Pokazywanie postów oznaczonych etykietą - marcin. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą - marcin. Pokaż wszystkie posty

czwartek, 29 stycznia 2015

Jerzozwierz. Rozczarowanie, zażenowanie, zmarnowanie.

Olga Ptak, Jerzozwierz. Portrety i autoportrety Jerzego Lewczyńskiego, wyd. Muzeum w Gliwicach, seria Czytelnia Sztuki, Gliwice 2012

Tytuł:  Jerzozwierz. Portrety i autoportrety Jerzego Lewczyńskiego. Rzecz ewidentnie dotyczy Jerzego Lewczyńskiego. Nie jest to jednak, jak po tytule można posądzać opowieść o jego pracach fotograficznych, analiza serii zdjęć, to opowiastka o życiu, osobowości, charakterze i ułomności fotografa. Opowiastka przetykana jest zdjęciami – tutaj zgodnie z częścią tytułu: z autoportretami artysty.
Jerzozwierz – to oczywiście Jerzy Lewczyński, jeden z pseudonimów, przydomków, raczej między zaufanymi ludźmi. 
Stron: około 140. Papier przyjemny, oprawa twarda. Wspaniały przedmiot. Dobry rozmiar.

Wydawca: Muzeum w Gliwicach znane z serii Czytelnia Sztuki i wspaniałych wydawnictw.


Zdjęć 18, plus 3… 18 to autoportrety, pochodzą z kolekcji prywatnych i zbiorów Muzeum w Gliwicach. Te najsłynniejsze, czasem także te mniej znane. Pozowane, precyzyjnie rozplanowane, ustawione, zainscenizowane z przekazem, czasem kolaż. Plus 3 – na samym końcu – to autoportret autorki z bohaterem. Seryjka 3 zdjęć w rodzaju „Picasso wielkim artystą był”, ot modne selfie. Pamiątka, kompletnie nie mająca przekazu, tak drastycznie różna od reszty zdjęć w książce. Na wykonanie serii poświęcono pewnie razem jakieś 10 sekund, z pozowaniem, wyzwoleniem spustu i złożeniem statywu.
Można się w tej serii 3 zdjęć dopatrywać chyba komentarza do całości (jeśli to nie jest zbytnia nobilitacja dla tych obrazków). Puenta z pewnością dobra – cała książka jest opowiastką popełnioną przez młodą uśmiechniętą osobę, która ogromnie się cieszy z poznania i przebywania z mistrzem. Widać to dobrze na tych zdjęciach. Tak bardzo się cieszy, że opowiastka dotyczy jeno tej radości. Przypomina bardziej relację z backstage’u wielkiej gwiazdy rocka dostarczoną przez młodocianą fankę. 


Trudno o tej książce pisać na poważnie. Mieliśmy spróbować  w duecie z Marcinem zmierzyć się nią. Nie rozpisaliśmy ról na złego i dobrego policjanta. No niestety. Zdanie o publikacji mamy identyczne. Jeśli nie macie obligatoryjnie zadane by ją czytać, nie sięgajcie po nią po prostu.

Marcin: książka nie jest o fotografii, ale o spotkaniu starego człowieka. Co gorsza autorka przedstawia owego człowieka bez zrozumienia i empatii, nadużywając jego zaufania i gościnności. I jako, że jest to książka słaba, na dodatek, daleko jej do książki Domosławskiego o Kapuścińskim, a rzuca cień na człowieka, którego darzyłem szacunkiem, to ja nie będę jej promował nawet źle o niej pisząc.

By jednak studenci w przyszłości nie przynosili na zaliczenie pracy o Lewczyńskim pisanej w oparciu o niniejszą publikację, jednak wyrażę swoje zdanie: rozczarowanie, zażenowanie, zmarnowanie. 



Rozczarowanie. To pierwsze moje doznanie. Nie tego się spodziewasz. Książka przepięknie wydana, oszczędnie i ze smakiem. Spodziewam się większego udziału postaci, przepraszam Postaci – jaką jest pan Jerzy. Jego głosu, jego opowieści o tychże portretach i autoportretach. Książka ma jak dla mnie trzy części: pierwsza – przedziwna opowieść o spotkaniach z mistrzem, druga – cytaty z dzienniczka autorki (sic!!) i trzecia – teksty i listy pana Jerzego do Zdzisława Beksińskiego. [właśnie wyszła osobna publikacja zbierająca wszystkie te listy razem, redaktorką jest znowu Olga Ptak, wydawcą jest znowu Muzeum w Gliwicach].
Część druga jest przezabawna, jeśli się do niej dobrnie. Jest miodem na serce po żenującej opowieści pierwszej. Po prostu oczom się nie wierzy. Narrator, opowiadacz wyszedł ze swojej roli i cytuje swój pamiętnik. Co gorsza, w części trzeciej są listy do Zdzisława Beksińskiego. Autorka nie zauważyła, że część – części nierówna…

