piątek, 14 sierpnia 2026

Po co się jeździ na Paris Photo?



Paris Photo to najstarsze i nieprzerwanie działające od 29 lat targi fotografii. Marka sama w sobie. Rok w rok przyciąga rzesze oglądających. Po co się tam właściwie jeździ?

Oczywiście można zacząć od liczb i epitetów zaczynających się od "naj": największe, najstarsze, najbardziej frekwentowane, itd. Co do odwiedzających - bywały lata kiedy malownicza kolejka ustawiała się pod pałacem, zakręcając potrójnie dobijała w końcu do pobliskiej stacji metra. No i to robiło wrażenie. Rok temu Paris Photo pozmieniał system biletowania i nikt nie traci już czasu w kolejkach. No ale tak, tłum. Noga za nogą. Czekanie aż ta osoba przed tobą obejrzy, cofnie się do podpisu, znów się cofnie do pracy, zrobi zdjęcie, pójdzie dalej. Teraz możesz ty. I tak przez setki stoisk. I dwa piętra. Kolejka do łazienki, do kawy, do krzesełka, do szatni. Przy książkach gęsto, że do stołów nie da się podejść. A jak gwiazda jakaś przyjeżdża w stylu Jima Jarmusha, ale i najsłynniejszych fotografów - kolejka formuje się momentalnie - do wykładu, do podpisywania książki. Liczba spotkań, podpisywań rośnie z roku na rok. Więc tłum. Chyba, że...

 

Chyba, że przyjdziesz na wernisaż albo w którykolwiek potem wieczór. Albo rano. Omijamy weekend, bo wtedy najgęściej. Wernisaż kojarzy się z największym możliwym tłumem. Ileż to razy szło się gdzieś na wernisaż, nie mogąc podejść do prac, rezygnowało i zostawało na etapie socjalizacji z innymi spotkanymi? "Przyjdę później obejrzeć na spokojnie", prawda? Na Paris Photo to działa trochę inaczej. Potrzebne jest specjalne zaproszenie albo można też kupić bilet na wernisaż, jest droższy od zwykłego wejścia. Ale wernisaż jest w środę popołudniu - od godziny 14 (!) i przy masowym turyście, ta informacja raczej nie przebija się do wiedzy ogólnej, że w ogóle jest czynne i można. W efekcie - w miarę pusto, a poczucie do elegancji plus 500. 
Inne wieczory - i tańsze i mijacie przy wejściu po prostu zmęczonych kilkugodzinnym chodzeniem ludzi. Zwykle również można liczyć na ogromną ilość imprez towarzyszących "na mieście" w efekcie czego Grand Palais ciut pustoszeje. 
Albo rano. Do godziny 12tej kiedy otwierane są drzwi na zwykłe bilety - są godziny dla VIPów, dziennikarzy i środowiska. Jedyny czas, kiedy można porozmawiać z galerzystami, zupełnie swobodnie zdążyć przejść z miejsca A do B, jedyny czas kiedy się można umawiać na spotkania, itp. (Nieeee, w kafeterii kolejka jest zawsze.) 
W 2026 godziny zostały już podmienione: wszyscy: czwartek-niedziela 13.-20. (niedziela do 19). VIP i środowisko od 10.30. Wieczorne bilety startują od 17tej. 

Nieczęsty widok pustej alejki. Można taki trafić z samego rana. 

Paris Photo to targi. Dość specyficzne. Najlepsze i największe galerie tam się spotykają, więc jest poczucie przeglądu i prestiżu. Czy tam się jedzie kupować? No targi, w końcu. Wiadomo. Kiedy się już wchodzi w jakąkolwiek interakcję z wystawcami, gdzieś w którymś momencie jest pytanie - a jak idzie sprzedaż, a spotkanie kończy życzeniami sprzedaży wszystkiego. No ale ten tłum odwiedzający nie kupuje. Kupuje książki. Bo ten tłum - składa się głównie z aspirującego środowiska oraz z tych, co lubią i coś tam się znają na fotografii. Więc książki są w budżecie. A prace trochę mniej. 1 na 20 osób jakie spotykam mówi, że tak, coś kupiła. I tak, na Paris Photo, nie na mieście. I nie chodzi o książkę. 


Od cen, różnorodności tematów, nazwisk, rozwiązań technicznych - może głowa rozboleć. Ale przecież po to się tam jedzie! Żeby być w pewnym sensie na największej wystawie czasowej i to jeszcze z doroczną odsłoną. Coś jakby mega salon światowej fotografii. Można oblecieć temat w dwie godziny - po prostu się przejść i rozejrzeć, jeśli chcesz odwiedzić każdą galerię - rzucić okiem i choćby przeczytać jakieś nazwisko - musisz jednak liczyć solidną dniówkę. Systemy bywają różne - wg mapy i sektorów, wg zajętości alejek, wg wybranych wcześniej nazwisk. Wszyscy spotkani na targach znajomi szczególną logistykę układali na książki - kiedy tam iść i oglądać, a kiedy kupować - bo wiadomo, że te siaty raczej najpierw do hotelu trzeba odwieźć. A i bagaż miewa limity.  


