piątek, 6 listopada 2026

Politechniki Śląskiej związki z fotografią na dwóch wystawach

 

fot. Małgorzata Safuta / z wystawy "Niewidzialne piękno" / dzięki uprzejmości organizatora

Po 15tu latach przerwy wrócił "Gliwicki Miesiąc Fotografii". Organizuje go Muzeum w Gliwicach. Mnóstwo do oglądania od września. Na sam koniec - bo festiwal trwa do 22 listopada - polecamy szczególnie dwie wystawy z programu, za które odpowiada współautor Miejsca: Marcin Górski. Jedna eksploruje związki nauki z fotografią "Niewidzialne piękno". 
Druga zaś sięga do historii fotografowania przy Politechnice Śląskiej, wokół której działały m.in. takie wielkości jak Jerzy Lewczyński czy Zofia Rydet.

fot. Kinga Palla / z wystawy "Niewidzialne piękno" / dzięki uprzejmości organizatora

Zacznijmy od wystawy łączącej dosłownie naukę i fotografię. Nieprawdopodobne obrazy, ukryte przed codziennymi możliwościami. W tekście kuratorskim wystawy "Niewidzialne piękno" czytamy: "Nie jest to przypadek. Od swoich początków Politechnika Śląska była jednym z ważnych miejsc rozwoju fotografii w Gliwicach i w Polsce. To właśnie tutaj przez dziesięciolecia przenikały się środowiska techniczne, naukowe i artystyczne. W historii gliwickiej fotografii szczególne miejsce zajmują związane z miastem Gliwickie Towarzystwo Fotograficzne oraz Bronisław Schlabs, jeden z pionierów polskiej fotografii abstrakcyjnej. Jego eksperymenty pokazały, że fotografia może nie tylko dokumentować rzeczywistość, ale także odsłaniać jej ukryte struktury i tworzyć autonomiczne, fascynujące światy wizualne. 


Prezentowane na wystawie obrazy w pewnym sensie kontynuują tę tradycję. Powstały podczas badań naukowych realizowanych na Politechnice Śląskiej w ramach projektów badawczych prowadzonych przez zespoły uczelni. Choć ich pierwotnym celem było poznanie właściwości materiałów, zjawisk fizycznych czy procesów zachodzących w skali mikro- i nanometrycznej, efektem stały się również obrazy o niezwykłej sile estetycznej. 


"Titanic" fot. Sławomir Boncel / z wystawy "Niewidzialne piękno" / dzięki uprzejmości organizatora

Na pierwszy rzut oka fotografie mogą przypominać abstrakcyjne kompozycje malarskie lub eksperymentalne grafiki. W rzeczywistości przedstawiają świat niedostępny ludzkiemu oku, ujawniany dzięki zaawansowanym technikom mikroskopowym. Każde zdjęcie jest jednocześnie wynikiem badań naukowych i autonomicznym dziełem wizualnym. Dokumentuje proces odkrywania, ale równocześnie zaprasza do kontemplacji form, kolorów, rytmów i struktur tworzonych przez samą naturę. 

Na wystawie prezentowane są fotografie powstałe między innymi podczas badań prowadzonych przez zespoły prof. Biegun-Włodarczyk, prof. Boncla oraz dr. Safuty. Razem tworzą opowieść o świecie, którego nie możemy zobaczyć bez pomocy nauki, a którego piękno staje się dostępne dzięki fotografii. 

„Niewidzialne piękno” pokazuje, że granice między nauką i sztuką są znacznie mniej wyraźne, niż zwykliśmy sądzić. Zarówno naukowców, jak i artystów prowadzi ta sama ciekawość świata oraz potrzeba odkrywania tego, co pozostaje niewidoczne. Wystawa jest zaproszeniem do spojrzenia na współczesną naukę nie tylko jako przestrzeń badań i technologicznych przełomów, lecz także jako źródło inspiracji, zachwytu i piękna." - Marcin Górski, kurator wystawy; Profesor PŚ / Dyrektor Centrum Zarządzania Projektami Politechniki Śląskiej 


fot. Gifrandy Gustiraharjo / z wystawy "Niewidzialne piękno" / dzięki uprzejmości organizatora

fot. Monika Jarosz/ z wystawy "Niewidzialne piękno" / dzięki uprzejmości organizatora


Wystawę "Niewidzialne piękno" możecie do 22 listopada oglądać w Galerii F2.0 w Bibliotece Politechniki Śląskiej (2 piętro), w tygodniu od 8 do 18. 

