poniedziałek, 30 lipca 2012

10 z 42 / Fotograf nieznany / Rok 1945: Warszawa w ruinie


Fotograf nieznany, Warszawa, 1945
Po stłumieniu powstania w Getcie Warszawskim w 1943 roku, Adolf Hitler zarządził likwidację żydowskiej dzielnicy. Niemieckie oddziały zrównały jej teren z ziemią. Widoczny na zdjęciu ocalały budynek to kościół pod wezwaniem Św. Augustyna. Zdjęcie wykonano najprawdopodobniej w 1945 roku. Znajdowało się w archiwach Wojskowej Agencji Fotograficznej. /fot. dzięki uprzejmości Narodowego Archiwum Cyfrowego

- - - - - - - - - - - - - - - - - - - - - - - - - - - - - - - - 
Sfotografowane ruiny Warszawy z widokiem na kościół św. Augustyna jest jedynym nie odnalezionym przez nas TYM co trzeba zdjęciem. Fotografia jaką prezentujemy w akcji i na wystawie została wykonana przez nieznanego fotografa z samolotu. Znajdowała się w archiwach WAF. W dokumentacji WAF, przechowywanej dziś w Narodowym Archiwum Cyfrowym udało się znaleźć kilka innych ujęć, mniej apokaliptycznych.
Tymczasem szukamy ciągle spadkobierców i właściciela praw (odbitek i negatywów) Leonarda Jabrzemskiego. W tym samym czasie wykonał fotografię z kościołem w tle, lecz zrobił ją z poziomu ziemi (trudno mówić o chodnikach).

Dlaczego publikujemy zatem zdjęcie inne? Osoby nominujące wspominały nam o zdjęciach zrujnowanej Warszawy z kościołem w tle, najczęściej nie wymieniając autora. Jedynym wzmiankowanym autorem był zaś…Robert Capa. Wrócimy za chwilę i do niego. W jednej tylko sytuacji otrzymaliśmy plik JPG – by nie było wątpliwości, o które ujęcie chodzi.  Podobnych do Jabrzemskiego zdjęć znaleźliśmy kilka – są z poziomu ziemi, są z samolotu. Postanowiliśmy zatem zsumować głosy, potem zaś ruszyliśmy na poszukiwania klatek – w kolejności Jabrzemski, Capa, autorzy nieznani.
 Fot. Karol Szczeciński/East News; dzięki uprzejmości pana Jerzego Szczecińskiego

Leonard Jabrzemski był członkiem ZPAF, fotografował zniszczoną Warszawę. Zmarł w 1970 roku. Jego zdjęcie dostępne jest w wikipedii, lecz nie przeszło ono do domeny publicznej. Ktokolwiek słyszał, ktokolwiek wie – za informację o tym, gdzie przechowywane jest archiwum Jabrzemskiego – ozłocimy!

Fot. Karol Szczeciński/East News; dzięki uprzejmości pana Jerzego Szczecińskiego

Nieznani fotografowie. Jest mnóstwo zdjęć zrujnowanej Warszawy. Szukaliśmy w wielu muzeach i archiwach czegoś na kształt obrazu Jabrzemskiego (może dlatego, że mi też najbardziej utkwiła właśnie ta klatka – przyp. JK). Nie znając początkowo także i nazwiska autora, przeszukaliśmy głośne wystawy powojenne m.in.:  „Warszawa oskarża”, albumy o odbudowie stolicy, itd.

Znany jest fakt powojennego dokumentowania zniszczeń. Wielokrotnie badacze wspominali o epizodach w twórczości fotografów, którzy przeżyli wojnę. Falkowski i Chomętowska, Hartwig i Bułhak, Sempoliński i Chrząszczowa, itd., itp. Powstawały publikacje i wystawy, najsłynniejszą z nich była właśnie zbiorowa wystawa „Warszawa oskarża” (1945). Zdjęcia dokumentujące stały się uzupełnieniem ekspozycji pełnej zniszczonych dzieł sztuki. /wideo z wystawy/

Na samo hasło zrujnowanej Warszawy mamy przed oczami z resztą dużo więcej klatek – przewrócona figura Chrystusa sprzed kościoła św. Krzyża, kapliczki pośród zawalonych domów, kawałek ściany w miejscu, gdzie był Zamek Królewski, itd. Ujęć kościoła św. Augustyna jest wiele. Warto przemyśleć dlaczego właśnie ten widok zapamiętał się znacznie lepiej?
Zdjęcie Jabrzemskiego było często publikowane. Wykorzystano je nawet w książce Bolesława Bieruta „Sześcioletni plan odbudowy Warszawy" wydanej w 1951.
Robert Capa, Warszawa 1948 na stronach Magnum Photos

Robert Capa – tego fotografa nie trzeba przedstawiać. Capa był w Warszawie przejazdem w październiku 1948 roku. (Podobno) Wracał ze Związku Radzieckiego. Ze stolicy znamy właściwie tylko to jedno zdjęcie (kilka więcej na stronach Magnum Photos - w zbiorach ICP). Wykonał je z poziomu ziemi. Był stosunkowo blisko kościoła, ujął go od dołu. Na pierwszym planie – podobnie jak u Jabrzemskiego – ruiny i ziemia. O ile rozpowszechniane było zapewne na świecie, w Polsce nie zrobiło kariery. Znają je przede wszystkim miłośnicy twórczości Capy, jako swoiste ‘polonicum’ i ciekawostkę. Prawa do tego, jak i wszystkich jego zdjęć ma agencja, którą Capa zakładał z kolegami w 1947 roku – Magnum Photos. Okazało się jednak, że pojedynczych klatek Capy nie można umieszczać na wystawach… Sam fakt wykonania przez Capę w tym miejscu zdjęcia w 1948 uzmysławia nam jak dużo czasu upłynęło od końca wojny, jak niewiele się zmieniło w krajobrazie przez 3 lata oraz ile też zdjęć można tam było zrobić…

Eugeniusz Haneman, Warszawa. Dokumentacja zniszczeń - kościół pw. św. Augustyna przy ul. Nowolipki 48/50 wśród gruzów getta. Ujęcie ze skrzyżowania ul. Karmelickiej i Nowolipki w kierunku zachodnim. Na pierwszym planie, po lewej resztki budynku Karmelicka 17; 19-21 stycznia 1945 / MPW-IN/2900 / dzięki uprzejmości Muzeum Powstania Warszawskiego

Spalony dom, zbombardowane miasto, obalone figury, morze ruin itd. – takich widoków wojny w Polsce zachowało się wyjątkowo dużo. Jednak w żadnym innym miejscu, jak właśnie w Warszawie w okolicy kościoła św. Augustyna, zniszczenie miasta wydaje się namacalne. Kościół bowiem przetrwał w całkiem dobrym stanie. Został właściwie osamotniony, bowiem w okolicy kilku przecznic od niego w każdym kierunku miasto zostało dosłownie zrównane z ziemią. Są to tereny getta warszawskiego. Ogrom zniszczenia, weryzm przedstawienia oraz wszelkie skojarzenia na tle religijnym i etnicznym stają przed oczami wraz z tą fotografią. 