Zażenowanie. Idzie w parze z rozczarowaniem. Czyta się do końca mając nadzieję, że znajdzie się tam coś wartościowego (i owszem, część trzecia – listy Beksińskiego rekompensuje pierwsze 120 stron (z całych 140)). Jaki obraz pana Jerzego wyłania się z „Jerzozwierza”? Otóż poczciwego staruszka, dość zdziwaczałego, mającego setki przyzwyczajeń, egocentryka i alkoholika. Może i te historyjki o rybach i metaxach wydały się autorce wiekopomne, może i były zabawne dla jej znajomych, gdy opowiadała ‘sprawdzając’ je w gronie najbliższych. Ja czuję jednak zażenowanie. To nie są rzeczy, które potrzebuję wiedzieć o panie Jurku. To są sprawy i sprawki każdego człowieka w pewnym wieku. Przyzwyczajenia i dziwadła, nawyki i sposoby, własne urojenia i zupełnie osobny, prywatny świat. Autorka zestawiła każdego-staruszka z dużym artystycznym nazwiskiem. Może to miało wstrząsnąć? Może coś ukazać? Wyszedł obraz starości, wyśmiany przez kogoś kilka razy młodszego. Drwina ze starości. 


Zmarnowanie. Bynajmniej nie chodzi o pieniądze (chociaż znam kilka tekstów czekających na wydanie…). Zmarnowana szansa. Nie wiem co dokładnie autorka robiła tak często w mieszkaniu pana Jerzego. Coś chyba pomagała posprzątać, uporządkować archiwum, nie wiem. Rozmawiała z panem Jerzym. Często. Przeszła na drugą stronę – stała się kimś codziennym w domu państwa Lewczyńskich.  I to właśnie tę szansę zmarnowała. Nie potrzeba nam bowiem powtarzać, że pan Jurek był schorowany i coraz starszy. Trzeba go było pytać o coś przy czym nas nie było. Jaki był ten Beksiński, jak to było ze Schalbsem? Jakie nawiązał rozmowy ze Steinertem? Jak poznał się z Zofią Rydet? Jak to było na wystawie w Nowym Jorku? Co jest za zdjęciami?

Osobista historia jest szalenie ciekawa, ale na tym styku, który odróżnia tysiące od jednostki. Obawiam się, że mówienie do każdej osoby jednym imieniem nie odróżnia pana Jurka od pana Mietka, mojego sąsiada. Pan Jerzy uczestniczył w najważniejszych wydarzeniach fotograficznych od czasów wojny w Polsce, znał wszystkich i ze wszystkimi korespondował. Był motorem zmian w pewnych kręgach, wyznawcą nowej i awangardowej fotografii. Należą mu się hołdy a nie paszkwile. 


Zostaje też odrobina nadziei. Podwójnej: że pani autorka coś pożytecznego oprócz pisania tej książki zrobiła z archiwum pana Jerzego. I druga – że pan Jurek ze śmiechem przyjął tę publikację. Potraktował to jako kolejny żarcik, obrócił tę niestosowność śmiech. Trochę niezrozumiała jest rola Muzeum w Gliwicach. Wydawca, zdaje się, że także pracodawca i zleceniodawca tejże opowieści i pracy z panem Jerzym. Nikt nie zauważył o czym jest ta książka? W tym samym czasie została wydana gigantyczna publikacja – przez to samo muzeum, jako katalog wystawy Jerzego Lewczyńskiego w Krakowie. Redakcję wziął na siebie kurator wystawy – Wojciech Nowicki. I to jest pomnik należyty. Tu się mówi o tych pracach na poważnie.
Jeśli „Jerzozwierz” miał promować Muzeum jako właściciela prac Lewczyńskiego, no to nie poszło. Nie po takiej monografii jaką jest „Pamięć obrazu”. Mam nadzieję, że świeżo opublikowane listy Beksiński-Lewczyński zostały wydane bez komentarza, bez redakcji, na czysto. 

Gdyby ktoś sięgnął do tego posta w poszukiwaniu informacji o Jerzym Lewczyńskim, proszę bardzo, bibliografia obowiązkowa:
Jerzy Lewczyński, Archeologia fotografii, prace z lat 1941-2005, Muzeum Sztuki w Łodzi, Wyd. Kropka, Września 2005
Jerzy Lewczyński. Pamięć obrazu, red. Wojciech Nowicki, wyd. Muzeum w Gliwicach, Kraków 2012



środa, 2 lipca 2014

zmarł Jerzy Lewczyński


to bardzo smutny dzień...
Kilka godzin temu odszedł Jerzy Lewczyński, ikona polskiej fotografii, ale też ciepły i bliski nam człowiek, będzie nam go bardzo brakować...

wtorek, 29 stycznia 2013

Promised Land / Ziemia Obiecana Andrzeja Kramarza

Andrzej Kramarz, z serii Promised Land, Las Vegas, Nevada / dzięki uprzejmości autora

Jesienią 2012 Andrzej Kramarz kupuje vana, drukarkę, papier fotograficzny i wyrusza w wymarzoną podróż przez 48 stanów USA. Podróż przed siebie. Zupełnie bez planu, także "fotograficznego". Jedyne co zakłada to, że - po pierwsze: utrzyma się ze sprzedaży wykonanych podczas podróży zdjęć i po drugie: że podróż może mu zająć 10 miesięcy.
Jak sam mówił, stawia na szali 20 lat doświadczenia zawodowego, w kraju w którym nie jest tak znany jak w Polsce, w tych nowych warunkach, chce jednak robić to co potrafi najlepiej - fotografię.
To nie jest projekt, nie ma żadnego statement'u - po prostu jadę...i nawet nie myślę o tym jak o podróży tylko jak o kawałku mojego życia. Nie chcę nigdzie szczególnie dotrzeć. Patrzę, patrzę, patrzę.  Nawet zdjęcia, podobnie jak ja sam, nie mają backupów ... po prostu dzieje się. 

