Pokazywanie postów oznaczonych etykietą ikony. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą ikony. Pokaż wszystkie posty

wtorek, 1 listopada 2016

32 z 42 / Inge Gjellesvik / Danuta Wałęsa odbiera Pokojową Nagrodę Nobla


Inge Gjellesvik, Danuta Wałęsa odbiera Pokojową Nagrodę Nobla, Oslo, 10 grudnia 1983

Dziesiątego grudnia 1983 roku Danuta Wałęsa w imieniu męża odebrała Pokojową Nagrodę Nobla. Po lewej stronie stoi Bogdan, najstarszy syn Wałęsów.

Komitet Noblowski uznał Lecha Wałęsę za „wyraziciela tęsknoty za wolnością i pokojem, która – mimo nierównych warunków – istnieje niepokonana we wszystkich narodach świata”. / fot. dzięki uprzejmości Agencji Forum & Scanpix Norway 

- - - - - - - - - - - - - - - - - - - - - - - - - - - - - - - - - - - - - - - - - - - - - - - - 


O pokojowej nagrodzie Nobla dla Wałęsy powiedziano i napisano mnóstwo. Zacznijmy od fragmentu oficjalnego uzasadnienia dla przyznania nagrody, następnie obejrzyjmy całą ceremonię i wysłuchajmy przemowy. Potem zajmiemy się zdjęciem, fotoikoną, albo jeszcze lepiej bohaterką.

Uzasadnienie (fragment): Działania Lecha Wałęsy charakteryzowały się determinacją w dążeniu do rozwiązania problemów jego kraju poprzez negocjacje i współpracę, bez uciekania się do przemocy. Lech Wałęsa próbował zapoczątkować dialog między organizacją, którą reprezentuje – Solidarnością – a władzami. Komitet uznaje Wałęsę za wyraziciela tęsknoty za wolnością i pokojem, która – mimo nierównych warunków – istnieje niepokonana we wszystkich narodach świata. W czasach, w których odprężenie i pokojowe rozwiązywanie konfliktów są bardziej potrzebne niż kiedykolwiek wcześniej, wysiłek Wałęsy jest zarówno natchnieniem, jak i przykładem. za: www.polskieradio.pl   



Nobel, a Wałęsa za miastem.

Decyzja Komitetu Noblowskiego została podana 5 października 1983 roku. Wałęsa był typowany do nagrody rok wcześniej, kiedy był internowany.
Ósma rano. Lech siada za kierownicą białego mikrobusa volkswagena. Razem z nim do auta wsiadają: pan Pączek - kioskarz spod domu Wałęsy, żona Pączka, Kazik - kuzyn Danuty, dwaj przyjaciele Wałęsy - Henryk Mażul i Sławomir Rybicki. Ruszają do wsi Kaszuba, sto kilometrów od Gdańska.
Za nimi kawalkada ośmiu taksówek i samochodów z warszawskimi rejestracjami. Jadą nimi zagraniczni dziennikarze, którzy chcą być przy Lechu, gdy pojawi się oficjalny komunikat z Oslo. - Marek Wąs, Marek Sterlingow, "Z taką żoną każdy doszedłby do Nobla" 


Wyjazd na ryby już po informacji o przyznaniu Nobla: Lech Wałęsa, Chris Niedenthal, Tadeuszem Zagoździński i Janusz Kobyliński, za stroną: "Dekada wolności": http://www.bialo-czerwona.pl/solidarnosc25foto/public_html/pics/walesa_ryby_trzech_1.jpg

Danuta Wałęsa: O tym, że to ja mam pojechać po Nobla do Oslo, dowiedziałam się od jakiegoś dziennikarza albo kogoś z biura. Tak, dowiedziałam się od osoby trzeciej, nie od męża. (…) Nie zapytał, czy chcę jechać, czy czuję się na siłach. Swoją decyzję ogłosił na jakiejś konferencji prasowej, i po wszystkim. Mąż obawiał się, że komuniści pozwolą mu wyjechać po Nobla, ale już nie pozwolą, żeby powrócił do Polski. Że będzie musiał zostać na emigracji (…). Gdy mąż wrócił do domu, chyba mu powiedziałam: >> Ale żeś wymyślił z tym moim wyjazdem do Oslo<<. Ale nie było dyskusji. [s.236]

Oficjalnie mówi się, że Wałęsie władze odmówiły wydania paszportu. Obawy o nie wpuszczeniu do kraju z powrotem podaje rodzina. Wróćmy jednak do bohaterów 10 grudnia 1983 roku, tych ze zdjęcia: Bogdan, wówczas trzynastoletni syn oraz żona Wałęsy: Danuta. W obydwojgu ze zdjęcia wyczuwa się spięcie i  nieśmiałość. Nic dziwnego, 700 osób na sali, pierwsza podróż zagraniczna dla obydwojga, można mnożyć przyczyny. Ale jest też  pewnego rodzaju duma w oczach pani Danuty. W telewizyjnej relacji z wydarzenia widać jak ulotny to moment, który wyłapał norweski fotograf Inge Gjellesvik. Chwila o tyle udana, że miesza się owo napięcie z dumą i radością. Kulisy wyjazdu najlepiej relacjonuje sama Wałęsowa, przywołuje z resztą w swojej książce także wspomnienia syna. 
Podróż trwała od 9 do 13 grudnia. Wylot i przylot z Okęcia. Tam i z powrotem asystował podróżnym Lech Wałęsa. Z powrotem także Ksiądz Jankowski. Bogdan został dopisany do paszportu matki, mimo wcześniejszych starań o osobny dokument. Powrót do kraju, o czym nie wspomina w książce Wałęsowa, miał być zakończony upokarzającą kontrolą osobistą na lotnisku – moment ten przywołuje film Andrzeja Wajdy „Wałęsa. Człowiek z nadziei” (2013). 


Ceremonia wypadła chyba dobrze

Najlepiej będzie oddać im głos, przynajmniej we fragmentach. 