Ten sam kawałek zrujnowanego miasta fotografowali także m.in. Eugeniusz Haneman (z poziomu ziemi) i Juliusz Bogdan Deczkowski „Laudański” (z samolotu?). Obydwaj zarejestrowali kościół i ruiny wokół i to jeszcze w czasie wojny, w pierwszej połowie 1945 roku. Ujęcia Capy i Hanemana są dość zbliżone, gdyby choć data była zbliżona…
Juliusz Bogdan Deczkowski „Laudański”. Warszawa, 1945. Getto warszawskie, ulica Gęsia, róg ulicy Okopowej. Widok z wieży kościoła św. Augustyna przy Nowolipkach na teren getta między ul. Smoczą (?) a Okopową (w kierunku północno-zachodnim). Na pierwszym planie ruiny przy ulicy Pawiej, dalej zachodnia część obozu koncentracyjnego Gęsiówki, za nim, po lewej budynek garbarni Pfeifera, w głębi po prawej zabudowania w rejonie Okopowej i Stawki / MPW-IN/3576 / Dzięki uprzejmości Muzeum Powstania Warszawskiego 
Juliusz Bogdan Deczkowski „Laudański”, Warszawa, 1945. Getto warszawskie, ulica Gęsia. Gruzy getta, widok z wieży kościoła św. Augustyna przy Nowolipkach w kierunku cmentarza żydowskiego. Na pierwszym planie skrzyżowanie Dzielnej i Smoczej, po prawej Pawiej i Smoczej. Na dalszym planie zachodnia część obozu koncentracyjnego Gęsiówka, za nim budynek garbarni Pfeifera u zbiegu Okopowej i Glinianej / MPW-IN/3603 / Dzięki uprzejmości Muzeum Powstania Warszawskiego
Odnajdowane są ciągle zdjęcia rejestrujące Warszawę w trakcie wojny oraz bezpośrednio po niej. W ostatnich latach poznaliśmy prace Juliena Bryana „Kolory wojny” a także Henry’ego N. Cobba Przywrócono także pamięć o pracy Zofii Chomętowskiej i Marii Chrząszczowej na wystawie i w książce pt.„Kronikarki”. Prowadzone są ciągle prace związane z restauracją i digitalizacją kolejnych części archiwów w Muzeum Powstania Warszawskiego i Narodowym Archiwum Cyfrowym. Może się jeszcze coś ważnego odnajdzie! 

Za poszukiwania dziękuję bardzo wielu osobom, które pomagały przeczesywać i sprawdzać archiwa, zaś ogromnie i przede wszystkim dziękuję: pani Elżbiecie Kamińskiej z Muzeum Historycznego m.st. Warszawy, pani Aleksandrze Duralskiej z Muzeum Powstania Warszawskiego, panu Ryszardowi Mączewskiemu http://www.warszawa1939.pl, pani Renacie Balewskiej i Marcinowi Malickiemu z Narodowego Archiwum Cyfrowego.

lektury dodatkowe:
Kościół św. Augustyna /wikipedia / w portalu Warszawa1939
Rozmowa z Edwardem Falkowskim w Fototapecie 
Oko na Bałkany 
Leonard Jabrzemski / notowania / filmpolski.pl

wszelkie informacje na temat zdjęć Leonarda Jabrzemskiego oraz autora trzeciej reprodukcji od góry przyjmnę z wdzięcznością: fotoikony at fundacjadoc kropka org
O projekcie / Galeria 42 zdjęć + głosowanie


18 grudnia 2012: wpis aktualizowano. Fotografia przypisywana Edwardowi Jabrzemskiemu, ma jedak innego autora, jest nim Karol Szczeciński. Jest on też autorem fotografii dotychczas opisywanej jako autor nieznany. Niebawem więcej szczegółów.

niedziela, 22 lipca 2012

12 z 42 / Jerzy Lewczyński / Nieznany

Jerzy Lewczyński, Nieznany, 1959 
Jerzy Lewczyński w roku 1959 wraz z Bronisławem Schlabsem i Zdzisławem Beksińskim otworzył wystawę  „Pokaz zamknięty” w Gliwickim Towarzystwie Fotograficznym. Lewczyński w portrecie „Nieznany” nawiązywał do typowych w tamtym czasie fotografii przodowników-robotników, eksponowanych w zakładach pracy. /fot. ze zbiorów Muzeum w Gliwicach.

- - - - - - - - - - - - 
Fotografia powstała w cyklu „Głowy wawelskie”. Jest najbardziej znanym jej obrazem. Lewczyński nawiązał tym samym do serii wizerunków przedstawicieli społeczeństwa, jakie powstały w dobie renesansu w sali Poselskiej zamku na Wawelu. „Głowy” Lewczyńskiego powstały jednak nie na zlecenie władzy, co więcej w jawnej do niej opozycji. Widać to chyba szczególnie w pracy pt. „Nieznany”. W latach 50tych w Polsce i krajach ZSRR oraz wszystkich satelitach socjalizmu - przodownik pracy, robotnik miesiąca itp. – był fotografowany en face a jego oblicze eksponowano w gablocie, w zakładowej gazetce ściennej itd. Była to forma wywyższenia, przyznania chwały, ale i praktycznie – mobilizacja całego personelu do efektywniejszej pracy. 
widok z wystawy "Jerzy Lewczyński. Pamięć obrazu" w Muzeum Narodowym w Krakowie ze zdjęciem "Nieznany" 2012 / fot.jk

Wśród innych „Głów” znajdują się także stopy, koszula, rogatywka, itp. W całym cyklu panuje ta sama zasada, nie ma żadnej głowy pokazanej bezpośrednio. Lewczyński, znany i lubiany w swoich pracach za swój humor i celne komentarze, w „Nieznanym” stworzył portret anonimowego przodownika wraz z jego atrybutem. Twarz została zasłonięta łopatą, bo tak jak w oryginałach, nikomu nie zależało na indywidualności ani konkretnej osobie. Portrety przodowników to raczej zbiór umęczonych i jednolitych twarzy. Próżno szukać tam szczerego uśmiechu czy radości z wyróżnienia. Lewczyński poszedł krok dalej. „Chodził” tak z resztą w całej swojej twórczości. Na pozór niewinne, zwykłe lub eksperymentalne prace, zwykle kryją w sobie drugie (lub i więcej) oblicze. Najczęściej Lewczyński szedł pod prąd. Znany polskiej historii fotografii już od końca lat czterdziestych, a od 1959 roku – na poważnie i głośno. Wówczas doszło do wystawy „Pokaz zamknięty” w Gliwickim Towarzystwie Fotograficznym. Swoje prace wystawiali tam oprócz Lewczyńskiego, Bronisław Schlabs oraz Zdzisław Beksiński. Całą koncepcję i dobór zdjęć opracowali w trójkę. 

