sobota, 26 maja 2012

3 z 42 / Stanisław Ignacy Witkiewicz / Portret wielokrotny


Stanisław Ignacy Witkiewicz, Portret wielokrotny, Petersburg, 1917
Stanisław Ignacy Witkiewicz  sfotografował siebie w mundurze wojsk carskich. Witkacy zaciągnął się do piechoty rosyjskiej i brał udział w I wojnie światowej. Był wszechstronnym artystą, przede wszystkim malarzem i rysownikiem oraz dramaturgiem i teoretykiem. Popełnił samobójstwo 17 września 1939 roku na wieść o wkroczeniu wojsk radzieckich do Polski. Portret modela w lustrach, tak zwany wielokrotny, był rozpowszechnionym motywem w fotografii początku XX wieku./fot. z kolekcji Muzeum Sztuki w Łodzi

- - - - - - - - - - - - - - - - - - - - - - - - - - - - - - - - - - - - - - - - - - - - - 



Światowa historia fotografii ma swój własny portret wielokrotny. Wykonał go Marcel Duchamp w 1917 (21 czerwca) roku.  My na szczęście mamy PIERWSZY taki portret w historii fotografii. Należał do Wacława Szpakowskiego i pochodzi z 1913 (funkcjonuje też wersja, że w 1912) roku. Witkacy zatem plasuje się „gdzieś” pomiędzy. Z jednej strony – Witkacy to sławna postać i budząca kontrowersje biografia, z drugiej „nasi” przed Duchampem i całym światem, z trzeciej powstają pytania pytania: inspiracja, naśladownictwo czy zbieg okoliczności?

O fotografiach ‘wielokrotnych’ mówi się, że powstawały w wesołych miasteczkach, w bardzo popularnych wówczas gabinetach luster, w innych wersjach wszystkie te portrety robiło się u fotografa (i tak też wszyscy artyści zrobili, ponoć). Jeśli się jednak zastanowimy jak prostych środków potrzeba by taki portret wykonać, może i powinna zawładnąć nami ogromna wątpliwość co do mnożenia teorii.




Duchamp, Portret wielokrotny, materiały prasowe wystawy "Inventing Marcel Duchamp" / z kolekcji prywatnej / Francis M. Naumann Fine Art /National Portrait Museum, Washington DC / Smithsonian Institution


Argument pierwszy: przed światem, w awangardzie. To oczywiście ciągle wątpliwość i spór – czy pierwszy w ogóle istniał. Jeśli zaś mowa o wykorzystaniu artystycznym – to można rozpocząć wyścig. I wówczas faktycznie – pierwsi na świecie. Cóż z tego, skoro w bardzo niewielu wydawnictwach światowych ten Szpakowski czy już o niebo bardziej znany ten Witkacy, figurują. W dodatku obok Duchampa takie portrety robili też inny awangardowi artyści, m.in. Umberto Boccioni i Henri-Pierre Roche, którzy swoje zdjęcia wykonali jakoś w tym samym czasie.

Argument drugi: banalne środki. 2 lustra i statyw lub życzliwa dusza, ewentualnie współcześnie samowyzwalacz czy inny kabelek/pilot. Najtrudniej wpaść na pomysł jak się zmieścić w 5 osób w jednym kadrze i to bez aparatu. A potem już z górki. Tutaj jest bardzo przyjemny podgląd na warunki potrzebne do wykonania takiego portretu (przy okazji wystawy Witkacego „Psychoholizm” we Wrocławiu w 2010 roku, podczas nocy muzeów).


Wacław Szpakowski, "Portret wielokrotny", 1913 (1912?) / źródło: Wikipedia

Argument trzeci: rozpowszechnianie. Dlaczego Duchamp najsławniejszy, to nas chyba nie dziwi. My wciąż drążymy do odpowiedzi: dlaczego oni nie znają naszego?! W historii krajowej zatem pozostaje pojedynek Szpakowski kontra Witkacy. Kim był Szpakowski?? Kiedy wykonał portret był absolwentem Wydziału Architektury w Rydze. Nazywany jest „pionierem polskiej awangardy. Uprawiał twórczość osobną o cechach prekursorskich”(Ewa Gorządek dla Culture.pl) 

W odróżnieniu zatem do Szpakowskiego - „Witkacy wielkim poetą był”. Chodzi oczywiście o popularność, rozpoznawalność oraz istnienie w podręcznikach szkolnych. Witkacy uwielbiał robić zdjęcia, miał ich mnóstwo. (Nie uznawał przy tym fotografii za sztukę i mimo wielu pism teoretycznych, nie padają tam słowa: zdjęcie, fotografia…) Robił setki swoich twarzy i min, kolegów i koleżanek. Ustawianek, przebieranek. Zdjęcie w pilotce, zdjęcie w samochodzie, w okularach, w kapeluszu, w berecie, pod rękę z dwiema paniami w kurorcie. Czemu zatem TO?

wyszukiwarka grafiki google dla zapytania 'witkacy autoportret fotografia'

Argument czwarty: Mundur. A dalej: skandal, plotka. Wszyscy przecież wiemy, bo to wiedza obiegowa, zabił się gdy usłyszał, że nas właśnie wyzwalają we wrześniu 1939. Wiemy bo powstawały filmy, bo temat ten jest obecny do dziś w sztuce, bo to informacja, którą niemal zawsze podaje się wymieniając nazwisko artysty. Witkacy służył w armii carskiej. Sam się zaciągnął (ponoć w efekcie kłótni z ojcem). Służył w elitarnej jednostce piechoty, był na froncie i został ranny. [Odeślę do wykładu (fragmentu)]

Związki Witkacego z Rosją interesował malarza Gruppy – Włodzimierza Pawlaka. Temat przepracowywał wielokrotnie, w Muzeum Narodowym w Krakowie znajduje się portret zatytułowany „Stanisław Ignacy Witkiewicz” i przedstawia ubranego w mundur carski mężczyznę z rowerem. Drugim przykładem była praca z 1985 roku „Stanisław Ignacy Witkiewicz podrzynający sobie żyły po wkroczeniu Niemców do Polski” (Muzeum Narodowe w Warszawie). Co zaś się tyczy samej śmierci samobójczej, jedyny świadek Czesława Oknińska zmieniała wersję zdarzeń, następnie ekshumowano zamiast Witkacego inną osobę, wreszcie w 2010 roku powstał film Jacka Koprowskiego „Mistyfikacja”

W sztuce nowoczesnej temat portretu wielokrotnego podejmowali m.in.: Józef Robakowski, Barbara Konopka, Piotr Tomczyk. Występował także w niezliczonych nawiązaniach jednorazowych i „przypadkowych” użyciach. Historia – historią, wątpliwości – wątpliwościami, do tego legenda i ogromna popularność, wszystko to pracuje na korzyść Witkacego i jego najbardziej w Polsce rozpowszechnionego portretu wielokrotnego.