Danuta Wałęsa: 

Jednak z chwilą gdy on wydał ten rozkaz do wyjazdu, zaczęłam tworzyć swój obraz. Nie pojadę po Nobla jako Danuta, żona Lecha Wałęsy, lecz pojadę tam  jako Danuta, kobieta Polka. Kobieta, która będzie reprezentować polskie kobiety. O, Danuta Wałęsa, reprezentantka polskich kobiet! Miałam wtedy na myśli, a i teraz podobnie, nie polskie kobiety, żony panów komunistów, żyjące w luksusowych warunkach, lecz te zwykłe Polki wychowujące dzieci, pomagające mężom, próbujące poradzić sobie w trudnym czasie, w jakim wtedy znajdowała się Polska. [s.239-242]

Podbudowana tym serdecznym spotkaniem z Olafem V, wchodząc na salę, w której wręczano nagrodę, jednak miałam tremę. Wprowadzał mnie przewodniczący Komitetu Noblowskiego pan Egil Aarvik. Gdy szliśmy środkiem sali pomiędzy rzędami, widząc wszystkich tych ważnych ludzi, dostojnych gości, a chcąc jako Polka i kobieta wypaść jak najlepiej, poczułam słabość. Matko jedyna! Te światła, panowie we frakach, panie w sukniach i ja tu, zwykła kobieta z Polski. Nogi, niczym z waty, zaczęły się pode mną uginać. Przemknęło w myślach: >>O Jezu, ja chyba nie dam rady<<. [s.248]

Przed wyjazdem z Polski mówiono, że Norwegowie są takim chłodnym, obojętnym narodem. W przeciwieństwie do nas trudno ich wzruszyć, są oszczędni w okazywaniu emocji. Gdy ona [Natasza P. Sandbu] tłumaczyła, podniosłam wzrok i spojrzałam na salę. Ludzie byli bardzo wzruszeni. Jak zobaczyłam wzruszonych ludzi, niektórych płaczących, mając w pamięci słowa o chłodnych Norwegach, poczułam w sobie siłę. Ten widok utwierdził mnie, że jednak sobie poradzę. [s.248]

Żadnego faux pas nie popełniłam, ceremonia wypadła chyba dobrze. Później, w latach dziewięćdziesiątych, gdy wyjeżdżałam z mężem, który był wówczas prezydentem, wiele spotkanych osób powracało do tej uroczystości, wspominając ją z przejęciem i ze wzruszeniem. Mówili, jak ważny był to dla nich Nobel, że trzymali za mnie kciuki , jak ważne dla nich było to, że sobie poradziłam. Słysząc te słowa, czułam satysfakcję. [s.249-250]

Ani rok 1982, ani 1983 nie był łatwy. Następne lata nie były lepsze. Jednak dzień 10 grudnia 1983 roku był dla mnie nie tylko wielkim przeżyciem, ale i wynagrodzeniem za samotność, za udręki, poniżenia i złośliwości, których osobiście doznałam w stanie wojennym. [s.233-234] Dla mnie Nobel był zapłatą za to, że mąż dzięki mnie miał swobodę i mógł zająć się Solidarnością, polityką. [s.251]

W moim życiu już nigdy nie było takiego dnia ani nawet takiego momentu, który mogłabym porównać do wystąpienia przed audytorium w Oslo. Zawsze podkreślałam, że właśnie Nobel i spotkania z Ojcem Świętym były dla mnie wielką rzeczą. Od wizyty w Oslo już nigdy czegoś podobnego nie przeżyłam, nie doznałam takiego dowartościowania własnej osoby i jeśli można tak powiedzieć, mojego ja. (...) Dlatego właśnie za to bardzo jestem wdzięczna mężowi i serdecznie mu dziękuję. Była to dla mnie życiowa nauka i wspaniała lekcja. Pozbyłam się kompleksów, obaw, że czegoś nie potrafię, nie poradzę sobie. Właśnie wtedy, w Oslo,  poczułam, że umiem sobie radzić w tak nadzwyczajnych sytuacjach. (…) Występując na noblowskim podium, nie czułam się żoną Wałęsy, jakąś kurą domową. Poczułam się polską kobietą reprezentującą inne polskie kobiety. [s.250]

Wiele lat później pokazano mi dokument zawierający wytyczne kierownika Sztabu Stołecznego Urzędu Spraw Wewnętrznych w Warszawie dotyczące naszego pobytu w stolicy: >>Należy zakładać, że w wyniku oddziaływania wrogiej propagandy rodzimej i zagranicznej w miejscu czasowego pobytu rodziny Wałęsów mogą się gromadzić tłumnie zwolennicy Solidarności. (…) Czynności zabezpieczające ukierunkowane są na zapewnienie takiej formy pobytu w Warszawie rodziny Wałęsów, jakie towarzyszą każdej, przeciętnej polskiej rodzinie<<. To ostatnie zdanie dowodzi, do jakiego absurdu, a może obłędu oni doszli. Dla zapewnienia Wałęsom pobytu w stolicy takiego jak dla przeciętnej polskiej rodziny posłali kilkuset zomowców i esbeków. [s.255-256]

Bogdan Wałęsa: Koledzy rozmawiali ze mną na temat nagrody. Wiedzieli, że jest to ważna nagroda, lecz to, jaką ma rangę i co się dalej z tym wiąże, rozumiało niewielu. Koledzy głównie zazdrościli samego wyjazdu za granicę, natomiast dla mnie, dla trzynastolatka, Nobel był kolejnym etapem uświadamiania sobie, kim jest ojciec, jaką odgrywa rolę. (...) Po zakończeniu części oficjalnej wielka ulga. Zeszła z mamy para. Później zadzwoniła  do Gdańska i rozmawiała z ojcem. Spytała się, jak wypadła. Ojciec jak zwykle krytycznie, bo przecież nie mógł powiedzieć, że super, stwierdził, że wypadła na trzy z plusem. Dopiero wówczas, wiedząc, że wszystko jest OK., mama odetchnęła z ulgą. Nie dała się nabrać na stare zagrywki ojca, znała go przecież dobrze. Ta jego reakcja sprawiła jej ulgę, przekonanie, że wszystko z pewnością wypadło dobrze. [s. 256-258]

Wszystkie cytaty słów Danuty Wałęsy i Bogdana Wałęsy pochodzą z książki: Danuta Wałęsa, „Marzenia i tajemnice”, oprac. Adamowicz P., Wydawnictwo Literackie, Kraków 2011

Na koniec 

Do akcji „Fotoikony” zostało wybrane zdjęcie norweskiego fotografa Inge Gjellesvik . Ujęcia innych fotografujących wtedy były nie w owy punkt – czy lepiej „punctum” świetnie działającego na emocje i znakomicie wydobywające je z bohaterów tego dnia. O Gjellesviku niewiele wiem. Wygląda na to, że przez lata pracował na zlecenia około rządowe w Norwegii, z pewnością także dla Komitetu Noblowskiego. Po wglądzie w internetowe archiwum można stwierdzić, że jest czynnym i wszechstronnym fotografem.  [i próbuję się z nim skontaktować po więcej informacji]

Nobel dla Wałęsy jeszcze 32 lata po fakcie budzi gorące emocje. Raz na jakiś czas pojawiają się także głosy o tym, że nagroda niezasłużona, że powinien ją oddać, że to była czyjaś zasługa. Tu może odeślę do lektury uzupełniającej. 
- rozmowa z Marią Kiszczak w onet.pl
- "Domagają się od Lecha Wałęsy, by zwrócił nagrodę Nobla" w wp.pl


"Fotoikony. Poszukiwanie/Głosowanie" to akcja/wystawa skupiająca 42 najbardziej znane fotografie dotyczące Polski. Więcej o ikonicznych zdjęciach, samej wystawie, procesie wyboru, itd na blogu miejsce fotografii pod etykietą "ikony".

niedziela, 13 grudnia 2015

Okazja, jubileusz, wypominanie?

