czwartek, 13 maja 2010

Tomasz Wiech / rozmowa

W końcu chodzi o to, żeby nie pozostawić widza obojętnym - rozmowa z Tomaszem Wiechem o jego nowym projekcie, o pracy w Gazecie i konkursach fotograficznych.

fot. Tomasz Wiech / dzieki uprzejmości artysty

joanna: Jesteś tegorocznym stypendystą Ministra Kultury i Dziedzictwa Narodowego. Gratuluję! Jesteś w trakcie opowiadania o Polsce.... czy możesz opowiedzieć więcej o projekcie?

Tomasz Wiech: Pomysł na fotografowanie Polski sprecyzował się w chwili, gdy przeglądałem swoje archiwum i zastanawiałem się, co mogę pokazać podczas Awards Days w Amsterdamie. To było ciekawe doświadczenie, bo spośród zdjęć powstałych przez kilka lat pracy w codziennej gazecie, musiałem wybrać te, które będą interesujące dla osób potencjalnie z całego świata i będą miały w sobie coś uniwersalnego, zrozumiałego dla każdego. I wtedy właśnie okazało się, że spośród wszystkiego, co zrobiłem najfajniej układa mi się cykl o Polsce. Taki trochę śmieszny, trochę ironiczny, a w zasadzie smutny. Wybrałem wtedy kilkanaście zdjęć. Teraz dzięki stypendium Ministra Kultury kontynuuję projekt na szerszą skalę. Interesuję mnie przede wszystkim to, jakie zmiany zaszły w naszym kraju przez ostatnie 20 lat i jak funkcjonujemy pomiędzy: z jednej strony tym, co pozostało z PRL-u, a z drugiej tym, co przyszło do Polski zza zachodniej granicy.Mam ogólny plan, jakie wydarzenia i jakie miejsca chciałbym sfotografować, gdzie pojechać i co zobaczyć. Wstępnie wymyśliłem sobie kilka kategorii typu: religia, życie codzienne, wypoczynek, praca, wieś czy krajobraz. Jak to później wszystko ułożę, jeszcze nie wiem.

joanna: Finał tego projektu będziemy mogli obejrzeć w formie...wystawy czy albumu?
Tomasz Wiech: Chciałbym oczywiście pokazać to w formie wystawy i wydać album. Wszystko zależy od funduszy. Na razie pracuje nad zdjęciami, ale już powoli zaczynam myśleć nad końcowym efektem - innymi słowy, myślę jak to wszystko sfinansować.

joanna: Kiedy uznajesz temat za skończony? Kiedy mówisz sobie, że nic więcej nie opowiesz? Czy publikacja zamyka sprawę autorskiego projektu?

Tomasz Wiech: To jest trudna sprawa, bo zawsze można zrobić lepsze zdjęcia, albo w ogóle wszystko zmienić i do tematu podejść inaczej. Często jest tak, że publikacja osłabia motywację, żeby temat kontynuować, nawet jak się wie, że warto. Zdjęcia w biurach dalej robię, ale już nie tak systematycznie jak rok temu. A może się i tak zdarzyć, że w między czasie zmienia się sposób widzenia świata i sposób fotografowania i kontynuacja jest niemożliwa, bo trzeba by było wszystko zacząć na nowo inaczej....

joanna: „Właśnie” zrezygnowałeś z pracy w Gazecie. To poświęcenie się nowemu projektowi czy raczej kwestia "znudzenia" pracą etatową?

Tomasz Wiech: W zasadzie chodzi o obydwie te kwestie, chociaż „znudzenie” to może nie najtrafniejsze słowo. Miałem wrażenie, że już nic nie robię nowego. Tematy się powtarzały. Praca w codziennej gazecie w 80% to fotografowanie tego, co nagle się wydarzy na mieście: spadnie śnieg – trzeba sfotografować jak odśnieżają dachy, zamontują nowe kasowniki w autobusach – trzeba sfotografować kasowniki. Taka praca. Chciałem to zmienić i możliwość realizacji swojego pomysłu o Polsce dała mi tą możliwość. Dała mi też rok czasu, kiedy nie muszę bardzo martwić się o pieniądze. Rok to dużo czasu, ale już teraz planuje co dalej. Z Karolina Sekułą otwieramy masz.in studio, które będzie się zajmować fotografia portretowa. Jako freelancer chciałbym współpracować z jak największą ilością magazynów, miejsc i ludzi zajmujących szeroko pojętą fotografia.

joanna: Gazeta podsumowała swoje 20lecie, zrobiła to organizując wystawę fotografii. Pracowałeś w GW 1/4 tego czasu. Jak się czujesz w takiej historii?