Jerzy Lewczyński. Archeologia fotografii, prace z lat  1941-2005, katalog wystawy, red. Krzysztof Jurecki i Ireneusz Zjeżdżałka, wyd. Kropka, Września 2005 /fragmenty książki/

Alfred Ligocki, ówczesny znawca, krytyk i guru w temacie fotografii, jak tylko mógł burzył się i kpił z tego pokazu. Zapewne żałował, że nazwa „wystawa wariatów” już została nadana (1948 rok), tę ekspozycję nazwał krytyk „antyfotografią”: Ciśnie mi się pod pióro nazwanie tych prób antyfotografią. Jedynie Bronisław Schlabs został w tej recenzji potraktowany ‘ulgowo’. /Alfred Ligocki, Fotograficzne penetracje, Kraków 1979, s. 39/.

O Lewczyńskim z tej wystawy w 1959 roku Ligocki pisał: Na podobnych zasadach buduje Lewczyński zespół złożony z kartki z zeszytu szkolnego pokrytego cyframi i ze zdjęć różnych przedmiotów noszących cyfry, jak żetony, numerki z szatni itp. (…). Punkt wyjścia tych poszukiwań jest podobny do punktu wyjścia reportażu fotograficznego. Chodzi tu o wyzyskanie warstwy znaczeń i skojarzeń związanych z przedmiotami przedstawionymi oraz możliwości ekspresyjnych tkwiących w grupowych układach kilku zdjęć. Najlepszym dotąd przykładem tych dążeń była wystawa „Rodzina człowiecza”. Różnica polega tylko na tym, że reportażyści wykorzystują warstwę znaczeń i ciągi skojarzeń prawie wyłącznie do narracji, podczas gdy Beksiński i Lewczyński dążą do zaskakujących i mobilizujących wyobraźnię i intelekt spięć tychże znaczeń i skojarzeń, co zbliża ich do surrealizmu oraz do zasad obrazowania poezji współczesnej. Ich próby mają dużo wspólnego z montażem filmowym u ze scenariuszami plansz problemowych na wystawach. Wydaje się, że otwierają przed fotografią niezwykle ciekawe perspektywy. Otwierają, ale jeszcze nie realizują. Przyznać bowiem trzeba, że są one jeszcze bardzo prymitywne, a ich wartość estetyczna raczej skromna. /s.40-41/.



Jerzy Lewczyński. Archeologia fotografii, prace z lat  1941-2005, katalog wystawy, red. Krzysztof Jurecki i Ireneusz Zjeżdżałka, wyd. Kropka, Września 2005 /fragmenty i okładka książki/

W trakcie „Pokazu zamkniętego” Lewczyński zaprezentował zdradzający wpływ surrealizmu cykl Głowy wawelskie, a także kompozycje stworzone z zestawów zdjęć nawiązujących do wspomnień wojennych. W tym czasie, pod wpływem neorealizmu włoskiego, tworzył także fotografie przedstawiające surową, miejską rzeczywistość zaniedbanych podwórek, jak również fotomontaże ukazujące krajobraz przemysłowego Śląska. /z biogramu artysty, Fundacja Archeologia Fotografii, opracowanie Maria Kosińska/ 

W Krakowie trwa wystawa Jerzego Lewczyńskiego w Muzeum Narodowym „Pamięć obrazu”. Opublikowano do niej potężny katalog. Ekspozycja właściwie o charakterze retrospektywnym. Wszystkie prace z tej ekspozycji, a także nasza z akcji „Fotoikony” pochodzą ze zbiorów  Muzeum w Gliwicach, właściciela największego zespołu prac artysty.  
widok z wystawy "Jerzy Lewczyński. Pamięć obrazu" w Muzeum Narodowym w Krakowie / 2012 / fot. jk


"Nysa 1945. Nasze powiększenie" widok z wystawy "Jerzy Lewczyński. Pamięć obrazu" w Muzeum Narodowym w Krakowie / 2012 / fot.jk


Lewczyński w swojej twórczości poruszał często tematy nawiązujące do historii, polityki, życia społecznego. Bodaj najważniejszą jego pracą pozostaje jednak „Nysa 1945. Nasze powiększenie”, eksponowana po raz pierwszy na wystawie „Fotografowie poszukujący” w Warszawie w Galerii Współczesnej w 1971 roku.


Jerzy Lewczyński bardzo często eksperymentował, miał w swojej twórczości fascynację surrealizmem, fotografią subiektywną (Otto Steinert, ale także odmianę polską), używanie negatywów oraz znalezionych zdjęć w swoich pracach. Jest autorem formuły „archeologia fotografii”, oraz kilku publikacji, z których jedna – „Antologia fotografii polskiej” – wydana w 1999 roku (wyd. Lucrum), starająca się być (subiektywną co prawda i pisaną z pozycji artysty i uczestnika) historią polskiej fotografii XX wieku.


Panu Jerzemu życzymy mnóstwa zdrowia, znakomitych pomysłów i niesłabnącej pamięci!


Specjalne podziękowania dla Magi Sokalskiej za pomoc i współpracę.


więcej:
Biografia Jerzego Lewczyńskiego: Fundacja Archeologia Fotografii 
RozmowaMałgorzaty Licheckiej z Wojciechem Nowickim, kuratorem wystawy „Jerzy Lewczyński. Oczyszczenie” 
Recenzja wystawy „Oczyszczenie” z Czytelni Sztuki w Obiegu 
Wystawa „Antologiafotografii polskiej” według albumu Jerzego Lewczyńskiego w Galerii Asymetria w 2010 roku 
Prace Jerzego Lewczyńskiego w Galerii Asymetria 
„Jerzy Lewczyński. Pamięć obrazu” publikacja na stronach Czytelni Sztuki 
Wideo z wernisażu wystawy w Krakowie przez MNK 
Wideo z montażu i wernisażu w Krakowie przez Czytelnię Sztuki



czwartek, 19 lipca 2012

16 z 42 / Stanisław Czarnogórski / Willy Brandt klęczy




Stanisław Czarnogórski, Willy Brandt klęczy przed pomnikiem Ofiar Getta, Warszawa, 7 grudnia 1970
Siódmego grudnia 1970 roku kanclerz RFN (Niemieckiej Republiki Federalnej) Willy Brandt podpisał wraz z premierem PRL Józefem Cyrankiewiczem układ o podstawach normalizacji wzajemnych stosunków. Po podpisaniu dokumentu udał się na czele rządowej delegacji by złożyć kwiaty pod Pomnikiem Ofiar Getta. W trakcie uroczystości niespodziewanie uklęknął. Był to symboliczny gest, który później Brandt wspominał: pod brzemieniem historii najnowszej uczyniłem to, co czynią ludzie, gdy słowa zawodzą. W ten sposób złożyłem hołd pamięci milionów pomordowanych. / fot. dzięki uprzejmości Polskiej Agencji Prasowej

