piątek, 14 sierpnia 2026

Po co się jeździ na Paris Photo?



Paris Photo to najstarsze i nieprzerwanie działające od 29 lat targi fotografii. Marka sama w sobie. Rok w rok przyciąga rzesze oglądających. Po co się tam właściwie jeździ?

Oczywiście można zacząć od liczb i epitetów zaczynających się od "naj": największe, najstarsze, najbardziej frekwentowane, itd. Co do odwiedzających - bywały lata kiedy malownicza kolejka ustawiała się pod pałacem, zakręcając potrójnie dobijała w końcu do pobliskiej stacji metra. No i to robiło wrażenie. Rok temu Paris Photo pozmieniał system biletowania i nikt nie traci już czasu w kolejkach. No ale tak, tłum. Noga za nogą. Czekanie aż ta osoba przed tobą obejrzy, cofnie się do podpisu, znów się cofnie do pracy, zrobi zdjęcie, pójdzie dalej. Teraz możesz ty. I tak przez setki stoisk. I dwa piętra. Kolejka do łazienki, do kawy, do krzesełka, do szatni. Przy książkach gęsto, że do stołów nie da się podejść. A jak gwiazda jakaś przyjeżdża w stylu Jima Jarmusha, ale i najsłynniejszych fotografów - kolejka formuje się momentalnie - do wykładu, do podpisywania książki. Liczba spotkań, podpisywań rośnie z roku na rok. Więc tłum. Chyba, że...

 

Chyba, że przyjdziesz na wernisaż albo w którykolwiek potem wieczór. Albo rano. Omijamy weekend, bo wtedy najgęściej. Wernisaż kojarzy się z największym możliwym tłumem. Ileż to razy szło się gdzieś na wernisaż, nie mogąc podejść do prac, rezygnowało i zostawało na etapie socjalizacji z innymi spotkanymi? "Przyjdę później obejrzeć na spokojnie", prawda? Na Paris Photo to działa trochę inaczej. Potrzebne jest specjalne zaproszenie albo można też kupić bilet na wernisaż, jest droższy od zwykłego wejścia. Ale wernisaż jest w środę popołudniu - od godziny 14 (!) i przy masowym turyście, ta informacja raczej nie przebija się do wiedzy ogólnej, że w ogóle jest czynne i można. W efekcie - w miarę pusto, a poczucie do elegancji plus 500. 
Inne wieczory - i tańsze i mijacie przy wejściu po prostu zmęczonych kilkugodzinnym chodzeniem ludzi. Zwykle również można liczyć na ogromną ilość imprez towarzyszących "na mieście" w efekcie czego Grand Palais ciut pustoszeje. 
Albo rano. Do godziny 12tej kiedy otwierane są drzwi na zwykłe bilety - są godziny dla VIPów, dziennikarzy i środowiska. Jedyny czas, kiedy można porozmawiać z galerzystami, zupełnie swobodnie zdążyć przejść z miejsca A do B, jedyny czas kiedy się można umawiać na spotkania, itp. (Nieeee, w kafeterii kolejka jest zawsze.) 
W 2026 godziny zostały już podmienione: wszyscy: czwartek-niedziela 13.-20. (niedziela do 19). VIP i środowisko od 10.30. Wieczorne bilety startują od 17tej. 

Nieczęsty widok pustej alejki. Można taki trafić z samego rana. 

Paris Photo to targi. Dość specyficzne. Najlepsze i największe galerie tam się spotykają, więc jest poczucie przeglądu i prestiżu. Czy tam się jedzie kupować? No targi, w końcu. Wiadomo. Kiedy się już wchodzi w jakąkolwiek interakcję z wystawcami, gdzieś w którymś momencie jest pytanie - a jak idzie sprzedaż, a spotkanie kończy życzeniami sprzedaży wszystkiego. No ale ten tłum odwiedzający nie kupuje. Kupuje książki. Bo ten tłum - składa się głównie z aspirującego środowiska oraz z tych, co lubią i coś tam się znają na fotografii. Więc książki są w budżecie. A prace trochę mniej. 1 na 20 osób jakie spotykam mówi, że tak, coś kupiła. I tak, na Paris Photo, nie na mieście. I nie chodzi o książkę. 