Druga wystawa łącząca Politechnikę Śląską z Gliwickim Miesiącem Fotografii to spojrzenie na tradycję Gliwickiego Towarzystwa Fotograficznego. "Uniwersum spojrzeń.  Fotograficzne dziedzictwo Politechniki Śląskiej" można oglądać w galerii Punkt Styku na Politechnice Śląskiej. 

 

Wystawa, jak mówi o niej jej kurator, Marcin Górski: "jest powrotem do niezwykłego fenomenu polskiej kultury: od lat 50. XX wieku Gliwice stanowią jeden z najważniejszych ośrodków fotografii artystycznej w Polsce, a sercem, inicjatorem i mecenasem tego ruchu była i pozostaje Politechnika Śląska. Uczelnia ta w sposób bezprecedensowy udowodniła, że ścisła myśl techniczna oraz humanistyczna wrażliwość mogą wspólnie budować przestrzeń dla przełomowych eksperymentów estetycznych. Od czasów formowania się pierwszych powojennych kół i stowarzyszeń fotograficznych, Politechnika Śląska współtworzyła warunki do pełnego rozwoju artystycznego, działając nie tylko jako uczelnia wyższa, ale też jako patron wybitnych inicjatyw kulturalnych. 
Głównym zrębem ekspozycji są archiwalne dzieła wybitnych artystów związanych z Uczelnią, których twórczość wywarła fundamentalny wpływ na polską i światową sztukę fotograficzną. Do tego grona należy Jerzy Lewczyński – absolwent Politechniki Śląskiej, jeden z najważniejszych polskich fotografów XX wieku, twórca koncepcji „archeologii fotografii” i „antyfotografii” oraz autor kultowej Antologii fotografii polskiej. Niezwykle ważną postacią była również Zofia Rydet, która od 1963 roku uczyła fotografii na Politechnice Śląskiej. Jej monumentalny cykl Zapis socjologiczny został wpisany na Polską Krajową Listę UNESCO, a prace obojga tych mistrzów prezentowane były w najbardziej prestiżowych muzeach świata, w tym w nowojorskim Museum of Modern Art (MoMA)."

fot. Zofia Rydet/ z wystawy "Uniwersum Spojrzeń" / ze zbiorów Muzeum w Gliwicach / dzięki uprzejmości organizatora

fot. Jan M. Zamorski/ z wystawy "Uniwersum Spojrzeń" / ze zbiorów Muzeum w Gliwicach / dzięki uprzejmości organizatora

Mecenat Uczelni i jej środowisko akademickie stworzyły także idealne podglebie dla żywiołowego rozwoju studenckiego ruchu fotograficznego. To na Politechnice Śląskiej działała Studencka Agencja Fotograficzna, a w latach 70. studenci PŚ założyli nowatorskie, awangardowe Studio Prób Fotograficznych i Filmowych ZOOM (Andrzej B. Górski, Jan M. Zamorski i inni). Z Politechniką Śląską związana jest cała plejada cenionych artystów i animatorów sztuki, wśród których znajdują się m.in. prof. Jakub Byrczek (absolwent PŚ, wieloletni prezes Okręgu Śląskiego ZPAF), Janusz Wojcieszak (absolwent PŚ, utytułowany nagrodami Międzynarodowej Federacji Sztuki Fotograficznej FIAP), Maciej Głowaczewski (absolwent PŚ, ostatni prezes Gliwickiego Towarzystwa Fotograficznego), a także prof. Piotr Obracaj oraz Maciej Kaliszan (instruktor fotografii w PŚ). 

"Taniec" fot. Maciej Kaliszan / z wystawy "Uniwersum Spojrzeń" / ze zbiorów Muzeum w Gliwicach / dzięki uprzejmości organizatora