Najpoczytniejszym postem w "Miejscu fotografii" jest ten dotyczący ikonicznego zdjęcia Chrisa Niedenthala "Czas Apokalipsy". link Zdarza się po raz kolejny, co widzę w statystykach regularnie, że przy rocznicy i okazji, przypominamy zdjęcie, szukamy informacji. Stąd aktualizacja wpisów na temat zdjęć ikonicznych. [proponuję otworzyć, bo są tam zdjęcia, które będę dalej tylko wymieniać wg nazwiska autora].

Zbliża się okazja, jubileusz, będzie wspominanie.
Dziś znalazłam w sieci taki wpis: [publiczny, można go przeczytać nie mając konta na fb]

za fb / link


Mam pytania merytoryczne, oczywiście, dam znać jak znajdę odpowiedzi: gdzie te zdjęcia, skąd ich tyle, czemu ich nie pokazywano? 
Mam jednak wątpliwości co do samego oburzenia. Pewnie nie ma co tematu rozdmuchiwać, ale skoro tę ikoniczność podglądam i badam przy każdej okazji, to może i tu okazja jest dobra.

Widzę jedno zdjęcie, tak jak i Wy. Nie widzę rejestracji samochodów, ani twarzy przechodniów, ale to jest tylko czepialstwo. Bardziej kłopotliwe wydaje mi się oskarżenie Chrisa Niedenthala. Najpierw ciśnie mi się logika. Identyczne, tak identyczne..., jak to identyczne?! Prawie identyczne zdjęcie co Niedenthal wykonał Burnett. Są tak łudząco podobne, że przypominają zabawę dziecięcą w znajdź 5 szczegółów (a może nawet 4 szczegóły?). Istnienia Burnetta Niedenthal nie wypiera, wspomina o nim przy okazji spotkań, pisze o nim w książce, nie ukrywa. [czyli nie kreuje się na jedynego autora...].

Zdjęcie Nawrockiego przypomina zaś zdjęcie Piotrowskiego, odnalezione wiele lat później. Ale Piotrowski był bliżej, wspominał, że z tramwaju. Nawrocki widać dalej, długi obiektyw. Piotrowski też był na tej klatce, mocował się z oknem. Przejmująca opowieść. Niedenthal występuje z Piotrowskim w jednym programie telewizyjnym [czyli nie kreuje się na jedynego autora...].

Zaskoczyła mnie ta informacja o 12 zdjęciach, nie wiedziałam. Nie widziałam! Nie miałam gdzie. Nie uważam się za typowego 'Kowalskiego' jeśli idzie o oglądanie zdjęć. A co do ikonicznych to mam arcyodwrotnie. Szukałam tych zdjęć. ale nie znalazłam. Pytałam o to, kto jeszcze gdzie był. Zapewne słabo szukałam. Poszukam teraz konkretu, mając kadr i nazwisko, szeroka droga, znajdę. 

Zdjęcie Niedenthala - tak Chrisa Niedenthala [nie Burnetta, nie Nawrockiego ani Piotrowskiego] jest zdjęciem ikonicznym. To ono opublikowane w kilka dni później w Newsweeku poinformowało świat, dotarło, przedostało się, spełniło swoją rolę. To na jego bazie powstały opowieści, anegdoty, remake'i, To ono było reprodukowane często, wielokrotnie, nieskończenie. Niedenthal, fotograf, korespondent "Newsweeka". Wielka kariera fotograficzna, której nie ma jak podważyć. Co więcej, szczery i otwarty człowiek, który w swojej książce przyznaje się do ustawki, ciężkich politycznych żartów, drobnych życiowych niestosowności. Wspomina też w niej, że gdy robił to zdjęcie był obok fotograf. [Burnett to też wielka kariera! Tyle, że daleko mu do tytułu 'fotografa nowej historii Polski']. Tu jest moja pierwsza wielka wątpliwość i ogromne potwierdzenie ikoniczności zdjęcia Niedenthala właśnie. [potwierdzenie, że znajduje się zdjęcia sprzed-po, porównuje, znajduje inne wersje, itd - al w odniesieniu do jednej, j e d n e j ikonicznej fotografii]. Wątpliwość ataku zaś polega na tym, że to najwyraźniej nie Niedenthal kreuje się na autora. Jest nim niezaprzeczalnie i jest autorem tego najbardziej rozsławionego i najpopularniejszego ujęcia. 

Nawrocki nie był fotografem, nie miał kilka dni później publikacji w tygodniku w światowej dystrybucji. [Podobna historia dotyczy zdjęcia "Time Square Kiss" Alfreda Eisenstaedt'a - dla "Life" vs Victora Jorgensena dla...US Marines]. Jego zdjęcia mogą być i lepsze i prawdziwsze, i bardziej przejmujące, i t d, wszystko co podlega sprawom gustu tu można wstawić. Ale to nie jego cykl stał się nośnikiem informacji, stał się ikoną wydarzenia, obrazem pojawiającym się w głowach ludzi na samo to hasło. To są tematy nieporównywalne. 

Staram się przypomnieć rozmowy i spotkania z fotografami, kiedy mowa jest o ważnych zdjęciach, sytuacjach, albo nawet o pracy, tej zwykłej codziennej. Bo czasem pytam czy pamiętają, że wtedy a wtedy ktoś był obok, może "TO" mieć z innej strony, inne ujęcie, inaczej? Zaryzykuję uogólnienie, że łatwiej spamiętać kto mógł tam być 30-40 lat wstecz, niż miesiąc temu "na tym samym temacie". Pamiętają i opowiadają o tym. Trochę sobie jednak nie wyobrażam sytuacji, że na spotkaniu autorskim  fotograf opowiada o zdjęciach i przy każdym wymienia listę tych, którzy też tam robili. Załóżmy takie zdanie: 'Jana Kobuszewskiego, któremu zrobiłem zdjęcie fotografowali także inni, a tu ich nazwiska...'. Aż śmieszne, prawda? Paradoksalnie zupełnie, komentarz dotyczy fotografa, który pamięta i opowiada przy innych także okazjach, że w oknie obok stał Krzysztof Pawela, że całe wydarzenie stał obok Bogdana Łopieńskiego, że lepsze ujęcie niż on - ma  z tej sytuacji Jan Morek, itd... 

