niedziela, 29 września 2013

Rafał Milach / rozmowa

Rafał Milach z cyklu 7 Rooms, http://rafalmilach.com/ / dzięki uprzejmości autora

7 rooms  (książka i wystawa) Rafała Milacha to jeden z ważniejszych projektów fotograficznych w polskiej współczesnej fotografii. Trudno znaleźć inny tak głośny: pokazywany w tak wielu ważnych miejscach, nagradzany w wielu konkursach związanych z książką, publikowany w prasie 'tu' i 'tam' - wszędzie. Wreszcie książka wydana w 2012 roku w nakładzie 1000 sztuk została wyprzedana w tempie, w jakim nikomu się to w Polsce dotąd w polu fotografii nie udało. Właśnie jest dostępne drugie wydanie, świeże, z drobnymi zmianami - "slightly redesigned", znowu w tysiącu sztuk. Wystawę zaś do marca 2014 można oglądać teraz w Danii, w galerii Brandts w Odense. Reedycja to dobry moment by przypomnieć cały projekt, rozmową, którą odbyliśmy o 7 rooms, szykując się do premierowego pokazu wystawy w Zachęcie. 
Rafał Milach, 7 Rooms, wyd. Kehrer, 2013,  http://rafalmilach.com/ / dzięki uprzejmości autora

Joanna Kinowska: 7 pokoi to wystawa i książka o zwykłych Rosjanach. Poprzez fotografie opowiadasz o szóstce młodych ludzi na przestrzeni kilku ostatnich lat. Dlaczego bohaterowie tego projektu mają być dla nas, widzów w Polsce, interesujący?

Rafał Milach: Kiedy jechałem pierwszy raz do Rosji, miałem zupełnie inny pomysł i nastawienie. Rysowałem sobie taki duży projekt Rosja: coś superglobalnego, opisowego, komentującego. Mniej więcej trzy lata zajęło mi dojście do tego, że nie jestem w stanie tego zrobić, że coś takiego mnie przerasta.
Kiedy przeglądałem negatywy, okazało się, że na większości zdjęć są właśnie ci ludzie. Fotografowałem ich dodatkowo, trochę obok tego mojego wielkiego wymyślonego projektu. Później odkryłem, że to, co jest na tych zdjęciach i dotyczy moich bohaterów, jest znacznie ciekawsze od tego, co sobie na początku wymyśliłem. Byli to ludzie, którzy otworzyli przede mną swoje drzwi, oprowadzali mnie po swoich miejscach, pokazali mi swoje życie. Później stawali się moimi przyjaciółmi. Z początku byli – jeśli można to tak określić – punktami zaczepienia w Rosji. Z czasem okazało się, że oni i ich historie to coś, do czego ja jako fotograf mogę się odnieść, że znalazłem swoją opowieść i jeżeli mogę cokolwiek opowiedzieć o Rosji, to właśnie przez nich. Co więcej, mieliśmy podobną historię. Oni urodzili się w Związku Radzieckim, ja w PRL-u. Oni dorastali w czasie pierestrojki, u nas w tym czasie transformacja już trwała, choć nie przebiegała w ten sam sposób. To właśnie wspólne doświadczenie okazało się istotne i może być pewnego rodzaju kluczem do 7 pokoi. Trzeba też podkreślić, że bardzo mało jest takich historii o zwykłych ludziach. Kiedy robimy materiał np. o przerzucie narkotyków, to oczywiście występują w nim zwyczajni ludzie, są jednak uwikłani w ten temat, bez niego nie byłoby opowieści. Zwykli ludzie, sami w sobie, nie wydają się ciekawym tematem medialnym.
widok ekspozycji 7 Rooms – Zachęta - Narodowa Galeria Sztuki / Warszawa, Polska (2012), fot. RM

Stąd właśnie moje pytanie: co ma nas zainteresować? Podglądamy zwykłych ludzi?