Wystawa wyraźnie akcentuje, że tradycje zapoczątkowane w latach 50. XX wieku nie są jedynie zamkniętą kartą historii, lecz wciąż żywym dziedzictwem. Współcześni twórcy wywodzący się z Politechniki Śląskiej aktywnie uczestniczą w życiu artystycznym, kształtując środowisko fotograficzne w Gliwicach, na Śląsku i w całej Polsce. Ważną rolę w tej kontynuacji odgrywało, zgodnie z wolą Jerzego Lewczyńskiego, Stowarzyszenie Gliwicki Dom Fotografii, którego współzałożycielem i prezesem był fotograf oraz profesor Politechniki Śląskiej, Marcin Górski, członek ZPAF. Stowarzyszenie współorganizowało poprzednie edycje Gliwickiego Miesiąca Fotografii. Dzięki takim inicjatywom dawne impulsy twórcze wciąż owocują nowymi projektami, łącząc międzypokoleniowy dialog z budowaniem nowej wrażliwości odbiorców. 
Uniwersum spojrzeń skupia, jak w soczewce, dorobek środowiska, w którym nauka spotkała się ze sztuką, dając początek jednemu z najciekawszych rozdziałów w dziejach polskiej fotografii. 
Politechnika Śląska zaprasza do obejrzenia wielkowymiarowych prac eksponowanych w Punkcie Styku – przestrzeni łączącej Uczelnię z tkanką miejską przy ul. M. Strzody 2. - 
Kurator: dr inż. Marcin Górski, Prof. PŚ /Członek ZPAF  

 

"Przewoźnik" fot. Maciej Głowaczewski / z wystawy "Uniwersum Spojrzeń" / ze zbiorów Muzeum w Gliwicach / dzięki uprzejmości organizatora

"Imieniny" fot. Jerzy Lewczyński/ z wystawy "Uniwersum Spojrzeń" / ze zbiorów Muzeum w Gliwicach / dzięki uprzejmości organizatora


poniedziałek, 2 listopada 2026

Ruszyły zapisy na konferencję o Amatorkach/Amatorach fotografii (26-27.11)

W Służewskim Domu Kultury pod koniec listopada konferencja i kiermasz. Mocne domknięcie projektu "Fotograficzny Dom Kultury". Ruszyły zapisy na obydwa wydarzenia: konferencja odbędzie się w dniach 26 i 27 listopada, zaś kiermasz - na który ciągle można się zgłosić w roli wystawcy - 28 listopada. 

W programie dwudniowej konferencji znalazło się 5 paneli, do każdego z nich zaproszono po troje specjalistek i specjalistów. Do tego zaplanowano dwa spotkania specjalne - w czwartek Mateusz Matuszczak - keynote speaker opowie dlaczego "Nikt nie potrzebuje kolejnego dobrego zdjęcia" - Robimy dziś więcej zdjęć niż kiedykolwiek wcześniej. Są ostrzejsze, czystsze i bardziej efektowne – a mimo to większość z nich znika bez śladu. Bo dobre zdjęcie przestało wystarczać. Co sprawia, że jeden obraz przewijamy po sekundzie, a inny zostaje w pamięci, buduje historię, markę albo sprzedaż? . 

W piątek zaś, na koniec konferencji rozmowa Pawła Fabjańskiego z Andrzejem Draganem o wyjaśniającym wszystko tytule: "Lekcja anatomii fotoamatora - profesor Dragan i doktor Fabjański przy stole operacyjnym" i otwarcie wystawy Bartka Sabeli "W polu widzenia". Sabela, znany i nagradzany reporter, autor książek "Może (morze) wróci", oraz wydanych przez Wydawnictwo Czarne: "Wszystkie ziarna piasku", "Afronauci" i "Wędrówka tusz", niezliczonych tekstów m.in. dla "Pismo". W trakcie swoich podróży fotografuje. Ale jak dotąd poza ilustrowaniem tekstów i spotkań autorskich - swoich zdjęć nie pokazywał. "W polu widzenia" to wystawienniczy debiut Sabeli.  Więcej o wystawie /autorze 

fot. Bartek Sabela / z wystawy "W polu widzenia" 

Konferencja to próba zastanowienia się nad sytuacją i kondycją "amatorstwa" w fotografii. Fotografia amatorska nigdy nie była tak powszechna jak dziś, a jednocześnie tak trudno ją zdefiniować. Kim jest współczesny fotoamator? Uczniem, twórcą, uczestnikiem życia kulturalnego, przyszłym profesjonalistą, a może po prostu pasjonatem? Czy w epoce internetu, mediów społecznościowych i sztucznej inteligencji to pojęcie wciąż coś znaczy?

Konferencja poświęcona jest fotografii amatorskiej rozumianej nie jako brak kompetencji, lecz jako pasja, ciekawość świata i potrzeba tworzenia. Chcemy przyjrzeć się miejscu fotoamatorów we współczesnej kulturze fotograficznej: ich ścieżkom edukacji, sposobom funkcjonowania w sieci, możliwościom rozwoju oraz roli, jaką odgrywają w budowaniu społeczności wokół fotografii.

