sobota, 12 września 2026

Proszę nie siadać - film o Wojciechu Plewińskim.

 

„Proszę nie siadać" / kadr z filmu

Albo to koniec wakacji, koniec sierpnia tak nastraja, ale mam powidok właśnie z takim czasem w tym filmie. Temperatura, powolność. Znudzenie latem, upałem. Ciężkość i bezruch. No jeśli ruch nawet, to bez szaleństw na tym jeziorze. Wolniutko. Jest też niepokój, dokładnie końcowosierpniowy, no bo jesień zaraz, kalendarz bezwzględny, szkoła, kierat, zaraz się zacznie, korki wszędzie i kolejna zima. Niepokój, strach, żeby zdążyć jeszcze się nacieszyć tym słońcem, nagrzać się ile wlezie. Zanim się zacznie. Opowiedzieć historię, zanim odejdzie. 

Zatem Proszę nie siadać" dobrze jest oglądać z takim sierpniem w sercu. Każda pora roku i miesiąc są jak najbardziej odpowiednie. Bo film zobaczyć trzeba. Film Katarzyny Sagatowskiej i Piotra Małeckiego o Wojciechu Plewińskim Nie jest to laurka wystawiona mistrzowi, nie ma chronologicznego przelotu przez twórczość. Jest lepiej! 


„Proszę nie siadać" / kadry z filmu

To dość nieprosty film drogi. Nie tak, że wsiadamy i jedziemy. I wszystko po drodze i w odwiedzanych miejscach. Chociaż konwencja drogi jest osią, bo podróżujemy do miejsc, gdzie powstawały zdjęcia Wojciecha Plewińskiego. Kierowcą jest jego syn Maciej, też fotograf (miejscami czasem za kółkiem zmienia się z Kasią Sagatowską). Ale najpierw jesteśmy na urodzinach. W ostatnim dniu wakacji. [Prawda, ten koniec sierpnia...] 

Ale najpierw impreza, ogromny stół, ogród, mnóstwo ludzi. Kilka pokoleń. Ojciec, dziadek i pradziadek. No a jak urodziny, to jeszcze autoportret. Akt. I od razu mnóstwo humoru. Widać z pierwszych scen, gdzie położono akcenty: na rodzinę, dom, okolice - wszystko to, co mamy wokół bohatera. I tak wyposażony bohater, dopiero rusza w drogę. 

Do swojego archiwum w Teatrze Studio, na Kalatówki, w kilka miejsc, gdzie powstawały zdjęcia. A przy okazji opowieści. Kto był kim w westernie. Co się działo w schronisku, przepraszam hotelu górskim, skąd światło padało, dlaczego w piżamach, itd. Podróż do zdjęć i miejsc i pamięci. I ten humor, cały czas. I relacje. Rodzinne głównie. Bez gadających głów. Wszystko zaobserwowane, podpatrzone. 


„Proszę nie siadać" / kadry z planu / fot. Katarzyna Sagatowska

To najwyraźniej ulubiony sposób pracy reżysera Piotra Małeckiego. Przed chwilą przecież nakręcił inny portret fotografa, który odsłania się stopniowo. Którego też poznajemy z kontekstu. Podpatrzony, a raczej po prostu oglądany, bo nie ma tu żadnych podglądactw. Chodzi o Igrając z diabłem" o Christopherze Morrisie, we współreżyserii z Maćkiem Nabrdalikiem. (o którym pisałam moment wcześniej) No dobrze, obserwujemy bohatera, też fotografa. Tutaj w kolorze. A fotograf zabiera nas w miejsca, gdzie powstały zdjęcia. O tu, o tak, tam stał ten, tędy płynęli. Podróż sentymentalna, naturalna, niewymuszona, jakby zupełnie przy okazji pojawiały się te opowieści o zdjęciach. Nie ma tu konieczności, nie wiem jak to lepiej nazwać. My raczej idziemy na spacer, na wycieczkę, a te zdjęcia, te opowieści wynikają z tego, że już tam jesteśmy. 


„Proszę nie siadać" / kadry z planu / fot. Katarzyna Sagatowska

Czemu nie miałem wtedy aparatu? Ilu ja zdjęć nie zrobiłem?! Ciągle mnie to prześladuje." Mówi Wojciech Plewiński, raczej z przodu filmu, niż z końca. I dalej, i po tych słowach dopiero trasa w miejsca, gdzie miał aparat i robił. I jest super przegląd zdjęć w tym filmie, żeby chociaż dotknąć, liznąć temat. Ile to mogłoby być karier - portrecista, fotograf teatru, fotografia humanistyczna - po prostu, eksperymenty artystyczne. Ale bez liczb. Bez ilości okładek Przekroju", bez podania zawrotnej liczby 821 sfotografowanych spektakli! Bo taka konwencja właśnie w filmie, że człowiek i jego otoczenie. A nie twarda historia fotografii, żeby ktoś opowiadał. Opowiada sam bohater, odpowiada na pytania Katarzyny Sagatowskiej - pomysłodawczyni filmu i jego współproducentce. Syn i żona też czasem pytają, uściślają chronologię, osoby, w naturalny sposób, w ciągu rozmowy. A my, tak po prostu, jakbyśmy przy tym samym stole byli. 

„Proszę nie siadać" / kadr z filmu

Relacje rodzinne to drugie tło w tym filmie. Scena otwierająca - rodzinna impreza. Potem podróżujemy z synem Wojciecha - Maciejem, który poza byciem synem, jest jego asystentem, menadżerem, kierowcą, firmą w firmie. Jest też towarzyszem, a jakby dopiero na końcu synem. A przecież też jest fotografem. Są i wnuki, jesteśmy też na rodzinnym urlopie, wyjeździe. Te relacje na ekranie, są takie zwykłe, jakby tu żadnej kamery nie było. Z żadnego wysokiego C", że tu film o wielkim człowieku jest kręcony. No i sceny końcowe, te momenty ojciec-syn, a my z nimi. Coś intymnego, coś tak ciepłego jest w tych scenach. I coś, co zatrzymuje pędzący czas. Przecież to robi fotografia, zatrzymuje. Złudnie oczywiście, owszem jest gigantyczne archiwum, ale czas codzienny płynął, kiedy te zdjęcia powstawały. Dom, rodzina, dziecko, dorastanie. Jest i o tym w filmie, jest w słowach bohatera, jest znowu w otoczeniu. Gorzki moment, który rozpływa się w ostatnich scenach filmu. 


„Proszę nie siadać" / kadry z planu / fot. Katarzyna Sagatowska

Proszę nie siadać", znakomity tytuł. Może urósł mi w oczekiwaniu za bardzo i mam malutkie rozczarowanie, kiedy słowa w końcu padają z ekranu. Wyobrażenia wobec humoru sytuacyjnego. Właściwie świetna parabola. Państwo pójdą, gdy tylko znajdziecie okazję by obejrzeć ten film. I usiądźcie wygodnie, bo to będzie przyjemna uczta. 

A okazja już niebawem, na Paper Photo Festival w Zamku Sieleckim w Sosnowcu [18 września o 20]. 



Proszę nie siadać" / kadry z planu / fot. Katarzyna Sagatowska