Więcej: o portrecie wielokrotnym Basia Sokołowska dla Fotopolis.pl 

A dla ciekawych szczegółów w samym zdjęciu, praca dostępna w zbiorach Muzeum Sztuki w Łodzi poprzez Google Art Project 





czwartek, 24 maja 2012

2 z 42 / 4 z 42 / fotograf nieznany / Piłsudski

Fotograf nieznany, Przyjazd Józefa Piłsudskiego do Warszawy, 12 grudnia 1916
Powitanie brygadiera Józefa Piłsudskiego na peronie Dworca Wileńskiego w Warszawie po przybyciu z Krakowa. Zdjęcie to często było mylnie datowane na 10 listopada 1918 roku, czyli na przeddzień odzyskania przez Polskę niepodległości. Wówczas Piłsudski przyjeżdżał do Warszawy z więzienia w Magdeburgu. /fot. dzięki uprzejmości Narodowego Archiwum Cyfrowego / 2 z 42 / 
- - - - - - - - - - - - - - - - - - - - - - - - - - - - - - - - - - - - - - - - - - - -



Fotograf nieznany, Przewrót majowy, Warszawa, 12 maja 1926
Dwa dni po ukonstytuowaniu się nowego rządu pod kierownictwem Wincentego Witosa, Marszałek Józef Piłsudski w towarzystwie generała Gustawa Orlicza-Dreszera idzie na spotkanie z prezydentem Stanisławem Wojciechowskim. Zakończona niepowodzeniem rozmowa stanie się bezpośrednią przyczyną przewrotu majowego. Utworzona przez Piłsudskiego Sanacja sprawowała autorytarne rządy do II wojny światowej. Do spotkania doszło na moście imienia Księcia Józefa Poniatowskiego. / fot. dzięki uprzejmości Narodowego Archiwum Cyfrowego /4 z 42/



- - - - - - - - - - - - - - - - - - - - - - - - - - - - - - - - - - - - - - - - - - - -

W akcji „Fotoikony” nie ma bohatera przewodniego, rekordzisty w polskiej historii. Najczęściej, czyli dwukrotnie pojawiają się Lech Wałęsa, Józef Piłsudski, Edward Gierek i papież Jan Paweł II. (Choć właściwie jeśli wliczyć rzeźbę Cattelana i uznać go za bohatera „Białego marszu” to zdecydowane zwycięstwo obejmuje  błogosławiony Jan Paweł II).

Zdjęcia z Piłsudskim dzieli 10 lat różnicy. Obydwie fotografie zamieszczone w akcji wykonali fotografowie, których nazwisk już raczej nie poznamy. Wypada zatem pisać o samym bohaterze i historii, konkretnych momentach, ich genezie i skutkach. Zamiast jednak udawać historyka, ucieknę jednak w kierunku wykorzystania tych fotografii.

Pierwsza z nich pochodzi z grudnia 1916 roku. Dworzec Wileński. Pociąg z Krakowa. To zdjęcie jednak (jeśli znamy) kojarzymy z listopadem 1918. Dworzec Główny. Pociąg z Magdeburga (przez Berlin). To zupełnie inny etap życia Piłsudskiego, wojny, układu sił w tej części świata, na koniec także i dworce i początek podróży inny. Problem tkwi w tym, że nie znamy – nie mamy (?) zdjęć z tego, czy raczej TEGO przybycia Piłsudskiego do Warszawy w 1918 roku. Witany był na dworcu Głównym po trwającym kilka miesięcy więzieniu, przybywał 10 listopada by objąć dowództwo sił zbrojnych oraz z misją utworzenia rządu. [dekrety otrzymał 11 i 12 listopada]. 





Obchody 90-lecia odzyskania niepodległości, Warszawa, 11 listopada 2008 / fot. Paweł Supernak / PAP / dzięki uprzejmości autora /

 Obchody 90-lecia odzyskania niepodległości, Warszawa, 11 listopada 2008 / fot. Paweł Supernak / PAP / dzięki uprzejmości autora /

Obchody 90-lecia odzyskania niepodległości, Warszawa, 11 listopada 2008 / fot. Paweł Supernak / PAP / dzięki uprzejmości autora /

W 90tą rocznicę „zrekonstruowano” przybycie Piłsudskiego do stolicy. Janusz Zakrzeński, aktor, który wielokrotnie wcielał się w rolę marszałka, był wówczas witany na dworcu Warszawa Centralna. Różnie odgrywano po latach z udziałem ‘sobowtóra’ Piłsudskiego wydarzenia, często nawet wystarczył Zakrzeński w mundurze stojący pośród polityków współczesnych na trybunie, przejazd bryczką, spacer po Starówce. Aktor zginął na pokładzie samolotu 10 kwietnia 2010.

Wracając jednak do ikoniczności zdjęcia, skąd ono takie ważne? Mamy ważny moment w wyobraźni, chwytliwy i „namacalny”. Ta niepodległość liczy się jakby od pierwszych kroków Piłsudskiego na peronie. No trudno, nie ma zdjęcia, ale to sprzed dwu lat może posłużyć za ilustrację innego wydarzenia, prawda? To bezpośrednia przyczyna jego popularności, częste publikacje i obieg masowy. 



Tłum ludzi przy wjeździe na Most ks. Józefa Poniatowskiego. / 12-15.5.1926 / źródło: NAC


Istnieje dużo więcej zdjęć Przewrotu majowego, niż (z któregokolwiek) przybycia Piłsudskiego do Warszawy. Trudno ten zbiór nazwać bogatym, natomiast jest bardzo różnorodny. Znajdziemy bowiem fotografie manifestacji, zgromadzeń, tłumów na ulicach stolicy, żołnierzy i wojskowe posterunki rozstawione w różnych punktach miasta, jest dokumentacja działań i zniszczeń, są wreszcie przemarsze Piłsudskiego ze swoimi generałami, ministrami, itd. Tych ostatnich jest bodaj najwięcej. Większość z tych „chodzonych” zdjęć jest jednak zadatowana błędnie na maj 1926 roku.