Wśród panelistów znaleźli się: Adrian Wykrota, Monika Szewczyk-Wittek, Anna Michalak-Pawłowska, Piotr Trybalski, Anita Andrzejewska, Sławek Mielnik, Marta Szyszka, Marzenna Gawriłow, Agnieszka Rayss, Grzegorz Dąbrowski, Maciej Skawiński, Karolina Puchała-Rojek, Jan Namedyński, Katarzyna Kitajgrodzka i Adam Tuchliński.  To właśnie z nimi - fotografami, edukatorami, organizatorami wydarzeń fotograficznych i przedstawicielami instytucji kultury będziemy rozmawiać o tym, jak dziś fotografują amatorzy, czego szukają w fotografii, jakie mają ambicje i potrzeby oraz czy granica między amatorem a profesjonalistą nadal jest wyraźna. Wspólnie zastanowimy się, jaką rolę odgrywają fotoamatorzy w środowisku fotograficznym oraz czy warto dziś odzyskiwać samo pojęcie „amatora”.

Organizatorzy do udziału zapraszają:

  • osoby fotografujące amatorsko, niezależnie od doświadczenia i etapu rozwoju,

  • uczestników kursów, warsztatów i szkół fotograficznych,

  • edukatorów i edukatorki fotografii,

  • pracowników instytucji kultury i domów kultury,

  • organizatorów festiwali, konkursów i wydarzeń fotograficznych,

  • animatorów kultury, kuratorów i osoby budujące lokalne społeczności wokół fotografii,

  • przedstawicieli mediów i wszystkich zainteresowanych współczesną kulturą fotograficzną.


Pełen program wraz ze szczegółowym rozpisaniem paneli na stronie Konferencja: AMATORKI & AMATORZY / Fotograficzny Dom Kultury - Służewski Dom Kultury Tam też znajdziecie link do formularza zgłoszeniowego.
Partnerem technologicznym konferencji jest SONY. Współpraca: Dom Spotkań z Historią. 



Kiermasz książek fotograficznych organizowany po raz pierwszy przez SDK odbędzie się 28 listopada w godzinach 12-19. Organizatorzy zapraszają do zgłoszeń w roli wystawcy - tutaj szczegóły i formularz

Kiermasz podzielony będzie na trzy części, a do zgłoszenia zaproszeni są zarówno wydawcy, księgarnie, jak i autorzy/rki pojedynczych tytułów, a także ci, którzy mają ochotę przewietrzyć swoje półki. 

Organizatorzy zapraszają:

- wydawców, księgarnie, dystrybutorów, instytucje i kolektywy - dla wystawców wielu tytułów

- autorki i autorów selfpublishingu - dla wystawców pojedynczych tytułów

- antykwariuszy, kolekcjonerów i zbieraczy - dla wystawców pojedynczych tytułów archiwalnych wydań

Stoiska i późniejszy wstęp są bezpłatne. Zgłoszenia trwają, aż wypełnią się dostępne miejsca, także nie zwlekajcie ze zgłoszeniem.





wtorek, 27 października 2026

kiermasz książek fotograficznych - zgłoście się!


 

Na koniec listopada w Służewskim Domu Kultury planowane jest wydarzenie, którego dotąd na Mokotowie jeszcze nie było. Kiermasz książek fotograficznych odbędzie się 28 listopada w godzinach 12-19. 

Organizatorzy zapraszają do zgłoszeń w roli wystawcy - tutaj szczegóły i formularz

Kiermasz podzielony będzie na trzy części, a do zgłoszenia zaproszeni są zarówno wydawcy, księgarnie, jak i autorzy/rki pojedynczych tytułów, a także ci, którzy mają ochotę przewietrzyć swoje półki. 

