzieś na Ukrainie. Aparat fotograficzny jest świadkiem i pytającym, zaś historie przed obiektywem potwornie autentyczne.
1 nagrodę w „Sztuce i rozrywce” otrzymał materiał Roba Hornstra ukazujący śpiewaków w restauracjach Soczi, w dość typologiczny sposób. Fenomenalne tła, drobiazgi, ubiór i rodzaje sprzętu, to wszystko gra na znak czasów. Pięknie.


Ostatnim materiałem – znowu Ukraina, o jakim wspominam – to znowu pierwsza nagroda (choć nie ona jest kluczem refleksji) w kategorii „Conteporary Issues” dla Brenta Stirtona. Wykonał zdjęcie Marii, o dość trudnej biografii. Wydała mi się zaś podobna do historii już opowiedzianej u Metalliki w „Turn the Page”. Ale "to nie był film" tym razem.

Brent Stirton (RPA, Getty Images dla Kiev Independent) Krzywy Róg, Ukraina, 31.8.11. Maria, narkomanka i prostytutka, w przerwie między klientami w pokoju, który wynajmuje w Krzywym Rogu. Maria codziennie zażywa narkotyków, widzi się z wieloma mężycznami w ciągu tygodnia, jednak uważa, że nie ma HIV. Twierdzi, że potrzebuje pieniędzy by utrzymać siebie i swoją 9 letnią córkę. / 1 nagroda "Contemporary Issues" zdjęcie pojedyncze

Na koniec – nie koniec. 15 marca poznamy laureatów – otwartego jeszcze konkursu multimediów. Organizowana od zeszłego roku kategoria została przesunięta w czasie. Symbolicznie?

Więcej linków na sam koniec:



O nagrodzie dla Alexandra Gronskiego trzeźwo i epicko napisał Tomek Kaczor: http://magazynkontakt.pl/alexander-gronsky-sielanki-nowe-ruskie.html  


O sukcesie Tomka Lazara bardzo refleksyjnie i do sensu napisał zaś Aleksander Prugar (na faceboku: https://www.facebook.com/permalink.php?story_fbid=2630660330535&id=1376188307 )


Jedno ze wspomnień tegorocznych przekazano na ręce chińskiego fotografa Xu Shaofeng. Polecam dla relaksu króciutki wywiad z nim, w języku zbliżonym do angielskiego http://www.agile-news.com/news-638843-Photo:-Xu-Shaofeng:-I-vote-this-one-did-not-expect-the-award-winning.html


I oficjalnie: http://www.worldpressphoto.org/



sobota, 11 lutego 2012

R & H w samochodzie - islandzka saga drogi


Rafał Milach, z cyklu "In the Car with R"

Prowadzę ja. Co jakiś czas R widzi coś za szybą i każe mi stanąć. Zjeżdżam na pobocze i czekam aż zrobi zdjęcia. Zaczynam się nudzić. Podróżowanie z fotografem jest trochę jak zakupy z dziewczyną, która chce obejrzeć każdy ciuch i każdą szmatę przymierzyć — niekończąca się męka.
(fragment książki "W samochodzie z R.")




Rafał Milach, z cyklu "In the Car with R"



Za oknami renesans mroźnej i śnieżnej zimy a ja w ręku mam książkę o Islandii. Co więcej sugestywne zdjęcia w tej książce nie dają złudzeń – Islandia tak pokazana to mroźna kraina. Snujący się pomiędzy zdjęciami tekst relacjonuje chłodną relację pomiędzy dwoma nieco przypadkowymi jak się zdaje współpodróżnymi.

W zasadzie, można by rzec, że trudno o gorszą propozycję na zimowy wieczór.
A jednak, książka „W samochodzie z R” z fotografiami Rafała Milacha i tekstem znanego islandzkiego pisarza młodego pokolenia Huldara Breiðfjörða wypełniła moje serce ciepłem. Tak pięknej książki nie miałem w dłoniach od lat. Wycyzelowana, wypieszczona forma, niebanalny projekt graficzny, zachwycający (mnie) pomysł na okładkę – można to mnożyć. Bardziej nawet niż to, moje serce podgrzewa treść książki – znakomite i znakomicie dobrane fotografie przeplatane tekstem tworzą pozornie chaotyczną opowieść dwóch różniących się artystów o dzisiejszej Islandii, drodze i rodzącej się w tej drodze więzi, chaotyczną, lecz w końcu układającą się w spójny obraz.