W pierwszych latach moich wyjazdów do Rosji wielu znajomych pytało: „Jacy oni są, ci Rosjanie? Czym się od nas różnią?”. Była to oczywiście próba konfrontacji ze stereotypem – czy naprawdę na Syberii mają przez cały rok minus 40 i czy chleją z niedźwiedziami. W pewnym sensie ten projekt pokazuje „takich jak my”. Mieszkają w innym miejscu, funkcjonują w trochę innym systemie, ale podstawowe rzeczy są bardzo podobne. To, że są Rosjanami, jest ważne, ale nie najważniejsze dla mnie. Przede wszystkim są ludźmi, a potem mieszkańcami Rosji – najważniejszy zatem jest ten uniwersalny, ludzki przekaz.

Na ile było dla ciebie ważne, by twoi bohaterowie mieli podobne doświadczenia? Czy szukałeś w pewnym sensie swoich odpowiedników?

Jesteśmy w stanie cokolwiek opowiedzieć, kiedy odnajdujemy rzeczy nam bliskie, które nas interesują i do których możemy się odnieść. Tutaj właśnie jest okazja, by odnieść się do własnego doświadczenia.

Bez egzotyki.

Na początku było to dla mnie w pewnym sensie osobliwe. Nie żałuję tego pierwszego etapu pracy, chyba potrzebowałem czasu, żeby zrozumieć, czego tak naprawdę nie chcę robić. To pozwoliło mi złapać pewien dystans do tego miejsca. Czasami wymyślasz temat, który chcesz robić i od razu zawężasz sobie kąt widzenia. Tutaj tego nie było, bo projekt się formował bardzo powoli i naturalnie.

Jak się przygotowywałeś do pierwszego wyjazdu?

Prawie w ogóle się nie przygotowałem.

Żadnych książek, obrazków?

Nic! Nie przed samym wyjazdem i nie specjalnie w ramach przygotowań. Oczywiście, znałem prace Luca Delahaye, Carla de Keyzera czy Anthony’ego Suau. Ich zdjęcia mi się bardzo podobały i dalej bardzo je cenię. Uważam, że Beyond the Fall Suau jest wspaniałym, monumentalnym projektem o Rosji. Tylko że te prace dotyczyły rosyjskiej transformacji, tego, co wszyscy chcieli i w pewnym sensie dalej chcą oglądać. To, co robi Sergei Maximishin, to też jest Rosja, ale taka, jaką media pragną widzieć. To są superzdjęcia, mam jednak wrażenie, że te właśnie obrazy pogłębiają klisze na temat Rosji, albo w pewnym sensie odnoszą się do świata, który już był.
Całe przygotowania ograniczały się do przejrzenia kilku stron internetowych i wysłania kilku maili do znajomych z zapytaniem, czy znają kogoś w tych miastach, przez które będę przejeżdżał. Pojechałem zatem, z jednej strony, z czystą głową, a z drugiej – z bardzo mocnymi obrazami, kliszami.
Rafał Milach z cyklu 7 Rooms, http://rafalmilach.com/ / dzięki uprzejmości autora

Co z tymi stereotypami? Nie pokazujesz Rosji takiej, jaką ludzie chcą oglądać?

Każdemu fotografowi się wydaje, że pokazuje coś zupełnie innego i na nowo. Potem się okazuje, że wszystko jest takie samo. To bardzo płynne. Nie zakładałem, że pokażę taką Rosję, jak nikt inny przedtem. Tak naprawdę dopiero po trzech latach jeżdżenia i robienia zdjęć zacząłem to, czym dzisiaj jest projekt 7 pokoi. Wtedy przestałem odnosić się do zdjęć widzianych wcześniej. Zdawałem sobie sprawę, jak bardzo blokowało to moją wypowiedź i zawężało perspektywę. Postanowiłem, że będę robił to, co czuję i to, co – przynajmniej w jakimś stopniu – rozumiem i ogarniam.
W 7 pokojach jest kilka obrazów-klisz, choćby sierp i młot z Jekaterynburga. Tego rodzaju „spodziewane” widoki, które bezpośrednio kojarzą się z Rosją, są jednak tylko drobnym akcentem w całości projektu. Gdybym je usunął, pojawiłoby się niebezpieczeństwo, że ten przekaz stanie się aż nadto uniwersalny. Umiejscowienie 7 pokoi, fakt, że to są Rosjanie, ma znaczenie. Ważne też były proporcje między tymi dwoma rodzajami obrazów.
Rafał Milach z cyklu 7 Rooms, http://rafalmilach.com/ / dzięki uprzejmości autora