Wplatanie dalszych treści, ocenianie postaw jest już zupełnie niestosowne. Nie mamy pojęcia co przeżyli robiąc te zdjęcia, każdy swoją wersję "Czasu Apokalipsy". Nie były to jedyne zdjęcia powstałe w te dni w kraju. Było ich znacznie więcej, bywają publikowane, niektóre po długich latach odzyskują autora [tak było z Markiem Janickim i jego serią zdjęć z Pacyfikacji Kopalni Wujek]. Tak wolę do końca traktować informację o zdjęciach Nawrockiego, jako świetną informację i wzbogacenie tematu. Bez nerwów, polityki, i jak to ostatnio częste - radykalizowania postaw społecznych wobec historii i nas nawzajem.



wtorek, 20 stycznia 2015

Z nowym rokiem, nowym...obrazem!

Trudno zaczyna się posty po długiej przerwie. Nie bardzo wiadomo czy się tłumaczyć. Mimo początku roku niestety żadnych obietnic w temacie częstotliwości postów nie składam. Nowy rok się zaczął chwilę temu, a dziś Gazeta poddała pretekst do publikacji. [nie pierwszy w tym roku, ale na opisanie przypadku z ostatniej 'co jest grane' i o fotografii wojennej - innym razem ;) ].

Do 22 lutego w Domu Spotkań z Historią trwa wystawa/akcja "Fotoikony w Polsce. Poszukiwanie/głosowanie". W pewnym momencie 'miejsce fotografii' zajęło się właściwie tylko tą tematyką. [dalej żadnych obietnic, ale przydadzą się życzenia by przynajmniej skończyć opisywanie fotoikon...]. W ostatniej dyskusji przy okazji wystawy okazało się konieczne przypomnienie impulsu do stworzenia tej akcji. A tutaj Gazeta przynosi nawet wizualne dopełnienie historyjki o impulsie.


Oto okładka kalendarza, który dziś dodawany jest do Wyborczej. 'Time Square Kiss' Alfreda Eisenstaedta. Jedno z najbardziej ikonicznych zdjęć świata. W kalendarzu do polskiej gazety, wybór historycznych zdjęć i rocznic wedle dodatku "Ale Historia". W środku jeszcze budowa wieży Eiffela, Jurij Gagarin, parada zwycięstwa w Londynie i pierwszy mundial. Są oczywiście wątki polskie: transatlantyk 'Batory', żelazne postaci: Józef Piłsudski, Jan Paweł II, dodatkowo Maria Curie-Skłodowska i Ignacy Paderewski. Nie samymi zdjęciami kalendarz stoi - są reprodukcje malarstwa, też z górnej narodowej półki: Matejko i Kossak.

Bardzo się czepiać nie będę. Kalendarz wywołał u mnie spory uśmiech. Po to właśnie akcja "Fotoikony" w Polsce, by przypominać, że mamy świetne kadry z polskiej historii, a za zdjęciami stoją historie niesamowite. Są tam kadry nie tylko martyrologiczne, są i kalendarzowe, naprawdę!



Pozostawię państwa z wizualną lekturą kalendarza, ale dorzucę pytania natury bardziej lub mniej retorycznej:

- Czy zestaw ten opowiada coś konkretnego, czy górę biorą przypadkowe ciekawostki?

- Czy redakcja kierowała się bardziej zdjęciem (wizualnymi walorami fotografii) czy rocznicą - by fotografia pasowała do miesiąca?

- Czy wszystkie zdjęcia są kalendarzowe, czyt. przyjemne oku, takie, które bez obaw powiesimy w kuchni czy biurze? [poza klasą, w której nauczana jest historia]

I mam zawsze aktualne pytanie:
Jakie są dla Was ważne zdjęcia, które mogłyby mieć miano zdjęć ikonicznych? Jeśli nie ma go na wystawie/w akcji "Fotoikony" proszę przysyłajcie swoje typy na email: fotoikony.projekt [na] gmail [kropka] com




wtorek, 25 listopada 2014

Fotoikony w Domu Spotkań z Historią w Warszawie

Prawie trzy lata od startu projektu "Fotoikony" otwieramy kolejną odsłonę wystawy. Zapraszam od dziś, od 18.00 do Domu Spotkań z Historią. Wystawa trwa aż trzy miesiące. Oczywiście wraz z głosowaniem. Nowością w głosowaniu jest pewna informacja zwrotna jaką dostajemy od widza. Proszę się zatem zastanowić na jedną z trzech kategorii:
1) Tak. Dobrze znam to zdjęcie
2) Tak. To zdjęcie zrobiło na mnie największe wrażenie
3) Tak. To zdjęcie dobrze opowiada historię.


Zapraszam do DSH oraz do głosowania przez internet: tutaj.





więcej o wystawie: strona DSH
głosowanie internetowe na stronie DSH

niedziela, 15 grudnia 2013

22 z 42 / Vladimir Akimov / Gest Kozakiewicza


Vladimir Akimov, Gest Kozakiewicza, Moskwa, 30 lipca 1980
Polski lekkoatleta, Władysław Kozakiewicz na Letnich Igrzyskach w Moskwie pokonał zawodnika gospodarzy - Konstantina Wołkowa, pobijając rekord świata i zdobywając tym samym tytuł mistrza olimpijskiego w skoku o tyczce. Wygwizdany przez sowieckich kibiców, pozdrowił ich słynnym już, niecenzuralnym gestem, który od tamtej pory jest znany jako gest Kozakiewicza. / fot. dzięki uprzejmości AFP & East News

- - - - - - - - - - - - - - - - - - 

XXII Igrzyska Letnie w Moskwie w 1980 były imprezą dość kontrowersyjną. Zostały zbojkotowane przez aż 63 państwa! Zabrakło przedstawicieli Stanów Zjednoczonych a dalej „Albanii, Argentyny, Chin, Egiptu, Izraela, Japonii, Kanady, Korei Płd., Maroka, Norwegii, Paragwaju, RFN, Turcji, Urugwaju czy ZEA. Wiele reprezentacji spośród 81, które pojawiły się w Moskwie (m.in. Australii, Francji, Hiszpanii, Holandii, Wielkiej Brytanii, Włoch), nie występowało pod flagami narodowymi, lecz narodowych komitetów olimpijskich. Niektóre państwa (np. Francja, Belgia, Włochy czy Holandia) protestowały, odmawiając udziału w ceremonii otwarcia lub wysyłając na igrzyska jedynie symboliczną, jednoosobową reprezentację.” /za: Paweł Pluta, współpraca PAP/