Wystawa MUUS Collection - w przestrzeni specjalnej 

Samo Paris Photo pomaga w rozeznaniu. Każdorazowo wybiera swoje ulubione prace. Jest katalog. Jest sekcja Voices, bywają wielcy przewodnicy - (w 2025 nie było) osoby ze świata filmu (chyba najczęściej) wybierały najciekawsze kadry z prezentowanych w pałacu. Jest obecna od 2018 roku i ciągle rozwijana sekcja "Elles x Paris Photo" starająca się przechylać parytet. Od 2017 roku jest nagroda studencka. I jest najważniejszy konkurs książkowy - od 2012 roku razem z Aperture - czyli także wystawa finalistów. Do tego jest przestrzeń w pewnym sensie Prime - której nie zajmują szeregowe galerie - ale inicjatywy specjalne, sponsorzy, partnerzy główni itp. Różnie się to układa, gdzie indziej trzeba czasem szukać, ale nigdy nie da się tego przeoczyć. Wszystkie te ścieżki tematyczne, specjalne, nagrody - to są już niezłe punkty orientacyjne. 



Można patriotyczną ścieżkę wybrać. W najbliższej edycji wiele zmian co do obecności polskiej nie przewidziano. Monopol wystąpi ponownie w sekcji Voices, trzy warszawskie galerie Jednostka, Lokal 30 i Raster po raz kolejny czyli ugruntują swoje pozycje i w sekcji wydawnictw, znów po raz kolejny Blow Up Press. Gdy pojawiali się po raz pierwszy wraz z powrotem targów do Grand Palais w 2024 - oczywiście radowaliśmy się ogromnie taką reprezentacją. Po trzech latach entuzjazm może niezmniejszony, lecz apetyt wzrósł, gdzie więcej nas? 

Raster / Blow Up Press / Jednostka + Lokal 30 na Paris Photo 2025


Po co się tam jeździ, zatem? Żeby chłonąć, naoglądać się za wsze czasy, no czyli dawkę roczną przyjąć w trybie ekspresowym. Żeby się zainspirować, zobaczyć "wielki świat", znaleźć swoje ulubione wątki ,tematy. Przedziwne techniki - bo to przecież przy średniej 170 galerii rocznie, 1500 artystów prezentowanych na targach, czyli ilu pracach - kilku-kilkunastu tysiącach - to jest morze możliwości. Trendów się raczej nie wychwyci. Żadnego kierunku dla fotografii w przyszłości. Trzeba ciągle sobie przypominać - to nie jest wystawa kuratorowana, to targi, galeriom zależy na sprzedaży. Więc nie trafiają się tam masakry wojenne, ważne i plastycznie ukazane tematy trudne. Jasne, wyjątki. Ale sprzedaż! Trendem jest wszechobecny qr code - coraz częściej zastępujący podpisy, nazwisko, listę prac z cenami. 
 
Można też jechać towarzysko. A towarzystwo-środowisko bardzo zacnie rozumie się przy spotkaniu w alejkach Paris Photo - jedni mają pisać, inni umówione spotkania, ktoś coś - więc nie ma stania i rozmów godzinami, tylko najwyżej podawanie adresów i miejsc wartych uwagi. Tych w Paryżu w okolicy Paris Photo nie brakuje. Wystawy czasowe w paryskich galeriach w rodzaju - zawsze coś. A dla sfocusowanych na fotografię - no jest jeszcze kilka równoległych imprez - kolekcjonerskich, targowych, książkowych itd. Wiadomo, że wieczorem się jest się na Polycopies, czyli na barce Concorde (i nabrzeżu, bo targi "trochę" się rozrosły). 


To co, widzimy się na święcie niepodległości w Grand Palais? 



niedziela, 26 lipca 2026

Ukryte koszty robienia zdjęć.

 

Christopher Morris. Kadr z filmu dokumentalnego „Igrając z diabłem” autorstwa Piotra Małeckiego i Maćka Nabrdalika / fot. Piotr Małecki & Maciek Nabrdalik 


"Igrając z diabłem" / "Tickling the devil" to film dokumentalny o fotoreporterze specjalizującym się w fotografowaniu konfliktów, Christopherze Morrisie, w reżyserii Piotra Małeckiego i Maćka Nabrdalika. Niespełna 1,5 godziny. W czerni i bieli. Film przepiękny i straszny. 

Oglądamy człowieka, który po 30 latach dla magazynu "Time", po sfotografowaniu 28 wojen - mieszka z rodziną w Tampie. Poznajemy jego żonę, obydwoje opowiadają o wielkiej miłości. Spotykamy ich córki oraz matkę głównego bohatera. Zwykłe amerykańskie życie. Jedziemy z Morrisem na temat, jesteśmy na demonstracji, którą akurat fotografuje. Poznajemy go i to kim jest z jego własnych słów. On opowiada. Czasem żonie, czasem córkom. No a czasem, głównie - nam. Ale to te wszystkie drobne rzeczy, które się po prostu dzieją w filmie wzmagają napięcie, poczucie, że coś jest bardzo nie tak. Dlaczego on jest ciągle w kapturze, czapce? Czemu mówi do dziewczynek o sobie "wasz ojciec"? Czemu zaczyna czynność, a potem nagle wychodzi z kadru? Jak z obieraniem jajka. A nade wszystko, to co mówi, to jak mówi, i jak często emocje biorą górę. Wszystkie dane i fakty, jakie powinniśmy mieć, żeby zrozumieć jego sytuację padają w filmie: tyle wojen, kilkukrotna próba odejścia od fotografowania konfliktów, fotografowanie polityki, pandemia, strach, PTSD. Właściwie film się niemal zaczyna tym PTSD, w pierwszej telefonicznej rozmowie pada. Z humorem. Na lekko. 