Książka jest swoistym dziennikiem podróży bez wyraźnie zakreślonego planu i celu, obydwaj panowie – H i R, są uczciwi, nie próbują się przypodobać ani sobie ani odbiorcy publikacji, poszukują właściwej formy ekspresji – R szukając właściwego medium (od IPhona do kamery wielkoformatowej) do przedstawienia odkrywanej dla siebie rzeczywistości, H dając wyraz swojej frustracji, irytacji, nudy, niezrozumienia...




Książka stanowi pewnego rodzaju dopełnienie wydanej przez Sputnik Photos książki IS(not), seria fotografii umieszczonych w tej publikacji została nagrodzona w New York Photo Awards 2011. Makieta książki wzięła udział i została nagrodzona w konkursie Blurb (to już druga nagroda Blurb dla Milacha i Ani Nałęckiej odpowiedzialnej za projekt graficzny).
Z niekłamaną przyjemnością dodaję, że ten wspaniały materiał znalazł wydawcę w Gliwicach, jakby nie było rodzinnym mieście R.; książka została wydana przez Czytelnię Sztuki w Gliwicach, wydana i to jak!
Prezentacji książki towarzyszyło otwarcie wystawy, właśnie w Czytelni Sztuki przy Muzeum w Gliwicach.
Wystawa przygotowana przez Magę Sokalską potrwa do 1.04.2012. 



Kiedy pył wulkaniczny zniknie z powietrza? Dlaczego
tu jest tyle amerykańskich samochodów? Dlaczego Islandia nie zmienia czasu na letni?
Zbliżając się do Reykjaviku, zacząłem szacować, że przez ostatnich kilka dni odpowiedziałem na jakieś 300–400 pytań o Islandię. I nadal nie jestem ani o krok bliżej. Wiem jedno: podróżowanie po kraju z fotografem jednak nie jest jak zakupy z dziewczyną. To jak zostać rodzicem.
(fragment książki "W samochodzie z R.")

Rafał Milach, z cyklu "In the Car with R"



niedziela, 29 stycznia 2012

o Polsce, o Rosji, i na krzyż: w Warszawie x3!


Jest taki spór w fotografii, bodaj od zarania tej techniki: co jest ważniejsze i częstsze, co łatwiejsze lub trudniejsze - fotografowanie u siebie czy u innych?

Wydawać by się mogło, że te najsłynniejsze projekty fotograficzne ważne i monumentalne opisują coś najczęściej z zewnątrz. Oto fotograf czyta i szykuje się i jedzie, lub po prostu pakuje się i wyjeżdża, bywa, że siępo prostu przeprowadza. Materiał czasem robi kilka dni, czasem kilka lat. Michael Ackerman, Mark Power czy Chris Niedenthal o Polsce stworzyli wspaniałe projekty.

Inną wersją jest patrzenie "od wewnątrz". W mozole, dzień za dniem fotografowie pstrykają "u siebie". Dla jednych to łatwiejsze, dla innych niewyobrażalnie trudne. Chyba trudniej złożyć z tego monumentalną pracę, raczej są to drobniejsze dokumenty o konkretnym miejscu i czasie. Są też chlubne i ogromne wyjątki: Robert Doissneau o Francji, Martin Parr lub Tony Ray Jones o Wielkiej Brytanii, Stephen Shore czy Robert Frank o USA, a o Rosji np. Sergei Maximishin]. Polacy o Polsce zawęzili raczej margines czasu: Tomek Wiech (współcześnie), Mariusz Forecki i Witold Krassowski (transformacja).

Temat "co łatwiej/co trudniej" czy co ważniejsze - zajmuje studentów szkół fotograficznych, redaktorów i recenzentów od lat. To ciągle "zawsze żywe" i ogromne pole dla kuratorów i galerników, redaktorów i fotoedytorów itp - by poukładać historię "od wewnątrz" lub zestawić wizje na przemian, można zatem:
1/ pokazać jak nas widzą inni?
2/ jak nas widzą nasi?
3/ inni i nasi patrzą na nas
4/ inni i nasi patrzą na innych

W  pierwszym kwartale roku 2012 w Warszawie obejrzmy wszystkie cztery możliwości w fotografii dokumentalnej - co też ciekawie się składa dominuje temat polsko-rosyjski (z odmianami tylko polską, tylko rosyjską). 

Patrzymy na Polskę 1.
Jak nasz kraj widzą inni - ten obszar nam się ostatnio właśnie wzbogacił o potężny materiał Stepana Rudika, ukraińskiego fotografa (pamiętacie WPP rok temu?).


Wandering Poland from Stepan Rudik on Vimeo.