Zacząłeś od wyjazdu w poszukiwaniu członków swojej rodziny. Potem, po trzech latach pojawił się właściwy kształt projektu, co miało miejsce na warsztatach JOOP Swart Masterclass. A jak chciałeś go zakończyć? Miałeś już komplet materiałów?

Fotografowanie zakończyłem wiosną 2010, był to mój ostatni wyjazd do Rosji. Zrobiłem wtedy niewiele zdjęć, choć akurat takich, które były bardzo celne w konkretnych sytuacjach, domykały całość. Potem rozpocząłem kolejny etap pracy, tym razem nad tekstem i edycją zdjęć. Cały projekt tworzony był z pozycji przybysza i obcego. Mój najdłuższy wyjazd trwał trzy miesiące, zaś najkrótszy półtora tygodnia. Trudno w takich okolicznościach doświadczyć prawdziwego życia codziennego. Metoda pracy mnie ograniczała i po jakimś czasie zauważyłem, że pewne rzeczy zaczynają się wizualnie powtarzać. Żeby powiedzieć coś więcej, musiałbym z nimi spędzić dużo więcej czasu, a na to nie mogłem sobie pozwolić. Czyli najważniejszym momentem było stwierdzenie: „OK , już więcej nie jestem w stanie pokazać”. Właśnie wtedy zorientowałem się, że za bardzo zaprzyjaźniłem się z moimi bohaterami. Straciłem dystans dziennikarza-fotografa, który zawsze powinien istnieć, nieważne, jak blisko jesteś swojego bohatera. Przyłapałem się na tym, że usuwam niektóre sytuacje, rezygnuję z pewnych rzeczy. To był wyraźny sygnał, że już więcej nie jestem w stanie zrobić. Podczas ostatnich wyjazdów znacznie więcej było rozmów niż zdjęć. To był też czas, kiedy zacząłem
dużo czytać i natrafiłem na Swietłanę Aleksijewicz. Zwątpiłem wtedy w ogóle w wartość obrazu. Słowo okazało się dużo potężniejsze niż obraz.

I to mówi fotograf, dla którego fotografia miała zastępować tysiąc słów?

Teoretycznie tak. Ale ten jeden obraz, żeby rzeczywiście został w głowie, musi być niezwykle silny, wyrazisty, musi przełamywać coś, co już wiemy o jakimś miejscu, sytuacji, człowieku. Natomiast obrazy, które tworzymy w trakcie czytania, łatwiej zapamiętujemy, silniej działają na naszą wyobraźnię. Gotowy obraz przynosi nam skończony wizualny rezultat. Słowa dopiero zamieniają się w obraz w naszej głowie. Ta interakcja między odbiorcą a twórcą jest dużo mocniejsza niż w przypadku fotografii. Oczywiście, są takie obrazy, które zostają w głowie natychmiast. Można zilustrować taki mechanizm na przykładzie kartkowania gazety. Obraz jest ważny, mocny i jest pierwszą rzeczą, którą przyjmujesz. Często dopiero potem zaczynasz czytać tekst. Tak jest na przykład z moją książką 7 pokoi. Czytelnik zacznie od obejrzenia zdjęć, potem przeczyta sobie mniejsze teksty, bo są też mniej wymagające, a na koniec wróci do tego dużego tekstu Swietłany Aleksijewicz. Wizualne rzeczy idą na pierwszy ogień. Oczywiście, one mają przyciągnąć, są bardzo ważne, ale tę więź zaczynasz odczuwać, dopiero kiedy spędzisz nad czymś trochę czasu, a przeczytanie czegoś wymaga dużo więcej czasu niż oglądanie zdjęć. W pewnym momencie pracy nad tym projektem bardzo żałowałem, że nie potrafię pisać ani nie umiem przeprowadzać profesjonalnie wywiadów. Umiem opowiadać tylko obrazem.