To nie jest opowieść od narodzin. Nie wspomina kolegów ze szkoły, nie opowiada o dzieciństwie. Nie ma chronologii, ważnych wydarzeń z życia. Nie, to niespełna półtorej godziny z życia codziennego Morrisa. Co kluczowe, patrzymy na niego oczami dwóch fotografów, reżyserów tego filmu. Te kadry filmowe są fotograficzne bardzo, mocne punkty, pewna wrażliwość. To widać, że za kamerą są fotografowie. Żeby tylko to. Totalnie kluczowa jest ich znajomość - z bohaterem ale i z zawodem, o którym ten film opowiada. Zarówno Małecki jak i Nabrdalik to fotografowie prasowi, dziennikarze, dokumentaliści, czasem także fotoreporterzy. Maciek Nabrdalik należy do Agencji VII, którą współzakładał Christopher Morris. W sumie nawet nie jestem teraz pewna, czy w ogóle "Seven" pada w jakimkolwiek momencie filmu. To by był doskonały argument, do tego co usiłuję napisać. Bohater amerykański, ale jego biografia - a raczej obraz filmowy opowiedziany zupełnie nie-po-amerykańsku. Po biografię trzeba pójść do internetów. Tutaj mamy postać, bohatera. Z krwi i kości, słów i łez. 

Morris dostaje z redakcji do swojego domu własne archiwum zdjęć. Trzeba je przejrzeć i zdigitalizować. Wiadomo, że tam są materiały ważne - nie tylko wygrywające konkursy (lista jest w samej czołówce, x World Press Photo, x POYI, x Perpignan...). Ważne, bo pokazujące zbrodnie wojenne. Bo to są gotowe materiały dla oskarżycieli. Bo są tam historie ludzi wobec konfliktów. Bo to również dzieło życia jednego człowieka. Spuścizna. Niebywała i abstrakcyjnie wręcz niemożliwa do zrozumienia. Nic dziwnego, że córki nie wydają się zbyt zachwycone jak "wasz ojciec" odda wam je całe. 


Christopher Morris. Kadr z filmu dokumentalnego „Igrając z diabłem” autorstwa Piotra Małeckiego i Maćka Nabrdalika / fot. Piotr Małecki & Maciek Nabrdalik 



Największe wrażenie zrobiła na mnie chyba kolejność wypowiadanych zdań. Sposób przedstawiania bohatera. Jakie informacje dostajemy, żeby sobie powoli budować tę postać. Ok jest fotografem, ale na ekranie bardzo długo nie ma jego zdjęć. Są historie wokół. Jest film, który kręciła jego żona w Mogadiszu, który wspólnie komentują. To może i jest trochę opowieść o miłości, ale i ich pracy. I o dokumentach. Zatem najpierw poznajemy jego wrażliwość - także na obraz - o to jest świetne ujęcie, to jest dobry kadr! Zdjęcia Morrisa będą pod koniec. Krótki slideshow. Bez captions, bez podpisów. I właśnie to, co dzieje się w tym filmie po pokazie zdjęć - mnie wciska w fotel. 

Nagle wszystkie te drobne rzeczy stają się zrozumiałe. Wszystkie decyzje reżyserów - absolutnie jasne: pozbawienie kolorów, sposób filmowania, płytka głębia ostrości, przedłużone zdjęcia (nie mam pojęcia jak się to fachowo nazywa). I to spojrzenie głównego bohatera w kamerę. Dopiero wtedy. 

Morris mówi to, co już gdzieś widziałam, słyszałam, czytałam. Opowiada o ogromnym ciężarze jaki nagromadził przez te 28 wojen. On ma nie tylko zdjęcia. Zdjęcia wywołują wrażenie na oglądających, a gdy patrzy na nie autor - nagle czuje zapach tych miejsc, panującą wówczas temperaturę, wszystkie sytuacje wokół samego kadru. Mówi o tym bardzo prosto. I o tym, na czym polega jego praca po latach - trzeba wrócić do obrazów, edytować je. Spędzić z nimi czas. 

Ma też odpowiedzialność. Wobec tych obrazów. Wobec tych historii. Nie ma z kim o tym porozmawiać, obgadać, wyrzucić z siebie. Newsy dawno są historią. Nikogo to nie interesuje. Z rodziną przecież nie porozmawia. Dziewczynki, nastolatki, zaraz dorosłe, przecież to nie jest opowieść dla nich. Żona towarzyszyła mu czasem w pracy, ale ile historii można na co dzień sobie powtarzać. No i jeszcze, rodzinę lepiej chronić przed tym. Mówi więc to nam. Mówi reżyserom i mówi wprost do kamery. 

Znam to z książek "13 wojen i jedna" oraz "Fotografie, które nie zmieniły świata" Krzysztofa Millera. Oczywiście inaczej. Nie wszystko chyba tak wprost. Ale nagle, to stało się tak bardzo czytelne. 