Tak żywe emocje przy organizacji igrzysk mogły pojawić się jeszcze w związku z Berlinem i ostatnio – Pekinem. „Bardziej ryzykowne było przyznanie Moskwie igrzysk w 1980 roku niż Pekinowi w 2008. Chiński reżim był i jest bardziej otwarty niż ten istniejący w Związku Radzieckim w tamtych latach” - przyznał dwa lata temu Juan Antonio Samaranch, w latach 1980-2001 prezydent Międzynarodowego Komitetu Olimpijskiego. /za: Paweł Pluta, współpraca PAP/ (Swoją drogą arcyciekawe powiązania polityczno-dyplomatyczne w biografii Samarancha…). Olimpiada szczególna dla Polski, która wówczas zajęła 10. miejsce w klasyfikacji medalowej.

19 lipca 1980 roku Igrzyska otworzył Leonid Breżniew. Żywy był wówczas dowcip (anegdota?) o przemówieniu z otwarcia:
Breżniew – O!
oklaski
Breżniew – Oo!
oklaski
Breżniew – Ooo!
Przyboczny Breżniewa, szeptem do Sekretarza Generalnego: Towarzyszu Sekretarzu, tekst zaczyna się niżej, to są kółka olimpijskie.


Moskwa 1980 manifestowała podział świata na „nasz” (komunistyczny, socjalistyczny) i „ich” świat. Polska reprezentacja tkwiła oczywiście po same uszy w „naszym” systemie demoludów i braterskiej przyjaźni z ZSRR. To właśnie 75 tysięcy „przyjaciół” 30 lipca 1980 zgromadzonych na stadionie Łużniki w Moskwie gwizdami witało reprezentantów Polski w skoku o tyczce: Władysława Kozakiewicza i Tadeusza Ślusarskiego. Gwizdy i buczenie powtarzały się przy każdym ich skoku. Istnieje także przypuszczenie, że organizatorzy usiłowali kierować wiatrem – wzbudzali go i osłabiali – otwierając i zamykając wrota stadionu. Nie bardzo sprawdziły się te domniemane metody. Konkurencja skok o tyczce zakończyła się w składzie: złoto: Władysław Kozakiewicz, srebro Tadeusz Ślusarski, brąz Konstantyn Wołkow. Stadion stał za Wołkowem wspomagając ile sił w gardle swojego faworyta. Problem w tym, że gardłem operowano także wtedy gdy skakał oponent. Potocznie tego rodzaju zachowanie określa się mianem chamskiego i współcześnie także dziennikarze i zawodnicy przywiązują dużą wagę do nastroju publiczności. (porównaj chociażby z doniesieniami o publiczności w trakcie meczów Radwańskiej w Izraelu…).
Kozakiewicz – „maszyna do skakania” (jak mówił komentator Igrzysk w telewizji) był literalnie ponad wszystko, w trakcie zawodów pobił rekord świata skacząc na wysokość 5, 78 metra. Po finałowym swoim skoku, odbił się od maty i z ogromnym uśmiechem pozdrowił publiczność gestem, który przeszedł do historii pod jego imieniem.

Kozakiewicz walczył nie tylko z innymi zawodnikami w swojej dyscyplinie, także z publicznością na stadionie, z reżimem, systemem, itp. Jacek Wszoła, lekkoatleta, który był także w Moskwie, wspominał, że „walczył – o czym ja wiedziałem, nie wiedziało bardzo wielu obserwatorów, fachowców, trenerów, komentatorów – ze skutkami kontuzji, której się nabawił w trakcie sezonu. Szczerze mówiąc nie wierzyłem, że odniesie sukces na tych Igrzyskach.” Polecam obejrzeć fragmenty relacji telewizyjnych, gdzie skoki Kozakiewicza z tej olimpiady są powtarzane. Najlepiej oczywiście z komentarzem. O interesujące – komentator relacjonujący zawody dla TVP nie zauważył gestu, nie zwrócił na niego uwagi.


fot. Leszek Fidusiewicz (agencja Reporter) źródło: wici.info


Kozakiewicz wspomina: „Powiedzmy z tych 75 tysięcy, dajmy 50 tysięcy gwiżdże w tym momencie jak jeden z nas (Ślusarski i Kozakiewicz – przyp.jk) wchodzi na rozbieg. To sobie normalnie nie można wyobrazić co to jest za hałas. Brałem tą tyczkę, stawałem, koncentrowałem się na tym co mam robić i to właśnie 5:75 następna wysokość przy olbrzymich gwizdach publiczności rosyjskiej. Przeleciałem nad poprzeczką znowu w pierwszej próbie. Oni gwizdali z zasady, bo to nie Rosjanie, tylko Polak wziął i chce jeszcze pobić rekord świata. Na wysokości 5:75 wykonałem taki gest, którym mi troszeczkę ulżyło na duszy, właśnie tej publiczności, która właśnie wtedy na mnie gwizdała.” /z programu Discovery o Igrzyskach w Moskwie 1980/

- Ten gest był taki nasz, polski. Lecz i oni doskonale go zrozumieli - mówił po latach Kozakiewicz.
„Oni” zrozumieli gest wyśmienicie. Borys Aristow, ambasador ZSRR w Polsce, nazajutrz zażądał odebrania medalu polskiemu lekkoatlecie. Władze polskie musiały wydawać oficjalne stanowiska, które tłumaczyły gest skurczem mięśni. Cała sytuacja ubawiła Polaków setnie, szybko gest zdobył większą popularność, samego Kozakiewicza stawiając jako bohatera. Gest nie był tylko odpowiedzią na zachowanie publiczności, ale odczytywany był jako manifest polityczny. Kibice, ale i nie zainteresowani sportem w Polsce ludzie, cieszyli się nie tylko z medalu i rekordu, ale nawet bardziej z tupetu i odwagi Kozakiewicza.
Gdyby ktoś nas pytał o zdjęcie gestu Kozakiewicza, pokazywał nam je – nikt z nas nie będzie potrafił spamiętać – kiedy widział to zdjęcie? Czy widział zdjęcie czy obraz w telewizji? (poza tymi, którzy przyklejeni byli wtedy do telewizora). Nie będziemy prostować – tak gest znam, ale nie ze zdjęcia. Prawda?