Obrazem, któremu towarzyszy tekst innego autora (w książce), następnie zebrane przez ciebie wypowiedzi bohaterów (w książce i na wystawie) i wreszcie obrazy zawierające tekst, czyli wywiady multimedialne (na wystawie). To całkiem dużo słów. Opowiedz o multimediach. Czy to próba wydobycia słów na wierzch, ponad obraz?

Nagrywałem wywiady z moimi bohaterami, ale także kręciłem je kamerą wideo. Fragmenty tych wypowiedzi znajdują się na wystawie, część jest w książce. Kiedy kręciłem, to nie fotografowałem. Multimedia będą zatem dopowiadać to, czego brakuje na zdjęciach.

Jesteś fotografem, opowiadasz obrazem, a na koniec masz taką furtkę, że bohaterowie dopowiedzą. Dlaczego posługujesz się wideo?

Z bardzo prostej przyczyny: nie jestem w stanie opowiedzieć wszystkiego przy pomocy jednego narzędzia. To wynika z metody pracy i czasu spędzonego z bohaterami. To, co oni mówią, świetnie dopełnia część wizualną. Ktoś z nich opowiada o swoich wspomnieniach z czasów pierestrojki. Powstają jakieś bardzo konkretne rosyjskie obrazy. Ich wypowiedzi dotyczą Rosji i całkowicie prywatnego podejścia do ojczyzny. To oni o tym opowiadają, a nie ja. Gdybym próbował to zilustrować, książka byłaby zbyt oczywista. Trudno też byłoby rozdzielić to, co ja mam do powiedzenia o Rosji, a co oni.

Rafał Milach z cyklu 7 Rooms, http://rafalmilach.com/ / dzięki uprzejmości autora

W książce główną rolę gra tekst Swietłany Aleksijewicz, jest na początku. Nie masz wrażenia, że można to odebrać w ten sposób, że twoje zdjęcia są ilustracją jej tekstu?

Absolutnie nie. Bardzo bym się cieszył, gdyby ktoś zaczął od przeczytania tego tekstu, zanim obejrzy zdjęcia. On buduje bardzo mocny kontekst historyczny i społeczny, opowiada o tym, co się wydarzyło wcześniej, i wpływa na to, co się dzieje teraz — mówi o Związku Radzieckim. Jego bohaterowie, którzy nie potrafili przeskoczyć w nowy system, targnęli się na własne życie. W drugiej części książki Związek Radziecki jest mglistym wspomnieniem z dzieciństwa osób, które fotografuję. Zarówno bohaterowie Swietłany Aleksijewicz, jak i moi są osadzeni w jednym i w drugim czasie równocześnie.

7 pokoi to sześć fotograficznych opowieści, ten siódmy pokój został stworzony przez teksty i doświadczenia ludzi sprzed „mojej historii”. Mimo że tych zdjęć jest dużo więcej, to czas poświęcony na przeglądanie jest równoważny. A co z widzem, który na wystawie ma tylko zdjęcia?