- - - - - - - - - - - - - - - - - - - - - - - - 

Willy Brandt klęczący pod Pomnikiem Ofiar Getta to obraz ogromnie symboliczny. Na ten gest nie był przygotowany nikt – z asysty kanclerza, z przedstawicieli władzy polskiej, żaden z fotoreporterów. Klękania nie przewidują też protokoły dyplomatyczne.

Kanclerz w asyście podąża wolnym krokiem za wieńcem. Wchodzi po schodach pomnika. Schyla się by poprawić szarfy na wieńcu – gest konwencjonalny i umowny. Zwykle ta ingerencja jest zupełnie niepotrzebna, zaś poprawienie służy jedynie zaznaczeniu bardziej osobistego zaangażowania. Brandt prostuje się, odwraca, wykonuje dwa-trzy kroki w stronę zebranego tłumu. Jeszcze raz się odwraca, stoi przodem do Pomnika. Opada na kolana. Składa ręce. Chwila poruszenia wśród dziennikarzy. Po kilku sekundach wstaje, odwraca się od pomnika, schodzi po schodach.

7 minut wizyty

Jeden z czynnych fotoreporterów tamtych lat wspominał, że wizyta kanclerza była trudnym logistycznie przedsięwzięciem. Nie sposób było towarzyszyć i fotografować każdego etapu wizyty. Żeby zrobić zdjęcie trzeba było być przed oficjelami na miejscu. Fotografowie wybierali spośród punktów wizyty te miejsca, w których spodziewali się dobrego czy ważnego ujęcia. Ten akurat fotoreporter, który podzielił się ze mną wspomnieniem, pominął świadomie wizytę pod Pomnikiem, sądząc, że po prostu złoży kwiaty i pojedzie dalej. Tym bardziej, że w planie przydzielono na ten etap wizyty cale 7 minut! 
Jeśli się już miało zarejestrowaną wizytę pod np. Pomnikiem Nieznanego Żołnierza, złożenie kwiatów pod innym mogło wydawać się tylko powtórzeniem rytuału.

Tillmans o geście Brandta

W Polsce gest ten zapamiętał się – z podziwem, ale i z pewną rezerwą. Gest ten z resztą doceniono później. Inaczej jednak było w RFN. Relację filmową z wizyty pokazywano w telewizji. Zdjęcie klęczącego Brandta w ciasnym kadrze ukazało się na okładce niemieckiego tygodnika „Die Welt” . Gest wywołał burzę. W bardzo osobisty sposób opowiadał o tym Wolfgang Tillmans w listopadzie 2011 roku, gdy odwiedził Polskę by zamontować i otworzyć wystawę „Wolfgang Tillmans Zachęta Ermutigung”. Wśród pokazywanych prac znalazło się kilka prac wykonanych w kwietniu 2011 roku w Warszawie, w tym kilka nawiązujących właśnie do gestu Brandt’a.

Wolfgang Tillmans: Do ekspozycji włączyłem w końcu tylko kilka z nich, m.in. fotografię schodów z pomnika Ofiar Getta. Byłem ogromnie poruszony zdjęciem klęczącego Willy Brandt’a przed tym pomnikiem w 1970 roku. Wówczas budziło ono wiele kontrowersji. Wielu ludzi myślało: upamiętnianie – tak, ale nie na klęczkach!! Oczywiście wiele ludzi zgadzało się, mówiąc: tak, absolutnie, to było tak właściwe zachowanie!
Wydaje mi się, że dla mężczyzny to ogromny wysiłek by wykonać taki gest, nawet jeśli jest to oczywiste, że każdy powinien mieć prawo by wyrazić swoje emocje i żal. Ludzie bardzo rzadko okazują swoje słabości , w życiu codziennym czy w polityce. Tracę zainteresowanie ludźmi, kiedy wyczuwam, że nie są w zgodzie ze sobą, nie znają swoich słabości, zaś zachowują pozory kontrolowania siebie. Ludzie, którzy wydają się być pod kontrolą cały czas są szalenie nudni i denerwujący. Natomiast osoby, które mają poczucie kim są, którzy nie zawsze są w ryzach, właśnie oni – są poddani warunkom, okolicznościom. (pełny tekst wywiadu w najnowszym numerze Kwartalnika Fotografia 38/2012)

Wolfgang Tillmans, dokumentacja wystawy; fragment ze zdjęciami przedstawiającymi płaskorzeźbę z Brandtem, schody Pomnika Ofiar Getta oraz reprodukcję okładki "Die Welt" / źródło tillmans.co.uk

Wolfgang Tillmans w trakcie dokumentacji / po lewej stronie zdjęcia związane z gestem Brandta / fot. jk

Spontanicznie czy nie?

Gest Brandta był zaskakujący i niespodziewany. Stąd późniejsze dywagacje. Spontaniczny czy wyrachowany? Sam kanclerz podkreślał, że nie zaplanował tego ruchu. Michał Maliszewski, znawca Niemiec, dziennikarz i politolog w rozmowie wPolskim Radiu, w programie Wiesława Molaka i Mariusza Syty – analizuje całe zdarzenie i skłania się ku uznaniu gestu za nieplanowany.
Willy Brandt doskonale wiedział i chciał złożyć wieniec pod Pomnikiem Bohaterów Getta. I generalnie rzecz biorąc, był to przedmiot sporu, polski protokół dyplomatyczny, mówiąc krótko, polskie władze polityczne wówczas nie chciały się na to zgodzić. Przepychanka trwała praktycznie do końca. Willy Brandt się uparł. Ustalono tylko między innymi takie drobiazgi jak to, że wieniec złożony pod Pomnikiem Getta będzie zdecydowanie mniejszy od tego, który zostanie złożony przed Grobem Nieznanego Żołnierza. Żeby nie nadawać rangi temu wydarzeniu, obecni byli przy tym tylko i wyłącznie bardzo niskiej rangi urzędnicy Ministerstwa Spraw Zagranicznych, czyli był to taki epizod, przewidziano na niego w programie wizyty 7 minut. Z jednej strony więc wiedział, po co i gdzie jedzie, z drugiej strony wszyscy świadkowie tego, między innymi rozmawiałem właśnie z tym wówczas bardzo młodym dyplomatą, który jechał w samochodzie z Willy Brandtem, i mówi, że nie wiedząc, co ma ze sobą zrobić wobec tak znakomitej osoby i co niby miałby mówić, opowiadał mu po prostu, co to jest getto, jak wyglądało powstanie i tak dalej. Więc być może też jakiś tam kamyczek do tej spontanicznej reakcji dołożył. /pełna rozmowa