Całość Igrzysk była transmitowana na żywo oczywiście do państw zainteresowanych. Istnieją nagrania telewizyjne skoku Kozakiewicza. Zdjęcia istnieją dwa, nie licząc stopklatki. Jedno wykonał polski fotograf Leszek Fidusiewicz. Jego ujęcie jest „profilowe” – powtarza jeden z zapisów z kamery. Drugą fotografię – tę ikoniczną wykonał reporter radziecki: Vladimir Akimov. Zdjęcie Akimova zostało wykonane z tej samej strony, z której można było obserwować skok i gest w telewizji – w tej „popularniejszej” relacji. Siłą rzeczy utrwalało obejrzany raz obraz. Zdjęcia uśmiechniętego Kozakiewicza pojawiły się ponoć na całym świecie następnego dnia w prasie. (no cóż, raczej nie w zaprzyjaźnionych krajach, które walczyły na Igrzyskach!)
Francuska "L'Equipe" ogłosiła, że było to jedno z najciekawszych wydarzeń w całej historii igrzysk. /za: Paweł Pluta, współpraca PAP/
Zgadzałoby się to z głosowaniem przeprowadzonym w portalu iconicpictures. Poproszono internautów o zagłosowanie na najważniejsze ikoniczne zdjęcia sportowe. Czwarte zdjęcie to gest Kozakiewicza! (portal odwiedzany jest przez anglojęzycznych widzów).

Polska prasa nie miała oczywiście szans na tę publikację, aż do roku 1989! A jednak 9 lat „przerwy” w publikacji, nie zmieniło nic z aktualności tej fotografii.
No właśnie: czy na pewno fotografii? Gest Kozakiewicza to właściwie jedno z koronnych pytań w teście na obywatela Polski. Każdy go zna, każdy. Albo widział sam w telewizji, albo widział zdjęcie, albo pokazano mu ten gest, opowiedziano historię, obejrzał na powtórce w jutjubie [bezbłędnyRaczkowski!]. A, albo obejrzał reklamy z Kozakiewiczem w roli głównej. Skurcz mięśni łatwo zwalczyć odpowiednią maścią… Do tej niemal żartobliwej, ale autentycznej historii nawiązała firma produkująca lek. Zatrudniony w reklamie Kozakiewiczpowtarza gest.
Ten sam gest pojawił się w reklamie społecznej w wykonaniu młodych ludzi, którzy namawiają do badań krwi na wykrycie wirusa HIV. (W kilku miejscach można się zastanawiać, czy to specyficzna forma podparcia ręki, czy faktycznie ‘pozdrowienie braterskie’).

Jeszcze raz dobry cytat: - Ten gest był taki nasz, polski. Lecz i oni doskonale go zrozumieli - mówił po latach Kozakiewicz. No cóż, ten gest to przecież bras d’honneur, międzynarodowo rozumiany gest – obsceniczny, niegrzeczny, nieparlamentarny. Szczególnie popularny i „czytany” jest w obydwu Amerykach. We Włoszech, co ciekawe, mówi o parasolce, choć Amerykanie ten sam gest nazywają „włoskim pozdrowieniem”, oczywiście z pejoratywną konotacją.  

 




 


Wróćmy zatem. Zdjęcie Akimova znalazło się w akcji Fotoikony. Gest jest szalenie i totalnie znany. Zdjęcie wykonano z tej samej strony co relacjonowała telewizja. Samego zdjęcia nie publikowano z Polsce przez kilka lat od wydarzenia. Co prawda w akcji fotoikony już nie raz wykazaliśmy, że to w niczym akurat nie przeszkadza w popularności fotografii. Fotografia „przejęła” znamiona samego wydarzenia, nagrania telewizyjnego – które bezsprzecznie były ikoniczne. Zdjęcie jest właściwie tylko nośnikiem tego ikonicznego zdarzenia. Zatem fotografia pokazująca tak znany i komentowany moment – sama staje się ikoniczna.
Nawiązań jest sporo, często gdy Kozakiewicz powtarza gest - gdzieś w tle bywa zdjęcie Akimova (częściej), Fidusiewicza (rzadziej). Mnóstwo do powiedzenia mają także demotywatory.
Dodam jeszcze z ciekawostek: okładki książek „Gest Kozakiewicza” oraz "Nie mówcie mi jak mam żyć", jeszcze obraz na płótnie Agaty Nowsielskiej z 2009 roku „Gest Kozakiewicza”. Można także po prostu powiedzieć o geście, nie trzeba go wykonywać by był powszechnie rozumiany – skorzystał z tego Leszek Balcerowicz. (i pokazał swoją wersję w programie Kuby Wojewódzkiego).



pocztówka 'okolicznościowa' /rep.jk





Lista nawiązań w przypadku gestu jest też niezliczona, co tym bardziej utwierdza sytuację (fotografię i relację telewizyjną) jako ikoniczną. Warto tylko na koniec zwrócić uwagę – przecież ani „Czas Apokalipsy” Chrisa Niedenthala czy Adama Golca „Wisława Szymborska” (dowiadująca się o Nagrodzie Nobla) – czyli do tej pory w głosowaniach publiczności w akcji „Fotoikony” najwyżej punktowane zdjęcia – nie mają tylu naśladownictw, użyć, tak bogatego „drugiego życia”. Ot Szymborską przypomina się z okazji kolejnych rocznic i wydań książek, „Czas Apokalipsy” właśnie przepłynął przez wszystkie media z okazji 13 grudnia. A może właśnie to połączenie obrazu telewizyjnego z fotografią, plus łatwość powtórzenia samego gestu w rozmowie, może to właśnie dlatego sam gest jest tak szalenie obecny, ciągle „żywy”?

Agata Nowosielska, Gest Kozakiewicza, 2009, olej na płótnie / źródło: Artinfo.pl


okładki książek: Ireneusz Pawlik, Gest Kozakiewicza, Wydawnictwo Skorpion, 1994 / / Władysław Kozakiewicz, Michał Pol, Nie mówcie mi jak mam żyć, wyd. Agora S.A., 2013


Na sam zupełnie koniec wypadałoby cokolwiek powiedzieć o fotografie. Niestety nie zdobyłam jak dotąd wiele informacji. Vladimir Akimov fotografował od 1962 roku. Jego zdjęcia znajdują się m.in. w agencji Novostii. Kończą się na 1993 roku. Będę oczywiście ogromnie wdzięczna za więcej informacji na jego temat...  