Dzieje się, możemy to zobaczyć - Andrzej publikuje zdjęcia z tej wędrówki na swojej stronie. W ramach życia z fotografii, każdy kto posiada internet i konto w paypalu może "wlać kilka galonów paliwa do baku" na dalszą podróż a w zamian otrzymać odbitkę, niedużą, ale numerowaną - a są tylko w dwu egzemplarzach (+2 AP).
Andrzej Kramarz, z serii Promised Land, Las Vegas, Nevada / dzięki uprzejmości autora

Niestety pod koniec listopada przychodzi do nas smutna wiadomość o wypadku Andrzeja, skasowanym samochodzie i braku szans na dalszą trasę...
Pozbierałem się już do kupy i nie chce się poddawać!
Znalazłem już jakąś kiepską pracę w Las Vegas i chcę odkupić samochód aby spróbować ruszyć dalej w styczniu; kontynuować całe przedsięwzięcie. 

I to jednak nie przyniosło oczekiwanych rezultatów:
Musiałbym spędzić w fabryce jeszcze sporo czasu, aby odłożyć na samochód i jakiś zapas na dalszą podróż. Tak więc zdecydowałem się zdobyć wsparcie poprzez Kickstartera, formę finansowania społecznościowego, która zawsze pozwala mi odwdzięczyć się za dokonane wpłaty (na przykład odbitkami): www.kickstarter.com/projects/1535465975/promised-land

Andrzej Kramarz, z serii Promised Land, Colby, Kansas / dzięki uprzejmości autora

Pomimo entuzjazmu przyjaciół początki obecności projektu na stronie nie wskazują na jego powodzenie.

Ponieważ bardzo wierzę w to, co robię, a „Promised Land” traktuję bardziej jak życie, o które warto walczyć niż kolejny projekt fotograficzny, zdecydowałem się podjąć ostatnią próbę kontynuacji podróży. Przygotowałem ofertę sprzedaży kolekcji zdjęć, która pozwoli mi na dokończenie całego przedsięwzięcia. Niestety czasu pozostało niewiele, dlatego zainteresowanych bardzo proszę o składanie propozycji do 10 lutego 2013 roku.

Andrzej Kramarz, z serii Promised Land, Gonzales, Texas / dzięki uprzejmości autora

Andrzej Kramarz, z serii Promised Land, Maryville, Missouri / dzięki uprzejmości autora

Miejsce Fotografii także wierzy w to co robi Andrzej - zachęcamy gorąco wszystkich do wsparcia! Można zacząć od dolara, a za 10 dolarów odbitka! (mniej więcej 31 zł!!!) Na kontynuację podróży potrzeba jednak wiele dolarów... Kincstarter kończy się 4 lutego. Do 10 lutego można zgłosić się po zestaw portfolio i "jedyne" 720 sztuk odbitek...w specjalnej cenie. szczegóły tutaj

No, proszę Państwa, zrzuta! Nie dajmy mu tak "łatwo" zawrócić!

Andrzej Kramarz, z serii Promised Land, Maryville, Missouri / dzięki uprzejmości autora

linki:
Kickstarter - projekt Andrzeja
Andrzej Kramarz: strona autorska

wtorek, 6 listopada 2012

Brutal

okładka książki "Brutal" Michała Łuczaka

Kilka tygodni temu wpadła w moje ręce książka Michała, wpadła i w ręce, i w oko, i w serce. 
Już od dawna książka nie sprawiła mi takiej radości. 
Wspaniale wyedytowana (Andrzej Kramarz), zaprojektowana (Anna Nałęcka) i ręcznie wykonana. A w niej, wspaniałe zdjęcia - Michała.
Na dodatek książka traktuje o rzeczach mi bliskich. Poezja, nie umiem się od tej książki wyzwolić.

Sama forma, szara tekturowa teczka architekta z lat 1970-tych z czcionką wprost z szablonu kreślarskiego wzbudza we mnie, który palce miał czarne od tuszu piórek kreślarskich, słodko-gorzkie wspomnienia.
No i dworzec...i jego kostrukcja (której się jako żelbetnik uczyłem i którą potem sam uczyłem), ale przede wszystkim, jego atmosferę. Meganowoczesne 30 lat temu schody ruchome a potem ich straszące truchła, kasy, znajome twarze, przeciąg...