Zaskoczenie gestem Kanclerza widać na innych zdjęciach i filmach z tego wydarzenia. Na fotografii Czarnogórskiego wszyscy fotoreporterzy stoją, nie wszyscy fotografują. Na kolejnych jego klatkach oraz zdjęciach innych fotografów – widać już poruszenie wśród prasy: przyklękają, kucają, wszyscy kadrują. W urywku filmowym, jest to może jeszcze lepiej widoczne. „Runięcie” na kolana wywołało ogromne poruszenie – reporterzy biegną, kucają, rzucają się do innego ujęcia.


Stanisław Czarnogórski, Willy Brandt klęczy przed pomnikiem Ofiar Getta, Warszawa 7 grudnia 1970, kolejna klatka/ źródło: PAP   

Towarzystwo kanclerza.

Kinga Kenig, fotoedytora Gazety Wyborczej, autorka bloga „Blindspot”, wspomniała ozdjęciu Czarnogórskiego (akurat), analizując „moc” gestu w fotografii. Zebrała trzy przykłady: fotografię Dalajlamy przez Sławomira Kamińskiego, Jana Pawła II przez Piotra Wójcika i wreszcie Brandta przez Czarnogórskiego. Te zdjęcia łączy moment składania hołdu przed pomnikiem. Trzy wybitne i wpływowe na losy świata postacie przed „trudnymi” tematami. Kinga zauważyła jeden istotny element zaważający na mocy przekazu fotograficznej relacji: towarzystwo składającego hołd. Dalajlama nie miał przestrzeni wokół siebie, zawsze ktoś obok stał, pomagał, kucał, schylał się. Zupełnie inaczej było gdy Jan Paweł II modlił się przed Ścianą płaczu w Jerozolimie. Był sam, nikogo wokół. Kanclerz Brandt także jest sam w tej sytuacji. Przekaz rośnie w siłę. Widać gest, emocje oraz cel wizyty – pomnik. W zdjęciu Czarnogórskiego – jak i na innych fotografiach – występują jeszcze fotoreporterzy i kamerzyści. Nikomu nie udało się tak wykadrować by odizolować kanclerza od ludzi, nie było takiej możliwości.  

Wydarzenie upamiętniono w Warszawie: jest skwer Willy Brandta a na nim pomnik z płaskorzeźbą ukazującą klęczącego kanclerza. [wiki]

Na koniec proponuję przejrzeć urywki filmowe, szczególnie ten pochodzący z telewizji niemieckiej, nakręcony w kolorze, a w krótkiej relacji odtworzony w zwolnionym tempie. Spontaniczny czy nie – gest ten zapisał się w historii i Niemiec i Polski i Izraela.  

jeden w zwolnionym tempie / język niemiecki / 0:48 początek relacji spod pomnika. Moment klękania w zwolnionym tempie. Film w kolorze.

dwa  - bez dźwięku, czarno biel;

trzy – słaba jakość, wersja francuska (!); połączone urywki czarnobiałe z kolorowymi;



picture-alliance/ źródło: Friedrich Ebert Stiftung 


lektura uzupełniająca i linki:
cytaty kanclerza 
biografia Brandta wg nobelprize.org
Centrum im. Willy Brandt'a - biografia
Fundacja Willy Brandt'a

sobota, 16 czerwca 2012

26 z 42 / Chris Niedenthal / Czas Apokalipsy




Chris Niedenthal, Czas Apokalipsy, Warszawa, 14 grudnia 1981

Po wprowadzeniu przez gen. Jaruzelskiego stanu wojennego na terenie PRL, na ulice miast wyjechały czołgi i wozy opancerzone. Fotografia z opancerzonym skotem, warszawskim kinem Moskwa i afiszem filmu Francisa Forda Coppoli o znamiennym tytule „Czas Apokalipsy” stała się symbolicznym obrazem stanu wojennego. Fotografia powstała z ukrycia, zarówno fotograf, jak i nieznany niemiecki student, który przewiózł filmy Niedenthala do Niemiec, ogromnie ryzykowali. W pierwszej publikacji w amerykańskim tygodniku „Newsweek” fotografię wykadrowano o szyld z nazwą kina. /fot. dzięki uprzejmości autora i Agencji Forum

- - - - - - - - - - - - - - - - - - - - - - - - - - -

„Czas Apokalipsy” jest zdjęciem szczególnym dla polskiej historii. Jeśli by spróbować jakoś policzyć i sprawdzić, mogę się założyć – byłoby najpopularniejszym zdjęciem. Takim, które wszyscy znamy. Pierwsze jakie przychodzi do głowy myśląc „fotografia ikoniczna” – krajowa. Może nie wszyscy wiedzą, kto je wykonał.
Zdjęcie robione z góry, być może z okna. Zaśnieżone miasto. Naszym oczom ukazuje się Kino Moskwa, na którego elewacji znajduje się dużych rozmiarów afisz filmowy reklamujący głośny film Coppoli. Przed kinem stoi czołg, przy którym zebrali się żołnierze.
Wizualizacja ta nie zawsze idzie w parze z konkretną wiedzą, a zatem obraz ten dla wielu osób nie jest w ich świadomości zdjęciem wykonanym przez Chrisa Niedenthala. Niemniej jednak jest obrazem znanym, swojskim, zakorzenionym w „pamięci” Polaków. – więcej o zjawisku pisze w tekście towarzyszącym akcji "Fotoikony" Bogna Kietlińska Zakorzenione zdjęcia – Zakorzenieni w zdjęciach.
Nie ma w tym zdjęciu jakiegoś ważnego wydarzenia, ale jest dzień ‘jakby codzienny’ – w trakcie stanu wojennego. Jest komentarz i prostota. Jest czytelność i historia. Fotografia została zamieszczona po raz pierwszy w „Newsweeku” jeszcze w 1981 roku. W tej pierwszej publikacji obcięto napis „Kino Moskwa” oraz wydrukowano je nieduże w czarnobieli. I tak wywarła niezatarte wrażenie na świecie.