Wydaje mi się, że to dobrze, jeżeli książka, wystawa, multimedia nie są o tym samym. Wystawa jest bardziej wrażeniowa, to jest obiekt, który działa intensywniej. Musisz wejść, stanąć, przejść, podejmujesz fizyczny wysiłek. Nie ma tam tyle miejsca na tekst, co w książce. Kiedy byłem na wystawie Taryn Simon, dobrze mi się oglądało jej prace, natomiast dopiero książka, którą kupiłem na wystawie, pozwoliła mi spokojnie ogarnąć cały projekt włącznie z tekstem. Obejrzenie wystawy, samych zdjęć, zajęłoby mi pewnie jakieś czterdzieści minut, ale spędziłem tam w sumie trzy godziny, czytając i zastanawiając się nad towarzyszącymi wystawie tekstami. Było to wyjątkowo męczące doświadczenie. Na wystawie istotną rolę pełni format prac i sam fakt, że jesteś w konkretnej przestrzeni. W książce z kolei nie obcujesz ze zdjęciami tak jak na wystawie. Pejzaż w małym formacie to zupełnie co innego, niż gdy jest na ścianie, gdzie możesz poczuć przestrzeń. W książce zdjęcia są jedną ze składowych, a na wystawie stają się bardzo często najważniejsze.


widok ekspozycji 7 Rooms – Zachęta - Narodowa Galeria Sztuki / Warszawa, Polska (2012), fot. RM

Opowiedz o swoich bohaterach.

Są bardzo różni. Chociaż mój wybór był dość przypadkowy, okazał się być przekrojowy, przynajmniej w kontekście Związku Radzieckiego, pewnej „złożoności” Rosji. Moi bohaterowie to zwykli ludzie mieszkający na przedmieściach, nie są ani bogaci, ani biedni. U nas należeliby do klasy średniej, która w Rosji tak naprawdę nie istnieje.

Najpierw poznałem Galę, która jeździ za granicę, zna obce języki, wyszła za mąż za Francuza i ma z nim dziecko. Mieszkała najpierw w Czechach, później we Francji. To była pierwsza osoba, która mnie ugościła w Jekaterynburgu. Jestem z nią emocjonalnie związany, tak jakby była moją młodszą siostrą. Ilekroć byłem w Rosji, zawsze ją odwiedzałem, spałem u niej w domu. Byłem przy niej w różnych okresach jej życia: kiedy skończyła studia, później poszła do pracy, miała problemy zdrowotne, następnie poznała swojego przyszłego męża. Mam wrażenie, że przeżywałem to, co ona. Jej dziecko ma teraz rok. Chłopiec, ma na imię Luka. Urodził się, kiedy już skończyłem projekt. Dużo rzeczy się zmieniło, odkąd skończyłem zdjęcia.

Lena pochodzi z Kazachstanu, ma rosyjskie korzenie. Z zawodu jest immunologiem, prowadzi badania. Mieszka w Moskwie, ale źle się tam czuje. Nie pasuje do miejsca, w którym żyje, a nie może wyjechać. Jest osobą samotną, w każdym razie była wtedy, kiedy ją fotografowałem. Wydaje mi się, że pochodzi z dobrze sytuowanej rodziny, mają bardzo dużo starych zdjęć, ale nie chciała opowiadać o jej przeszłości. Rodzina jest dla Leny bardzo ważna, cierpiała z powodu rozłąki z krewnymi, którzy zostali w Kazachstanie. Głęboko przeżyła śmierć bliskiej przyjaciółki, o czym opowiada. W momencie naszego spotkania miała w sobie dużo smutku, to się chyba ostatnio zmieniło. Ciekawe, że każda z tych osób opowiada w inny sposób o Rosji. Lena opowiada poprzez horoskop, który jej zrobił dziadek współlokatorki. Dosłowne zdania wyjęte z tej wróżby i rozmowy, które z nią odbywałem wcześniej, składają się idealnie na to, co w tym horoskopie się pojawiło. 
Rafał Milach z cyklu 7 Rooms, http://rafalmilach.com/ / dzięki uprzejmości autora
Rafał Milach z cyklu 7 Rooms, http://rafalmilach.com/ / dzięki uprzejmości autora