I myślę o wszystkich fotografach i fotografkach, którzy zamiast nas patrzą na syf tego świata. Kompletnie nieważne stają się ich motywy - czy to po prostu praca, czy to chęć zdobycia punktów w karierze, czy uzależnienie od adrenaliny itd. Tak jak u Morrisa, wszystkiego po trochę, co nie pozwalało przestać. Zresztą czy się to robi latami czy wystarczył raz. Syf jest syfem, a odporność bywa różna. Za to chyba najbardziej jestem wdzięczna za ten film. Coś układa w głowie, mam nadzieję, że szerzej. Że o tym rozmawiamy. O kosztach bycia reporterem, o kosztach zrobienia znakomitych zdjęć. O kosztach obcowania z tymi zdjęciami. 

Film został obsypany nagrodami na Krakowskim Festiwalu Filmowym, teraz zaś trzymamy kciuki za start za oceanem. Gdybyście mieli okazję zobaczyć ten film, nie ma się co wahać. Tym bardziej, jeśli byłoby spotkanie z reżyserami. Nie namawiam, nie zachęcam. Mówię, że to jest absolutnie must-see, lektura obowiązkowa. 



Montaż: Ilona Urbańska-Grzyb i Irek Grzyb
Produkcja: Short Docs Media
Producenci: Piotr Malecki, Asia Tatko, Iwona Harris
Koprodukcja: Telewizja Polska, Lollipop Films
Współfinansowanie: by Polski Instytut Sztuki Filmowej

poniedziałek, 29 czerwca 2026

Pierwsza solówka!

 


W Służewskim, czyli na ten rok w Fotograficznym Domu Kultury rusza właśnie nabór do konkursu "Pierwsza solówka". Od razu z tytułu wiadomo, chodzi o debiut, pierwszą wystawę. 

Półtora miesiąca na zgłoszenia, wystawa już w październiku - więc to rzeczywiście propozycja dla tych - którzy nie tylko nie mieli poważnej indywidualnej wystawy, ale mają materiał gotowy do pokazania. Nagroda to 10tys PLN, które mogą się przydać do produkcji wystawy. Informacje o regulaminach, formularzach, itp na dole. Tymczasem opowieść. 

Konkurs "Pierwsza solówka" zaczął się jako pomysł półtora roku temu. Tytuł wymyśliła Kasia Zdrodowska, fotografka, i najwyraźniej niedoceniona copyrajterka. A wziął się właściwie od Bartka. 



Bartek Molga sam przyszedł do SDKu z pytaniem, czy się nie przyda. Publikujący fotograf, świetny w studio, do tego utalentowany fotoedytor związany na przestrzeni lat z takimi tytułami jak:„Newsweek”, „Gazeta Wyborcza”, „Dziennik Polska Świat” czy „Rzeczpospolita”. Jasne, że się przydał! I tak przez lata, których nazbierało się 9, prowadził warsztaty z fotoedycji (sam ale i w wersji z Tymonem Markowskim) i warsztaty fotografii studyjnej. Brał udział w projekcie "Perfect Photofestival" i bez jego logistycznych skillsów, ten projekt by chyba się nie wydarzył. Sfotografował cały zespół SDKu i ciągle posługujemy się tymi zdjęciami  Przede wszystkim był charyzmatycznym edukatorem, potrafił opowiadać, inspirować, uczyć. 

<- Bartek Molga, fot. Katarzyna Zdrodowska



Któregoś razu, zadał mi pytanie, czy bym może nie obejrzała jego zdjęć, takich jego własnych, bez zlecenia, bo ma taką serię i może by to można było pokazać? W końcu lipca 2024 w SDKu otworzył swoją debiutancką wystawę. Pierwszą solówkę. W wieku 45 lat. Po setkach publikacji, po istnieniu na tak zwanym rynku przez lata, dekady. Ale wystawa była pierwsza. Dopiero. "Reflection" - kilka zdjęć Bartka z tej serii: 






Więcej o wystawie Bartka: „Reflection” / wystawa fotografii Bartka Molgi - Służewski Dom Kultury

Minęliśmy się wtedy. Wakacyjnie. I tak będąc gdzieś w Czechach, odebrałam telefon i kilka wiadomości. Że wow, co w tym SDKu się zdarzyło. Jedną opinię szczególnie pamiętam: "gdzieś ty chowała ten talent?!?! Ma gość 45 lat i dopiero teraz pokazuje takie cuda?!" Odpowiedziałam, że sam się chował, nie zabiegał o wystawy. Czyli debiut z sukcesem. Wystawa trwała krótko. Dwa tygodnie z haczykiem. Odłożyliśmy jego zdjęcia na zapleczu, powiesiliśmy coś innego. 

Bartek zmarł nagle 9 września. Zostawił wyrwę, mówiąc skrótowo. Chwilę później narodził się pomysł na konkurs. Jego imienia, żeby go uhonorować, żeby mieć okazję przypomnieć jego świetne zdjęcia, żeby też jego nieśmiałość do pokazywania własnej pracy jakoś...przepracować. Nigdy nie jest za późno na debiut. 

Więc nurkujcie do archiwów, jeśli jeszcze nie mieliście wystawy. Od tego jest też dom kultury, żeby wejść w ten świat i środowisko na miękko. Zwycięzca/zwyciężczyni będzie pracować z kuratorką, konkretnie ze mną nad tym jak zdjęcia najlepiej pokazać. Napiszemy tekst, zaplanujemy, zamontujemy, wesprzemy promocję. Duży mały krok, bo po prostu musisz się zgłosić. 