Tłum ludzi przyglądający się posterunkom wojskowym na rogu ulicy Marszałkowskiej Nowogrodzkiej. / 12-15.5.1926 / źródło: NAC


Widok ogólny mogiły zbiorowej ofiar przewrotu majowego. / po 18 maja 1926 / źródło: NAC


Kondukt pogrzebowy z ciałem podporucznika Szczepana Olchowicza na ulicy Krakowskie Przedmieście przed (kościołem św. Krzyża). Widoczny tłum uczestników pogrzebu. / 18.5.1926 / źródło: NAC


Żołnierze na stanowisku podczas obrony Belwederu. Widoczny ręczny karabin maszynowy Chauchat wz.1915. /12-15.5.1926 / źródło: NAC



 Józef Piłsudski w towarzystwie pułkownika Bolesława Wieniawy-Długoszowskiego (1. z lewej), majora Aleksandra Prystora (4. z lewej), pułkownika Wacława Stachiewicza (5. z lewej) na ulicy Królewskiej w drodze do siedziby Sztabu Generalnego. / źródło: NAC


Dwa zdjęcia wyjątkowo utarły się w pamięci. Są bardzo do siebie podobne: to samo miejsce – most Poniatowskiego, ci sami ludzie: Józef Piłsudski i generał Orlicz-Dreszer. Różnią się kierunkiem sceny –  na jednym ewidentnie wracają ze spotkania – Piłsudski w otoczeniu samych wojskowych, na tym „bardziej” ikonicznym jest jakieś niedopowiedzenie i osoby w cywilu. Czemu zatem bardziej ikoniczne? Marszałek idzie, ale się odwrócił? Takie wrażenie. Może jest nadzieja na pomyślny przebieg rozmowy? Na zdjęciu mniej ikonicznym miny przesądzają temat?

A może jest i coś zabawnego w tym układzie wojskowych, gdzie z sześciu mężczyzn, całych pięciu zastygło w tym samym rytmie? Może to stąd częściej widzieliśmy to bardziej poważne i niedopowiedziane ujęcie, bo przecież samo wydarzenie tragiczne. Niepowodzenie rozmów, kryzys państwowy, zamach stanu, walki uliczne i w ciągu 4 dni 379 ofiar (w tym 164 cywili!). 


fotograf nieznany / Przewrót majowy, Warszawa 12.5.1926 / źródło: Wikipedia





wtorek, 22 maja 2012

1 z 42 / Karol Beyer / Pięciu Poległych

Karol Beyer, Pięciu poległych, Warszawa, 27 lutego 1861


W trakcie antyrosyjskiej manifestacji na ulicach Warszawy, wojsko carskie otworzyło ogień do protestujących. Ciała pięciu poległych: Filipa Adamkiewicza, Michała Arcichiewicza, Karola Brendela, Marcelego Pawła Karczewskiego i Zdzisława Rutkowskiego, złożono w Hotelu Europejskim. W zakładzie Karola Beyera powstały fotografie zmarłych leżących na marach z odsłoniętymi ranami. Zdjęcia te samodzielnie, bądź w zestawach były szeroko rozpowszechnione wśród polskich patriotów. /fot. ze zbiorów Biblioteki Narodowej w Warszawie
- - - - - - - - - - - - - - - - - - - - - - - - - - - - - - - - - - - - - - - - - - - -

W „Fotoikonach” znalazło się jedno jedyne w końcu zdjęcie, a raczej kompozycja  z XIX wieku. Autorstwo przypisaliśmy, zgodnie z powszechnymi atrybucjami Karolowi Beyerowi, ale sytuacja jest troszkę bardziej skomplikowana.
Zdjęć jest pięć. Wszystkie opisane nazwiskiem poległego, dopisane gdzieś w przestrzeni obrazu fotograficznego. Wszystkie one powstały w zakładzie Karola Beyera. Różne bywały domniemania czy to sam Beyer był autorem, czy pomysłodawcą, czy był nim raczej jego uczeń Marcin Olszański? Tego się najpewniej już nie dowiemy. Warto jednak pamiętać, że w zakładach fotograficznych, tym szczególniej ‘imiennych’, cała powstająca produkcja podpisywana była nazwiskiem właściciela. Asystenci i laboranci, jak byśmy ich dziś nazwali, czasem odciskali swoje bardziej indywidualne piętro, czasem talentami przewyższali mistrza, w końcu może zakładali własne firmy. Przypisywanie zdjęć uczniów i pracowników, właścicielowi było praktyką powszechną. Słynną historią, wciąż budzącą kontrowersje była współpraca Alexandra Gardnera w studiu/firmie Matthew Brady.


Zdjęcia były w różnorodny sposób komponowane. Funkcjonują także osobno, w układach mniej lub bardziej zdobionych i ilustrowanych. Najczęściej rozprowadzano je w formacie carte de visie, około 6x10 cm. W zbiorach Biblioteki Narodowej znajdują się także inne układy, w Muzeum Narodowym w Warszawie jeszcze inny, w Muzeum Niepodległości, itp...[tutaj o „naszej” wersji]

Zdjęcia wykonane zostały w procesie kolodionowym i wywołane na papierze albuminowym. Ten delikatny arkusz potrzebował podklejenia. Zatem tektura. Bardzo szybko wykorzystano ten ‘konieczny dodatek’ do reklamy zakładu. Ale na zdjęciach z „5 poległymi” – czy oni występują razem czy osobno, nie widnieje żaden podpis, znaczek, pieczęć ani emblemat zakładu. Rewers jest pusty. Z jednej strony zagrały tu z pewnością względy bezpieczeństwa, z drugiej zaś ogromna popularność zdjęć jako ‘sprawy narodowej’. Już od momentu powstania tych zdjęć, stały się one w pewnym sensie ‘dobrem wspólnym’, przekazywano je sobie, z czasem i inne zakłady wypuszczały kopie ‘poległych’. Stąd mnogość układów, ilustracji i egzemplarzy! „Pięciu poległych” to z pewnością najbardziej rozpowszechnione polskie zdjęcie XIX wieku, które funkcjonowało żywo w swoich czasach. Jasne, z XIX wieku pochodzą także portrety Mickiewicza czy Krasińskiego, które zdobiły nasze sale lekcyjne i podręczniki. To jednak już inna historia i wykorzystanie.

