Pokazywanie postów oznaczonych etykietą konkurs. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą konkurs. Pokaż wszystkie posty

poniedziałek, 29 czerwca 2026

Pierwsza solówka!

 


W Służewskim, czyli na ten rok w Fotograficznym Domu Kultury rusza właśnie nabór do konkursu "Pierwsza solówka". Od razu z tytułu wiadomo, chodzi o debiut, pierwszą wystawę. 

Półtora miesiąca na zgłoszenia, wystawa już w październiku - więc to rzeczywiście propozycja dla tych - którzy nie tylko nie mieli poważnej indywidualnej wystawy, ale mają materiał gotowy do pokazania. Nagroda to 10tys PLN, które mogą się przydać do produkcji wystawy. Informacje o regulaminach, formularzach, itp na dole. Tymczasem opowieść. 

Konkurs "Pierwsza solówka" zaczął się jako pomysł półtora roku temu. Tytuł wymyśliła Kasia Zdrodowska, fotografka, i najwyraźniej niedoceniona copyrajterka. A wziął się właściwie od Bartka. 



Bartek Molga sam przyszedł do SDKu z pytaniem, czy się nie przyda. Publikujący fotograf, świetny w studio, do tego utalentowany fotoedytor związany na przestrzeni lat z takimi tytułami jak:„Newsweek”, „Gazeta Wyborcza”, „Dziennik Polska Świat” czy „Rzeczpospolita”. Jasne, że się przydał! I tak przez lata, których nazbierało się 9, prowadził warsztaty z fotoedycji (sam ale i w wersji z Tymonem Markowskim) i warsztaty fotografii studyjnej. Brał udział w projekcie "Perfect Photofestival" i bez jego logistycznych skillsów, ten projekt by chyba się nie wydarzył. Sfotografował cały zespół SDKu i ciągle posługujemy się tymi zdjęciami  Przede wszystkim był charyzmatycznym edukatorem, potrafił opowiadać, inspirować, uczyć. 

<- Bartek Molga, fot. Katarzyna Zdrodowska



Któregoś razu, zadał mi pytanie, czy bym może nie obejrzała jego zdjęć, takich jego własnych, bez zlecenia, bo ma taką serię i może by to można było pokazać? W końcu lipca 2024 w SDKu otworzył swoją debiutancką wystawę. Pierwszą solówkę. W wieku 45 lat. Po setkach publikacji, po istnieniu na tak zwanym rynku przez lata, dekady. Ale wystawa była pierwsza. Dopiero. "Reflection" - kilka zdjęć Bartka z tej serii: 






Więcej o wystawie Bartka: „Reflection” / wystawa fotografii Bartka Molgi - Służewski Dom Kultury

Minęliśmy się wtedy. Wakacyjnie. I tak będąc gdzieś w Czechach, odebrałam telefon i kilka wiadomości. Że wow, co w tym SDKu się zdarzyło. Jedną opinię szczególnie pamiętam: "gdzieś ty chowała ten talent?!?! Ma gość 45 lat i dopiero teraz pokazuje takie cuda?!" Odpowiedziałam, że sam się chował, nie zabiegał o wystawy. Czyli debiut z sukcesem. Wystawa trwała krótko. Dwa tygodnie z haczykiem. Odłożyliśmy jego zdjęcia na zapleczu, powiesiliśmy coś innego. 

Bartek zmarł nagle 9 września. Zostawił wyrwę, mówiąc skrótowo. Chwilę później narodził się pomysł na konkurs. Jego imienia, żeby go uhonorować, żeby mieć okazję przypomnieć jego świetne zdjęcia, żeby też jego nieśmiałość do pokazywania własnej pracy jakoś...przepracować. Nigdy nie jest za późno na debiut. 

Więc nurkujcie do archiwów, jeśli jeszcze nie mieliście wystawy. Od tego jest też dom kultury, żeby wejść w ten świat i środowisko na miękko. Zwycięzca/zwyciężczyni będzie pracować z kuratorką, konkretnie ze mną nad tym jak zdjęcia najlepiej pokazać. Napiszemy tekst, zaplanujemy, zamontujemy, wesprzemy promocję. Duży mały krok, bo po prostu musisz się zgłosić. 