Organizatorzy zapraszają:

  1. wydawców, księgarnie, dystrybutorów, instytucje i kolektywy - dla wystawców wielu tytułów
  2. autorki i autorów selfpublishingu - dla wystawców pojedynczych tytułów
  3. antykwariuszy, kolekcjonerów i zbieraczy - dla wystawców pojedynczych tytułów archiwalnych wydań

Stoiska i późniejszy wstęp są bezpłatne. Zgłoszenia trwają, aż wypełnią się dostępne miejsca, także nie zwlekajcie ze zgłoszeniem :)


środa, 21 października 2026

Przedmieścia Paryża, czyli 'pierwsza solówka' Marcina Kubiaka




Do 15 listopada 2026 w Służewskim Domu Kultury można oglądać wystawę laureata pierwszej edycji konkursu "Pierwsza solówka. Konkurs im. Bartka Molgi" - Marcina Kubiaka oraz jego projekt "Przedmieścia Paryża". 

Zobaczcie wybrane fotografie, przeczytajcie tekst kuratorski tutaj w całości, a po resztę informacji odsyłam na www SDK'u - Przedmieścia Paryża - wystawa fotografii Marcina Kubiaka laureata Konkursu im. Bartka Molgi „Pierwsza solówka” - Służewski Dom Kultury
A po przeżycia - na żywo do galerii. Wystawa jest czynna codziennie, tak jak dom kultury, można oglądać od 9 do 21. 



Było.

Historyczny i świetnie prosperujący przemysł. Pieniądz przyciągający robotników. Rozbudowa, industrializacja. Rośnie wszystko w oczach: nowe zakłady, nowe rynki zbytu, technologie, a za tym – kolonie. Obok zakładów rosła mieszkaniówka, a dalej lokale usługowe, szpitale i kościoły, a nawet kasyno. Miejsca wspólne. Rosną wszystkie słupki w demograficznych wykresach. Prawdziwy wielki świat, nowoczesny, wyedukowany, jakby przedmieścia jakiegoś Paryża.  

 

Pierwsza wojna, druga wojna. A rozwój nie do zatrzymania. Fundament odbudowy kraju ze zniszczeń wojennych. Przemysł ciężki, w PRL'u najważniejszy. Przejęty, narodowy, wspólny. Mówiło się, że to najważniejszy region Polski, Europy, świata. 

PRL sam lubił osiedla, a tu taka gotowa kolonia to prawdziwy raj. Sporo kultury i przestrzeni wspólnej, do tego kino, dom kultury, biblioteka. Kwitły relacje sąsiedzkie. I relacje wobec „swojego” zakładu. Standard życia do pozazdroszczenia. Górnik, hutnik, robotnik. Bohater narodowy.

 

Bobrek to jedna z wielu robotniczych kolonii na Śląsku. Osiedle liczące 2,5 km kwadratowych. Piękne domy. Czerwona cegła. Obok kopalnia węgla, koksownia oraz wielka huta żelaza i stali. Od 1951 roku w granicach miasta Bytom.





 

Jest.

Powidok po potędze. Po transformacji zmieniło się wszystko. Tak jak w reszcie kraju, ale jakby bardziej. Gospodarka odeszła od węgla, a ten starannie pielęgnowany łańcuch zależności pordzewiał i popękał w wielu miejscach na raz. Zamykane zakłady, zmiany w produkcji, coś rewitalizowane, coś dotowane. Demokracja, wolny rynek, emigracja zarobkowa. Osiedle przestało być zakładowe. Wspólne przestrzenie pokryły graffiti, zmieniły się pokolenia, marzenia – a już najbardziej realia. Osiedle się zamknęło w sobie, zatrzymało. Wszyscy się znają, ale trudno tam wejść z ulicy. Nie jest ogrodzone. To bariera niewidzialna. Miejsce zetknięcia i napięcia - wyobrażeń o niej ludzi z zewnątrz, wyobrażeń o sobie od środka.

 

Współczesny Bobrek to bardzo złożony obraz. Rozpościera się pomiędzy pamięcią o stabilności, jaką dawała praca w przemyśle, a obecnymi realiami niepewności. Osiedle jest postrzegane jako przestrzeń problemowa i niebezpieczna, a to zaś pogłębia poczucie marginalizacji mieszkańców. Społeczność ta mierzy się zarówno z ograniczeniami ekonomicznymi, jak i społecznymi uprzedzeniami. 



I będzie. 

Trzeba mieć sporo dystansu do siebie i jeszcze niebywałej więzi sąsiedzkiej, żeby swoje osiedle nazwać „Przedmieściami Paryża”. I żeby tę nazwę chować w sercach i języku przez sto lat z okładem. Osiedle, kolonia, dzielnica przemysłowa – czy na Śląsku czy w innym regionie kraju – dziś wygląda podobnie. Niektóre miały więcej szczęścia do statusu kultowości i legendy, szybciej się zrewitalizowały i otworzyły, wpuściły wycieczki. Zakonserwowały, plan filmowy albo nowy skansen, turystyka kwitnie.

