środa, 6 października 2010

Alex Majoli / rozmowa



Alex Majoli, z wystawy “Nieobojętny świat” 2008, dzięki uprzejmości Fundacji Orange


Joanna: Panie Majoli, jak opisałby pan swoją pracę? Jest pan fotografem, dziennikarzem, fotografem wojennym, fotografem dokumentalistą?

Alex Majoli: nie, nie, to od Ciebie zależy, ludzi, którzy się tym zajmują.

J: to jakbyś miał siebie opisać?

Alex Majoli: Nie zamierzam. Po prostu robię zdjęcia. No tak, jestem dziennikarzem-fotografem (photojournalist), ale także.… wcale nie łatwo poruszać się między tymi kategoriami. Jeśli weźmiesz moje zdjęcia z wojny, no to będę fotografem wojennym, jeśli obejrzysz cykl „Isolation” jestem artystą fotografem, jeśli patrzysz na portrety, wtedy jestem fotografem na zlecenie redakcji (editorial). Czasem jeszcze robię zdjęcia reklamowe, więc chyba jestem też fotografem od reklamy. No więc, jakbyś mnie zakwalifikowała?

j: Mówimy na taki zestaw “ciekawy człowiek”, w końcu wykonujesz wszystkie te tematy.

Alex Majoli: no tak, w moim kraju króluje rzemiosło, we wszystkim i ze wszystkiego. W pewnym sensie to wszystko jest wymieszane i połączone.

j: Skoro jesteśmy we Włoszech, kto jest Twoim ulubionym pisarzem? Podczas spotkania wspomniałeś o inspiracji prozą Luigi Pirandella w projekcie “Libera me” (uwolnij mnie)

Alex Majoli: O tak, zdecydowanie jednym z ulubionych jest Pirandello, ale jest ich wielu więcej: Calvino, Tabucchi, bardzo wielu, ale faktycznie najważniejszy Pirandello.

J: A najważniejszy fotograf włoski?

Alex Majoli: A mogę wymienić dwóch: Luigi Ghirri i Mario Giacomelli.

J: Jakie było najtrudniejsze zadanie, jakie otrzymałeś?

Alex Majoli: Podczas zleceń spotykasz wiele trudności. Mówimy, że najtrudniejsze zadanie to takie, które może być twoim ostatnim. Jedno takie szczególne – w strefie Gazy – bo po pierwsze był problem z dotarciem tam. Kiedy indziej miałem kłopot z robieniem materiału o jamajkijskiej diasporze żyjącej w Londynie. Ogromnie trudne do sfotografowania sprawy, czy sfilmowania, tak, żeby było cokolwiek widać i dało się to zrozumieć z materiału. Żeby się dostać do środka, znaleźć pomiędzy i robić materiał – nigdy chyba nie miałem podobnych problemów.

J: Napisałeś gdzieś na stronach Magnum, że zdarzył ci się problem z dostępem do prądu, że zaskakujący był brak możliwości doładowania baterii, że na coś takiego trudno się przygotować... pamiętasz gdzie to było?

Alex Majoli: Chyba w Afganistanie, albo ostatnio w Iraku? Nie chyba jednak Afganistan, bo w Iraku mieliśmy zawsze dostęp do źródeł wojskowych.

J: Skąd bierzesz pomysły na swoje autorskie projekty?

Alex Majoli: Wierzę w spotkania. Lubię spotykać ludzi i poznawać ich historie. Lubię jak w matematycznym działaniu zastanawiać się kim jesteś i jakie jest twoje doświadczenie. Większość moich projektów tak właśnie powstaje, np.: temat wywodzi się z jednego faktu, pracuję sporo w tym miejscu, znajduję nowe odnośniki, coś nowego się pojawia o samym miejscu, potem okazuje się, że warto to opowiedzieć.

Mam zawsze taką listę rzeczy do wykonania, przy dużych projektach. Ale nigdy przez to nie przechodzę. Po prostu zapominam. Teraz robię materiał o Brazylii, ale chciałbym rozwijać serię „Libera me”, który jest czymś zupełnie innym.

J: Czyli czasem pracujesz jak matematyk…co to oznacza?

Alex Majoli: Tak, to dotyczy bardzo prostych spraw, najprostszych działań. Czyli np.: myślę sobie: chcę sfotografować to miasto, jadę tam i widzę nowe rzeczy, mówię sobie: chcę sfotografować to i tamto, jestem z zewnątrz, przybywam z innej kultury, dlatego fotografuję też to co mnie ciekawi, czyli właściwie fotografuję różne rzeczy.