Info o konkursie tutaj: „Pierwsza solówka” – nabór do konkursu im. Bartka Molgi na organizację wystawy - Służewski Dom Kultury

Tam formularz zgłoszeniowy, informacje o tym, co poza formularzem trzeba wysłać i gdzie. Regulamin. Sylwetki jurorów - bez błyszczących sław fotografii, za to przyjaciele i współpracownicy Bartka, my: Kasia Zdrodowska, Zby Kordys, Tomek Kubaczyk i ja. 

Jakich projektów szukamy? Fotograficznych. Tylko tyle. No i raczej na ukończeniu, w gotowości, bo jednak do wystawy nie zostało dużo czasu. Tyle, żeby na spokojnie wyprodukować wydruki, oprawić, nie na tyle, żeby iść i robić zdjęcia. 

Do zobaczenia, mam nadzieję, w zgłoszeniach. 




Projekt „Fotograficzny Dom Kultury” realizowany w 2026 roku dofinansowano ze środków Ministra Kultury i Dziedzictwa Narodowego pochodzących z Funduszu Promocji Kultury – państwowego funduszu celowego. 



środa, 3 czerwca 2026

nowy konkurs na rezydencję w SDK!


fot. Katarzyna Zdrodowska

Na fotograficznej mapie Warszawy, jak wiecie, trwa projekt "Fotograficzny Dom Kultury", mieści się w Służewskim DK. Spotkania, wykłady, przeglądy portfolio, wystawy. Ruszył tymczasem jeden z dwóch dużych konkursów - na rezydencję fotograficzną w SDK. Wystarczy dobry pomysł, w zgłoszeniu pokazać serię zdjęć i podać biogram - a możesz wygrać półroczne honorarium rezydencyjne (10 tys. zł brutto) i stworzyć serię zdjęć po swojemu. 

To co, mam Twoją uwagę? 

Dla kogo jest ten konkurs?
"Konkurs jest otwarty dla osób dorosłych, które uważają się za amatorów/twórców nieprofesjonalnych, czyli: ● nie utrzymują się z profesjonalnej działalności fotograficznej, ● nie posiadają kierunkowego wykształcenia fotograficznego lub artystycznego na poziomie licencjackim lub wyższym."

Warto zajrzeć do FAQ konkursu, bo od razu są wyjaśnione przykłady. Znajdziecie je w na stronie ogranizatora. 

Jaki pomysł? 
Organizator zaprasza do stworzenia nowej serii, ale także pozwala rozwinąć zaczęte projekty. Służewski Dom Kultury ma stanowić inspirację. Można zatem, a wcale nie trzeba fotografować budynek, który - jak widać na materiałach od organizatora - w fotografiach Katarzyny Zdrodowskiej - ma potencjał :) 


fot. Katarzyna Zdrodowska

fot. Katarzyna Zdrodowska


fot. Katarzyna Zdrodowska


fot. Katarzyna Zdrodowska

Styl zupełnie dowolny. Technikalia również. Można robić kolaże i wycinanki, można postawić średni i wielki format, a negatywy wywoływać samodzielnie. Można przyjść z cyfrą, a nawet telefonem. To pomysł jest najważniejszy. 

W efekcie rezydencji - przez prawie pół roku ma powstać 20 zdjęć. Z regulaminu i faq wynika, że organizatorzy nie szukają nadwornego fotografa od imprez, które się dzieją w domu kultury. Co więcej - Służewski DK ma być punktem wyjścia i odniesienia. Ale można zainspirować się Dolinką Służewiecką, osiedlem, za chwilę historycznym budynkiem centrum handlowego Land, można pewnie rozmawiać z mieszkańcami i robić typologię, a równie dobrze wejść w archiwa i historię miejsca (osiedla?dzielnicy? miasta?). Od pomysłu jesteś Ty - swoją koncepcję wystarczy zrozumiale opisać w formularzu zgłoszeniowym. 

fot. Joanna Kinowska


fot. Joanna Kinowska

fot. Dorota Raczyńska

fot. Przemysław Namieciński i uczestnicy warsztatów "Fotografia analogowa" w SDK


W jury konkursu zasiadają Agnieszka Rayss, Katarzyna Sagatowska, Joanna Szpak-Ostachowska oraz Grzegorz Dąbrowski. 

Czasu na zgłoszenia masz raczej niewiele - bo do 14 czerwca. Także powodzenia z wymyślaniem tematu :) 
Tutaj wszystkie informacje o konkursie: rezydencja fotograficzna w SDK





środa, 13 maja 2026

RAV.A Review czyli inny przegląd porfolio za chwilę w Warszawie



Czy Twoje zdjęcia opowiadają historię? Czy odważysz się pokazać swój projekt?

Wyślij swoje zgłoszenie do Publicznego Przeglądu Portfolio: RAV.A Review.

 

24 maja podczas Dnia Fotografii w Służewskim Domu Kultury odbędzie się publiczny przegląd RAV.A Review. Zostanie zaprezentowanych 8 projektów. Każdy autor i każda autorka wyjdzie na scenę i przez minutę opowie o swoim projekcie. Następnie oglądamy konkretną serię a zaraz potem wypowiedzą się nasi recenzenci. Doradzą co dalej, powiedzą czy odczytują zawarte w zdjęciach treści, podpowiedzą co warto przemyśleć lub zmienić. Recenzentami w RAV.A Review w SDK'u będą: Julia Szabłowska, Iwona El Tanbouli - Jabłońska i Maciek Skawiński.