Pewnym wyjaśnieniem dla popularności tej pracy, jest teza Danuty Jackiewicz, autorki monografii o Karolu Beyerze: „Fotograficzne portrety pięciu ofiar świadczyły o brutalnej zbrodni dokonanej przez carskie wojsko, a jednocześnie przykuwały uwagę zapisanym w tych obrazach majestatem śmierci bohaterskiej. Portrety każdej z ofiar osobno, a także kompozycje typu tableau z wizerunkami Pięciu Poległych ułożonymi na jednej kartce, stały się ważnym narzędziem oddziaływania na narodowe emocje przez polskie ugrupowania patriotyczne rozrzucone po całym świecie. (…) są obecnie uznawane za jedne z najważniejszych obrazów w dziejach polskiej fotografii, dających początek politycznie zaangażowanemu reportażowi.”/Jackiewicz D., Karol Beyer 1818-1877. Fotografowie Warszawy, wyd. Dom Spotkań z Historią i Muzeum Narodowe w Warszawie, Warszawa 2012, s.22/ 
Zenon Harasym dodawał także, że fotografie "cieszyły się powszechnym zainteresowaniem i szacunkiem. Zapotrzebowanie było tak wielkie, że jak wspominaWalery Przyborowski: Tysiące, setki tysięcy tych fotografii poległych w najrozmaitszych formatach rozbiegło się po kraju, kupowanych skwapliwie, rozbudzając wszędzie widokiem ran odkrytych, żal, nienawiść i chęć pomsty na barbarzyńcy, który takiej zbrodni się dopuścił."/za: Harasym Z., Ze starego albumu, wyd. Bosz, Olszanica 2010, s. 108/

Nawet zatem jeśli nie mamy w pamięci tej pracy, jeśli nie ukształtowała nas współcześnie, pozostaje bezspornie jedną z najważniejszych fotografii w polskiej historii. Co zaś się tyczy samych poległych, ich pogrzeb przerodził się w masową manifestację patrityczną. Wydarzenie to zachowało odzwierciedlenie w rycinach i płótnach. Polegli spoczywają we wspólnej moglile na Cmentarzu Powązkowskim w Warszawie.


Portret pośmiertny Michała Arcichiewicza / źródło: BN

Portret pośmiertny Filipa Adamkiewicza / źródło: BN

Portret pośmiertny Zdzisława Rutkowskiego / źródło: BN

Portret pośmiertny Marcelego Karczewskiego / źródło: BN

Portret pośmiertny Karola Brendela / źródło: BN
fotografie pochodzą ze zbiorów Biblioteki Narodowej



Fotoikony w Polsce









„Fotoikony w Polsce. Poszukiwanie / Głosowanie” jest wystawą w ramach ekspozycji „Charlotte Cotton. Fotografia w życiu codziennym” czyli Sekcja Eksperymentalna Miesiąca Fotografii w Krakowie. Na wystawie widzowie doklejają kropki pod swoje ulubione zdjęcia. W Internecie, w Fundacji .DOC wszyscy internauci mogą po prostu oddać głos. 

Fot. 96. Portret symetryczny z niefortunnie dobranym tłem  (fot. Krystyna Raczuńska), z: Mikołaj Iliński, Jan Raczyński, Fotografia w życiu codziennym, Wydawnictwa Artystyczne i Filmowe, Warszawa 1978 / materiały Miesiąca Fotografii



W Miejscu przybliżymy historie stojące za zdjęciami, za fotografującym lub bohaterem obrazu.
Wystawa i internetowe głosowanie trwają do 17 czerwca. Jeśli macie jakiekolwiek pytania, wątpliwości, chcecie podrzucić nam zdjęcie (nie ujęte w akcji) lub wspomnienie (wokół fotografii z wystawy) – jesteśmy do Waszej dyspozycji: fotoikony@fundacjadoc.org [lub komentarze w Miejscu].

Na początek coś do poczytania - całe trzy teksty na temat projektu. Zdjęcia z historiami już zaraz.

Wszystkie teksty związane z projektem (i kilka wcześniejszych postów) znajdziecie zawsze pod hasłem IKONY



1 / Fotoikony w Polsce. Poszukiwanie / Głosowanie. O projekcie / Joanna Kinowska

Nie ma takiego słowa w języku polskim jak „fotoikony”, ale wszyscy je rozumiemy jako fotografie ikoniczne. Podobnie jest z owymi zdjęciami. Nikt ich nie zebrał w jednym miejscu, ale każdy ma w pamięci swój własny zbiór ważnych obrazów.

Poszukiwanie.

1/ Fotografie. Interesują nas zdjęcia odnoszące się bezpośrednio do danego wydarzenia. Nie bierzemy pod uwagę reprodukcji innych dzieł sztuki, stopklatek   z filmów, fotomontaży czy innych obrazów kultury. To mogą być zdjęcia cyfrowe lub analogowe, mogą być dokumentalne albo kreacyjne.
2/ Ważne. To musi być zdjęcie istotne dla wielu osób, coś co dotyczy jakiejś grupy. Ważne bo może przedstawiać kluczowe wydarzenie dla wspólnej historii, moment przełomowy, albo symbolizuje coś, opisuje w czytelny dla ogółu sposób, z czymś się nam kojarzy. Wykluczamy z naszego wyboru zdjęcia ważne dla rodziny, jednej klasy czy nawet dzielnicy lub miasteczka. Szukamy zdjęć, które są ważne dla większości Polaków.
3/ Rozpoznawalne. O takim zdjęciu wystarczy opowiedzieć, co widać, co przedstawia. W głowie czytającego lub słuchającego wyłania się obraz. Właśnie ten. Niektórzy widzowie mogą kojarzyć obrazy po nazwisku autora i tytule, inni skojarzą datę wykonania zdjęcia z wydarzeniem, inni zaś będą pamiętać obraz bez szczegółów.
4/ Wywierające wrażenie. Ikony działają na emocje. Widz zapamiętuje lepiej obraz, który go poruszył. Tym bardziej jeśli sprawa jest ważna i jakoś dotycząca oglądającego (patrz punkt 2)
5/ Ponadczasowe. To najtrudniejszy test. Sprawdzian z tego jak interesujemy się historią, fotografią, sztuką i światem. Ponadczasowe zdjęcie musi być znakomicie zrobione, w doskonałym momencie i ogniskować w sobie silny i czytelny przekaz. To takie zdjęcie, które poruszy kilka pokoleń.
6/ Polskie. Nie chodzi o sprawdzanie metryki urodzenia fotografów czy osób przedstawionych na zdjęciach. Powinniśmy raczej napisać „fotoikony dla Polaków”, choć to też nie oddaje zamierzeń. Fotografie faktycznie mają dotyczyć Polski – mogą robić to tu na miejscu, jak i za granicą; mógł fotografować obywatel RP lub gość-turysta.