Chris Niedenthal, Czas Apokalipsy, Warszawa, 14 grudnia 1981 / fot. dzięki uprzejmości autora i Agencji Forum

Chris Niedenthal wielokrotnie opowiadał jak wykonał tę serię zdjęć. Właściwie to jedno zdjęcie, choć w kilku wersjach. To z fragmentem niebieskiego dużego fiata jest TYM „flagowym”, są jeszcze wersje z tramwajem, z żółtym dużym fiatem, w poziomie i w zbliżeniu, itd. „Piękny zbieg okoliczności” jak sytuację skomentował sam autor w swojej autobiografii: Wóz opancerzony SKOT został zaparkowany w idealnym miejscu: pod warszawskim kinem Moskwa, na którym reklamowano film Coppoli Czas Apokalipsy. Lepiej być nie mogło – przynajmniej dla fotografa. Ogólnie było źle, bardzo źle. /za: Chris Niedenthal, Zawód: Fotograf, wyd. Marginesy, Warszawa 2011, s. 206

Zachęcam do przeczytania (oczywiście całej biografii) pełnego opisu tej sytuacji, czyta się go jak fragment znakomitej powieści sensacyjnej!

„Czas Apokalipsy” to fotografia, w której bardzo wyraźna jest jedna szczególnie cecha fotografii ikonicznej (przynajmniej na tle reszty) – dociekanie szczegółów, poznawanie genezy, dzielenie się informacjami jak to się stało. Niedenthal z resztą sam podkreślał, wykonanie tak ważnego dla Polaków zdjęcia, nakłada na niego niemal obowiązek opowiadania o nim. Ciekawostką jeszcze nie rozwikłaną jest student, którego Niedenthal znalazł w pociągu do Berlina. Na Dworcu Gdańskim przekazał mu filmy i poprosił o przekazanie redakcji „Newsweeka” w Niemczech. Bardzo bym chciał wiedzieć, jak ma na imię student, który wywiózł negatyw z ''Czasem Apokalipsy'' z Polski. Jestem mu dozgonnie wdzięczny, że wziął filmy i że mu się wszystko udało. Również za to, że zachował się przyzwoicie i przekazał rolki tak, jak prosiłem, do biura "Newsweeka" w Niemczech. A nie na przykład sprzedał jako swoje. Zawsze istniała pokusa, bo ktoś dostawał filmy, o których wiedział, że są ważne, i mógł je sprzedać jako swoje i zarobić. Mnie trudno byłoby udowodnić autorstwo. /za: "Czas Apokalipsy" Chrisa Niedenthala, w Gazeta.pl

Chris Niedenthal, Czas Apokalipsy, Warszawa, 14 grudnia 1981 / fot. dzięki uprzejmości autora i Agencji Forum
Chris Niedenthal, Czas Apokalipsy, Warszawa, 14 grudnia 1981 / fot. dzięki uprzejmości autora i Agencji Forum
Chris Niedenthal, Czas Apokalipsy, Warszawa, 14 grudnia 1981 / fot. dzięki uprzejmości autora i Agencji Forum

Chris Niedenthal w dniu 14 grudnia 1981 poruszał się po mieście wraz z Piotrem Jaxą oraz amerykańskim korespondentem dla „Time”. W wywiadzie dla Hanny Marii Gizy, wspominał: Wszyscy robiliśmy to samo ujęcie, z tym że ja fotografowałem dla "Newsweeka", a Amerykanin dla konkurencji, czyli dla "Time'a". To najgorsza sytuacja, jaka może się zdarzyć: fotografować dla dwóch konkurencyjnych pism. Ale w chwilach zagrożenia pracowaliśmy razem, bo czuliśmy się raźniej. /za: Fotopolis .pl

z lewej strony fotografia Davida Burnetta z okładki książki Gabriela Meretika "Noc Generała", z prawej do porównania fotografia Chrisa Niedenthala (dzięki uprzejmości autora i Agencji Forum)

Dla "Time", pod rękaw z Chrisem Niedenthalem fotografował David Burnett. To była jego najprawdopodobniej  druga wizyta w Polsce, tym razem mniej sprzyjające fotografii okoliczności. Jechali tym samym samochodem, wchodzili w tę samą klatkę schodową, to samo okno, prawie to samo zdjęcie. Jeśli się przyjrzycie - różnica polega głównie na przesłonie i doprawdy 2 sekund różnicy...? Nie ma co zwracać uwagi na kolor i czarnobiel, bo to jest tutaj trzeciorzędne. Burnett w trakcie pobytu w Polsce fotografował w kolorze. Na okładce książki "Noc Generała" widnieje zdjęcie Burnetta. Książkę drukowano we Francji. Wydawca zwrócił się do Niedenthala z prośbą o jego zdjęcie do publikacji. Negatywy były jednak w redakcji, dlatego Niedenthal podał kontakt do Burnetta.
Książkę Meretika miałam wielokrotnie w rękach, ale gdyby nie uczestnik spotkania przy okazji wystawy "Fotoikony" w Domu Spotkań z Historią nigdy nie wpadłabym, że na okładce może być zdjęcie innego autora!

Istnieje jeszcze jeden autor zdjęć z tej sytuacji. Wykonał je Grzegorz Nawrocki, dziennikarz. Zrobił około 12 zdjęć. Uderza oczywiście fakt fotografowania z poziomu niemal chodnika, bo może z autobusu? Z samochodu? Długa ogniskowa, ale skąd zdjęcie?
Grzegorz Nawrocki, za fb 

Kilka lat temu (najwcześniejszą informację o tym zdarzeniu znalazłam z 2006 roku) okazało się, że niemal identyczną fotografię jak Niedenthal wykonał fotograf-amator – Ireneusz Piotrowski. Polskie Radio w portalu przygotowanym z okazji 30. rocznicy wprowadzenia stanu wojennego opublikowało rozmowę obydwu fotografów mówiących o swoich zdjęciach.
Ireneusz Piotrowski, Warszawa, 14 grudnia 1981 / źródło: Polskie Radio 

zdjęcie Ireneusza Piotrowskiego stanowi motyw przewodni i tło w portalu "Stan wojenny" prowadzony przez Polskie Radio / źródło: Polskie Radio


Lektura uzupełniająca:
Marek Grygiel w rozmowie z Chrisem Niedenthalem FOTOTAPETA

Tekst Magdaleny Wróblewskiej o fotografie w Culture.pl
Wywiad Hanny Marii Gizy: Fotopolis.pl
Historia wykonania zdjęcia: portal Gazeta.pl
Film o Chrisie Niedenthalu dla Nikon Polska: Szeroki kadr
Wywiad dla redakcji "Modny Kraków" o autobiografii
Albumy i książki Chrisa Niedenthala:
Chris Niedenthal, Polska Rzeczpospolita Ludowa. Rekwizyty, wyd. Bosz, Olszanica 2004
Chris Niedenthal, Zawód: Fotograf, wyd. Marginesy, Warszawa 2011
Chris Niedenthal, 13/12. Polska stanu wojennego. wyd. Edipresse Polska, Warszawa 2006
Chris Niedenthal, In Your Face, Oblicza niedawnej przeszłości, wyd. edition.fotoTAPETA, Berlin-Warszawa 2011. od wydawcy o publikacji mówi autor