 

Zapraszamy zarówno do zgłoszenia - te przyjmowane są do 20 maja, ale także do udziału w charakterze publiczności. RAV.A Review to znakomita okazja do popatrzenia na świetne projekty i posłuchania jak można opowiadać historię. Bądźcie z nami

Zgłoszenia: tutaj link


Deadline: 20.05.2026

RAV.A Review to nie konkurs. To publiczny przegląd pracy i narracji.
















 

środa, 6 maja 2026

Startuje Fotograficzny Dom Kultury



Startuje Fotograficzny Dom Kultury. W Warszawie! Brzmi cudownie, prawda? Nie jest to jednak niestety jeszcze budynek z programem dedykowanym fotografii [ciągle bardzo nam brakuje takiego na mapie stolicy] ale - tylko lub aż - program wydarzeń - projekt realizowany w Służewskim Domu Kultury.

Jak w "normalnym" domu kultury organizowane są spotkania, warsztaty, wystawy, konkursy, plenery....tak w fotograficznym znajdziecie to wszystko. Miejsce fotografii jest dumnym patronem medialnym tego projektu. 

Fotograficzny dom kultury to serie cyklicznych spotkań, aktywności okołofotograficznych, które dziać się będą do końca grudnia bieżącego roku. Warto zatem zaglądać na stronę organizatora - do wizytówki projektu i swoistego drogowskazu: Projekt „Fotograficzny Dom Kultury" / informacje - Służewski Dom Kultury  oraz na fb i sprawdzać kalendarze. 




Dużo w Służewskim dzieje się wokół książek fotograficznych i nie tylko od projektu-do-projektu. Od kilku lat SDK jest współorganizatorem - obok Fotofestiwalu i Księgarni Artystycznej Bookoff - konkursu Fotograficzna Publikacja Roku. Z okazji projektu - wrócił cykl spotkań "Czytanie książek fotograficznych". Kalendarz tych wydarzeń jest już rozpisany - drugie spotkanie z cyklu odbywa się dziś (!) a kalendarz wygląda tak:

6.05 Joanna Szpak-Ostachowska  / 3.06 Marta Kiela-Czarnik  / 9.09 Marta Ejsmont  / 7.10 Marta Przybyło  / 4.11 Mikołaj Grynberg  / 9.12 Tomek Kubaczyk 

Wpisane? 


Kolejnym cyklem spotkań są spacery fotograficzne. Dedykowane są osobom, które zaczynają swoją fotograficzną drogę. Spacery realizowane są raz w miesiącu, są bezpłatne (trzeba się zapisać) za każdym razem instruktor/ka od fotografii z SDKu proponuje nowy temat. 17 maja Adam Byra zaprasza na spotkanie z fotografią studyjną. 


Do tego miejsca, już zauważyliście jakich znaków wypatrywać - pomarańczowe paski z domem-przysłoną nas poprowadzą :) 

Jednym z pierwszych dużych wydarzeń projektu jest - już zapowiedziany w szczegółach - Dzień Fotografii. Inicjatywa obecna wcześniej w programie SDKu, być może ją kojarzycie. Najbliższy - a w projekcie przewidziano dwa takie dni - odbędzie się w niedzielę 24 maja. 

Dzień zaczyna się od warsztatów - jedne rodzinne, drugie studyjne. Dzień Fotografii | Facebook i na www SDK: Dzień Fotografii - Służewski Dom Kultury
Potem scenę przejmuje RAV.A Stories i zaprasza do swojego Publicznego Przeglądu Portfolio (o tym trzeba będzie napisać osobny post!) Zdjęcia recenzować będą: Julia Szabłowska, Iwona El Tanbouli-Jabłońska i Maciej Skawiński. Także, wyglądajcie posta tylko o tym - jak się zgłosić oraz o co chodzi :) 

Dziś skupimy się na przedstawieniu dwóch wydarzeń, które nie mogą ujść Waszej uwadze, pierwszym jest spotkanie z autorką i otwarcie wystawy Urszuli Zydorczak "Esencja" (g.17). 

fot. Ula Zydroczak

Urszula o sobie mówi: „Od parunastu lat zamykam w kadrach mój świat. To, co mnie w nim zachwyca, zaskakuje, zadziwia i porusza. Fotografia jest moją podróżą bez podróży. To moja codzienna wyprawa w nieznane. Nigdy nie wiem co, kogo i gdzie spotkam”. Zaś kuratorka wystawy zapowiada: "Miesza się tu zachwyt z niepokojem. Zastrzyk przyjemności, a za moment ukłucie odrazy. Przeszywające coś, podnoszące się włosy na rękach, gęsia skórka, a momentami dreszcz przez plecy. Nie oglądaj tego, raczej odetchnij i bądź gotów. Poczuj te kadry przez wnętrzności. Co one Ci robią? Pamiętasz, kiedy ostatnio tak miałeś?"


fot. Ula Zydroczak

fot. Ula Zydroczak

Dzień fotografii zakończy spotkanie z Marcinem Urbanowiczem (g.18) 