Poszukiwanie fotoikon odbyło się w trakcie kilkumiesięcznego procesu. Stawialiśmy pytanie o ważne zdjęcia tak zwanemu „komitetowi nominującemu”. Znalazło się w nim przeszło 300 osób, które zajmują się ogólnie pojętą kulturą. Ich odpowiedzi w wielu miejscach  się pokrywały, wskazywali te same obrazy. Te najpopularniejsze zebraliśmy na wystawie.

Głosowanie.
Każdy może zagłosować na zdjęcie, które uważa za najważniejsze. Można uzasadnić swój wybór. TAK: bo dobrze znam to zdjęcie. TAK: bo jest świetne i bardzo mi się podoba fotograficznie. TAK: bo dobrze opowiada historię. TAK: bo pamiętam je z podręcznika czy gazety. TAK: bo właśnie dowiaduję się, o ciekawej historii. Każde z tych „tak” jest świetnym wyborem.
Dzięki głosom publiczności możemy zweryfikować wybór. Efektem będą cyfry i słupki, zmierzona popularność. Głosowanie jest etapem kończącym poszukiwania, ale startem               do dalszych refleksji i prawdziwych badań. Dlaczego w zbiorze dominują zdjęcia trudne  i przykre? Skąd tyle martyrologii? Czemu nie mamy tu prac z pogranicza dokumentu, czemu tak mało dzieł sztuki? Jak to się dzieje, że jeden kadr jest lepiej pamiętany od drugiego? Zostaje nam w pamięci bardziej kolor czy czarno biel? Czy zdjęcia ikoniczne wiążemy jakoś z nostalgią, a może jest coś co „powinno” być dla nas ważne? Czy kojarzymy ten obraz bezpośrednio czy z jakiegoś nawiązania i „remixu”?
Czy wybierając ważne zdjęcie identyfikujemy się z osobą przedstawioną lub jej poglądami?

Poddajemy głosowaniu kilkadziesiąt zdjęć. Zadajemy właściwie tylko jedno pytanie. Tych dodatkowych można jeszcze mnożyć.

Ikoniczne.
Temat ikonicznej fotografii, czyli takiej, którą rozumieją i pamiętają mieszkańcy danego
regionu, z którymi identyfikują swoją historię – jest w Polsce nierozpoznana. Publikacje
wyborów zdjęć „najlepszych”, „najważniejszych”, „ikonicznych” ze świata nie mają wpływu na ten stan.
Pomysł na poszukiwanie narodził się podczas lektury książki „No Caption Needed” Roberta Hariman oraz John’a Louis Lucaites / Iconic Photographs, Public Culture and Liberal Democracy, wyd. The University of Chicago Press, Chicago and London, 2007/. Autorzy weryfikują historie ikonicznych zdjęć, dostarczają definicji oraz opowiadają o związkach fotografii z życiem kulturalnym i polityką.
Zbigniew Libera w swojej pracy „Pozytywy” (2002-2003) zainscenizował kilkanaście ikonicznych zdjęć od nowa, zmieniając ich wydźwięk na optymistyczny. „Mamy zawsze do czynienia z zapamiętanymi widokami rzeczy” – wspominał autor, korzystając z zaledwie dwu obrazów, które namacalnie dotyczą Polski.
„Matka migrująca” (Dorothea Lange), ucieczka i rozpacz wietnamskich dzieci poparzonych napalmem (Nick Ut) lub zatknięcie flagi USA na wyspie Iwo Jima (Joe Rosenthal) czyli jedne z najbardziej znanych, podziwianych i bezspornie ikonicznych zdjęć – czy coś mówią „Kowalskiemu”? Czy nie bliższe są obrazy dotyczące historii europejskiej, jak np. zatknięcie radzieckiej flagi na Reichstagu (Yevgeni Khaldei), upadek muru berlińskiego, wyzwolenie Paryża? Oczywiście do współczesnego zbioru ikon fotografii światowej polskiego obywatela należą także, bezspornie portrety (np. Che, Marylin Monroe) i zdjęcia ilustrujące głośne wydarzenia  (np. atak na World Trade Center) a także te o skali światowej jak np. lądowanie na księżycu.

Poszukiwanie to przede wszystkim próba ułożenia tych ważnych fotografii obok siebie, przypomnienia ich. Głosowanie to sprawdzenie czy podpis pod zdjęciem jest nam potrzebny. Czy wyłonione prace okazały się faktycznie tymi, z którymi może się identyfikować
statystyczny Polak? Mamy nadzieję, że ten projekt to pierwszy głos w dyskusji oraz krok do wyłonienia zbioru „najlepszych i najważniejszych” zdjęć polskiej fotografii.



2. Zakorzenione zdjęcia - Zakorzenieni w zdjęciach / Bogna Kietlińska

Są takie zdjęcia, które, chciałoby się powiedzieć – znają wszyscy. I choć stwierdzenie to jest dużym uproszczeniem, to jednak jak w każdej dobrej bajce, także w nim ukryte jest ziarenko prawdy. Nie ulega bowiem wątpliwości, że istnieją zdjęcia, które w danym społeczeństwie odgrywają znaczącą rolę. Owa rola wyraża się w tym, że są one powszechnie znane i rozpoznawane. Są to zatem zdjęcia, które członków danego społeczeństwa nie pozostawiają wobec siebie obojętnymi. Co więcej, u większości z nich wywołują określony, a zatem przewidywalny wachlarz emocji.
Z socjologicznego punktu widzenia ciekawe jest to, co powoduje tak silny związek pomiędzy konkretnymi zdjęciami i określonymi ludźmi. Krótko mówiąc, co sprawia, że poniższy opis, w wyobraźni tak wielu Polaków wizualizuje się jako konkretny obraz.