Chyba każdy kto kiedykolwiek wysiadł na dworcu w Katowicach zostawał na długo pod jego wrażeniem. Nie chodzi tylko o architekturę, ale bardziej o jego atmosferę, pogrążającego się w zapaści od bodaj 20 lat śląskiego "dworca ZOO".
Dla nas, mieszkających blisko i niemal na codzień stykających się z tym skazanym na umieranie molochem, stawał się fragmentem rzeczywistości, przez większość chyba odrzucanej, ale jednak jakoś fascynującej.

fot. Michał Łuczak, z książki Brutal

Sprawa dworca odżyła, paradoksalnie, wraz z decyzją o jego wyburzeniu. Obiekt był unikalnym przykładem architektury brutalistycznej, decyzja o wyburzeniu wzbudziła ogromne kontrowersje i masowe protesty wielu środowisk. Dla protestujących był to akt barbarzyństwa.
Dla Michała, który od lat próbował się fotograficznie zmierzyć z tym obiektem był to sygnał do tego by ocalić na fotograficznej kliszy atmosferę tego miejsca, jego ludzi i swoje wspomnienia.




Michał o Brutalu: 
Dworzec w Katowicach był najwybitniejszym przykładem architektury brutalistycznej w Polsce. Dla mnie jednak, odkąd pamiętam, był po prostu miejscem dziwnym, intrygującym: strach mieszał się tu z fascynacją, ludzie mijani w korytarzach nie pokazywali się na ulicach miasta. Wiedząc o planach wyburzenia dworca, już pół roku przed jego zamknięciem, zacząłem fotografować. Nie chciałem jednak tylko dokumentować architektury. Od początku zależało mi na zachowaniu atmosfery tego miejsca – atmosfery współtworzonej przez ludzi.
 








Michał Łuczak (1983). Dokumentalista, który w swoich pracach koncentruje się na historiach bliskich, intymnych, często niepozornych. Jego zdjęcia powstają niejako na marginesie osobistych spotkań.

Pracuje w Warszawie, mieszka w Katowicach; ciągle czerpie ze swoich śląskich korzeni. W 2010 roku założył wraz z Anną Sielską i Krzysztofem Szewczykiem fundację Kultura Obrazu, której celem jest prezentowanie fotografii dokumentalnej na Śląsku. W tym samym roku został członkiem międzynarodowego kolektywu Sputnik Photos.

Ukończył fotografię w Instytucie Twórczej Fotografii w Opavie oraz język hiszpański stosowany na Uniwersytecie Śląskim.

Info:
zdjęcia: Michał Łuczak
tekst: Maciej Malicki
edycja zdjęć: Andrzej Kramarz
projekt graficzny: Anna Nałęcka/TapirBookDesign
nakład 350 sztuk (300 numerowanych egzemplarzy)

Warszawskie spotkanie z Michałem Łuczakiem prezentującym książkę "Brutal" w środę o 19.00 w Klubokawiarni Towarzyska.

sobota, 9 czerwca 2012

9xPortugalia w nowym Fotoindexie


Paulo Alegria, zdjęcie z książki "Romeiros", prezentowanej w nowym numerze Fotoindexu

Po dłuższej przerwie powraca Magazyn Fotoindex, byłby to już wystarczający powód mojej radość.
Radość jest jednak tym większa, że numer, który jutro ujrzy światło dzienne poświęcony jest w całości, bliskiej mi fotografii portugalskiej, ba, żeby tego było mało - redaktorzy magazynu pozwolili mi wtrącić swoje 3 grosze do tego wydawnictwa. 
Zaproponowaliśmy w zeszycie wybór fotografii 9 współczesnych dokumentalistów i reporterów portugalskich, ukazujący w największym skrócie spectrum problemów, którymi żyje ten piękny kraj na drugim końcu Europy. 

Sofia Quintas, zdjęcie z serii "Love motels"

Zdaję sobie sprawę, że to odsłaniamy tu tylko fragment dzisiejszej rzeczywistości Portugalii, fragment, który jawi się jednak inaczej niż przedstawiają to turystyczne foldery. Mam nadzieję, że przedstawiony materiał zachęci Czytelników do samodzielnego odkrywania prawdziwej Portugalii, zjechania z głównych turystycznych szlaków – Portugalia to nie tylko Lizbona, Porto (wspaniałe, a jakże!) i Fatima, to nie tylko Algarve, piękne plaże i pola golfowe – prawdziwie fascynująca Portugalia mieści się w tascach i adegach prowincji, w małych wioskach rybackich z rozciągniętymi na ulicach sieciach, w klimacie ludowych religijnych tradycji i małomiasteczkowych imprez.
Portugalia to kraj o bogatej historii, również tej historii ostatnich lat, która do dziś ma wpływ na życie społeczne, kulturalne i polityczne. Nie sposób w jednym numerze Fotoindeksu opowiedzieć o trudnych relacjach z byłymi koloniami, o ludziach Rewolucji Goździków, o rozliczeniu się z przeszłością ofiar i prześladowców z salazarjańskich służb specjalnych, o portugalskich komunistach, nacjonalistach, korupcji i footballu.