Bobrek jeszcze nie, jak i setki czy tysiące innych. Kolonii, osiedli, które straciły rację bytu w ostatnich dekadach i teraz próbują odnaleźć sens na nowo.

 

Marcin Kubiak przychodzi z zewnątrz. Zachwyca się architekturą, otoczeniem i ludźmi. Szybko staje się swój. Można mu zaufać. To warunek kluczowy. Bez tej otwartości i zaufania, nie byłoby tak szczerego opisu fotograficznego. Dokument jak u zarania gatunku, tylko samochody, bilbordy i ubrania się zmieniły.





Marcin Kubiak (ur.1982) Fotograf z pasji. Absolwent Akademii Fotografii (2016). 

Interesują go projekty dokumentalne, które poruszają problemy społeczne oraz opowiadają o kondycji współczesnego człowieka. Esej fotograficzny "Przedmieścia Paryża" powstawał w latach 2024-2026. Mieszka i pracuje w Warszawie. 



Marcin Kubiak został laureatem nowego konkursu, jaki pod szyldem "Fotograficznego Domu Kultury" został zorganizowany przez SDK. o "Pierwszej solówce. konkursie im. Bartka Molgi" pisałam tutaj

Trzymajcie razem ze mną kciuki, żeby konkurs miał kolejne edycje, tak udane edycje! 


wtorek, 13 października 2026

Polskę czyli o czym nie chcesz pamiętać



- Tylko napisz, że jest brudna i śmierdzi. - dostałam wraz z książką "Polskę" instrukcje od autora, Mariusza Foreckiego. Coś tam jeszcze było, ale szczerze mówiąc, zapomniałam. No, faktycznie capi wyjątkowo, ale tym najcudowniejszym drukarskim zapachem. Co więcej zostaje na palcach, potrzeba solidnych trzech myć rąk, żeby przewiało. Przed nami najlepsza książka Foreckiego. "Bluebox", "Człowiek w ciemnych okularach", "W pracy", "Mechanizm", "Kurz", każda świetna. No ale "Polskę" nokautuje wszystkie poprzednie. 


Mariusz Forecki to fotoreporter i dokumentalista, związany niegdyś z prasą, współzałożyciel Pix.House w Poznaniu. Do tego fotoedytor i edukator. Poznańska legenda. Od kilku lat odkopuje swoje archiwa i pokazuje. Jedna z wcześniejszych jego książek "Mechanizm" znakomicie opisywała czasy transformacji w kraju. Wydawało się, że to już o - zrobione, temat ogarnięty. Tymczasem - raz jeszcze, ten sam temat, inne zdjęcia. No i petarda. 

Są w "Polskę" głównie lata 90te i aż do 2020. 'Brudna i śmierdzi', niezła metafora kraju. O ile w "Mechanizmie" można było jeszcze się otrzeć o pewnego rodzaju nostalgię, choćby przywołać jakieś miłe wspomnienie, może na poziomie estetycznym gdzieś westchnąć, tak "Polskę" nie zostawia na to miejsca. Przegrzane kaloryfery na dworcach, swąd niesprzątanych toalet i niemytych ciał. Przejścia podziemne sfotografowane tak, że nagle wszystkie zmysły przypominają sobie, czym było przejście podziemne w którymkolwiek zakątku kraju, no może tylko to obok Mariottu wyglądało inaczej. Odstające wykładziny, gołe żarówki, wiszące kable. Przepalone jaranymi wszędzie papierosami ściany i podłogi. Godziny oczekiwań na pociąg, aż wystygnie herbata podana w szklance. 


Forecki przywołuje te wspomnienia, które nie były do zapamiętania. Z ulgą przeminęły, a tu je wszystkie dostajemy przed oczy, na palce, którymi trzeba dotknąć zdjęć, żeby przebrnąć przez książkę. Wszystkie zdjęcia są na spad. No i czuje się ten brud, ten smród. Już nie farby drukarskiej.

A obok tego jeszcze mury z ich własną poezją - czasem politycznie, czasem lirycznie. Napisy na ścianach, ale i na odzieży młodych gniewnych, to motyw przewodni książki. Trochę jakby refren. Takt piosenki. 