Info o konkursie tutaj: „Pierwsza solówka” – nabór do konkursu im. Bartka Molgi na organizację wystawy - Służewski Dom Kultury

Tam formularz zgłoszeniowy, informacje o tym, co poza formularzem trzeba wysłać i gdzie. Regulamin. Sylwetki jurorów - bez błyszczących sław fotografii, za to przyjaciele i współpracownicy Bartka, my: Kasia Zdrodowska, Zby Kordys, Tomek Kubaczyk i ja. 

Jakich projektów szukamy? Fotograficznych. Tylko tyle. No i raczej na ukończeniu, w gotowości, bo jednak do wystawy nie zostało dużo czasu. Tyle, żeby na spokojnie wyprodukować wydruki, oprawić, nie na tyle, żeby iść i robić zdjęcia. 

Do zobaczenia, mam nadzieję, w zgłoszeniach. 




Projekt „Fotograficzny Dom Kultury” realizowany w 2026 roku dofinansowano ze środków Ministra Kultury i Dziedzictwa Narodowego pochodzących z Funduszu Promocji Kultury – państwowego funduszu celowego. 



sobota, 25 lutego 2017

Pewniaki i pewność, World Press Photo 2017

An Assassination in Turkey © Burhan Ozbilici, The Associated Press

Wyniki WPP jak nigdy były w tym roku przewidywalne. Zdjęcie roku - idealne zdjęcie, murowany pretendent, robiące wrażenie, zapamiętane i typowane nawet przez ludzi z poza środowiska. Dlaczego zostało zdjęciem roku? Poza domniemaniami snutymi dzień po jego wykonaniu i publikacji – "Zamachowiec z Ankary, zdjęcie idealne" w fotopolis.pl
Jak argumentują wybór jurorzy? Mary F. Calvert: „to była bardzo bardzo trudna decyzja, ale w końcu wydało nam się, że zdjęcie roku to wybuchowy obraz, który opowiada o nienawiści w naszych czasach. Za każdym razem gdy pojawiało się na ekranie, trzeba się było cofnąć, bo jest tak gwałtowny. Zdaliśmy sobie sprawę, że uosabia definicję tego czym powinno być i co ma znaczyć zdjęcie roku World Press Photo”.  Joao Silva dodaje: „Czuję to co się dzieje w Europie, w Stanach, na Bliskim Wschodzie, w Syrii, to zdjęcie właśnie o tym opowiada. Tak wygląda nienawiść.” Zamachowiec z Ankary, poza gigantyczną dawką emocji, jest bezpiecznym zdjęciem. Czytelnym i prostym, przedstawia wręcz modelowo sytuację. A widz? Czyta, ogląda, rozumie w okamgnieniu i jest pewny swoich racji. Jest poruszony, ale nie czuje się winny, jest bezpieczny. Trudno o lepsze zdjęcie w tej roli.


They Are Slaughtering Us Like Animals © Daniel Berehulak, for The New York Times

Drugim pewniakiem, a miałam je trzy w tym roku – był reportaż Daniela Berehulaka „They Are Slaughtering Us Like Animals” wykonany na zlecenie New York Times’a. Zrobił wrażenie w momencie publikacji, po prawdzie nie daje o sobie zapomnieć i dalej to wrażenie robi. Miażdżące. Filipiny w trakcie ostatnich zmian i wojny antynarkotykowej wydanej przez prezydenta Duterte. Berehulak podaje nam na tacy szerszy obraz tych zmian. W wirtuozerski sposób, ale i bezpośredni, ze środka.  Zajął pierwsze miejsce w kategorii „General News”.

Rio's Golden Smile © Kai Oliver Pfaffenbach, Thomson Reuters

Ostatni pewniak, to nieprawdopodobne ujęcie Usaina Bolta. Wiadomo było, że znajdzie się w finale, chociaż trzecie miejsce w pojedynczych zdjęciach w kategorii „Sport” jednak dziwi. Autorem jest Kai Olivier Pfaffenbach, co prawda mógł równie dobrze być to Cameron Spencer, który wykonał niemal identyczną fotografię. Może pamiętacie zestawienie tych dwóch obrazów, przypominające zabawę „znajdź 5 różnic”. Ujęcie mistrzowskie, sytuacja niebywała – 100 metrów, Usain Bolt wyraźnie prowadzi, jeszcze zdąża się odwrócić. A to wszystko w niecałe 10 sekund!

Wyniki WPP w tym roku, podobnie jak w ubiegłym, też są bardzo wprost. Jurorzy stawiają na czytelność, momentalność w odbiorze sytuacji. Oczywiście ogromne emocje: zrozpaczone matki, zakrwawione dzieci, gruzy i katastrofy, kilka piet. Wielokrotnie miałam wrażenie deja vu, chyba najsilniejsze przy zdjęciu Sergeya Ponomareva. Uciekająca z Mosulu rodzina w czarnym aucie, w tle palące się szyby naftowe. A mi przed oczami staje zdjęcie roku WPP z 2007 Spencera Platt’a – czerwone auto w Beirucie z gruzowiskiem w tle. Powtórzeń kompozycyjnych, sytuacji gdzieś już widzianych było w konkursie znacznie więcej.
Iraq's Battle To Reclaim Its Cities © Sergey Ponomarev, for The New York Times

Przemoc i wściekłość, łzy i ogromne emocje wygrywają w tym roku na zdjęciach. Nie pozostawiają nas obojętnymi. Jeśli nie wyciskają z nas łez natychmiast, to przynajmniej wbijają w fotel. Wrzeszczą do nas, czasem w ciut już oklepany sposób. Jest chyba tylko jeden materiał, w którym potrzeba dłuższej chwili by zrozumieć na co patrzymy. Jeden operujący metaforą i niedopowiedzeniem, bardziej kontemplacyjny no i absolutnie wymagający przeczytania podpisu reportaż Michaela Vince Kim’a z Meksyku – pierwsza nagroda w kategorii Ludzie.


Aenikkaeng © Michael Vince Kim 

Przekaz, który w tym roku dają jurorzy WPP fotoreporterom wydaje się brzmieć: opowiadajcie maksymalnie prosto. Nie komplikujcie historii, nie dawajcie widzom się zastanawiać. Nie jest to mój sposób patrzenia na zdjęcia. Dlatego bardziej ujmuje mnie historia opowiedziana przez Mathieu Willcocksa o uchodźcach (trzecia nagroda za reportaż w Spot News) czy Markusa Jokela , który przez 24 lata opowiada o mieszkańcach miasteczka Table Rock w Nebrasce, USA (trzecia nagroda w projektach długoterminowych).

Mediterranean Migration © Mathieu Willcocks 



 Table Rock Nebraska © Markus Jokela, Helsingin Sanomat

Do konkursu stanęło 5034 fotografów, którzy nadesłali 80408 zdjęć. To o siedmiuset fotografów i 2500 zdjęć mniej niż w ubiegłym roku. Nie ma co prorokować na tych liczbach jakiś znaczących spadków popularności, ale to jednak ciekawe, że w czasach rok-rocznego progresu można gdzieś zauważyć jakiś ubytek. Nie ma też jeszcze powodu do paniki ani wskazywania tendencji, z faktu, że drugi raz z rzędu w konkursie nie wygrywa nikt z Polski. Z pewnością nasz brak nie dziwi w konkursie „Digital Storytelling” (dawniej nazywany multimedialnym). Obszerne formy dziennikarskie, połączenie nagrań audio-, wideo- z rejestracją fotograficzną, publikacje internetowe, itd. – wielowątkowe historie, wieloosobowe zespoły  to świat wręcz niedostępny dla polskich mediów. Tymczasem czekamy na październik i nowy konkurs World Press Photo, ten w którym ma panować większa wolność. 


Out Of The Way © Elena Anosova

Cuba On The Edge Of Change © Tomas Munita, for The New York Times

Wróćmy jeszcze do tematu przewodniego, bo dyskusja nad zdjęciem roku była ostra, choć krótkotrwała. Czyżby już znudzenie? Czy już wszyscy powiedzieli co chcieli? Dla mnie kłopotliwe jest zdanie samego jurora głównego Stuarta Franklina. Normalna historia konkursowa brzmi: autor zgłasza zdjęcie, jury wybiera i publikuje wyniki, opowiada o werdykcie. Basta. I potem dyskusja przenosi się szerzej, wypowiadają się specjaliści i autorzy zdjęć, aż wreszcie przysłowiowy Kowalski powie co chce w Internetach albo znajomemu przy kawie. Tymczasem, kiedy my się tu tak gotujemy za lub przeciw, zgadzamy lub oponujemy, wypowiada się główny juror WPP i mówi, że głosował przeciwko Ozbilici, nie chciał tego zdjęcia na podium. Tutaj pełny tekst Franklina dla Guardian 

Argumenty mocne, pojawiające się już w dyskusji po wynikach. „To zdjęcie morderstwa, zabójcy i zabitego, obydwu widać w jednym kadrze i jest moralnie tak samo problematyczne jak opublikowane zdjęcia egzekucji wykonywanych przez terrorystów”. Dalej przytacza przykłady innych sławnych zdjęć, sytuacji, podkreśla zasługi Ozbilici, mówi o innych wynikach. Mi się jednak zdaje to mało czystą sytuacją, gdy główny juror konkursu otwarcie wypowiada się przeciwko swojej robocie tam w obradach. Wynoszenie dyskusji zza zamkniętych drzwi chyba nie jest tutaj konieczne. Ale bardziej, przechodzenie z roli sprawczej w krytyczną przez głównego jurora - nie wydaje mi się zdrowe. Ani dla środowiska, ani dla konkursu.  

wszystkie wyniki na oficjalnej stronie konkursu: World Press Photo


czwartek, 5 maja 2016

Po 11. Nie ilustruj!

Wyniki BZ WBK Press Foto 2016. 
Po konkursach światowych, czas na rodzime. To czas sprawdzenia naszych realiów. W World Press Photo i POYi postawiono w tym roku na czytelność i komunikatywność. Większość wygranych to – przypomnę – zgrabne i rzetelne materiały dobrego, wysokiego czasem poziomu, ale za to przyswajalne, raczej łatwe niż trudne, a z pewnością dalekie od niuansów, niedopowiedzeń i raczej nie liczące na aktywnego widza. Dobre ilustracje. Czyż nie tym powinna być dobra fotografia prasowa? Ilustracją właśnie?

Przyznam, że wyniki konkursu w pierwszej chwili mnie oszołomiły. Zanim zmierzyłam się z własnymi przemyśleniami, wysłuchałam opinii kilkudziesięciu osób spotkanych na gali - uczestników środowiska, śledzących konkursy i rynek. Przede wszystkim opinie te dotyczyły zdjęcia roku. „Budzące kontrowersyjne opinie" – powiedział Chris Niedenthal, juror konkursu. Przewodniczący jury – Maciej Jeziorek – „rękami i nogami będę go bronił, opowiada wiele historii na raz a jest powrotem do zwykłego życia, zwykłego bohatera, czyż nie tym powinien się zajmować  fotoreporter?” 


Blisko ludzi, historii codziennych, dziejących się - takie jest zdjęcie roku. 
Wydaje się, że kilka nagród wybrano podobnym kluczem, a z pewnością reportaże, które chwytają za serce w całości. Są to tematy trudne, okupione z pewnością ciężkimi przeżyciami autorów, tematy, które w nas zostają na dłużej. Grzegorz Dembiński  (2 miejsce w kategorii „Życie codzienne”) to walka o życie na dziecięcym oddziale kardiochirurgii w Poznaniu. Maciek Dakowicz (1 miejsce w kategorii „Wydarzenia”) sfotografował chaos po trzęsieniu ziemi w Katmandu. Dezorientację i dramat, które następują zaraz po katastrofie. Wreszcie – jak dla mnie – absolutny faworyt i najważniejszy reportaż, wśród nagrodzonych – Maciek Nabrdalik (3 miejsce w kategorii „Wydarzenia”. Temat uchodźców od wysp Grecji po Niemcy. Autor wypowiedział o motywacji reporterskiej, o sensie pracy fotografa prasowego szalenie istotne zdania: „Nie umiałem dłużej przyglądać się tym wydarzeniom z dystansu. Spakowałem się i poleciałem na grecką wyspę Lesbos. (…) Dokumentowałem te przesiedlenia i będę dokumentował ich konsekwencje z nadzieją, że prawa człowieka w tej części świata są rozdzielane równo między wszystkich”. Jego seria odpowiada na mnóstwo pytań, opowiada o exodusie wielowymiarowo, igra ze stereotypami pozostawiając nas w niedowierzaniu, że to się dzieje, w zdumieniu o skali dramatu, we współczuciu i dociekliwości. Czyż nie tym powinien się zajmować fotoreporter?







Grzegorz Dembiński, Głos Wielkopolski / 2. miejsce / Życie codzienne / Fotoreportaż / Życie codzienne Kliniki Kardiochirurgii Dziecięcej Szpitala Klinicznego im. Karola Jonschera w Poznaniu. Poznań (Polska), marzec 2010 r. – wrzesień 2015 r.









Maciek Nabrdalik, VII PHOTO / 3. miejsce / Wydarzenia / fotoreportaż / W 2015 r. milion uchodźców i migrantów przybyło do Europy drogą morską, z czego 80 proc. dopłynęło tu z Turcji przez Morze Egejskie. Materiał dokumentuje tę drogę i dalszą podróż uchodźców przez Bałkany do Europy Zachodniej. Większość ucieka przed wojną, przemocą i biedą między innymi z Syrii, Afganistanu i Iraku. / Lesbos (Grecja), Preševo, Berkasovo (Serbia), wrzesień – październik 2015 r.

Bardzo mocno wypadła kategoria „Kultura i sztuka”. Wśród nagrodzonych same znane nazwiska: Wojciech Grzędziński, Michał Szlaga, Grzegorz Press, Tomasz Lazar, Tymon Markowski i Michał Siarek. W reportażach w tej kategorii znalazł się wielowątkowy dokumentalny długoterminowy projekt o nowej Macedonii Siarka, także długoterminowy materiał z działalności „Teatru 21” Grzegorza Pressa  – o ogromnej wadze społecznej i determinacji aktorów. I znalazł się materiał złożony z portretów o niezwykłym napięciu – Wojciecha Grzędzińskiego ukazującego uczestników konkursu chopinowskiego na moment przed wyjściem na scenę.


Tymon Markowski, Gazeta Wyborcza Bydgoszcz / 2. miejsce / Życie codzienne / zdjęcie pojedyncze / Alpiniści z firmy Everest, którzy na co dzień zajmują się m.in. myciem okien w wysokich budynkach, przyjechali do chorych dzieci ze Szpitala Uniwersyteckiego nr 1 im. dr. Antoniego Jurasza przebrani w kostiumy superbohaterów. / Bydgoszcz (Polska), 11 czerwca 2015 r. 

Do wartych uwagi, znakomitych momentów, wirtuozerii reporterskiej należą z pewności pojedyncze zdjęcia: Tymona Markowskiego (2.miejsce w kategorii „Życie codzienne”), Aleksandry Szmigiel-Wiśniewskiej (1.miejsce w kategorii „Sport”) oraz Wojciecha Grzędzińskiego (3. Miejsce w kategorii „Wydarzenia”). Wszystkie trzy warte uwagi z tego samego względu – wirtuozerii właśnie. Nie wystarczy być na miejscu, „temacie”, trzeba też wiedzieć co się zdarzy i jak się przygotować, jak uprzedzić moment, który tam się wydarzy. Trzeba sobie pomóc w przygotowaniu i przekazaniu widzowi czystego – wydestylowanego niemal przekazu z maksymalną dawką emocji. (Absolutny przypadek chyba, że wszystkie trzy są czarnobiałe, nie przypisujmy za wiele tutaj.)


Aleksandra Szmigiel-Wiśniewska / 1. miejsce / Sport / zdjęcie pojedyncze / Michelle Jenneke wie, że wszystkie oczy zwrócone są właśnie na nią. Tuż przed biegiem na 100 metrów przez płotki Australijka wykonuje swój markowy taniec-rozgrzewkę. / Pekin (Chiny), 27 sierpnia 2015 r.


Wojciech Grzędziński, freelancer / 3. miejsce / Wydarzenia / zdjęcie pojedyncze / Zwolennicy prezydenta Bronisława Komorowskiego oczekują w sztabie wyborczym na ogłoszenie wyników wyborów, wiedząc już o przegranej. / Warszawa (Polska), 24 maja 2015 r.

W konkursie znalazły się kompletne nieporozumienia, a ja nie byłabym sobą, gdybym ich nie wytknęła. Reportaż z Woodstocku był wprost zdumiewający! W ośmiozdjęciowej historii, jedno zdjęcie było w kolorze. Oczywiście wtedy trzeba zapytać: dlaczego? Skąd akurat to jedno i co w nim jest takiego? Nie umiem odpowiedzieć na to pytanie. Wystarczyło – drogi autorze zdjąć kolor i z tej jednej klatki, a drogie jury – skoro autor tak wysłał, może po prostu wyrzucić z zestawu? Wiele materiał by na tym nie stracił, a śmiem sądzić, że tylko by zyskał. Z resztą szmer śmiechu był dość wyraźny na gali, dziś zaś już w komentarzach internetowych jeszcze wyraźniejszy.

Inne nieporozumienia zdarzyły się na samej gali. Głównie w wypowiedziach nagrodzonych autorów. Większość na szczęście to ważne wypowiedzi i manifesty – o profesji i o sytuacji fotoreportażu i prasy, a nawet miejscami polityki i kraju. Zdarzyły się jednak niestety i problematyczne. Własne literackie interpretacje swoich zdjęć, przywoływanie Breugla i Elliotta Erwitta to dość górnolotne słowa, sugerowanie co się chciało zawrzeć w zdjęciach – kiedy te wyświetlone zostają za plecami mówcy i jako żywo przeczą słowom - też nie świadczy najlepiej. Rozczulające też było wyznanie ulubienia swojego zdjęcia tak bardzo, że jest pulpitem w komputerze. Proszę państwa, to był przypomnę konkurs fotografii prasowej! (A już kompletnie nie na miejscu była reklama warsztatów fotograficznych nieobecnego laureata na tle jego zdjęć , które nie były o kwiatkach, ale o „tragedii nie do opisania”!)

Niedobrze się dzieje, jeśli autorzy potrzebują tej literackiej warstwy. Świadczyć to jednak o początku drogi fotoreporterskiej wypowiadających te słowa. Niewiary w profesję, w której próbują być. Tu warto też przytoczyć słowa naczelnego „Rzeczpospolitej”, który zanim wręczył nagrodę patrona medialnego wyznał, że „boi się złego obrazu” oraz podzielił się refleksją:  „jeśli słowo ma przetrwać to w dobrym towarzystwie”. Tym samym sprowadził fotografię do roli ilustracyjnej i najlepiej w miarę przyjemnej. Nie twierdzę, że w większości wypadków tym właśnie w prasie jest zdjęcie. Dobra ilustracja, czyż nie tym…?

Chyba właśnie nie! Zamiast zaufać fotografowi, który znalazł temat, poświęcił czas i umiejętności by o tym opowiedzieć, bierze się pierwsze lepsze zdjęcie z bazy, by ilustrowało. Spłyca przekazy. Wzory światowe nie rokują najlepiej. Tym bardziej doceniam znakomitą robotę, którą nagrodzono jednak w BZ WBK Press Foto 16. Te przepracowane i zaangażowane tematy, samodzielne! Tę rolę reportera blisko zwykłych historii. Nie, nie jest tak różowo ani tak optymistycznie. Tę rolę podejmuje mniej więcej połowa wygranych. Tu jednak pojawiają się pytania, od których powinno się zacząć: dla kogo to jest konkurs? Kto jest odbiorcą – widzem? Ale znacznie ważniejsze – kto jest autorem, fotoreporterem, kto może brać w nim udział? Do konkursu stanęło 431 osób, ale zakwalifikowano 348 fotoreporterów. Po drodze „zgubiono” osiemdziesiąt zgłoszeń, uznając, że nie są profesjonalne. A nawet wśród wygranych byli ludzie ledwo raczkujący – trudno nawet powiedzieć – w zawodzie, w przygodzie z fotografią prasową. Podziały stają się niejasne, definicje straciły ostrość i wyniki także światowych konkursów coraz bardziej w tym utwierdzają. Patrzmy uważnie co się dzieje, to super moment zmiany! 

strona konkursu BZ WBK Press Foto 2016