Marcin Urbanowicz, czyli Prowincjonalny fotograf. Od lat fotografuje wsie i miasteczka z niezwykłą czułością i wyjątkowym humorem. Seria zdjęć ukazująca prowincję została pokazana w jego debiutanckiej książce „Dzień dobry, Polsko”. Podczas spotkania obejrzymy nie tylko dobrze znane już kadry Urbanowicza, ale także serie portretów i selekcję zdjęć z zapowiedzianej publikacji „Dobranoc, Polsko”. 
Jeśli jakimś cudem jeszcze nie obserwujesz, tego co Marcin robi - link tutaj: Instagram

fot. Marcin Urbanowicz


W ramach projektu SDK zaprosi jeszcze na kursy, odbędą się dwa konkursy - jeden na rezydencję fotograficzną, drugi na "Pierwszą solówkę" - czyli do przygotowania własnego debiutu. W sierpniu - w pierwszy weekend po Międzynarodowym Święcie Fotografii - będzie Pierwszy Wielki Służewski Plener Fotograficzny oraz Dzień Fotografii. Przed nami także konferencja, a rok zamknie kiermasz książek. Za całokształt projektu odpowiada pomysłodawczyni - Joanna Kinowska, z zespołem: Katarzyna Zdrodowska, Krystian Łukaszewicz i Katarzyna Heczko. Partnerem projektu jest Stowarzyszenie RAV.A Stories, a patronami medialnymi Fotopolis.pl i Miejsce fotografii.


piątek, 20 marca 2026

Trochę piękna z Paryża

 


Różne bywają powody, żeby jechać na Paris Photo. Jest to z pewnością największa koncentracja fotografii - każdej fotografii - w jednym miejscu. Oczywiście nie jest całościowa, żadnego przekrojowego ujęcia. Jest ich po prostu mnóstwo. Można sobie je kupić, bo to w końcu targi. Czterodniowe święto fotografii - od 28 lat w listopadzie w Paryżu. W 2025 roku 170 galerii i 42 wydawców pod jednym dachem ogromnego Grand Palais [o poprzedniej edycji pisałam tu]

Minęła już dobra chwila od targów i wizyty. Co zostało pod powiekami? Bo z tej wystawy, jakby nie patrzeć, jest to pewnego rodzaju wystawa - zostaje najpierw mętlik, ogrom, tłok, wszystko-wszędzie-naraz. Pewne rzeczy trafiają momentalnie. Do niektórych trzeba wrócić. Subiektywna lista znalezisk z PP25 poniżej. 

Historia! 

Paris Photo nie zawodzi pod tym kątem. Zawsze się znajdą albo stare techniki, albo bardzo stare zdjęcia. Są i klasyki, zawsze. Można przebierać w dekadach i nazwiskach. Raczej nie ma sensu robić zdjęć owym klasykom, bo przecież są w książkach, internetach. Ale czasem znajda się znakomite kadry - mniej znane, niewidziane wcześniej. 

Martin Munkacsi z Galerii Paci Contemporary / Brescia, Włochy

Wczesny i czarnobiały Martin Parr / Galeria Rocket / Londyn

Anton Stankowski / Galeria Osmos z Nowego Jorku 

Albo dialog.

To nie jest częsta sytuacja na Paris Photo, bo mnogość galerii=prac podzielone na ilość dni, sprawia, że raczej wszystko ogląda się w pośpiechu i natłoku. Teksty się pstryka, a doczytuje w domu (słodkie nigdy?). A dialog między epokami, twórcami, pracami - wymaga zatrzymania. Czasem zagra formą, czasem się uzupełniają tematem. Te dialogi rozgrywają się wewnątrz stanowiska danej galerii i dla wnikliwego obserwatora to potencjalny przystanek na godzinę [aha, jakby było tyle czasu?!]. 

Tak zagrały Jednostka i Raster. Zestawiły prace pomiędzy epokami. Efekt znakomity. Poza "naszymi" przykładami, ogromne wrażenie zrobił fragment Kolekcji Muus - zestawiający Lisette Model oraz jej studentów: Larry Fink i Rosalind Fox Solomon. Wymieszane, niepodpisane. Próbuj swoje oko! Opis i wybór prac - tutaj

Muus Collection / MUUS Collection  

No i odkrycia w tej historii! Nazwiska nie-pierwszoplanowe, niekoniecznie spisane w podręcznikach. Bohaterowie lokalni, ale za to z całego świata. Co roku takie odkrycia można sobie znaleźć. No i to są zwykle absolutne perły. 

>>> Nino Migliori [Włochy, 1926-2000] [biografia / strona fundacji]

Absolutne zjawisko, i nie tylko dlatego, że włoskie. Lata 50te, kiedy zaczyna fotografować jest humanistą i neorealistą. Więc schował się w cieniu wielkiej włoskiej fali kina i zmian. Później eksperymentował w technikach i tematach. Był wykładowcą uniwersytetu w Parmie, miał wystawy w Momie i w Pompidou. No ale nie jest to pierwsze, ani drugie ani trzecie nazwisko, które przychodzi do głowy, prawda? [A nazwisko, znakomite: Migliori = lepszy] 

Nino Migliori / Galeria Admira / Mediolan

>>> Karlheinz Weinberger [Szwajcaria, 1921-2006] KarlheinzWeinberger 

Niesamowita biografia i obłędny zbiór zdjęć! Czyli nie tylko Robert Mapplethorpe i Georg Platt Lynes. Jest tu wiele lat i eksperymentów, publikacji i wystaw. Postać znana, ale jednak nie pierwsze skrzypce. A powinny! Jeszcze wikipedia

>>> Marcel Giró [Hiszpania, 1913-2011] Marcel Giró

Czyli jakby gigant hiszpańskiej fotografii, tyle, że poza pierwszą dwudziestką jakich się wymienia. Zaczynał jako piktorialista, przeszedł i to w pierwszym rzędzie lekcję awangardy i genialnie fotografował architekturę w latach 1950.-70. Koniecznie obejrzyjcie stronę [może bez ostatniego rozdziału, ciii]. 