Tomasz Wiech: Historii Gazety czy historii Polski...? Tak naprawdę to nie mam poczucia uczestnictwa w podniosłych momentach i, że widziałem jak powstaje historia przez duże H. Te pięć lat postrzegam bardziej osobiście. To była moja pierwsza stała praca. Fotografowanie dla prasy daje ogromną ilość wrażeń. Jest się w wielu miejscach, widzi się ludzkie życie, spotyka się ludzi bogatych i biednych, mądrych i mniej mądrych, szczęśliwych i załamanych. Niewiele jest innych zawodów, które dają podobną ilość doświadczeń.Pracowałem w Krakowie. Nie jeździłem po świecie. Nie fotografowałem zbyt wielu wydarzeń z „pierwszych stron gazet”. W zasadzie tylko raz Historia sama pojawiła się w moim mieście. Wtedy, kiedy umarł Jan Paweł II. Podczas tych kilku dni Kraków był jednym z kilku miejsc, na które patrzył cały Świat. Na co dzień było zwyczajnie, ale ja lubię taką zwyczajność.

fot. Tomasz Wiech / dzieki uprzejmości artysty

joanna: Wydaje się, ze GW stwarza nieograniczone możliwości dla fotografa. Naśladując światowe tytuły wykorzystuje dużą ilość zdjęć w samej papierowej gazecie, ma dodatek z reportażami: Duży Format, dawniej był słynny Magazyn GW, wydaje albumy podsumowujące swoje osiągnięcia, organizuje konkursy foto i Szkołę Mistrzów, w końcu pokazuje wystawy fotoreportażu a fotoedytorki prowadzą blogi. Jak oceniasz te możliwości i czas?

Tomasz Wiech: To wiele rzeczy na raz. Jeżeli chodzi o tak zwany główny grzbiet to jest to gazeta codzienna i wygląda różnie. Kiedyś byłem na warsztatach z Donavanem Wylie z Agencji Magnum zaaranżowanych przez Wyborczą. To fotograf, który robi bardzo nudne zdjęcia. Gdy o nich opowiadał, ktoś powiedział, że w codziennej gazecie chodzi o coś innego, że zdjęcie musi być atrakcyjnie wizualnie, mieć wiele planów, musi formalnie zainteresować czytelnika. I wtedy Wylie poprosił o egzemplarz Gazety z tego dnia. Zaczął kartkować i pokazywać kolejne zdjęcia na kolejnych stronach. Na pierwszej było zdjęcia z konferencji, na drugiej dwie tzw. główki polityków, na trzeciej podpisywanie umowy, na czwartej kadr z filmu i dopiero na kolejnej zdjęcie wydarzeniowe, ale małe. Egzemplarz z poprzedniego dnia wyglądał podobnie. To są realia codziennej gazety.

Jeżeli chodzi o Duży Format to jasne, jest to miejsce na większe materiały i chwała mu za to. Jest to jedyny reporterski magazyn w Polsce, chociaż niewątpliwie jest bardziej tekstowy niż zdjęciowy.
Blogi fotoedytorek, szkoła fotografii to inicjatywy za które trzeba trzymać kciuki, bez względu pod jakim logo takie inicjatywy powstają. Im więcej o fotografii się mówi, im więcej w tym kierunku edukuje, tym lepiej.

joanna: A jak się miały proporcje zleceń do projektów własnych?

Tomasz Wiech: Z tym bywa różnie. Większość tych rzeczy, które zrobiłem, czy robię, wymagają czasu i poświęcenia na nie wielu dni. Pracując w Gazecie czasami udawało mi się coś zrobić w ramach pracy, czasami było to pomiędzy jednym zlecenie, a drugim, a często też poświęcałem swoje wolne dni albo weekendy. Różnie. Zdjęcia w biurach udawało mi się najczęściej wkomponować pomiędzy zlecenia gazetowe, a na przykład do Skawiec jeździłem wtedy kiedy miałem wolne.

fot. Tomasz Wiech / dzieki uprzejmości artysty

joanna: Jak najbardziej lubisz komunikować się z widzem: w galerii, w prasie, na stronie/blogu, w albumie, książce? To pytanie prowadzi w stronę szerszej refleksji - gdzie jest miejsce fotoreportażu...?