Mira pochodzi z Chakasji. Urodziła się w Moskwie, ale całe życie spędziła w Krasnojarsku. Wcześniej pracowała w Muzeum Sztuki Współczesnej w Krasnojarsku, ale teraz przeprowadziła się do Moskwy i pracuje w agencji reklamowej. Mało jej na zdjęciach, to był właśnie jeden z problemów wizualnych. Jest osobą, która w ogóle nie pasuje do Rosji — delikatna, eteryczna, przezroczysta, zaś Rosja jest toporna, betonowa, grubo ciosana. W jaki sposób to pokazać, jak oddać wrażenie tej osoby? Miałem bardzo dużo różnych portretów, sporo sytuacji, ale to wszystko zupełnie nie współgrało z bohaterką. Nabrało kształtu, dopiero kiedy zaczęliśmy to układać w książce. Obok Miry pojawiło się kilka pejzaży z Krasnojarska. Te zimowe ulotne widoki, ogromne przestrzenie syberyjskich pejzaży okazały się bardzo dopowiadające. Zauważyłem, że wystarczy mi jeden jej portret. W efekcie to moja impresja na jej temat, coś bardzo ulotnego i niestałego, jak ten parujący Jenisiej. Mira jest najmłodsza z wszystkich bohaterów, jej wspomnienia ze Związku Radzieckiego były wyjątkowo mgliste. To wszystko układa mi się w jedno odczucie — o ile inni mają jakąś bogatą historię czy są gdzieś mocno zakorzenieni, ona jest bardzo nieuchwytna. Zestawy wystawowe są zbudowane w taki sposób, żeby raczej oddać wrażenie, niż opowiedzieć bardzo konkretną historię osoby. Jest to coś, co przypomina moodboard.

Sasza i Nastia z Jekaterynburga to ludzie, którzy żyją kompletnie poza czasem. Stworzyli swój odrębny świat — mają własny rytm: śpią w dzień, wstają w nocy, imprezują, trochę pohandlują w internecie, gdzieś tam pojadą. Czas nie gra żadnej roli, robią to, na co mają ochotę. Są zupełnie niedopasowani do otaczającej rzeczywistości. Zastanawiające, na ile jest to kontestacja świata, a na ile lenistwo czy wygodnictwo. Z wszystkich bohaterów 7 pokoi tylko Sasza z Nastią znają się z Galą, między resztą nie ma żadnych powiązań. Gala się śmieje, że oni „watu katajut”, to znaczy, że nic nie robią. Mają bardzo dużą potrzebę niezależności — może właśnie przez to są jakby poza czasem, wyjęci z realnego świata.
Rafał Milach z cyklu 7 Rooms, http://rafalmilach.com/ / dzięki uprzejmości autora
Rafał Milach z cyklu 7 Rooms, http://rafalmilach.com/ / dzięki uprzejmości autora

Stas z Krasnojarska jest prawdziwym „syberyjskim niedźwiedziem”. Ma żonę (oficjalnie chyba nie są małżeństwem) i syna imieniem Arsenij. Kiedy ich poznałem, syn miał dwa latka, potem, na zdjęciach, już sześć, poszedł do przedszkola. Stas pracował w Tomsku, wiele podróżuje, czasem jedzie z rodziną, czasami sam. Jest byłym dziennikarzem, tak jak żona z wykształcenia historykiem. Teraz zarabia, pisząc teksty i przemówienia na potrzeby kampanii wyborczych, jeżdżąc po całej Rosji, stąd wie, jak wygląda tam polityka, a także lokalne wybory. W moim zestawie Stas
z żoną są jedynymi osobami, które interesują się polityką i są w nią zaangażowane. Większość młodych ludzi kontestuje politykę, wszystko, co się dzieje w kraju, z powodu niewiary w to, że mają na cokolwiek wpływ. Z drugiej strony — są niesamowitymi patriotami. Wszyscy wiedzą, że to, co się dzieje, nie jest dobre, ale bezgranicznie kochają swój kraj. W Rosji jest  mnóstwo sprzeczności. Czasem wydawało mi się, że już niektóre rozumiem, ale kolejny wyjazd udowadniał, że jestem w błędzie. Ze Stasem zawsze rozmawiałem o polityce, w kuchni, o tym, co się dzieje, o wojnie w Gruzji. Opowiadał historię Rosji poprzez historie kryzysów, które przechodzili od rozpadu Związku Radzieckiego. U niego jest to przeplatane osobistymi historiami. Jest patriotą, ale z bardzo krytycznym jak na Rosjanina podejściem do ojczyzny.