Zdjęcie robione z góry, być może z okna. Zaśnieżone miasto. Naszym oczom ukazuje się Kino Moskwa, na którego elewacji znajduje się dużych rozmiarów afisz filmowy reklamujący głośny film Coppoli. Przed kinem stoi czołg, przy którym zebrali się żołnierze.

Wizualizacja ta nie zawsze idzie w parze z konkretną wiedzą, a zatem obraz ten dla wielu osób nie jest w ich świadomości zdjęciem wykonanym przez Chrisa Niedenthala. Niemniej jednak jest obrazem znanym, swojskim, zakorzenionym w „pamięci” Polaków. Właśnie temu zagadnieniu zdecydowałam się poświęcić niniejszy tekst. Chciałabym tu krótko opowiedzieć o zakorzenieniu zdjęć w ludziach i ludzi w zdjęciach. Jednocześnie, na ten moment, decyduję się jedynie na czysto teoretyczny charakter rozważań. Mam jednak nadzieję, że po zakończeniu kluczowych etapów projektu, będę miała okazję zderzyć refleksje te z empirią.

Kompetencje
Jako punkt wyjścia przyjmuję problem kompetencji. Aby jakiś obraz wyłonił się w naszej świadomości, musimy być wyposażeni w określony rodzaj kompetencji – w tym wypadku kulturowych, ponieważ widzenie jest zawsze widzeniem kulturowym. Kompetencje te w mniejszym lub większym zakresie są wspólne dla członków danego społeczeństwa. 
Kompetencje kulturowe należy rozumieć jako zasób potencjalnych możliwości organizmu i umysłu człowieka będącego członkiem danej grupy kulturowej. Jest to zatem zespół cech, które określają predyspozycje jednostki do uczenia się kultury, a także sposób posługiwania się wiedzą i rozwiniętymi umiejętnościami (Por. M. Ziółkowski, Nabywanie kompetencji kulturowej, w: „Kultura artystyczna a kompetencje kulturowe”, (red.) T. Kostyrko i A. Szpociński, Warszawa 1989, s. 18.). Podobnie jak kompetencje językowe, kompetencje kulturowe mają charakter twórczy, a zatem pozwalają wytwarzać nowe zachowania, a także przekształcać przyswojone wcześniej przez jednostkę elementy, reguły czy wartości. Podrzędne względem kompetencji kulturowych, ale jednocześnie stanowiące ich rodzaj są kompetencje wizualne. Funkcjonują one na podobnej zasadzie, a zatem także mają charakter twórczy. Dotyczą one jednak konkretnie umiejętności odczytywania, posługiwania się i interpretowania przekazów ikonicznych wytwarzanych w danej kulturze, a w swym twórczym charakterze także modyfikowania zastanych i wytwarzania nowych obrazów. Dzięki tym kompetencjom powierzchowne patrzenie staje się widzeniem.
Ponadto osoby realizujące te dwa rodzaje kompetencji, są zawsze członkami jakichś grup społecznych. Mimo to, poszczególne osoby należące do danej grupy, w różnym stopniu przyswajają i rozwijają kompetencje kulturowe (w tym także wizualne).
Stąd niektórzy Polacy wcześniej przytoczony przeze mnie opis zdjęcia „Czas Apokalipsy” Chrisa Niedenthala skojarzą z konkretnym obrazem, inni z obrazem i określoną sytuacją, a jeszcze inni dodatkowo z tytułem zdjęcia, datą jego wykonania i nazwiskiem autora. Ci ostatni będą wobec tego wyposażeni w najwyższy poziom kompetencji kulturowych i wizualnych. Bez względu jednak na jednostkowy poziom kompetencji, dla wszystkich tych osób zdjęcie Niedenthala jest rozpoznawalne. Wystarczy o nim opowiedzieć, opisać je, aby w ich głowach „zwizualizowało” jako ten właśnie obraz. Co zatem jeszcze sprawia, że pewne zdjęcia są rozpoznawalne i „uwspólnione” przez większość Polaków? Gdzie leży przyczyna takiego zakorzenienia obrazów?

Zakorzenienie
Ciekawą metaforą organizują myślenie socjologiczne i według mnie bardzo trafną w kontekście opisywanego tu przeze mnie zjawiska, jest metafora zakorzenienia. Zdjęcia-ikony (fotoikony) zakorzenione są w naszej świadomości. Z drugiej jednak strony, ta relacja pomiędzy fotoikoną i jej odbiorcą (nami) jest dwustronna. To nie tylko zdjęcia zakorzenione są w nas, ale to także my zakorzenieni jesteśmy w tych fotografiach. Pomiędzy fotoikoną, a jej odbiorcą, zachodzi sprzężenie zwrotne. Pozycje Obserwowanego (fotografii) i Obserwującego (widza-odbiorcy), mogą dość niepostrzeżenie ulec zamianie. Bo czy to zawsze tylko my przyglądamy się zdjęciom, czy też to także zdjęcia przyglądają się nam? Z jednej strony obserwujemy fotoikony jako obrazy, w których zaklęta jest zbiorowa pamięć. Z drugiej jednak, w fotografiach tych unaocznia się pewna bliska nam historia, opowieść. Pełnią one zatem funkcję zwierciadła, w których odbijamy się jako Polacy, w których z większą lub mniejszą przyjemnością się przyglądamy. Są to kadry zamykające przeszłość, widzianą oczami fotografa. Ten właśnie moment został uwieczniony przez autora danego zdjęcia, który dzięki temu na zawsze sytuuje się w roli obserwatora tej konkretnie chwili. To wszystko powoduje, że relacja Obserwowany - Obserwator znacznie się komplikuje i z liniowej - statycznej, zmienia się w wielokierunkową i dynamiczną.