"Okolice Wrocławia" - zdjęcie Chrisa Niedenthala w akcji "Fotoikony w Polsce. Poszukiwanie/Głosowanie"
 
artykuł aktualizowany 12.11.2015 /

piątek, 15 czerwca 2012

18 z 42 / Bogdan Łopieński / Przyspieszajmy obywatele

Bogdan Łopieński, Przyspieszajmy obywatele, Poznań, 1973


Edward Gierek, I sekretarz KC PZPR i Piotr Jaroszewicz, Prezes Rady Ministrów, w tym samym momencie spoglądają na zegarki. Tytuł „Przyspieszajmy obywatele” nadał autor zdjęcia. Fotografia stała się bardzo popularna, niesiono ją w pierwszomajowych pochodach. W latach osiemdziesiątych publiczność nadała pracy nowy, znamienny tytuł: „Na nas już czas”. /fot. dzięki uprzejmości autora i Agencji Forum
- - - - - - - - - - - - - - - - - - - - - - - - - - - - - - - - - - - - - - - - - - - -

„Przyspieszajmy obywatele” to zdjęcie ikoniczne „modelowo”. Zostało wykonane podczas otwarcia Międzynarodowych Targów Poznańskich. W 1973 roku rozdzielono targi na dwie imprezy: czerwcowe (podczas których prawdopodobnie powstało zdjęcie) Międzynarodowe Targi Techniczne oraz wrześniowe Międzynarodowe Targi Artykułów Konsumpcyjnych. Fotografia natychmiast zdobyła uznanie widzów, wygrało konkurs fotografii, było często reprodukowane, wreszcie z czasem zyskało nową interpretację. Najlepiej historię tego zdjęcia wyjaśnia autor, Bogdan Łopieński:

Z powyższym zdjęciem związana jest pewna historia, którą warto tu opowiedzieć: Zdjęcie dostało I nagrodę na konkursie fotografii prasowej. Jednak nie można było go opublikować, gdyż cenzura nie zgadzała się na takie "niepoważne" ujęcie przywódców. Redaktorzy nie wiedzieli, co robić, gdyż wyniki konkursu już ogłoszono w prasie. Zwrócono się do sekretarzy Gierka. Ci nie odważyli się sami zadecydować i ostatecznie sam Edward Gierek orzekł, że zdjęcie może być opublikowane. I lawina ruszyła. Zdjęcie opublikowano około 200 razy. Za same wierszówki z tych publikacji można było kupić marzenie Polaków - fiata 126p. Zdjęcie w wielu egzemplarzach i w wielkich formatach niesione było w pochodzie 1-majowym. 

Wśród sekretarzy wojewódzkich powstała moda na pozowanie do fotografii ze spoglądaniem na zegarek. Ale publiczność jest przekorna, nadano spontanicznie temu zdjęciu tytuł "Na nas już czas". Wtedy cenzura znów zabroniła publikowania zdjęcia. Gdy nadeszły czasy Solidarności, wydrukowano plakat - przedarte zdjęcie Gierka i Jaroszewicza. 

O tych perypetiach telewizja zrobiła film, datę emisji wyznaczono na 13 grudnia 1981 r. Ale wtedy już w telewizji leciał WRON.”
za Bogdan Łopieński, Czas przeszły dokonany”, folder wystawy, Stara Galeria ZPAF, Warszawa 2006


 
Bogdan Łopieński tak zwany ‘kolekcjoner klatek’ pracował przez lata jako fotoreporter w wydawnictwie ‘”Polonia”, w tygodniku „Perspektywy” oraz w Polskiej Agencji Interpress. W ostatnich latach przypomniano jego twórczość kilkakrotnie: na wystawie monograficznej w Starej Galerii ZPAF „Czasprzeszły dokonany” w 2006 roku, w Galerii Asymetria „Warszawa i Warszawiacy” w 2009 roku. Spośród ważniejszych wystaw zbiorowych prace Łopieńskiego mogliśmy podziwiać na wystawach w Domu Spotkań z Historią „Dekada Gierka” w 2010 roku oraz w Zachęcie: „Ziemie podwójnie odzyskane. Bogdan Łopieński,Andrzej Tobis, Krzysztof Żwirblis” w 2012 roku.
Wracając do zdjęcia, autor wspominał, że niesiono je w pochodzie majowym. Sam z resztą zarejestrował ten fakt podczas marszu w 1974 roku. W 2009 roku zdjęcie pojawiło się na internetowej aukcji fotografii prowadzonej przez artinfo.pl. Cenę wywoławczą ustalono na 1600 złotych, lecz praca nie znalazła nabywcy.
Bogdan Łopieński, 1 maja 1974 / fot. dzięki uprzejmości Polskiej Agencji Fotografów Forum
Bogdan Łopieński, 1 maja 1974 / fot. dzięki uprzejmości Polskiej Agencji Fotografów Forum
Bogdan Łopieński, 1 maja 1974 / fot. dzięki uprzejmości Polskiej Agencji Fotografów Forum
Lektura uzupełniająca:
Wywiad Iwa Zmyślonego dla Dwutygodnika
Wywiad Magdaleny Komornickiej do gazety towarzyszącej wystawie: „Ziemie podwójnie odzyskane. Bogdan Łopieński, Andrzej Tobis, Krzysztof Żwirblis” w Zachęcie
Rejestracja wideo spotkania autorskiego z Bogdanem Łopieńskim w Zachęcie 

Zdjęcie wykorzystywano także w bardziej nieformalnej i zabawowej formie, tutaj fotomontaż z plakatu reklamującego bal kanrawałowy / źródło prl.wroc.pl 
dzięki uprzejmości FORUM

sobota, 9 czerwca 2012

15 z 42 / Eustachy Kossakowski / Panoramiczny happening morski


Eustachy Kossakowski, Panoramiczny happening morski, Łazy, 23 sierpnia 1967
Tadeusz Kantor podczas V Pleneru Koszalińskiego w Osiekach zrealizował „Panoramiczny Happening Morski”. Na zdjęciu wykonanym przez Eustachego Kossakowskiego zarejestrowany jest fragment pierwszy akcji – „Koncert morski”. Falami dyrygował Edward Krasiński. /fot. dzięki uprzejmości Anki Ptaszkowskiej i Muzeum Sztuki Nowoczesnej w Warszawie
- - - - - - - - - - - - - - - - - - - - - - - - - - - - - - - - - - - 