Nad historią Wasi długo się zastanawiałem, czy ją w ogóle umieszczać w tym zestawie, bo kiedy mówimy o „normalsach”, to nie myślimy o transwestycie. Urodził się w jakiejś wsi pod Jekaterynburgiem, okazało się, że jest gejem. Musiał uciekać z tej wioski do miasta, żeby poczuć się bardziej anonimowo. Został lokalną gwiazdą sceny klubowej. W klubie poznał swoją przyszłą żonę Janę. Mieszkają razem, mają dziecko i jakoś się kręci. Ona jest bezgranicznie zakochana w Wasi, najpierw poznała jego sceniczną osobowość, a potem tego zwykłego Wasię. Gdyby był tylko drag queen, pewnie bym zrezygnował z tej historii, wiele już takich widzieliśmy. Ostatecznie przeważyło to, co mnie zaintrygowało — podwójne życie Wasi, bycie normalnym kolesiem, który ma żonę i dziecko. Czasami miałem wrażenie, że był uwięziony w swoim codziennym życiu poza klubem. Rzeczywiście, było tak, że przychodził do domu i nic mu się nie podobało. Chodził jakiś naburmuszony, zmęczony. Gdy zjawiał się w klubie — rozkwitał. Jednocześnie bardzo kocha swoją żonę i córeczkę Tonię. Jest niesamowicie twórczym i fajnym gościem.

Rafał Milach z cyklu 7 Rooms, http://rafalmilach.com/ / dzięki uprzejmości autora
Rafał Milach z cyklu 7 Rooms, http://rafalmilach.com/ / dzięki uprzejmości autora

Po tym projekcie masz w Rosji wielu przyjaciół. Planujesz ciąg dalszy, a może sequel, powiedzmy, za dwadzieścia lat? Czy zamierzasz do nich wrócić i coś jeszcze opowiedzieć?

Wrócić tak, ale czy dopowiedzieć, nie wiem, dzisiaj o tym nie myślę. Widzę, jak bardzo zmieniło się ich życie przez te siedem lat, a w ostatnim okresie, kiedy już przestałem robić zdjęcia, miałem wrażenie, jakbym blokował kolejne metamorfozy moich bohaterów.

Polityka zawsze pojawia się w rozmowach. Ile jest jej w fotografiach?

Prawie wcale nie ma. Za wszelką cenę chciałem jej uniknąć. To pierwsza klisza, która nam się kojarzy z Rosją. Jest na jednym zdjęciu — kadr z kampanii wyborczej, do której Stas układał teksty. Mieszkał w wynajętym mieszkaniu w Aczyńsku i akurat w lokalnej telewizji leciały spoty reklamowe z udziałem jego kandydatów. Jeżeli polityka miałaby się pojawić, to tylko w takim osobistym wymiarze. I Stas opowiada trochę o polityce, i Wasia, ale w kontekście prywatnych doświadczeń. Wszyscy coś wspominają, np. Lena mówi o tym, że śnił się jej Putin. Są pewne bardzo osobiste doświadczenia polityki i samej Rosji.

Jak twoi bohaterowie odbierają 7 pokoi?