Stepan wyjaśnia: mój projekt fotograficzny "Wandering Poland" został zrealizowany podczas półrocznego stypendium Gaude Polonia w 2010 roku. Przez ten czas zjeździłem prawie całą Polskę, wziąłem udział w bardzo różnych wydarzeniach. Nie chciałem podejmować jednego wątku w swoim projekcie. Moim zamierzeniem było pokazanie ogólnego obrazu kraju, widzianego przez cudzoziemca.

Patrzymy na Polskę i na Rosję.
Fotografie Rudika i Maximishina zostały zestawione ze sobą w projekcie "Polska/Rosja". Oto słowo od organizatora Fundacji ProFotografia: Najnowsza wystawa Galerii Wysokich Napięć SWPS składa się z dwóch części. Prezentuje Rosję i Polskę z czterech różnych punktów widzenia w ponad 150 fotografiach dokumentalistów o międzynarodowej renomie. Pierwsza wystawa (16.01-17.02) to reportażowe zdjęcia Sergeya Maximishina pt. „Imperial Palast. 20 years after" i Stepana Rudika ze zbioru „Polska". Podczas drugiej (22.02-19.03) zostaną zaprezentowane fotografie Igora Mukhina z kolekcji „Moskwa dwutysięczna" i Mariusza Foreckiego z serii „Popkultura pracy", „Za mostem" czy „kolekcja Wrzesińska".

Patrzymy na Polskę 2.
Oglądanie z zewnątrz i dystansu zestawione z patrzeniem "pod nogi" będzie tematem otwierającej się 3 lutego wystawy w Centrum Sztuki Współczesnej Zamek Ujazdowski. Wystawa "POSTDOKUMENT Świat nie przedstawiony. Dokumenty polskiej transformacji po 1989 roku" gromadzi polskich fotografów (Anna Beata Bohdziewicz, Wojtek Wieteska, Andrzej Kramarz / Weronika Łodzińska, Wojtek Wilczyk, Maria Zbąska, itp) i zestawia ich ze spojrzeniem z zewnątrz (m.in. Carl de Keyzer, Rineke Dijkstra, Mark Power, Allan Sekula.) tu galeria

Patrzymy na Rosję.
Po 6 latach jeżdżenia i fotografowania do Rosji, po wydaniu książki, wreszcie przyszedł czas na wystawę Rafała Milacha "7 pokoi". Od 24 lutego w Zachęcie. Milach wyjaśnia: Przeszedłem trzy fazy znajomości z moimi bohaterami. Najpierw byli przewodnikami po miastach, potem stali się bohaterami moich zdjęć, a na koniec przyjaciółmi, z którymi więcej rozmawiam, niż ich fotografuję. 

Bardzo ładny dokumentalny kwartał, istnieje szansa dowiedzenia się czegoś o sąsiadach i o sobie. Do zobaczenia w 3 galeriach.


Rafał Milach z cyklu „7 Rooms”, Sasza i Nastia, Nowosybirsk, dzięki uprzejmości artysty






[A-ha wszystkie powyższe przykłady, to tylko oczywiście "przykłady", bez zacięcia do całościowego i wyczerpującego opracowania tematu, także jeśli pominęłam arcyważny, niesłychanie istotny lub fundamentalny przykład - bez którego wpis nie ma sensu - proszę o komentarz]

czwartek, 26 stycznia 2012

Ojcowie. Lista obecności - Maciej Herman /wystawa, ksiażka


Do dnia ojca został jeszcze kawałek roku, także nie jest to wystawa "z okazji". Maciej Herman zrobił zdjęcia sławnych ojców dzieci z Zespołem Downa. Zamiast dostarczać tu jakieś opisy czy inne słowa, przeczytajcie lepiej co sam autor o pracach, o projekcie a przede wszystkim o ludziach i relacjach z nimi napisał.
Otwarcie wystawy ostatniego dnia stycznia o godzinie 18 w Galerii Refleksy w Warszawie.


Maciej Herman: Dzieciństwo spędziłem na jednym z wielu typowych polskich blokowisk. Były to jeszcze czasy kiedy wszystkie dzieci bawiły się na podwórkach, grały w kapsle, budowały statki z piasku, stawiały tamy z gliny na ulicach, po których jak rzeka spływał deszcz. Po trawniku biegało się za piłką, którą cudem dostali w sklepie rodzice kolegi z piątego piętra. Obok mieszkał sąsiad który regularnie wyganiał nas z tego trawnika w obawie, że zbijemy mu szybę w oknie. Było nas, chłopaków w podobnym wieku z dwudziestu w jednym wieżowcu, Obok stały inne bloki, a w nich inne ekipy, z którymi rywalizowało się grając w piłkę nożną, a czasem rzucało się w siebie wyrywanymi kępami trawy.