>>> Yildiz Moran [Turcja, 1932-1995] BIOGRAPHY | yildiz-moran
Kolejna niesamowita biografia i odkrycie. Turecka fotografka, która kształciła się w Londynie. Kadry po prostu obłędne!!!! EXHIBITIONS | yildiz-moran 

Yildiz Moran / Galerie Nev / Ankara
 
>>> Eric Schwab [Francja, 1910-1977] Éric Schwab - Wikipedia
Urodzony w Niemczech w rodzinie francusko-niemieckiej o żydowskim rodowodzie. W Paryżu od lat 1930tych zajmował się fotografią. W czasie wojny był w wojsku, brał udział w bitwie pod Dunkierką, po której został wzięty do niewoli. Uciekł z transportu i wrócił do Paryża. Był jednym z pierwszych fotografów AFP (1944) a w roku zakończenia wojny dokumentował wyzwalane obozy koncentracyjne. Od 1946 pracował w Stanach Zjednoczonych, m.in. na zlecenia agend ONZ. Jego prace można znaleźć na stronach AFP [nie ma żadnej fundacji, strony, nic.] 

>>> Bev Grant [USA, 1972] About — Bev Grant Photography 
Niesamowite kadry wrzącej Ameryki w latach 1968-72, przynajmniej te zdjęcia Grant pokazano na Paris Photo w Galerii Osmos (NY). Bev jest aktywistką, przede wszystkim, wśród wielu talentów znalazła się i fotografia. Zalecam odwiedzenie strony dedykowanej właśnie fotografii. Można w tym przepaść. Jest też książka z tego materiału, oczywiście biały kruk. 
Bev Grant / Galeria Osmos / Nowy Jork

>>> Gyula Zaránd [Węgry-Francja, 1943-2020] Gyula Zaránd — Wikipédia / Gyula Zarand photographe | Gyula Zarand
Wspaniały! Po prostu wspaniały humanista, reporter, obserwator. Wow. Pokazywała go galeria Olivier Waltman i to z niezłym rozmachem. 
Gyula Zaránd w galerii Olivier Waltman


Odkrycia współczesne. 

Tych jest jak zawsze najwięcej. Jedna praca, czasem całe stanowisko poświęcone jednemu twórcy. Różnie. Czasem z książką. Z folderami. Qr cody, linki do instagramów. Czasem po otwarciu linku trochę zawstydza się człowiek, że nie znał wcześniej. 

Tę listę zdecydowanie otwiera dla mnie:

>> Sean Hillen [Irlandia, 1961] Sean Hillen Artist

Znakomity kolażysta, o którym powiedzmy, że ostatnio może być głośniej przez netflixowy dokument. "Jutro jest sobota". 


Rok w rok rośnie liczba spotkań i podpisywań na Paris Photo. I - jeśli mamy patrzeć jakoś historycznie czy poszukiwać trendów w obrębie samego PP - to rzeczywiście kierunek celebrycki jest zauważalny. Kolejki rosną, ilość selfiaków z mistrzyniami i mistrzami się zwiększa. Okazja najwyraźniej nie tylko prosprzedażowa, ale i musi być przyjemna dla obydwu stron. 


 Massimo Vitali przy swoich pracach / Galeria Zander / Paryż /  Massimo Vitali | Official Website 


Kilka jeszcze arcyciekawych tropów:

Tarrah Kranjak [USA, 1979] https://www.instagram.com/tarrahkrajnak_studio/

Pierre Liebaert [Belgia, 1990] Pierre Liebaert

Ronghui Chen [Chiny-USA, 1989] Ronghui Chen

Ronghui Chen


Loredana Nemes [Rumunia-Niemcy, 1972] Loredana Nemes

Loredana Nemes / Galeria Podbielski Contemporary / Mediolan


Hideka Tonomura [Japonia, 1979] www.hidekatonomura.com

Hideka Tonomura / Zen Foto Gallery / Tokio

Ira Lombardia [Hiszpania-USA, 1977] https://www.instagram.com/iralombardia/

Ira Lombardia / Galeria Alarcon Criado / Sevilla 

Stig De Block [Belgia, 1990] INFO — STIG DE BLOCK


Gregory Bojorquez [USA, 1972] Youth Culture - www.gregorybojorquez.com

Kevin Osepa [Curaçao-Holandia, 1994] www.instagram.com/kevinisburning/

Hiba Baddou [Maroko, 1997] HIBA BADDOU / Instagram

Daisuke Yokota [Japonia, 1983] Kominek Gallery — Daisuke Yokota

Maude Arsenault [Kanada, 1973] INFO - MaudeArsenault / instagram