Linki:

przebieg konkurencji - relacja tv
Rozmowa z Władysławem Kozakiewiczem w programie "Prawdę mówiąc" - TVP
O Olimpiadzie w Moskwie - program dla Discovery  od 15:37 o skoku Kozakiewicza
Wywiad dla Gazety Wyborczej z października 2013, z okazji wydania książki. mnóstwo linków, bardzo polecam.
Zawsze urocze: demotywatory
Na deser "słodziutka" rozmowa z imienin :)
Marek Raczkowski w temacie gestu 


wtorek, 24 września 2013

37 z 42 / Jerzy Gumowski / Lech Wałęsa w Stoczni


Jerzy Gumowski, Lech Wałęsa w Stoczni, Gdańsk, 10 kwietnia 1990
Kwiecień 1990 roku w Stoczni Gdańskiej. Podczas wiecu w Stoczni, Lech Wałęsa, przewodniczący NSZZ Solidarność potwierdza chęć kandydowania w wyborach prezydenckich. Wybory wygrał i 22 grudnia 1990 roku został zaprzysiężony na Urząd Prezydenta RP. Urząd złożył 22 grudnia 1995 roku. /fot. dzięki uprzejmości autora

- - - - - - -

Mam wrażenie, że to zdjęcie pamiętam od zawsze. Zostało zrobione 10 kwietnia 1990 roku, czyli to nie jest aż takie ‘zawsze’. Próbowałam ostatnio rozszyfrować, skąd to niemal podświadome wrażenie się wzięło. Nie pamiętam okoliczności gdy to zdjęcie pierwszy raz widziałam. W roku 1990 wiedziałam już dobrze kim jest człowiek na zdjęciu. W domu mówiło się o nim – znowu – od zawsze. Ale też było mnóstwo innych zdjęć, w których występował. Nie idzie zatem o samego Wałęsę, a raczej jego pozę. Gest dumy, pewności siebie i posiadania władzy.
Już w wieku około 6-7 lat wie się doskonale kim był Napoleon Bonaparte. Z doskonałością wiedzy można polemizować, ale każdy w tym wieku umie zaśpiewać chociaż zwrotkę hymnu i po prostu ‘wie’. Gorzej pewnie z przyporządkowaniem wizerunku do nazwiska. Gest wykonywany przez Wałęsę na zdjęciu Jerzego Gumowskiego nazywamy – napoleońskim. Skąd akurat cesarz? Z malarskich portretów jakich popełniono mu setki. Wzór dostarczony przez malarza nadwornego – Jacques Louis David’a. David to jeden z najważniejszych francuskich malarzy, znany z płócien o tematyce mitologicznej, historycznej, itd, wielkich kompozycji w tym chyba najsłynniejszego portretu Napoleona na wspiętym koniu. Na płótnie z około 1800 roku, wykonanym w kilku wersjach imperator wygląda doprawdy wszechmocnie! Ostał się jednak tylko jeden portret oficjalny Napoleona pędzla David’a z ręką w marynarce…


Jacques Louis David, Napoleon w swoim studio w Tuilleries, 1812 / za googleartproject 


Kontynuatorem tradycji malowania Napoleona z tym gestem był z pewnością Paul Delaroche – to jego wizerunek utarł się chyba najgłębiej w zbiorowej pamięci. Delaroche całe życie hołdował malarstwu historycznemu, szczególnie modnemu w tej epoce. Malował głównie wielkie płótna figuratywne, wieloosobowe, pół mitologiczne, pół historyczne. Stworzył kilka portretów Napoleona, co warto zaznaczyć – wszystkie po śmierci cesarza. Jest Napoleon zrezygnowany, opadający z sił podczas abdykacji w Fontainbleau (1845). Tam próżno szukać oznak władzy i wigoru. Jest jednak Napoleon idący przez Alpy (1850) – też niezbyt optymistyczny, lecz rękę chowa w połach kamizelki od munduru. Tu jednak mam nieodparte wrażenie, że czyni to z zimna aniżeli z przyzwyczajenia władcy. Jest jednak jeszcze kilka płócien – portretów w których Bonaparte chowa rękę w mundur. Pochodzą z różnych lat: pomiędzy 1840 a 1850.

Paul Delaroche, Napoleon Bonaparte w Fontainbleau, 1845 / za artprints

Paul Delaroche, Napoleon Bonaparte, 1840, z Collection of Pierre-Jean Chalençon

Paul Delaroche, Napoleon idący przez Alpy, 1850; fragment / za googleartproject 


 Portret Napoleona, naśladowca Delaroche'a / za wikipedia


Jest w końcu mnóstwo kopii Delaroche’a, mniej lub bardziej udanych. Mieliśmy jednak mówić o fotografii i wystarczy już nam przykładów malarskich. Te – przedstawione zostały tu jedynie skrótowo i wyrywkowo. Oczywiście – gest napoleoński, potwierdzony. Długo jednak nie dawał mi spokoju ten gest. Skąd takie rozpowszechnienie w Polsce? Gest ten powtórzył do zdjęcia marszałek Józef Piłsudski. Nie u Jacka Malczewskiego, ani u Wojciecha Kossaka, tylko właśnie w fotografii. Portret wykonał około 1918 roku Jan Ryś, znany z dokumentowania wydarzeń politycznych . Dziś fotografia znajduje się w zbiorach Muzeum Narodowego we Wrocławiu.

Jan Ryś, Portret Józefa Piłsudskiego / rep. z książki Adam Mazur, Historie Fotografii w Polsce, 1989-2009; rep.jk