Joao Pina, zdjęcie z serii "For your free thinking"

Przedstawiliśmy mozaikę składającą się z elementów anonsujących różne problemy, przefiltrowaną przez talent i wrażliwość naszych gości w różny sposób. Wybrani przez nas fotografowie to aktywni dziś reporterzy agencyjni i prasowi, dokumentaliści i artyści fotograficy tworzący subiektywne dokumenty, to również znaczące postaci nadające ton portugalskiej społeczności fotograficznej – liderzy najważniejszych grup fotograficznych, twórcy pionierskich portali z fotografią dokumentalną, wpływowych galerii i wydawnictw. Był to trudny wybór, zabrakło tym razem miejsca dla innych znanych i ważnych fotografów.

fot. Alberto Monteiro

Najnowsze wydanie Fotoindexu to nie tylko próba zachety do poznania realiów dzisiejszej Portugalii, lecz także pretekst to przyjrzenia się bliżej portugalskiej fotografii.
O tej ostatniej wiemy w Polsce jeszcze mniej niż o samej Portugalii, a szkoda, bo jest to kraj z ogromnymi tradycjami fotografii dokumentalnej, warto wspomnieć, że jeden z ostatnich władców Portugalii – D. Carlos I był utalentowanym fotografem, a zbiór ponad 3000 jego negatywów stanowi jedyny w swoim rodzaju dokument tego czasu.


fotografia wykonana przez D. Carlosa I, króla Portugalii


Portugalia wydała wielu wyśmienitych fotografów – również reporterów i dokumentalistów; wśród fotografów portugalskich znajdziemy pomnikowe postaci jak zmarły niedawno „portugalski HCB” – Gerard Castello Lopes czy twórca ikonicznych zdjęć z czasu Rewolucji Goździków – Eduardo Gageiro, znajdziemy również powszechnie znanych dokumentalistów portugalskiej prowincji jak Eduardo Teixeira Pinto oraz zupełnie nieznanych małomiasteczkowych fotografów klasy Gurdowej, jak Fernando Henriques Duarte „Rosel” z Fundao, którego zakład stworzył zachwycające dossier zawierające portrety mieszkańców miasteczka i dokumentujące wydarzenia z życia regionu od lat 1940-tych.

zdjęcia miejskiego fotografa z Fundao - Fernando Henriques Duarte „Rosel”

Podczas inauguracyjnego spotkania w Artefakt Cafe, w Krakowie - jednego z wydarzeń towarzyszących 10. Miesiącowi Fotografii zaprezentujemy nie tylko nowy numer magazynu, lecz także krótką podróż po portugalskiej fotografii dokumentalnej i reportażowej.
W imieniu redakcji Fotoindexu, workshopX, gliwickiego domu fotografii i własnym rzecz jasna, zapraszam serdecznie na jutrzejsze spotkanie z portugalską fotografią w Krakowie.

zdjęcie w tle autorstwa Pedro Nunesa (Sipa Press), na nim minister Teixeira dos Santos  ogłaszający detale 3-letniego planu oszczędnościowego dla Portugalii pod nadzorem instytucji międzynarodowych

czwartek, 29 marca 2012

don't mess with texas


z serii "don't mess with texas" M. Jędrzejowski & T. Liboska

ponownie zapraszam do Gliwic, tym razem na wystawę "don't mess with texas" Michała Jędrzejowskiego i Tomasza Liboski. 
Wystawa otwiera kolejny Halo!gen, multimedialną imprezę (muzyka, film, fotografia, etc) organizowaną przez grupę stowarzyszeń w Starej Fabryce Drutu

z serii "don't mess with texas" M. Jędrzejowski & T. Liboska

Seria "Don't mess with Texas" dotyka mniej znanego powszechnie fragmentu śląskiej historii, z zapomnienia i przemilczenia ostatnich kilkudziesięciu lat wyciągając na światło dzienne Ślązaków rozsianych zagranicą - tu w Texasie.



Do Teksasu ruszyliśmy w 2009 roku, 155 lat po pierwszej fali śląskiej emigracji. Trafiliśmy do Panny Marii – pierwszej polskiej parafii na kontynencie amerykańskim. Odwiedziliśmy domy,szkoły, kościoły i bary. Szukaliśmy Moczygębów, Labusów, Janysków. Znaleźliśmy Teksańczyków: jeansy, kowbojki, republikańskie poglądy i wszechobecne „Don’t Mess withTexas”. Poznawaliśmy ich historie, słuchaliśmy opowieści o dawnej i współczesnej ojczyźnie. Każda z nich to wielopokoleniowa saga przeplatana żalem, ale też radością i poczuciem spełnienia. Wśród naszych bohaterów znaleźli się farmerzy, przedsiębiorcy, duchowni, muzycy, pisarze. Kim są dziś potomkowie śląskich pionierów? Nie znaleźliśmy odpowiedzi. Nie potrzebujemy jej.

 - mówią autorzy fotografii.