Zakorzenienie w historii
Fotoikony to zdjęcia ważne dla większości Polaków. Ważne bo odwołują się do pamięci zbiorowej i niejednokrotnie wiążą się z narodową tożsamością. Bardzo często zakorzenienie takich zdjęć związane jest z ich wymiarem historycznym. Niejednokrotnie fotografie te przedstawiają szczególnie ważne dla wspólnej historii wydarzenie, w tym momenty przełomowe (np.: Powstanie Warszawskie, stan wojenny, strajk w Stoczni Gdańskiej, etc.), bądź postacie (Lech Wałęsa, Jan Paweł II, Wisława Szymborska). Zdjęcia te są zapamiętane i rozpoznawalne, ponieważ w jasny sposób odwołują się do znanej większości Polaków historycznej wiedzy i przez to stanowią wizualny, naoczny symbol czasów.
Zdjęcie dobrze ukazujące istotną przeszłość, ma szansę stać się obrazem ponadczasowym. W tym jednak ukrywa się największa trudność, polegająca na tym, czy kolejne pokolenia zdadzą test na rozpoznawanie obecnych fotoikon. Mam wrażenie, że trwałość takich zdjęć może być ograniczona. Dlatego też tak istotna jest edukacja historyczna poszerzona o wymiar wizualny. Tylko w ten sposób możemy przedłużyć żywotność obecnych fotoikon i sprawić, aby ich zbiór z czasem powiększał się, a nie funkcjonował za zasadzie wypierania starych zdjęć nowszymi.
Należy tu jednak także uczynić pewne zastrzeżenie. Odnośnie fotoikon ukazujących kluczowe postacie, trzeba pamiętać o tym, aby rozgraniczyć zdjęcia ukazujące ludzi-ikony od zdjęć będących fotoikonami samymi w sobie. W rozgraniczeniu tym leży moim zdaniem podstawowa trudność. Wybierając zdjęcia ikoniczne i tworząc ich katalog stawiamy się w roli sędziów kompetentnych. Dlatego też proces ten wymaga głębokiej refleksyjności podczas całego czasu swego trwania.


Zakorzenienie społeczne
Istotą fotoikon jest to, że są to zdjęcia ważne dla danego społeczeństwa. Dzięki temu, są one materializacją więzi łączącej jego członków. Działają na zbiorowe emocje, ponieważ z jednej strony dotyczą każdego z osobna, ale jednocześnie konkretnej całości. Aby jakieś zdjęcie stało się fotoikoną musi wywierać wrażenie na znacznej części społeczeństwa, z zatem musi odwoływać się do wspólnej pamięci i przez to poruszać. Zakorzenienie społeczne rozumiem tu jako odnajdywanie się jednostki w określonej wspólnocie norm i relacji społecznych, ról i tożsamości, historii i doświadczeń. Dzięki tej wspólnocie pewne zdjęcia stanowią zapalnik przywołujący intersubiektywne wspomnienia, odwołują się do dostępnej większości osób wiedzy. Wiążą one w widoczny sposób wszystkich zaangażowanych aktorów społecznych – tych historycznych, bezpośrednio biorących udział w danym wydarzeniu i tych obecnych – obserwatorów. Fotoikony mają moc utrwalania zbiorowej tożsamości i zwiększania społecznej spójności aktorów. Wywołują one narrację, która z jednostkowego poziomu wkracza na poziom społeczny. Ponadto, zakorzenienie społeczne jest często ściśle związane z zakorzenieniem historycznym. Na przykład Jan Paweł II, jako postać ważna dla polskiej historii, jest także symbolem narodowej tożsamości, wyzwalającym silne, zbiorowe - niekoniecznie o podłożu religijnym - emocje. Przykładów wzajemnego zachodzenia na siebie zakorzenienia społecznego i historycznego jest z resztą znacznie więcej. Warto byłoby być może zastanowić się nad tym, czy któryś z tych typów jest nadrzędny wobec tego drugiego. Póki co pozostawiam to jednak w charakterze pytania otwartego i zapraszam do wspólnego budowania katalogu polskich fotoikon, bo to w nich spotykamy się jako My – Polacy.



3. Fotoikony w Polsce. Poszukiwanie/Głosowanie. Czego tu brakuje? / Joanna Kinowska

Zdjęcia do akcji zostały wyłonione na podstawie pamięci. Przypominano sobie akurat o tych, a nie innych fotografiach. Nie znamy szczegółów, co determinowało wybór – czy myślano sobie o ważnych wydarzeniach i szukano ich obrazów, czy odwrotnie górę brały znakomite i popularne zdjęcia. Nie wiemy na ile w wyborze tym ważne jest kojarzenie zdjęcia od dawna, „od zawsze”, na ile kadr jest ulubiony lub może czy wybierający zna autora lub przedstawionego na zdjęciu osobiście, może wiąże się z tym dodatkowa historia. Może te kadry są najbardziej opatrzonymi zdjęciami, może ostatnio były zauważone, a może przy okazji jakiejś rocznicy akurat je wydrukowali w gazecie?
Wiemy, że zdjęcia tu prezentowane to najczęściej pojawiające się propozycje „ważnych polskich zdjęć” - nominowanych zupełnie z głowy, bez sugestii ze strony organizatora. Wybierający nie musiał uzasadniać decyzji.

Zdjęcia z pamięci.  Czasem nie było wątpliwości – „ten” „Czas Apokalipsy”, czy „ten” portret Popiełuszki, albo „ten” moment z Wisławą Szymborską, nawet nie to zdjęcie z chwili później. Żaden inny kadr. W niektórych wypadkach nawet przysłane zdjęcie nie precyzowało wyboru – ruiny Warszawy wokół kościoła św. Augustyna znamy z co najmniej 5ciu kadrów a okrągły stół w niemal identycznym ujęciu fotografowało kilkudziesięciu autorów! Które konkretnie zdjęcie mogli mieć na myśli wybierający? Czy nie mieli przypadkiem obrazu „bez nazwiska” autora? Może po prostu – znali i kojarzyli kadr i sytuację w ogólnym wymiarze, uznawali za ważny i przełomowy czy symboliczny obraz, bez wnikania w szczegóły? Zdjęcia wykonane podczas obrad okrągłego stołu z galerii zestawione obok siebie przypominają popularną grę dla dzieci „znajdź 5 szczegółów różniących te obrazy”.
Co zatem zrobić z obrazami, które znamy doskonale, ale czy aby na pewno z fotografii? Wojciech Jaruzelski wprowadzający stan wojenny albo cieszący się ze zwycięstwa Władysław Kozakiewicz są w naszej zbiorowej pamięci. Kojarzymy je jednoznacznie, wiemy o co w nich chodzi. Jednak pozostaje pytanie – czy bohaterowie tych scen w naszej pamięci się ruszają, może coś mówią?
Fotografie o charakterze politycznym dominują, ale jak się okazuje nie zawsze kojarzymy zdjęcia do istotnych wydarzeń. Jak rozpoznajemy wybuch II wojny światowej? Które zdjęcie przychodzi na myśl, gdy mówimy o pontyfikacie Jana Pawła II? O ile brak portretów wielkich polityków czy obrazów wydarzeń sprzed II wojny tłumaczyć można zapomnieniem, słabym rozpowszechnianiem fotografii z tego czasu, wreszcie być może Piłsudskiego czy Paderewskiego pamiętamy raczej z portretów malarskich. Z kolei wydarzenia najnowszej historii reprezentowane są w świadomości masowej przez obrazy ruchome (studia na żywo i na miejscu wydarzeń) i mnóstwo obrazów, różnych perspektyw. Tym trudniej dziś o konkretne ujęcia przechodzące do historii jako ikoniczne.
Całą sytuację komplikuje bardzo płynna w polskiej historii fotografii definicja zdjęcia ikonicznego. Na etapie wyboru i nominowania chcieliśmy uniknąć przykładania bardzo precyzyjnej definicji ukutej na świecie. Wedle niej bowiem zdjęcia ikoniczne muszą odnosić się do bardzo konkretnych i rozpoznawalnych wydarzeń. Wynika z tego chociażby, że portret Jerzego Popiełuszki, który był reprodukowany w tysiącach egzemplarzy i sprzedawany jako malutki święty obrazek w kościołach albo powitanie Breżniewa i Gierka (to akurat pochodzi z wizyty w Warszawie na obchody XXXlecia PRL) nie powinny znaleźć się w tym wyborze.