Wasia, kolega Miry obejrzał te zdjęcia i powiedział: „No, tak właśnie u nas jest”. To chyba dobrze. Na samym końcu pojawił się mały problem z jednym z bohaterów. Wysyłałem do nich informacje o publikacji w „Newsweeku”. Lena odpowiedziała, że odżegnuje się zupełnie od swojego wizerunku sprzed kilku lat, uważa, że to zupełnie nie ona. Wyjaśniłem, że wszędzie jest napisane, że zdjęcia powstały w latach 2004–2010. Jeżeli coś się zmieniło przez ostatni rok, to nie ma już wpływu na projekt. To zapis moich wrażeń na jej temat i jej otoczenia w bardzo konkretnym czasie. Zastrzegałem od początku, że celem mojej pracy będzie wystawa i książka. Oprócz aparatu był dyktafon, spędzaliśmy czas wspólnie i rozmawialiśmy. Sytuacja się wyjaśniła i historia Leny jest w projekcie. Dla mnie najważniejszą sprawą w 7 pokojach jest moja relacja z tymi ludźmi. Nie chciałbym nikogo krzywdzić tym projektem. Wydaje mi się, że jest bardzo delikatny, wyważony.

Większość bohaterów zareagowała bardzo pozytywnie. Stas powiedział: „Rafał, zrobiłeś więcej niż całe rosyjskie Ministerstwo Kultury przez ostatnie dziesięć lat”. I to mnie trochę przeraziło. Mam nadzieję, że to nie wygląda jak reklamówka ani propagandowy obrazek w rodzaju: „Rosja i Rosjanie są cool”.
Czy te zdjęcia, które mamy na wystawie i w książce, są też w twoim lub twoich bohaterów albumach rodzinnych?
Niektórzy mają ich sporo, bo za każdym razem przywoziłem stertę zdjęć. dużo takich, których nie znajdziecie ani na wystawie, ani w książce. kiedy pokazywali mi jakieś swoje rodzinne archiwum, zdjęcia czasami były poprzetykane moimi fotografiami.

Jakie to robiło na tobie wrażenie?

Jest to z pewnością niesamowita ilustracja tego, co osiągnąłem. Nadajesz kolejne znaczenie zdjęciu, zaczyna się jego dalsze życie. Powiedzmy, że taki album rodzinny ma sześćdziesiąt stron, a moje zdjęcia w nim zajmują jedną lub dwie karty. Jest to mały fragmencik życia, w które mnie wpuścili, ale poza tym fragmencikiem jest cała ich historia.
widok ekspozycji 7 Rooms – C/O Berlin / Niemcy (2012) fot. RM


Dotychczasowe prezentacje wystawy:7 Rooms – Zachęta - Narodowa Galeria Sztuki / Warszawa, Polska (2012) dokumentacja + wydarzenia 
7 Rooms – C/O Berlin / Niemcy (2012)
7 Rooms – Museum of History of Photography / St. Petersburg, Rosja (2012)
7 Rooms – Fotodoc / Moskwa, Rosja (2012)

7 Rooms – Noorderlicht Photo Gallery / Groningen, Holandia (2012)


Rozmowa została przeprowadzona we wrześniu 2011 roku, opublikowana w lutym 2012 w gazecie towarzyszącej wystawie "Rafał Milach. 7 pokoi" w Zachęcie - Narodowej Galerii Sztuki. Cała gazeta dostępna na portalu otwartazacheta.pl / Tekst rozmowy jest dostępny na licencji Creative Commons Uznanie autorstwa — na tych samych warunkach 3.0 Polska. Treść licencji na stronie CC

linki:
strona autorska Rafała Milacha
książka "7 rooms" 2.wydanie 
dokumentacja z wydarzeń wokół wystawy w Zachęcie na otwartazacheta.pl
video ze spotkania z Rafałem Milachem na wystawie w Zachęcie

3 komentarze:

  1. świetne fotografie. Bardzo dużo mówią o miejscach gdzie były robione

    OdpowiedzUsuń
  2. bardzo interesujące dziękuję za odświeżenie, nie byłem w początkowej fazie wywiadu w Zachęcie. Z przyjemnością ponownie sięgnę po książkę, może tym razem przeczytam też tekst?

    OdpowiedzUsuń
  3. doskonałe zdjęcia, doskonały pomysł na zorganizowanie czegoś ciekawego

    OdpowiedzUsuń