Mieszkałem w „szóstce”. W „dziesiątce” mieszkał Tosiek. Gdy pojawiał się na naszym podwórku, wszystkie dzieciaki uciekały, śmiały się z niego i dokuczały mu. Tosiek był grubszym od nas chłopakiem, miał dziwną twarz, niewyraźnie mówił i chodził cały czas z krótkim patykiem w dłoni. Patrzył się na niego często i rozmawiał cicho jak z najlepszym przyjacielem. Dla nas Tosiek był po prostu „nienormalny”. Nie przypominam sobie, by jakikolwiek rodzic tłumaczył nam wtedy dlaczego Tosiek urodził się taki a nie inny, i jak my powinniśmy go traktować.

Dzisiaj, 30 lat później, świadomość i wiedza na temat Zespołu Downa jest nieporównywalnie większa i bardziej powszechna. Przeciętnie wykształcony człowiek zdaje sobie sprawę, że Zespół Downa jest spowodowany zaburzeniem w składzie chromosomów. Ale czy wiemy dużo więcej?


Na podstawie niedawnych rozmów z moimi znajomymi mogę stwierdzić, że nasza wiedza jest zazwyczaj czysto biologiczna, pochodząca ze szkoły albo z przypadkowo obejrzanego programu w telewizji. Spotykając osobę z Zespołem Downa na ulicy nadal czujemy strach albo co najmniej niepewność. Nie wiemy jak się zachować. Słysząc że przyjacielowi urodził się „Down” wpadamy w panikę. Nie dopuszczamy też do siebie myśli, że to samo może spotkać każdego z nas. Nie jest to w końcu choroba dziedziczna, a wada wrodzona, która się „zdarza”. Nie jest to jednak „koniec świata”, choć na początku pierwsze co przychodzi do głowy to załamanie, tragedia, bezsilność, strach, rozpadająca się przyszłość.






Dzieci rodzące się z Zespołem Downa rozwijają się oczywiście w swoim tempie, ale nie przeszkadza im to w posiadaniu swoich pasji; często są uzdolnione artystycznie – pięknie malują, haftują, grają w teatrach i filmach, tańczą. Są ponadprzeciętnie empatyczne, co okazuje się, w niezwykły sposób ubogaca życie całej ich rodziny i otoczenia. Z drugiej strony nie da się ukryć, że taka sytuacja wymaga odpowiedniego zaangażowania i często dodatkowych poświęceń obojga rodziców.


Kilka miesięcy temu Piotr Śliwowski i Andrzej Suchcicki zaproponowali mi wykonanie portretów znanych ojców dzieci z Zespołem Downa, do książki z wywiadami, które miały być z nimi przeprowadzone. Po kilku wstępnych rozmowach zdecydowałem się na koncepcję portretu ukazującego ojca wraz z dzieckiem oraz ich, jak się okazało, nadzwyczajną relację.


Po zaledwie kilkudziesięciu godzinach spędzonych z tymi wspaniałymi osobami powoli oswajam się i trawię dane mi tak wyjątkowe doświadczenie. W większości domów „zwykłych” rodzin nigdy nie czułem tak wielkiej miłości, poświęcenia dla siebie nawzajem, które powoduje, że życie nie jest puste i nabiera sensu. To wszystko mimo wieloletniego zmęczenia, często zniecierpliwienia i niewiadomej przyszłości. Życzę każdemu by spędził choć trochę czasu z tymi świetnymi dzieciakami lub dorosłymi ludźmi. Żeby poznał ich, porozmawiał, poczuł ich obecność, przytulił, może nawet zaprzyjaźnił się. Gwarantuję że obcując z tak nieprzeciętnymi osobami samemu można stać się lepszym człowiekiem.


fot. Maciej Herman / dzięki uprzejmości autora


Maciej Herman – fotograf niezależny, urodzony w 1972 roku w Gdyni, mieszkający od 2008 roku w Warszawie. Utrwala głównie miejski pejzaż, szukając człowieka w zanikających miejscach i śladach. Preferuje tradycyjną fotografię czarno-białą. Wystawiał swoje prace m.in. w galerii Luksfera (Warszawa 2006), Chatce Żaka (Lublin 2008 – „Miejsce rzeczywiste, miejsce wyobrażone”), Green Gallery (Warszawa 2009 – „Światłocienie snu”).