Wybór nie układa się w podręcznik do historii, chociaż zdjęcia ułożono chronologicznie. Wśród zdjęć „fotoikon” są także zdjęcia nie reportażowe i nie dokumentalne. Przynależą one do zupełnie innego rodzaju fotografii, określanej mianem artystycznej. „Nieznany” Jerzego Lewczyńskiego i „Portret wielokrotny” Witkacego to zdjęcia odnoszące się do treści historycznych, lecz z gatunku fotografii kreacyjnej.


Nie jest to także poradnik fotograficzny ani zbiór najlepszych zdjęć.  Są tu oczywiście także ujęcia mistrzowskie, wykonane przez znakomitych fotoreporterów. Kadry, z których można uczyć się najlepszej szkoły reportażu. Nie zawsze warunki pozwalały na wykonanie dobrego kadru, nie zawsze fotograf miał czas by zmienić miejsce lub przyłożyć się do kompozycji. Są tutaj wreszcie zdjęcia amatorów. Zdjęcie z biegnącym mężczyzną obok czołgu na ulicy przed Kopalnią „Wujek” czy chłopczyk niepewnie i strachliwie podnoszący ręce do góry w trakcie akcji likwidacji warszawskiego Getta – te kadry wykonali po prostu amatorzy. A jednak trudno o bardziej przejmujące fotografie w polskiej historii.
Musimy także pamiętać, że niejednokrotnie wykonaniu zdjęcia towarzyszył strach i niepewność, reporterom trzęsły się ręce, zaś historie z tego jak powstawały kadry „Czasu Apokalipsy” czy z manifestacji z ciałem „Janka Wiśniewskiego” (chodzi naprawdę o Zbyszka Godlewskiego) – mogłyby stanowić kanwę filmu czy powieści sensacyjnej.


Wybór niekompletny. Wybór „najważniejszych zdjęć”, „najlepszych”, „zdjęć ikonicznych” lub fotografii „które zmieniły świat” – nigdy nie będzie idealny i kompletny. Zawsze musi być czyimś wyborem, jakąś propozycją – z którą naturalnie nie zgodzimy się wszyscy. Ten, który tutaj prezentujemy został wyłoniony przez grupę ludzi. Wybór taki przekracza właściwie możliwości jednej osoby. Zawsze musielibyśmy spytać o jej wychowanie, wykształcenie, doświadczenie oraz czy jest upoważniona i ma wystarczający autorytet by decydować w tak istotnej kwestii. A i tak z pewnością nie zgodzilibyśmy się z tym wyborem. Prace pokazywane w akcji „Fotoikony”, dzięki temu wielogłosowi mają większe szanse na bycie rozpoznawalnymi. Sytuacji gdy widz zna wszystkie zdjęcia i rozpoznaje ich autorów, bohaterów oraz konteksty zdarzy się zapewne niewiele.
Fotografie w Polsce. Wymóg „polskości” był rozmaicie rozumiany przez nominujących. W wyborze znalazły się kadry m.in. Norwega, Niemca, Argentyńczyka i Brytyjczyka. „Dywizjon 303” powstał w Anglii, „Gest Kozakiewicza” został wykonany w Moskwie, Danuta Wałęsowa odebrała Nobla w Oslo. Wszystkie zebrane zdjęcia dotyczą Polski – bądź dzieją się w jej granicach, bądź nawiązują bezpośrednio do historii i obywateli kraju.


Zbiór zdjęć ikonicznych nie jest stały i jedyny. Podlega sądom, subiektywnym wyborom oraz upływowi czasu. Badania socjologiczne, które powinny (i może kiedyś będą) towarzyszyć zebraniu ważnych zdjęć, wyjaśnią może część nurtujących nas wątpliwości – czy wiek, wykształcenie czy miejsce zamieszkania mają wpływ na pamiętane obrazy? Do wyjaśnienia pozostaje na pewno ułożenie definicji fotografii ikonicznych w Polsce, następnie analiza każdego z tych obrazów pod kątem rozpowszechnienia i konotacji, przypomnienia sytuacji wykonania kadru oraz odtworzenie kontekstu. Brakuje w naszym wyborze fotografii z wielkiej, światowej historii, które Polacy tak samo znają i rozpoznają.
Część z tych zdjęć ma swoich niemal bliźniaczych odpowiedników. Na potrzeby tej akcji zdecydowano się na wybór, czasem najlepszego, lecz czasem – tego, które było dostępne.
Jesteśmy świadomi ograniczeń tego wyboru. Zdajemy sobie sprawę z wielu kontrowersji jakie ten wybór może budzić. Wybraliśmy spośród wielu metod znalezienia ważnych zdjęć – pracę zespołową i możliwie szeroką. Teraz zdajemy się na publiczność, która ten wybór może zweryfikować. Dołącz i wybierz swoją „fotoikonę”: ulubioną, najlepszą, najciekawszą.


My zaś pozostajemy do dyspozycji, jeśli:
- chcesz zgłosić inne zdjęcie
- masz ważne informacje na temat wybranych zdjęć
- chcesz opowiedzieć nam o swoich wątpliwościach i uwagach na temat tej akcji