Eustachy Kossakowski był ulubionym fotografem Tadeusza Kantora. Wielokrotnie współpracowali w Polsce i za granicą. Należeli, razem z Edwardem Krasińskim, bohaterem zdjęcia, oraz z Anką Ptaszkowską, żoną Eustachego, do jednego środowiska w Warszawie, skupionym wokół galerii Foksal. Życie artystyczne lat 60tych wyznaczane było plenerami i konkursami, ogniskowało się wokół zaledwie kilku galerii w kraju. Plenery w Osiekach uważane były w tym czasie za najbardziej awangardowe, odważne i prestiżowe.
Kossakowski był fotoreporterem. Jego pełne imię i nazwisko brzmi: Eustachy Kazimierz hr. Korwin-Kossakowski z Kossaków h. Ślepowron. Współpracował m.in. z Leonardem Sempolińskim, Tadeuszem Rolke. Wykonywał zdjęcia dla „Stolicy”, „Polski”, „Ty i ja”, „Zwierciadło”, itd. Wykonywał dokumentację spektakli Kantora i Jerzego Grotowskiego, akcji i wernisaży w galerii Krzywe Kolo i Foksal.

Kossakowski w rozmowie opublikowanej w Fototapecie wspominał:
„Byłem równolegle do tego wszystkiego związany z Galerią Foksal, z teatrem Kantora, którego byłem fotografem x lat, z Teatrem Grotowskiego. Teraz nawet w Krakowie była olbrzymia wystawa happeningów Kantora, w której znalazło się ode mnie 100 zdjęć. Okazało się po czasie, że jestem jedynym fotografem hapenningów Kantora. Kantor nie był jeszcze tak znany, nikt nie przewidywał, że on zrobi światową karierę...
- Był Pan tego wszystkiego blisko....
- Nie tylko blisko, ale w środku! I fotografowałem wszystkie hapenningi. No i teraz dzwoni z Bunkra Sztuki z Krakowa pan Suchan, czy mogę im pożyczyć 100 negatywów z tego do wystawy, którą robił... Bardzo chętnie, i pytam, ile za to dostanę? Wysłałem ekspresową pocztą 100 negatywów, oni sobie porobili powiększenia 8 metrów na 4 metry - to nie jest moja wystawa, choć jest złożona z moich zdjęć, nikt bowiem, z małymi wyjątkami, nie fotografował tych wydarzeń... Gdyby nie było moich zdjęć, byłyby tylko opisy historyków sztuki, jak wyglądały hapenningi Kantora...” /http://fototapeta.art.pl/fti-ekoss.php/

W 1970 roku wraz z żoną wyemigrował do Francji. Chwilę po przybyciu, postanowił zrealizować serię liczącą ponad 150 części – „6 metrów przed Paryżem”. Dzieło to uchodzi za jedną z ważniejszych i prekursorskich prac fotograficznych polskiego konceptualizmu. Jeszcze kilkakrotnie podejmował swoje autorskie serie, zwykle w duchu konceptualnym.
„Chodziliśmy z Anką wokół Paryża i na granicy miasta fotografowałem z odległości 6 metrów wszystkie tablice sygnalizacyjne z napisem PARIS. To, co znajdowało się wokół, było sprawą przypadku. Tak powstał ten cykl zdjęć, będący jednocześnie reportażem o Paryżu.
W pewnym momencie miałem trudności z przedłużeniem pobytu we Francji i poszedłem do pana Gasiot-Talabot, prezesa stowarzyszenia krytyków francuskich, z prośbą żeby mi napisał list do policji francuskiej, że ja zajmuję się pracą nad tym projektem w Paryżu i muszę tu zostać. Pokazałem mu kilka zdjęć i on napisał mi to pismo na policję, co mi dało przedłużenie pobytu na rok, a jednocześnie zadzwonił do dyrektora Musee Decoratifs de Musee du Louvre, żeby mnie przyjął z tymi pracami. Ja mu pokazałem te zdjęcia, a oni powiedzieli mi, że robią mi wystawę. Skończyłem robić te 159 zdjęć - to trwało - oni udostępnili mi olbrzymie laboratorium, dali mi papier, wydrukowali afisze i na jesieni miałem wystawę. /http://fototapeta.art.pl/fti-ekoss.php/
Kossakowski zmarł w 2001 roku. W 2004 Zachęta przypomniała jego twórczość na wystawie monograficznej. 


widok wystawy Konrada Pustoły "Autor", za Obieg.pl

Tadeusz Kantor był reżyserem sytuacji, którą utrwalił Kossakowski. Jego happening składał się z 3 części. Dyrygentem, bohaterem części pierwszej czyli „Koncertu morskiego” stal się Edward Krasiński, który ubrany we frak i stojący na drabinie w morzu – dyrygował falami. Pozostali uczestnicy pleneru „wysłuchiwali” koncertu z widowni, czyli leżaków ustawionych na skraju plaży.
Zaangażowanie w tej jednej klatce trzech wielkich artystów: Kantora, Krasińskiego i Kossakowskiego zaowocowało różnymi formami podpisu tej pracy. Na ten fakt zwrócił uwagę w 2006 roku Konrad Pustoła, eksponując tę pracę na swojej autorskiej wystawie. Klatka została trzykrotnie zwielokrotniona i umieszczona na ekspozycji „Autor” w Centrum Sztuki Współczesnej Zamek Ujazdowski. Każda z klatek była podpisana inaczej, trzema nazwiskami. Autor – Konrad Pustoła zwracał tym samym uwagę na funkcjonowanie tej pracy równolegle w trzech biografiach i twórczości oraz na faktyczne autorstwo – wykonanie oraz koncepcję i przebieg „sesji”. Więcej na ten temat w Krytyce Politycznej i jeszcze więcej – anonimowego recenzenta w Obiegu.
Archiwa Eustachego Kossakowskiego należą do wdowy po fotografie, Anki Ptaszkowskiej. Przechowywane są jako depozyt w Muzeum Sztuki Nowoczesnej w Warszawie

Więcej o Kossakowskim: Culture.pl ,Wikipedia 
Marek Grygiel i Tadeusz Rolke rozmawiają z Eustachym Kossakowskim – FOTOTAPETA 


paczka chipsów Tyrrells ze zdjęciem Kossakowskiego, za Obieg.pl 
Z ciekawostek zdjęcie Kossakowskiego zostało użyte na paczce chipsów Tyrrells. W internecie generalnie nie wdawano się wówczas w niuanse na temat autora, przypisano je Kantorowi. Tekst w Gazecie i Obiegu.