Od cen, różnorodności tematów, nazwisk, rozwiązań technicznych - może głowa rozboleć. Ale przecież po to się tam jedzie! Żeby być w pewnym sensie na największej wystawie czasowej i to jeszcze z doroczną odsłoną. Coś jakby mega salon światowej fotografii. Można oblecieć temat w dwie godziny - po prostu się przejść i rozejrzeć, jeśli chcesz odwiedzić każdą galerię - rzucić okiem i choćby przeczytać jakieś nazwisko - musisz jednak liczyć solidną dniówkę. Systemy bywają różne - wg mapy i sektorów, wg zajętości alejek, wg wybranych wcześniej nazwisk. Wszyscy spotkani na targach znajomi szczególną logistykę układali na książki - kiedy tam iść i oglądać, a kiedy kupować - bo wiadomo, że te siaty raczej najpierw do hotelu trzeba odwieźć. A i bagaż miewa limity.  


Wystawa MUUS Collection - w przestrzeni specjalnej 

Samo Paris Photo pomaga w rozeznaniu. Każdorazowo wybiera swoje ulubione prace. Jest katalog. Jest sekcja Voices, bywają wielcy przewodnicy - (w 2025 nie było) osoby ze świata filmu (chyba najczęściej) wybierały najciekawsze kadry z prezentowanych w pałacu. Jest obecna od 2018 roku i ciągle rozwijana sekcja "Elles x Paris Photo" starająca się przechylać parytet. Od 2017 roku jest nagroda studencka. I jest najważniejszy konkurs książkowy - od 2012 roku razem z Aperture - czyli także wystawa finalistów. Do tego jest przestrzeń w pewnym sensie Prime - której nie zajmują szeregowe galerie - ale inicjatywy specjalne, sponsorzy, partnerzy główni itp. Różnie się to układa, gdzie indziej trzeba czasem szukać, ale nigdy nie da się tego przeoczyć. Wszystkie te ścieżki tematyczne, specjalne, nagrody - to są już niezłe punkty orientacyjne. 

Raster / Blow Up Press / Jednostka + Lokal 30 na Paris Photo 2025

Można patriotyczną ścieżkę wybrać. W najbliższej edycji wiele zmian co do obecności polskiej nie przewidziano. Monopol wystąpi ponownie w sekcji Voices, trzy warszawskie galerie Jednostka, Lokal 30 i Raster po raz kolejny czyli ugruntują swoje pozycje i w sekcji wydawnictw, znów po raz kolejny Blow Up Press. Gdy pojawiali się po raz pierwszy wraz z powrotem targów do Grand Palais w 2024 - oczywiście radowaliśmy się ogromnie taką reprezentacją. Po trzech latach entuzjazm może niezmniejszony, lecz apetyt wzrósł, gdzie więcej nas? 

Po co się tam jeździ, zatem? Żeby chłonąć, naoglądać się za wsze czasy, no czyli dawkę roczną przyjąć w trybie ekspresowym. Żeby się zainspirować, zobaczyć "wielki świat", znaleźć swoje ulubione wątki ,tematy. Przedziwne techniki - bo to przecież przy średniej 170 galerii rocznie, 1500 artystów prezentowanych na targach, czyli ilu pracach - kilku-kilkunastu tysiącach - to jest morze możliwości. Trendów się raczej nie wychwyci. Żadnego kierunku dla fotografii w przyszłości. Trzeba ciągle sobie przypominać - to nie jest wystawa kuratorowana, to targi, galeriom zależy na sprzedaży. Więc nie trafiają się tam masakry wojenne, ważne i plastycznie ukazane tematy trudne. Jasne, wyjątki. Ale sprzedaż! Trendem jest wszechobecny qr code - coraz częściej zastępujący podpisy, nazwisko, listę prac z cenami. 
 
Można też jechać towarzysko. A towarzystwo-środowisko bardzo zacnie rozumie się przy spotkaniu w alejkach Paris Photo - jedni mają pisać, inni umówione spotkania, ktoś coś - więc nie ma stania i rozmów godzinami, tylko najwyżej podawanie adresów i miejsc wartych uwagi. Tych w Paryżu w okolicy Paris Photo nie brakuje. Wystawy czasowe w paryskich galeriach w rodzaju - zawsze coś. A dla sfocusowanych na fotografię - no jest jeszcze kilka równoległych imprez - kolekcjonerskich, targowych, książkowych itd. Wiadomo, że wieczorem się jest się na Polycopies, czyli na barce Concorde (i nabrzeżu, bo targi "trochę" się rozrosły). 


To co, widzimy się na święcie niepodległości w Grand Palais? 



Brak komentarzy:

Prześlij komentarz