Michał Jędrzejowski i Tomasz Liboska – obydwoje zawodowo związani z fotografią, wielokrotnie nagradzani. Razem współpracują od 2008 roku. Za projekt "Wojownicy" otrzymali I nagrodę Grand Press Photo 2008 w kategorii ludzie. Fotografie z cyklu "Don’t mess with Texas" doszły do finału Grand Press Photo 2010, były również pokazywane w ramach Miesiąca Fotografii w Krakowie 2011 w sekcji ShowOFF.


z serii "don't mess with texas" M. Jędrzejowski & T. Liboska

Don't mess with Texas
Michał Jędrzejowski & Tomasz Liboska
koordynacja: Gliwicki Dom Fotografii


Halo!gen
Stara Fabryka Drutu
Dubois 22


30.03.2012 (piątek)
otwarcie: godz. 18.00

sobota, 11 lutego 2012

R & H w samochodzie - islandzka saga drogi


Rafał Milach, z cyklu "In the Car with R"

Prowadzę ja. Co jakiś czas R widzi coś za szybą i każe mi stanąć. Zjeżdżam na pobocze i czekam aż zrobi zdjęcia. Zaczynam się nudzić. Podróżowanie z fotografem jest trochę jak zakupy z dziewczyną, która chce obejrzeć każdy ciuch i każdą szmatę przymierzyć — niekończąca się męka.
(fragment książki "W samochodzie z R.")




Rafał Milach, z cyklu "In the Car with R"



Za oknami renesans mroźnej i śnieżnej zimy a ja w ręku mam książkę o Islandii. Co więcej sugestywne zdjęcia w tej książce nie dają złudzeń – Islandia tak pokazana to mroźna kraina. Snujący się pomiędzy zdjęciami tekst relacjonuje chłodną relację pomiędzy dwoma nieco przypadkowymi jak się zdaje współpodróżnymi.

W zasadzie, można by rzec, że trudno o gorszą propozycję na zimowy wieczór.
A jednak, książka „W samochodzie z R” z fotografiami Rafała Milacha i tekstem znanego islandzkiego pisarza młodego pokolenia Huldara Breiðfjörða wypełniła moje serce ciepłem. Tak pięknej książki nie miałem w dłoniach od lat. Wycyzelowana, wypieszczona forma, niebanalny projekt graficzny, zachwycający (mnie) pomysł na okładkę – można to mnożyć. Bardziej nawet niż to, moje serce podgrzewa treść książki – znakomite i znakomicie dobrane fotografie przeplatane tekstem tworzą pozornie chaotyczną opowieść dwóch różniących się artystów o dzisiejszej Islandii, drodze i rodzącej się w tej drodze więzi, chaotyczną, lecz w końcu układającą się w spójny obraz.

Książka jest swoistym dziennikiem podróży bez wyraźnie zakreślonego planu i celu, obydwaj panowie – H i R, są uczciwi, nie próbują się przypodobać ani sobie ani odbiorcy publikacji, poszukują właściwej formy ekspresji – R szukając właściwego medium (od IPhona do kamery wielkoformatowej) do przedstawienia odkrywanej dla siebie rzeczywistości, H dając wyraz swojej frustracji, irytacji, nudy, niezrozumienia...




Książka stanowi pewnego rodzaju dopełnienie wydanej przez Sputnik Photos książki IS(not), seria fotografii umieszczonych w tej publikacji została nagrodzona w New York Photo Awards 2011. Makieta książki wzięła udział i została nagrodzona w konkursie Blurb (to już druga nagroda Blurb dla Milacha i Ani Nałęckiej odpowiedzialnej za projekt graficzny).
Z niekłamaną przyjemnością dodaję, że ten wspaniały materiał znalazł wydawcę w Gliwicach, jakby nie było rodzinnym mieście R.; książka została wydana przez Czytelnię Sztuki w Gliwicach, wydana i to jak!
Prezentacji książki towarzyszyło otwarcie wystawy, właśnie w Czytelni Sztuki przy Muzeum w Gliwicach.
Wystawa przygotowana przez Magę Sokalską potrwa do 1.04.2012. 



Kiedy pył wulkaniczny zniknie z powietrza? Dlaczego
tu jest tyle amerykańskich samochodów? Dlaczego Islandia nie zmienia czasu na letni?
Zbliżając się do Reykjaviku, zacząłem szacować, że przez ostatnich kilka dni odpowiedziałem na jakieś 300–400 pytań o Islandię. I nadal nie jestem ani o krok bliżej. Wiem jedno: podróżowanie po kraju z fotografem jednak nie jest jak zakupy z dziewczyną. To jak zostać rodzicem.
(fragment książki "W samochodzie z R.")

Rafał Milach, z cyklu "In the Car with R"



niedziela, 15 stycznia 2012

Balcerek - zakończenie projektu

fotografia z książki "Balcerek", M. Sokalska, B. Spyra, M. Górski, 2011

Kolejny raz pozwolę sobie na odrobinę auto-promocji, mam nadzieję, że to zniesiecie, Drodzy Czytelnicy.
Zakończył się bowiem, zorganizowany przez Gliwicki Dom Fotografii, dokumentalny projekt "Balcerek".
Przez kilka ostatnich miesięcy nasi fotografowie - Maga Sokalska, Bartek Spyra i Marcin Górski żyli rytmem miejskiego targowiska oficjalnie zwanego "Balcerkiem". 
W tym samym czasie na targowisku pracowała grupa socjologów z Uniwersytetu Śląskiego pod kierunkiem dr Agaty Zygmunt i dr Andrzeja Górnego. 
Projekt został zrealizowany przy wsparciu (merytorycznym i nie tylko!) Muzeum w Gliwicach oraz Urzędu Miejskiego w Gliwicach. 