Portret Piłsudskiego nie była tyle silny i rozpowszechniony by zmienić nazwę gestu. Ręką spoczywa identycznie jak w portretach cesarza. Wymowa gestu też się nie zmieniła – w obydwu wypadkach mamy do czynienia z naczelnikiem, władcą.
Tym więcej pikanterii w geście Lecha Wałęsy i szczególny kontekst powstania fotografii. 10 kwietnia 1990 roku w Stoczni Gdańskiej, stojąc na pace ciężarówki Wałęsa przemówił do tłumu i potwierdził plotki, o startowaniu w wyborach prezydenckich. Wybory odbywające się 25 listopada (I tura) i 9 grudnia (II tura) roku wygrał i został zaprzysiężony 22 grudnia 1990 roku.
Gest pewności, władzy, dumy – jakkolwiek byśmy go nie interpretowali, został wykonany przedwcześnie. W drugiej turze wyborów Wałęsa otrzymał aż 74% głosów, czyli – w pewnym sensie – mógł przewidywać wygraną. Gest jednak – trwał chwilę i był w wykonaniu Wałęsy nieuświadomiony.
10 kwietnia 1990 roku Jerzy Gumowski, wówczas fotoreporter Gazety Wyborczej, wyjechał świtem z Warszawy do Gdańska. W Stoczni wykonał serię zdjęć – chwile oczekiwania na przemówienie oraz kilka ujęć samego Wałęsy. Z całego reportażu – jedno zdjęcie okazało się ukazywać moment kulminacyjny – w którym komentarz nie jest potrzebny. W jednym obrazie Gumowski zawarł informację o wydarzeniu oraz miał szczęście trafić na tę chwilę z ręką w płaszczu. „Pamiętam, że działo się to około 10 rano, dlatego było jeszcze zimno i Lechu musiał włożyć kufajkę” – wspomina reporter.
„Jedynka” Gazety Wyborczej z dnia 11 kwietnia 1990 roku 

„Lech na prezydenta - oświadczenie rzecznika Wałęsy
Nie zostały podjęte ładne inne ustalenia niż te, które wynikają z przepisów konstytucji W rozmowie z dziennikarzem PAP Lech Wałęsa potwierdził nieoficjalne informacje, że będzie się ubiegał w najbliższych wyborach o Urząd Prezydenta RP ? podała 10 kwietnia ta agencja.
Jarosław Kurski, rzecznik prasowy przewodniczącego "Solidarności" powiedział "Gazecie":
Sprawa kandydatury Lecha Wałęsy na Urząd Prezydenta RP stawała już w lecie zeszłego roku. Już wtedy notowano pewien nacisk społeczny na realizację tej idei. Poczucie odpowiedzialności za kraj nie pozwoliło mu wówczas na wysunięcie swej kandydatury.

Głębokie przemiany w Polsce i w całej Europie Środkowej stawiają sprawę prezydentury w nowym świetle. Pytanie korespondentki PAP dotyczyło najbliższych wyborów na prezydenta, co do których terminu ani procedury nie zapadły żadne decyzje. I tylko w tym świetle można rozpatrywać wypowiedź Lecha Wałęsy. Jak dotąd nie zostały podjęte żadne inne ustalenia ponad te, które wynikają z przepisów konstytucji.” / Gazeta Wyborcza nr 253, wydanie z dnia 11/04/1990, str. 1

Zdjęcie zdobyło natychmiastową popularność. Sam gest ogromnie wiele znaczył i co więcej – odnosił się do Napoleona – największej historycznej nadziei Polaków. Ów gest powtórzył Wałęsa, już wówczas przewodniczący „Solidarności”, laureat pokojowej nagrody Nobla. Odnalezienie zdjęcia Jana Rysia wyjaśnia mi jeszcze więcej z tej legendy gestu. Ani Piłsudski ani Wałęsa nie są ubrani oficjalnie czy paradnie. Roboczo, użytecznie. Trudno mówić o elegancji. Obydwaj polscy przywódcy mieli oczywiście serie innych oficjalnych portretów, zdjęcia z gestem – nigdy w zbiorze oficjalnych wizerunkach się nie znalazły. Ciekawostką jest oczywiście kwestia temperatury powietrza tego dnia, czyli do wykonania gestu napoleońskiego (podobnie jak w wersji obrazu Delaroche’a – przeprawy przez Alpy) – motywacją schowania ręki było po prostu zimno. 

Gazeta Wyborcza z dnia 12 kwietnia 1990 roku, strona 3 

Fotografię z wiecu – ale inną – opublikowano następnego dnia na jedynce Gazety. Powyżej fragment artykułu, któremu towarzyszyła. Widać tu Wałęsę przemawiającego do setek zebranych stoczniowców.
Zdjęcie ikoniczne zaś ukazało się na łamach Gazety Wyborczej dwa dni później, 12 kwietnia na 3 stronie. Ilustruje artykuł „Wałęsa do Belwederu?” Anny Bikont i Piotra Pacewicza. Postać Wałęsy wyszparowano, pozbawiono tła a zatem kontekstu. W efekcie mamy figurę dość groteskową…
Gumowski nie był zadowolony z ‘drugiego życia’ fotografii nadanemu przez wydawcę. Zapytany czy jest zdjęcie, którego wykonania, lub publikacji żałuje? odpowiedział: „fotografia Lecha Wałęsy w kufajce i pozie Napoleona z 1990 roku zrobiona w stoczni gdańskiej została wykorzystana przez GW do walki politycznej z Wałęsą. Po jej opublikowaniu wysłałem telegram do Lecha z przeprosinami.[1]“

Dziś zdjęcie zostało „uwolnione” od negatywnych skojarzeń. Przetrwało też próbę czasu oraz zakusy na zmiany jej kontekstu i wydźwięku. Nie pamiętamy artykułów przy których było publikowane. Zostało jako symbol – paradoksalnie do momentu wykonania – władzy i ogromnej charyzmy Lecha Wałęsy – z pierwszych lat III Rzeczypospolitej. Zdjęcie ikoniczne Jerzego Gumowskiego znajduje się wofercie  portaluFotografiakolekcjonerska. 


[1] Gumowski Jerzy w rozmowie z autorem; wg emaila z dnia 22 lutego 2011.









Jerzy Gumowski, Lech Wałęsa na wiecu w Stoczni Gdańskiej, 10.04.1990 / fot. dzięki uprzejmości autora

Jerzy Gumowski fotografią zajął się od lat 1970tych, związany był wówczas z klubem studenckim Remont. Zajmuje się głównie fotoreportażem – od lat 1980tych związany z Solidarnością – jako m.in. fotograf „Tygodnika Mazowsze’. W maju 1989 roku rozpoczął współpracę z Gazetą Wyborczą (1. wydanie to 8 maja 1989), w której pracował do 2009 roku. To na jej zlecenie wykonał serię zdjęć ze Stoczni z kwietnia 1990 roku. Gumowski był wielokrotnie nagradzany w konkursach fotografii prasowej, miał szereg wystaw. Od wielu lat zajmuje się fotografowaniem z paralotni. „Za wybitne zasługi na rzecz przemian demokratycznych Polski , za osiągnięcia podejmowane z pożytkiem dla kraju w pracy zawodowej i społecznej” w grudniu 2011 roku został odznaczony Krzyżem Kawalerskim Orderu Odrodzenia Polski.

linki:
wikipedia o Jerzym Gumowskim
Fotografia Kolekcjonerska o Jerzym Gumowskim