J: Skojarzyłam ten matamatyczny sposób z “One vote” /"Jeden głos"/, który wydaje mi się bardzo konceptualny...

Alex Majoli: Zgadza się!

J: To jedyny taki projekt w Twojej karierze…

Alex Majoli: Wydaje mi się, że jest ich zdecydowanie więcej. Są zdjęcia, których nie znasz, i może kiedyś na stronie, jak już będę miał ją wreszcie skończoną – wtedy pewnie pokażę resztę takich projektów. Są inne, nawet bardziej konceptualne niż ten! Ostatnio sfotografowałem dwa krzesła w swojej pracowni aparatem 4x5 cala, krzesła wydają się na siebie patrzeć, rozmawiać, sprzeczać a na koniec się kochają. To wydaje mi się właśnie konceptualne.
J: A skąd się biorą takie pomysły na zdjęcia?

Alex Majoli: Studiowałem sztukę! Zawsze coś zostaje, a poza tym, ja nie potrafię się zdefiniować. Chciałbym być fotoreporterem, bo lubię robić zdjęcia na wydarzeniach, ale czasem zdarza się coś co mnie zamyka od środka. Wtedy musze poszukać jakiejś innej formy opowiadania o sobie, w jakiś inny sposób, bardziej otwarty. A pomysł – koncept, najlepiej jak pochodzi z życia, nie jest tak do końca wydumany.

A historia z krzesłami wzięła się z kłótni z moją dziewczyną. Nigdy z resztą motywacją do pracy nie jest zlecenie czy pomysł, że zrobię coś dla jakiegoś muzeum czy galerii. To się ot tak po prostu stało, była wielka kłótnia, i zostałem potem sam z aparatem. Chciałem opowiedzieć o miłości wykorzystując do tego te dwa krzesła, niczym autoportret, bo one miały być nami. Taka mała głupiutka historyjka o krzesłach, o miłości.

Jeśli chodzi o pomysły, opowiem Ci o pomyśle na zlecenie na fotografię, która miała być sprzedana na aukcji charytatywnej. Jakaś organizacja zbierała pieniądze dla dzieci uchodźców. Pomyślałem, że oczywiście wykonam zdjęcie by mogło zarobić pieniądze dla dzieci. W tym czasie rozwodziłem się. I akurat przyszedł list od prawników o postanowieniach dotyczących mojej córki. Tam były takie zapisy co możemy: córka może wyjść..., córka nie może tego i tamtego, żenująca sytuacja. Zrobiłem zdjęcie tego listu i wysłałem je na aukcję. Organizacja odpowiedziała: „no cóż, oczekiwaliśmy od pana zdjęcia”. Odpowiedziałem im: „Ależ to właśnie jest to zdjęcie”. Nie mogli z początku zaakceptować tego pomysłu. A zdjęcie – opowiadało mnóstwo rzeczy na raz. Do fotografii dopisałem tekst, w którym wyjaśniłem zamysł, tak czy inaczej zdjęcie osiągnęło najwyższą cenę na licytacji!

J: Wspomniałeś zlecenia dla muzeum, pracujesz dla agencji, a gdzie właściwie przynależą Twoje zdjęcia? Gdzie je najchętniej oglądasz: w albumie, galerii, gazecie?

Alex Majoli: Wydaje mi się, że wszędzie. Każdy projekt ma jakieś konkretne przeznaczenie, nie zawsze ta odrębność jest konieczna. Lubię na przykład zdjęcia w formie fotokopii, tak, żeby je po prostu dać komuś na ulicy, ot tak. Projekt “Jeden głos” miał właśnie tak być pokazany.

J: Chciałbyś rozdać zdjęcia ludziom na ulicy, ale rozumiem poszukać tych, których sfotografowałeś wcześniej?

Alex Majoli: Niezupełnie. Projekt „Jeden głos” miał po prostu zostać rozdany wśród ludzi, w dniu wyborów. Na zdjęciach są tylko twarze. To jakoś nie wyszło, no cóż, nie jestem dobry w promocji swoich prac, na pewno nie w ten sposób.