fotografie z książki "Balcerek", M. Sokalska, B. Spyra, M. Górski, 2011

Założony ponad 20 lat temu targ miejski, jeden z pierwszych znaków transformacji podążających za planem Balcerowicza spełniał początkowo rolę łącznika ze niemal nieznanym światem spoza PRL - niemal z dnia na dzień pojawiły się kolorowe ubrania z Azji, przecier pomidorowy z Węgier, słodycze z NRF, jogurty, banany itd. 
Wielu energicznych ludzi porzuciło swoje dotychczasowe zajęcia by wspólnym wysiłkiem pchnąć siebie i nas ku lepszemu światu, można śmiało rzec, że ten cywilizacyjny skok zawdzięczamy w jakiejś mierze tym bezimiennym bohaterom tamtych czasów.

 fotografia z książki "Balcerek", M. Sokalska, B. Spyra, M. Górski, 2011


Czasy zmieniły się jednak, miejskie targowiska, często w sercach miast, najdroższych terenach inwestycyjnych stanowią niechciany relikt przeszłości, dumni gospodarze miast czyniąc je piękniejszymi usuwają je, zazwyczaj zderzając się z falą protestów, ludzi, którzy swój byt oparli na handlu w tych miejscach. To ci sami ludzie, którzy 20 lat temu, jako pierwsi uwierzyli i tworzyli nową rzeczywistość.

fotografia z książki "Balcerek", M. Sokalska, B. Spyra, M. Górski, 2011

Gliwicki "plac Balcerowicza" w obecnym miejscu powstał "tylko na chwilę", w zastępczej lokalizacji. Funkcjonuje tam od niemal 20 lat w niezmienionej niemal formie, ponieważ, już od początku wiadomo było, że zostanie niebawem zlikwidowany. 
Od zawsze wiadomo, że przez teren "Balcerka" przejdzie Trasa Średnicowa - dzisiaj powstała już niemal cała, z wyjątkiem gliwickiego odcinka, wszystko wskazuje na to, że to ostatnie chwile, tego jednego z ostatnich już oryginalnych placów Balcerowicza położonych w centrach dużych miast.

Nasze zespoły wsłuchiwały się w tętno gliwickiego Balcerka, poznaliśmy przeszłość i codzienność ostatnich miesięcy targu, atmosferę, obawy, nadzieje ludzi tam pracujących, ich klientów, mieszkańców okolicznych domów, poznaliśmy hierarchię i wzajemne relacje ludzi, grup i podgrup, poznaliśmy przedstawicieli władzy legalnej  a także i nielegalnej, zwyczaje i swoistą subkulturę.

fotografia z książki "Balcerek", M. Sokalska, B. Spyra, M. Górski, 2011

Rezultatem naszej pracy jest książka zawierająca ekstrakt badań socjologicznych, ubrany w beletryzującą formę alfabetu; drugim elementem książki jest materiał fotograficzny, zarówno nasze zdjęcia jak i zebrane zdjęcia archiwalne przyniesione nam przez pracowników Balcerka.

Jutro, 16 stycznia 2011, o godz. 18.00 w Czytelni Sztuki w Gliwicach odbędzie się spotkanie podsumowujące projekt "Balcerek", zaprezentujemy również książkę.
Zapraszam serdecznie.

okładka książki "Balcerek", 2011

Czytelnia Sztuki

Willa Caro
ul. Dolnych Wałów 8a
44-100 Gliwice
czytelnia@czytelniasztuki.pl
www.czytelniasztuki.pl


czwartek, 15 grudnia 2011

Andrei Liankevich w Gliwicach

fot. Andrei Liankevich, Kobieta niosąca flagę ZSRR, Mińsk, 2005


Ponownie zapraszam do Gliwic, tym razem Czytelnia Sztuki zorganizowała spotkanie autorskie z fotografem Andreiem Liankevichem. Zaprezentuje on swój dotychczasowy dorobek fotograficzny, w tym książkę “Pagan” – opowieść o pogańskiej kulturze na Białorusi. Oprócz prezentacji własnych prac artysta opowie o fotografii białoruskiej i jej zmaganiach z trudną rzeczywistością tego kraju.
Andrei Liankevich – fotograf stowarzyszenia Sputnik Photos, reprezentowany przez agencję Anzenberger. Wykłada w European Humanity Univercity (Litwa). Uczestniczył w 60 wystawach (indywidualnych i zbiorowych) w Europie, Azji i Stanach Zjednoczonych. W 2010 roku opublikował pierwszą książkę autorską pt. “Pagan” o pogańskich tradycjach na Białorusi. Obecnie pracuje nad projektem o stosunku do Drugiej Wojny Światowej.
Czytelnia Sztuki, Willa Caro
ul. Dolnych Wałów 8a, Gliwice
15.12.2011, godz. 18.00

piątek, 9 grudnia 2011

Wystawa "Byłem Ikarem" Andrzeja B. Górskiego w Gliwicach


Pejzaż z upadkiem Ikara

Andrzej B. Górski, bez tytułu (syn autora w skrzydłach Ikara), niedatowane (ok. 1980)