Tomasz Wiech: Każda osobno z tych form ma swoje wady jak i zalety. Wiadomo, najłatwiej jest opublikować na własnej stronie internetowej. Z publikacją prasową dociera się do ogromnej liczby odbiorców, a dobrze zrobiona wystawa w ciekawej przestrzeni to jeszcze inny rodzaj satysfakcji.
A gdzie miejsce fotoreportażu czy fotografii dokumentalnej…niewątpliwie w prasie jej mniej. Szkoda, bo odbiorcy są. Wystawy World Press Photo to jedne z nielicznych wystaw, na których galerie zarabiają na biletach, bo tyle przychodzi na nie osób.

joanna: A która wystaw Tobie szczególnie zapadła w pamięć (niekoniecznie fotograficzna)? I druga kwestia - jakie masz ulubione albumy?

Tomasz Wiech: Trudno przywołać z pamięci to co zrobiło największe wrażenie. Mogę coś pominąć. Zapamiętałem niewątpliwie „Teatry Wojny" - jedną z wystaw podczas Miesiąca Fotografii w Krakowie kilka lat temu, której kuratorem był Mark Power. To było w zasadzie kilka wystaw na terenie Fabryki Schindlera. Była tam zarówno multimedialna ekspozycja na kilku ekranach, jak i cykl zdjęć, które oglądało się w totalnej ciemności. Jedyne światło dochodziło ze szpar pomiędzy deskami w podłodze, sprawiając, że miało się wrażenie, że ta podłoga się zaraz zawali.
Z niefotograficznych wystaw mam w pamięci Muzeum Hasiora w Zakopanem. Bardzo podobają mi się jego prace, a pokazywane są w miejscu, które sam zaprojektował i chyba to sprawia, że jeszcze silniej działają. Polecam.
A albumy. Wiele. Trudno oceniać. Najczęściej lubię je za same zdjęcia, nie za to, że są albumem. Ostatnio widziałem bardzo ładną rzecz. Album Roberta Franka, ale w formie koperty - takiej jak koperta na papier fotograficzny. W środku były luzem wydrukowane powiększenia.



joanna: Jak oceniasz tegoroczne edycje konkursów: WPP i fotografii prasowej?


Tomasz Wiech: Mnie się podoba. Jest wiele materiałów, które na mnie osobiście robią duże wrażenie. Materiał Eugenie Richardsa zapada w pamięć. Podobają mi się też miejskie dżungle Petera Bialobrzeskiego. Ten konkurs wywołuje duże emocje. To dobrze, chociaż czasami nie rozumiem niektórych komentarzy. Nigdy też nie emocjonowałem się tym jednym zdjęciem. Ono zawsze będzie kontrowersyjne. To tylko jedno zdjęcie a gustów i oczekiwań wiele. Na wyniki konkursu patrzę, nie tylko jako na efekt pracy fotografów, ale też jak na pewną pracę jury, które buduje medialny, fotograficzny obraz świata. To nie są najlepsze zdjęcia z minionego roku. Bo co to oznacza najlepsze? To wynik subiektywnych gustów i przemyśleń kilkunastu ludzi zasiadających w jury, które wybrało kilkadziesiąt zdjęć spośród ponad 100 tysięcy. Mam też wrażenie, że wiele osób ocenia ten konkurs przez pryzmat tego, jakiego rodzaju zdjęcia sam robi, a tym samy zawęża sobie rodzaj fotografii, jaki chciałby na tym konkursie widzieć.

joanna: Co zmieniła przez ten rok w Twojej karierze nagroda WPP?

Tomasz Wiech: Myślę, ze dzięki nagrodzie więcej osób dowiedziało się o tym, co robię. Wystawa była pokazywana w ponad stu krajach, mając jednocześnie świetną promocje. To moje zdjęcie jest dosyć specyficzne jak na stereotypowy pogląd o World Press Photo. Jure Janssen, który jest jedna z osób koordynującą wystawy podróżujące po całym świecie, powiedział, że gdy ludzie podchodzą do mojego zdjęcia to najczęściej ich reakcje są skrajne. Cześć jest zdegustowanych, bo przecież każdy takie zdjęcie umie zrobić. A drugiej części się podoba, że na wystawie WPP można tego typu fotografie zobaczyć. Mnie jako autora to cieszy. W końcu chodzi o to, żeby nie pozostawić widza obojętnym.


www.tomaszwiech.com
www.tomaszwiech.blogspot.com
http://maszinstudio.com/

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz