„Świetna historia opowiedziana w trochę niezgrabny sposób", to jeden z komentarzy do filmu „Julia Pirotte. Piękno i siła” w społeczności Filmwebu. To zdanie, pod którym się chętnie podpiszę. Może redukując słowo „trochę". Bo historia Julii Pirotte to materiał na kilkuodcinkowy serial. Wiem, nie jestem obiektywna, to nie pierwsza fotografka, o której tak mówię.
Julia Pirotte, Francuska dziennikarka Dominique Desanti, ze zbiorów Żydowskiego Instytutu Historycznego im. E. Ringelbluma
Pirotte była przede
wszystkim fotografką. Julia Pirotte-Sokolska, z domu Gina Diament. 1908-2000. Pochodziła
z Końskowoli (między Puławami a Lublinem), ze zubożałej żydowskiej rodziny.
Aktywistka, komunistka, bojowniczka, feministka - w losowej kolejności. W
Polsce, we Francji, w Belgii. Wojna
zastaje ją w trakcie pracy nad fotoreportażem o krajach Nadbałtyckich dla
belgijskiej prasy. Gdy Belgia podpisuje kapitulację, Pirotte ucieka do
Marsylii. Tam fotografuje wyzwoleńcze walki, nie tylko fotografuje, także
bierze w nich udział.
Po wojnie wraca do Polski i współorganizuje Wojskową Agencję
Fotograficzną. Fotografuje pokłosie pogromu kieleckiego (1946) i Światowy Kongres
Intelektualistów w Obronie Pokoju (1948).
Julia Pirotte, Kobieta karmiąca gołębie na ulicy Piwnej, w
tle ruiny, ze zbiorów Żydowskiego Instytutu Historycznego im. E. Ringelbluma
Jej fotografia jest nierówna. Ale najmocniejszym jej elementem jest człowiek, to w portretach celuje. Nawet jeśli fotografuje wydarzenia, to nie sceny ogólne są jej siłą, ale właśnie skupienie na konkretnej postaci. Oczy, poza, cała kompozycja. Wybitne rzeczy!
Jako-taką rozpoznawalność
światową przynosi jej wystawa prac na Festiwalu w Arles, ale to dopiero w roku
1980. Tam też zapoznaje współtwórców Muzeum Fotografii z Charleroi. Jej prace
dziś są w głównej mierze w dwóch kolekcjach: w zbiorach Żydowskiego
Instytutu Historycznego w Warszawie i w Musée de la Photographie
Charleroi.
Julia Pirotte, Mężczyzna, ze zbiorów Żydowskiego Instytutu Historycznego im. E. Ringelbluma
Julia Pirotte, Portret Marii Diament, siostry Julii Pirotte, ze zbiorów Żydowskiego Instytutu Historycznego im. E. Ringelbluma
W samej biografii Julii jest mnóstwo pytań. I to jeszcze zanim pojawia się film. Kiedy pozbyła się imienia? Jak jej się udało przedostać z Litwy (czy Łotwy) przez Niemcy do Belgii? Czy w Marsylii bardziej walczyła czy fotografowała? Pierwszy mąż z Belgii o którym mało co wiemy, potem drugi (miłość życia), i chyba jeszcze mniej wiemy. A w ogóle co robiła przez ostatnie 50 lat swojego życia?
Jeszcze jest historia rodzinna. A tu szczególnie siostra Mania. Fotografowana w wielu okazjach przez Julię, i są to portrety magnetyzujące. Historia Mani – Mindli – nieszczęśliwa zupełnie: liczne więzienia, bojówki, mnóstwo akcji, w końcu wyrok śmierci. Więc historia burzliwa i wspaniałe zdjęcia.
Julia Pirotte, Malarz Pablo Picasso, ze zbiorów Żydowskiego
Instytutu Historycznego im. E. Ringelbluma
Julia Pirotte, Portret poety Juliana Tuwima, ze zbiorów
Żydowskiego Instytutu Historycznego im. E. Ringelbluma
Czekałam na film o Pirotte z wytęsknieniem. Godzina dwadzieścia. Dokument. I gdyby nie katalog wystawy zbiorowej „Dokumentalistki" oraz internet - a w szczególności strona Fundacji Archeologia Fotografii - dalej bym szukała odpowiedzi na podstawowe pytania.
Film Ewy Pytki (która ma ogromny dorobek: film polski) opowiada historię Julii Pirotte w zasadzie trochę jakby linearnie, idziemy chronologicznie. Trochę jakby, bo mnóstwo jest tam nieciągłości, fragmentów, historii pobocznych. Zrobiony został z wieloma suspensami - że najpierw jakiś fakt, a w kolejnej scenie - być może - będzie jego wyjaśnienie i odpowiedź. Być może, bo zgubiłam się wielokrotnie.
Najpierw widzimy straszą panią. Julia Pirotte opowiada sama o sobie, o rodzinie, o swoich zdjęciach. Raz po polsku, innym razem po francusku. Jest kilka różnych ujęć, jakość koszmarna. A ja przeliczam w głowie - film z zeszłego roku, a przecież chyba pani Julia zmarła dawno temu. Nabieram wątpliwości, ale nie sprawdzam, licząc, że w końcu film mi opowie. Robi to, w swojej drugiej połowie. Po drodze mam tyle pytań bez odpowiedzi, tyle razy się zgubiłam, że po wyjściu z kina trochę nie wiem od czego zacząć szukanie. Wywiady z panią Pirotte to materiały archiwalne (nie wiem skąd), które zostały zmiksowane i poukładane w filmie w różnych miejscach, żeby historia szła od początku.
Pytania się mnożą i narastają. I to nie tylko o biografię, ale na samą treść filmu. Jak ona się nazywała, poza Pirotte? Bo to nigdzie nie wybrzmiewa. Skąd na nagrobku (i czy mi się wydaje, że w kadrze z cmentarza widzę krzyże na nagrobkach? Tak, bo to Cmentarz wojskowy na Powązkach) nagle rodzina Diamentów? A ta wystawa w Arles - to kiedy była? A jakaś pani Veronique? Kto i ile czasu siedział w więzieniu i w zasadzie za co? Ilu mężów, skąd i jak? No i przede wszystkim - kto i kiedy nagrał opowiadającą panią Julię o sobie? Mnóstwo luk, wiele poszatkowanych wątków i ogromnie trudno ułożyć sobie tę jedną linię. Do tego nieproporcjonalnie dużo w tym filmie Muzeum w Charleroi, festiwalu w Arles (którejś z niedawnych edycji) czy twórczości Anny Beaty Bohdziewicz (to później).
Film ma momenty dobre. Znakomite są odnalezione i zestawione miejsca z marsylskich zdjęć Julii. Wow! Jest ich kilka. Wow! Kiedy potem jesteśmy w powojennej Warszawie, trzeba sobie samemu już te miejsca rozpoznawać. [Z rozmowy po filmie wynikło, że na wyjazd do Marsylii był grant.]

Julia Pirotte, Zniszczony przez Niemców w czasie II wojny światowej cmentarz żydowski na Bródnie, ze zbiorów Żydowskiego Instytutu Historycznego im. E. Ringelbluma
Wspaniała jest rozmowa z państwem Vercheval (Georges zakładał Muzeum Fotografii) a już najbardziej to z panią Jeanne Vercheval -Vervoort, właśnie z Charleroi. Dowiadujemy się z tych rozmów czegoś więcej o osobie Julii - jakie miała poglądy, jak się zachowywała, jak traktowała swoją fotografię, czego się bała a na co cieszyła. No i na tym zamknęłabym listę plusów. Jest jeszcze jeden, ale wytrzymajcie do końca.
Dwa materiały, reportaże Julii mają swoje osobne miejsce w tym filmie. Chodzi o walki w Marsylii i o pogrom kielecki. O tych zdjęciach wypowiadają się specjaliści. Jeden jest francuzem (i kompletnie umknęło mi nazwisko i skąd jest, jak rozumiem jest historykiem związanym z Arles), drugi - był nim pan Andrzej Białek ze Stowarzyszenia im. Jana Karskiego. Stowarzyszenie prowadzi w Kielcach Izbę pamięci - wystawę o pogromie, którą też oglądamy w filmie tutaj pełne informacje. W obydwu tych wypadkach, kiedy Pirotte fotografuje konkretną historię - w filmie dowiadujemy się o samych zdarzeniach i to trochę z genezą, moralnym zapytaniem. Są pokazane zdjęcia, z Marsylii nawet świetnie. Ale to takie epizody tylko, nie wiemy co te materiały zrobiły w karierze Julii. W Marsylii niosła flagę, sama opowiada. Jak przeżywała Kielce, już nie wiemy.
W filmie wypowiadają się
także Anna Beata Bohdziewicz oraz pracownice Żydowskiego Instytutu
Historycznego - Urszula Fuks (autorka biogramu Pirotte do katalogu i wystawy
„Dokumentalistki”) i Teresa Śmiechowska (kuratorka wystawy Pirotte w ŻIH „Twarze
i dłonie” z 2012 r) I świetnie, bo wnoszą wiele. Trochę o tym jaką osobą
była, jakie robiła wrażenie, opowiedziany jest też ostatni etap życia Pirotte,
kiedy katalogowała swoje prace i przekazywała instytucjom. Ale mówią za krótko,
wyrywkowo, jakbyśmy już znali historie spoza kadrów. Trochę sensacyjnie to też
zostało ułożone. To raz. A dwa – zabrakło innych opowiadających, a w szczególności
badaczek i promotorek twórczości Pirotte – związanych z wystawą
„Dokumentalistki” (Zachęta, 2008) a potem z Fundacją Archeologia Fotografii,
czyli Karoliny Ziębińskiej, Karoliny Puchały-Rojek, Anny Duńczyk, Marty
Przybyło i Anny Hornik [dwie ostatnie kuratorowały wystawę w FAF w 2020 roku „Powtórzenia.
Fotografie i archiwum Julii Pirotte”]. Nie ma też wspomnianego faktu, że ów
dar Julii dla ŻIH ów 1000 odbitek – we wspólnym projekcie ŻIH i FAF zostały
opracowane i są udostępnione dziś online w Wirtualnym Muzeum. To mogłyby być
świetne i merytoryczne wypowiedzi. Zostają chyba w domyśle, bo katalog
„Dokumentalistek” gra w tym filmie, występuje dwukrotnie na biurkach badaczek z
ŻIH.
Nie tylko ŻIH - ale i
Muzeum Sztuki w Łodzi ma jej prace. A to jest też ciekawe pytanie na zaś do
sprawdzenia – bo do ŻIHu Julia przekazała zdjęcia sama i zrobiła to na rok
przed śmiercią. A Muzeum miało je wcześniej... Jest wspomniany w filmie list
Urszuli Czartoryskiej o znakomitości postaci Pirotte, list pochwalny i mający
za zadanie wprowadzić Julię do ZPAF. Ale nie ma już słowa kim była Czartoryska.
A to chyba jej zasługa, że prace Julii są w Łodzi (Marsylia i kilka z Polski; w
sumie 32 zdjęcia).
Najgorzej potraktowano jednak w tej historii ze ZPAFem Jerzego Lewczyńskiego, bo to on podpisał się pod dokumentem, w którym jednak nie przyjmują Julii do Związku. Konstatacja jest taka, że nie przyjęli pewnie dlatego, bo była kobietą. Trochę warto by tu pogrzebać, przepytać pewnie więcej osób. Niezbadane są ścieżki przyjmowania i odrzucania, ale czy wiadomo, które zdjęcia pokazała? I kiedy to było? Bo jeśli reportaż, no to sorry. Był dość długi okres, kiedy w ZPAFie chowano reportaże do szuflad a nie obnoszono się z nimi w Związku. No ale Czartoryska? No ale Lewczyński?! Tak bez zdania wyjaśniającego?
internetowe zaproszenie na pokaz filmu do FINA z wykorzystaniem autoportretu Julii Pirotte
A już chyba najbardziej mi ciśnienie podniosło uporczywe używanie słowa „fotografik”. I to w tłumaczeniach?! Czyli po francusku fotograf, nie że fotograf artysta; ale już po naszemu fotografik. Smutne i bez wyczucia. A przecież się do ZPAF nie dostała.
No tak, wyszłam zła. Frustracja w zenicie. Była nadzieja, a zostały nerwy. Taka historia i tak położona. Niedokładna, spiesząca się. Ten film zdobył nagrody. Trafił do kin (pojedyncze seanse, ale zawsze!).
Miał być jeszcze jeden
plus. W sumie wypada tak w ogóle za film podziękować. Dziękuję, mogłam spędzić
z twórczością Julii trochę czasu. Dzięki za impuls, za potrzebę odpowiedzi na
pytania. Mogłam/musiałam pogrzebać po muzeum, po katalogu. Przypomnieć sobie
pewne fakty, dodać nowe. Bo przecież jeszcze Pirotte miała wystawę w Nowym
Jorku w ICP, był i Sztokholm. Okazuje się, że przestała fotografować po marcu
1968 roku. Znalazłam informację, że jest
jeszcze inny film o niej nakręcony oraz, że jej życiorys ma bohaterka
pewnej powieści.
Fajnie było zobaczyć samą
autorkę jak opowiada. Chętnie bym obejrzała niepocięte wywiady. Skąd, gdzie,
kto to nagrywał, poszukam jeszcze. [W napisach końcowych nie umieliśmy znaleźć
na 2 pary oczu].
O filmie w filmweb
gdzie znajdziecie repertuar [aktualnie to tylko Poznań i jeden jedyny raz]
A na koniec najważniejsze 3 linki - baza zdjęć / biogram z wikipedii / i biogram plus o wystawie oraz o projekcie digitalizacji:
Julia
Pirotte – Wikipedia, wolna encyklopedia
Powtórzenia.
Fotografie i archiwum Julii Pirotte - Fundacja Archeologia Fotografii
Ogromnie i serdecznie dziękuję pani Oldze z Archiwum Fotografii ŻIH.