Historia Gliwickiego Towarzystwa Fotograficznego, wiodące postacie, nazwiska: Beksiński, Głowaczewski, Górski, Lewczyński, Janik, Schlabs, Rydet, Sowiński, są w Gliwicach do dziś niemal powszechnie znane, a może i nie tylko już w Gliwicach. W pamięci mieszkańców Gliwic, nawet związanych luźno z fotografią, wyryły się ikoniczne prace GTFu.
Wielu z autorów, członków GTFu do dziś aktywnie uczestniczy w życiu kulturalnym miasta. Spotykamy ich na każdej znaczącej wystawie fotograficznej, są rzeczowymi recenzentami fotografii docierającej do regionu, wspierają wysiłki młodych, popierają inicjatywy – są.
Jednym z nich jest Andrzej B. Górski. W powszechnej świadomości autor przejmującej pracy Si vis pacem para bellum. Młodsze pokolenie, niepamiętające czasów świetności GTFu pamięta jego prace z wystawy w 2006 roku zorganizowanej w ramach 1. Gliwickiego Miesiąca Fotografii.
W opisie tamtej wystawy znajdujemy krótką notę biograficzną:
Andrzej B. Górski, ur. w 1951 r. w Jarosławiu, od 1970 r. członek Gliwickiego Towarzystwa 
Fotograficznego, inicjator powstania i współzałożyciel Studia Prób Fotograficznych i Filmowych „ZOOM” 
(od 1974 r.), ma na koncie liczne wystawy indywidualne i prezentacje ze studiem „ZOOM”, m.in. 
w Gliwicach, Poznaniu, Uniejowie, Wrocławiu, Świnoujściu.
Odkryliśmy także, że Andrzej B. Górski studiował w poznańskiej ASP, był członkiem redakcji i fotoreporterem Tygodnika Solidarność, pracował jako operator filmowy dla TVP, to również członek ZPAF.
Andrzej B. Górski, bez tytułu, 1981/82

Kim jest jednak człowiek, który w początku lat 1970. odważył się stworzyć obraz taki jak Si vis pacem para bellum – biegnącego człowieka z podniesioną dłonią ułożoną w gest zwycięstwa, człowieka w którego wcelowana jest broń…
Zadaliśmy to pytanie osobom, które znały autora tej fotografii i usłyszeliśmy luźne frazy: ojciec Aleksander, szef GTFu, wprowadził go w świat fotografii, Andrzej – odważny, bezkompromisowy, ostry, walczący, energiczny, zaangażowany, nieugięty, ukrywał się, prześladowali go, bili, stracił pracę, nie odnalazł się w nowej rzeczywistości, ma problemy…
Zdecydowaliśmy się udać do źródła. Spotkaliśmy się z Andrzejem w jego małym mieszkaniu, wypełnionym fotografiami, negatywami, pudłami z materiałami z wystaw i akcji.

Andrzej B. Górski, bez tytułu, 1980

Zobaczyliśmy Andrzeja z ojcem, zobaczyliśmy go w kołnierzu ortopedycznym, człowieka, któremu nie można złamać kręgosłupa, zobaczyliśmy go pobitego przez „nieznanych sprawców”, zobaczyliśmy go w kolejarskiej czapce, gdy został pozbawiony prawa do wykonywania zawodu fotoreportera „Solidarności” i wcielono go do paramilitarnej służby kolejowej, zobaczyliśmy w skrzydłach Ikara, zobaczyliśmy go dziś deklamującego łamiącym się głosem tekst napisany 30 lat temu, zobaczyliśmy jego kolaże z czasów gdy władza aresztowała mu aparaty, usłyszeliśmy jego głos z taśmy sprzed lat, gdy jeździł po Polsce ze spektaklami dla paru osób w prywatnych mieszkaniach, zobaczyliśmy zdjęcia jego syna z ubranymi skrzydłami Ikara…
Zobaczyliśmy odważnego, bezkompromisowego artystę, który do dziś wierny jest swoim ideałom, który pozostał na kursie wytyczonym 40 lat temu nie bacząc na zmieniający się świat, nie bacząc też na cenę, którą mu przyjdzie za to zapłacić.

Andrzej B. Górski,  jedna z licznych interpretacji pracy Si vis pacem para bellum, 1972

Zapraszam do Muzeum w Gliwicach na wystawę prezentującą postawę Andrzeja B. Górskiego, człowieka, który do ekspresji swoich poglądów wybrał aparat fotograficzny, jednego z wielu ludzi, którzy 30-40 lat temu głośno sprzeciwiali się otaczającej komunistycznej rzeczywistości, w końcu też jednego z wielu, którzy, mam wrażenie, do dziś bardziej żyją tamtymi wydarzeniami, niż w nowej, tak przecież przez nich oczekiwaną wolnością bez bata i knebla.

Andrzej B. Górski "Byłem Ikarem"
kuratorzy: Marcin Górski, Maga Sokalska
Wernisaż: 13.12.2011, godz. 17:30
Termin: 14.12.2011-12.02.2012

Muzeum w Gliwicach (Willa Caro)
ul. Dolnych Wałów 8a
Gliwice