J: Wspomniałeś kiedyś coś o rozwoju Samuraja. Ten cytat występuje niemal wszędzie zaraz za Twoim nazwiskiem. Wygląda na ważną wypowiedź, motto?

Alex Majoli: OK, wszyscy o to pytają! Wyjaśnię – ten cytat, był mi kiedyś potrzebny na jakieś warsztaty, musiałem coś napisać do wstępu, a nie chciałem chrzanić “o byciu najlepszym fotografem świata”. No i stąd Samuraj, który miał być żartem. Organizatorzy warsztatów wzięli tekst, ale nie zrozumieli dowcipu. A tak na marginesie: wydaje mi się, że nie można uczyć fotografii. Można przyrównać to faktycznie do treningu Samuraja i robić codziennie coś w kierunku swojego rozwoju. Dyscyplina, determinacja. Musisz sobie uzmysłowić, że do wykonania zdjęcia trzeba się przygotować. Nie umiem tego nauczyć, po prostu powtarzam: nie rozpraszaj się, nie uciekaj, zostań na miejscu, nie ruszaj się. Nie potrafię powiedzieć jak zrobić to zdjęcie.

Większość moich studentów robi zdjęcia w ten sposób [AM przerysowuje fotografa w ukryciu, trzęsie rękami, jest nerwowy] ale ja im powtarzam: “Wyluzuj, nie możesz robić zdjęć w ten sposób. Pomyśl o tym. Zwolnij.” [AM: zwalnia ruchy, uspokaja oddech, itp] I to co mówię, nie działa. Dlatego ciągle powtarzam: “uspokój się, podejdź bliżej, rusz się i skoncentruj”. Nie da się uczyć, można powtarzać takie rzeczy.

J: W jaki sposób podchodzisz do tematu?

Alex Majoli: Mam dużo determinacji. Praca, praca, praca, mnóstwo pracy.

J: Czy prosisz o pozwolenie na wykonanie zdjęcia?

Alex Majoli: To zależy.

J: Na ulicy?

Alex Majoli: To zależy. Czasem nie potrzebuję, nie muszę. To jest też to czego uczę: zastanów się zanim zrobisz zdjęcie, czy je na pewno potrzebujesz. Czasem po prostu robisz zdjęcie, którego nie chcesz i pakujesz się w kłopoty, jeśli osoba, którą fotografujesz zauważy, że właściwie nie dbasz o to, tak po prostu pstrykasz. A jeśli ci zależy, robisz zdjęcia na ulicy, oni to zrozumieją. Może cię spytają po co te zdjęcia, ale nie będą robić żadnych dziwnych ani głupich rzeczy. Jeśli się zawahasz “zrobię”, „nie zrobię, za chwilę”... to wahanie natychmiast zostanie rozpoznane i odczytane jako dyshonor, przekazujesz tym samym, że w tych zdjęciach może nic nie być.

J: Co mówisz studentom: idźcie na wystawy, oglądajcie ile się da?

Alex Majoli: Nie patrzcie na innych fotografów. Nie myślcie o sobie jako fotografach. Czytajcie. Czytajcie wszystko. I pracujcie, pracujcie, pracujcie. Bądźcie sobą. Spróbujcie odejść od fotografii, a potem powróćcie. Pracujcie i czytajcie. To najważniejsze.

J: Jesteś fanem piłki nożnej?

Alex Majoli: Nie, choć czasem lubię popatrzeć.

J: Ależ sport narodowy, ojczyzna…

Alex Majoli: A zatem jesteś Katoliczką, przecież jesteś Polką.

J: No tak, stereotypy...

Alex Majoli: Nawet jeśli nie wierzysz, musisz.

J: Znasz prace jakiegoś polskiego fotografa? Byłeś już w Polsce, może więc miałeś okazję poznać?

Alex Majoli: Tak, znam jednego polskiego fotografa. Ale trudno mi sobie przypomnieć jak się nazywa. Na imię ma Piotr. Pracuje dla ważnej polskiej gazety.

J: Masz na myśli Gazetę Wyborczą?

Alex Majoli: Może. Spotkałem go w Kumbh Mela w Indiach. Spędziliśmy tam trochę czasu razem. No i zniknął. Wcześniej spotkałem go w Izraelu podczas II Intifady. Nie pamiętam nazwiska. To wysoki blondyn. Jeśli go znasz…

J: To Piotr Janowski.

Alex Majoli: Jeśli go zobaczysz, to powiedz mu ode mnie “hej, nie znika się w taki sposób!”
J: Jak dzielisz swój czas między Nowy Jork i Włochy?

Alex Majoli: Pół na pół. Reszta to jeżdżenie w różne miejsca, na zdjęcia.

J: Masz firmę pod Mediolanem, Cesuralab. Opowiedz coś więcej?

Alex Majoli: Cesura to miejscowość, w której mieszkam. Tam mam swoje studio. A teraz mam też asystenta I osoby pomagające. Myślę, że to studio z czasem stanie się czymś większym, nie tylko miejscem, gdzie robię zdjęcia. Czymś więcej niż studio. Zainwestowałem tam w coś w rodzaju centrum szkoleniowego, chciałbym, żeby mogli tam przyjeżdżać młodzi fotografowie i wspólnie pracować. Chciałbym dać im miejsce, czas i szansę na zrobienie dużej rzeczy. W tej chwili funkcjonuje tam coś na kształt kolektywu fotografów. Zajmują się pracą agencyjną. Jest tam też galeria. Organizujemy warsztaty. Próbuje robić coś interesującego, nie ze względu na interesowność, tylko miejsce, które jest rodzajem placu zabaw. Tak jak z dziećmi, jeśli dasz im miejsce i czas do zabawy, będą się bawić. Chciałbym zrobić coś podobnego dla ludzi, którzy tam są: „macie drukarkę, macie komputer, studio, wielką piękną przestrzeń, macie wszystko czego trzeba!” Ale póki co “asystenci” siedzą i myślą, filozofują na temat fotografii. „Jazda, ruszać tyłki, idźcie robić zdjęcia!” A oni siedzą, oglądają zdjęcia i krytykują innych. Ja się pytam: „kim ty jesteś, człowieku?!”. To jest teraz takie popularne wśród młodych fotografów. Nie rozumiem tego!

J: Mamy wszyscy kapitalizm, musisz porównać produkty zanim je kupisz, idziesz do sklepu, żeby je obejrzeć, porównujesz, wybierasz. Może jeśli robisz zdjęcia, potrzebujesz porównać siebie do innych?

Alex Majoli: No tak. Ale to tak jak z dziećmi, znowu, nie możesz im powiedzieć ”nie patrz w telewizor”. Musisz znaleźć kompromis. Godzina przed telewizorem a potem trzeba się zająć czymś innym. Ale ci młodzi robią tylko to. Mówię im: „idźcie robić zdjęcia”. „Ale co będziemy fotografować? Po co”. Robię im zdjęcie i pokazuję. Im się to podoba I mówią, “no tak, ale ty jesteś dobrym fotografem”. „Nie, nieprawda! Ja po prostu robię zdjęcia. Robię, a wy nie robicie.” Tak jest zawsze. Oni potrzebują dużego tematu, wydaje im się, że muszą jechać do Iraku, żeby zrobić zdjęcia. Nie, po prostu rób zdjęcie tutaj!

J: Kto jest najlepszym Twoim przyjacielem w Magum: inny fotograf, księgowy, sekretarka?

Alex Majoli: Mam wielu dobrych przyjaciół w Magnum. Nawet bardzo wielu. Zaczynając od najlepszego, świetnego fotografa, który był kiedyś w Magnum - Luc Delahay. Dalej Thomas, Antoine, Alec... Sami świetni fotografowie i wielcy przyjaciele. Alec Soth, Thomas Dworzak, Chris Anderson, Antoine d’Agata dobry przyjaciel I pomocny, Joseph Koudelka to też przyjaciel. Mam ich tam wielu, cieszę się z tego. Nie wymienię nawet wszystkich.

J: Dziękuję bardzo. Życzę powodzenia i samych dobrych przyjaciół wokół.

Alex Majoli: Dziękuję za rozmowę.

/4.03.09 Instytut Francuski w Warszawie / dziękuję Galerii Yours i Fundacji Orange (dawniej Grupy TP) za umożliwienie spotkania/

http://www.alexmajoli.com/ kiedyś to będzie piękna, oficjalna strona...

2 komentarze:

  1. Bardzo fajny wpis, podobają mi się zdjęcia ;)

    OdpowiedzUsuń
  2. Super sesja ! Bardzo fajnie mieć takiego przyjaciela. Warto właśnie żeby każdy takiego miał ;)

    OdpowiedzUsuń