Widoki miast tylko tyle, kiedy są tłem ludzkich historii. A historie niby zwykłe, ale jednak mógł je zebrać tylko fotoreporter. Przerwa śniadaniowa na zakładzie Grohmana (Łódź), składnica złomu (Swarzędz), świątynia wyznawców Kryszny (Kamienna Góra), kopalnia, więzienie, partia polityczna, a do tego piwiarnie, kluby nocne, koncerty i mnóstwo dworców. I mnóstwo ludzi. Dużo akcji. Bijatyki, pobicia, bójki, to - co po nich: na twarzy, na ulicy. Kiedy się myśli o 90tych, odruchowo nie przypominamy sobie wojen kibiców, przemykania ulicami, sprawdzania, który rewir miasta wyznaje który klub. 

Ta akcja, której pełno w książce, te napięcia - milicja, policja, żołnierze, kibice, fani, wyznawcy, sporo mundurów, glanów, potu i czasem krwi. Długo myślałam co robią zdjęcia z 2020 roku tutaj. Bo jest wyrwa czasowa. Zdjęcia oczywiście nie są ułożone chronologicznie. Głównie to lata 90te i początek 2000. Trochę z 80tych. Nastych 2000 prawie nie ma. I nagle 2020. Ale to jedno wydarzenie tylko - strajk kobiet. Wizualnie zgadza się i nie wybija. Latami - rozjeżdża. Merytorycznie, metaforycznie. No o tym jest ta książka. O "Polskę" jak się dba i walczy, o swoją własną przestrzeń i wolność. Z poziomu codzienności, zwykłości. Same niewygodne tematy. Czy akurat te zdjęcia ze strajku są tu potrzebne, możemy się spierać. Umiejscowione są tak, żeby były klamrą.


Napięcia, akcja. Dojrzewanie i dorosłość. Nawet jeśli nie wy się biliście na ulicach w 90tych, jeśli nie jeździliście do Jarocina, nie Wasze były graffiti, i nie byliście bywalcami nocnych klubów - to jest ciągle o nas. O tym wszystkim, co było, ale mogło być w peryferiach widzenia, martwym polu, szarej strefie. Czy się brało udział, czy się tylko wiedziało. Było. Składało się na całość. Bo w radio, prasie, bo mówiło się o tym. Te napięcia, to dojrzewanie nie tylko nas, ale kraju, naszych wolności, że coś tu można i ile właściwie można - klasyczne i zdrowe sprawdzanie granic dorosłych, zasad i praw. I to w tej brudnej codzienności. 
Nie jest to książka, którą by się chciało pokazywać na świecie, wysyłać znajomym zagranicą. Jest super czytelna, oczywiście, to znakomity materiał, oczywiście. No ale to trochę obnaża, trochę wstyd. No to na prezent za granicę już lepszy był "Mechanizm", tam estetyki ciut więcej, nostalgii. No a tu jakby w zabłoconych glanach wejść komuś do łazienki, na biały dywanik. 
A właśnie, bo tych estetycznych westchnięć do 80tych i 90tych jest sporo w sferze wizualnej i ciągle trend rośnie , no to "Polskę" stanowi skuteczne antidotum. Nic ładnego, nic co by pokazać rodzicom czy dziadkom. Otwiera nie te pokłady pamięci, o których się lubi powspominać. Brudna i śmierdzi. 


Za projekt książki odpowiada Andrzej Dobosz. Koncepcja, fotoedycja, teksty - wszystko Mariusz Forecki, z pomocą rodziny. Zdjęcia mają swój precyzyjny indeks na końcu. Nakład 500 egzemplarzy. Kosztuje porządnie, ale wystarczy spojrzeć na poprzednie książki Foreckiego, nakłady wyczerpane. Więc 'spieszmy się kupować książki'. 
Warto dodać, że jest też wystawa. Trwa właśnie do 8 listopada w Pałacu Schoena w Sosnowcu, w ramach nowego Biennale - Festival 200. Kuratoruje Adrian Wykrota. I to też jest sztos, bo jak mogłoby nie być. Zrezygnowano z oprawy, i słusznie, bo i tak za piękne te wnętrza. Edycja, narracja znakomite, tylko za czysto i za ładnie pachnie na wystawie. 




Księgarnia PIX.House tutaj
Strona autorska Mariusza Foreckiego tutaj
A o "Polskę" od autora: tutaj