niedziela, 15 stycznia 2012

Balcerek - zakończenie projektu

fotografia z książki "Balcerek", M. Sokalska, B. Spyra, M. Górski, 2011

Kolejny raz pozwolę sobie na odrobinę auto-promocji, mam nadzieję, że to zniesiecie, Drodzy Czytelnicy.
Zakończył się bowiem, zorganizowany przez Gliwicki Dom Fotografii, dokumentalny projekt "Balcerek".
Przez kilka ostatnich miesięcy nasi fotografowie - Maga Sokalska, Bartek Spyra i Marcin Górski żyli rytmem miejskiego targowiska oficjalnie zwanego "Balcerkiem". 
W tym samym czasie na targowisku pracowała grupa socjologów z Uniwersytetu Śląskiego pod kierunkiem dr Agaty Zygmunt i dr Andrzeja Górnego. 
Projekt został zrealizowany przy wsparciu (merytorycznym i nie tylko!) Muzeum w Gliwicach oraz Urzędu Miejskiego w Gliwicach. 


fotografie z książki "Balcerek", M. Sokalska, B. Spyra, M. Górski, 2011

Założony ponad 20 lat temu targ miejski, jeden z pierwszych znaków transformacji podążających za planem Balcerowicza spełniał początkowo rolę łącznika ze niemal nieznanym światem spoza PRL - niemal z dnia na dzień pojawiły się kolorowe ubrania z Azji, przecier pomidorowy z Węgier, słodycze z NRF, jogurty, banany itd. 
Wielu energicznych ludzi porzuciło swoje dotychczasowe zajęcia by wspólnym wysiłkiem pchnąć siebie i nas ku lepszemu światu, można śmiało rzec, że ten cywilizacyjny skok zawdzięczamy w jakiejś mierze tym bezimiennym bohaterom tamtych czasów.

 fotografia z książki "Balcerek", M. Sokalska, B. Spyra, M. Górski, 2011


Czasy zmieniły się jednak, miejskie targowiska, często w sercach miast, najdroższych terenach inwestycyjnych stanowią niechciany relikt przeszłości, dumni gospodarze miast czyniąc je piękniejszymi usuwają je, zazwyczaj zderzając się z falą protestów, ludzi, którzy swój byt oparli na handlu w tych miejscach. To ci sami ludzie, którzy 20 lat temu, jako pierwsi uwierzyli i tworzyli nową rzeczywistość.

fotografia z książki "Balcerek", M. Sokalska, B. Spyra, M. Górski, 2011

Gliwicki "plac Balcerowicza" w obecnym miejscu powstał "tylko na chwilę", w zastępczej lokalizacji. Funkcjonuje tam od niemal 20 lat w niezmienionej niemal formie, ponieważ, już od początku wiadomo było, że zostanie niebawem zlikwidowany. 
Od zawsze wiadomo, że przez teren "Balcerka" przejdzie Trasa Średnicowa - dzisiaj powstała już niemal cała, z wyjątkiem gliwickiego odcinka, wszystko wskazuje na to, że to ostatnie chwile, tego jednego z ostatnich już oryginalnych placów Balcerowicza położonych w centrach dużych miast.

Nasze zespoły wsłuchiwały się w tętno gliwickiego Balcerka, poznaliśmy przeszłość i codzienność ostatnich miesięcy targu, atmosferę, obawy, nadzieje ludzi tam pracujących, ich klientów, mieszkańców okolicznych domów, poznaliśmy hierarchię i wzajemne relacje ludzi, grup i podgrup, poznaliśmy przedstawicieli władzy legalnej  a także i nielegalnej, zwyczaje i swoistą subkulturę.

fotografia z książki "Balcerek", M. Sokalska, B. Spyra, M. Górski, 2011

Rezultatem naszej pracy jest książka zawierająca ekstrakt badań socjologicznych, ubrany w beletryzującą formę alfabetu; drugim elementem książki jest materiał fotograficzny, zarówno nasze zdjęcia jak i zebrane zdjęcia archiwalne przyniesione nam przez pracowników Balcerka.

Jutro, 16 stycznia 2011, o godz. 18.00 w Czytelni Sztuki w Gliwicach odbędzie się spotkanie podsumowujące projekt "Balcerek", zaprezentujemy również książkę.
Zapraszam serdecznie.

okładka książki "Balcerek", 2011

Czytelnia Sztuki

Willa Caro
ul. Dolnych Wałów 8a
44-100 Gliwice
czytelnia@czytelniasztuki.pl
www.czytelniasztuki.pl