czwartek, 29 stycznia 2015

Jerzozwierz. Rozczarowanie, zażenowanie, zmarnowanie.

Olga Ptak, Jerzozwierz. Portrety i autoportrety Jerzego Lewczyńskiego, wyd. Muzeum w Gliwicach, seria Czytelnia Sztuki, Gliwice 2012

Tytuł:  Jerzozwierz. Portrety i autoportrety Jerzego Lewczyńskiego. Rzecz ewidentnie dotyczy Jerzego Lewczyńskiego. Nie jest to jednak, jak po tytule można posądzać opowieść o jego pracach fotograficznych, analiza serii zdjęć, to opowiastka o życiu, osobowości, charakterze i ułomności fotografa. Opowiastka przetykana jest zdjęciami – tutaj zgodnie z częścią tytułu: z autoportretami artysty.
Jerzozwierz – to oczywiście Jerzy Lewczyński, jeden z pseudonimów, przydomków, raczej między zaufanymi ludźmi. 
Stron: około 140. Papier przyjemny, oprawa twarda. Wspaniały przedmiot. Dobry rozmiar.

Wydawca: Muzeum w Gliwicach znane z serii Czytelnia Sztuki i wspaniałych wydawnictw.


Zdjęć 18, plus 3… 18 to autoportrety, pochodzą z kolekcji prywatnych i zbiorów Muzeum w Gliwicach. Te najsłynniejsze, czasem także te mniej znane. Pozowane, precyzyjnie rozplanowane, ustawione, zainscenizowane z przekazem, czasem kolaż. Plus 3 – na samym końcu – to autoportret autorki z bohaterem. Seryjka 3 zdjęć w rodzaju „Picasso wielkim artystą był”, ot modne selfie. Pamiątka, kompletnie nie mająca przekazu, tak drastycznie różna od reszty zdjęć w książce. Na wykonanie serii poświęcono pewnie razem jakieś 10 sekund, z pozowaniem, wyzwoleniem spustu i złożeniem statywu.
Można się w tej serii 3 zdjęć dopatrywać chyba komentarza do całości (jeśli to nie jest zbytnia nobilitacja dla tych obrazków). Puenta z pewnością dobra – cała książka jest opowiastką popełnioną przez młodą uśmiechniętą osobę, która ogromnie się cieszy z poznania i przebywania z mistrzem. Widać to dobrze na tych zdjęciach. Tak bardzo się cieszy, że opowiastka dotyczy jeno tej radości. Przypomina bardziej relację z backstage’u wielkiej gwiazdy rocka dostarczoną przez młodocianą fankę. 


Trudno o tej książce pisać na poważnie. Mieliśmy spróbować  w duecie z Marcinem zmierzyć się nią. Nie rozpisaliśmy ról na złego i dobrego policjanta. No niestety. Zdanie o publikacji mamy identyczne. Jeśli nie macie obligatoryjnie zadane by ją czytać, nie sięgajcie po nią po prostu.

Marcin: książka nie jest o fotografii, ale o spotkaniu starego człowieka. Co gorsza autorka przedstawia owego człowieka bez zrozumienia i empatii, nadużywając jego zaufania i gościnności. I jako, że jest to książka słaba, na dodatek, daleko jej do książki Domosławskiego o Kapuścińskim, a rzuca cień na człowieka, którego darzyłem szacunkiem, to ja nie będę jej promował nawet źle o niej pisząc.

By jednak studenci w przyszłości nie przynosili na zaliczenie pracy o Lewczyńskim pisanej w oparciu o niniejszą publikację, jednak wyrażę swoje zdanie: rozczarowanie, zażenowanie, zmarnowanie. 



Rozczarowanie. To pierwsze moje doznanie. Nie tego się spodziewasz. Książka przepięknie wydana, oszczędnie i ze smakiem. Spodziewam się większego udziału postaci, przepraszam Postaci – jaką jest pan Jerzy. Jego głosu, jego opowieści o tychże portretach i autoportretach. Książka ma jak dla mnie trzy części: pierwsza – przedziwna opowieść o spotkaniach z mistrzem, druga – cytaty z dzienniczka autorki (sic!!) i trzecia – teksty i listy pana Jerzego do Zdzisława Beksińskiego. [właśnie wyszła osobna publikacja zbierająca wszystkie te listy razem, redaktorką jest znowu Olga Ptak, wydawcą jest znowu Muzeum w Gliwicach].
Część druga jest przezabawna, jeśli się do niej dobrnie. Jest miodem na serce po żenującej opowieści pierwszej. Po prostu oczom się nie wierzy. Narrator, opowiadacz wyszedł ze swojej roli i cytuje swój pamiętnik. Co gorsza, w części trzeciej są listy do Zdzisława Beksińskiego. Autorka nie zauważyła, że część – części nierówna…

Zażenowanie. Idzie w parze z rozczarowaniem. Czyta się do końca mając nadzieję, że znajdzie się tam coś wartościowego (i owszem, część trzecia – listy Beksińskiego rekompensuje pierwsze 120 stron (z całych 140)). Jaki obraz pana Jerzego wyłania się z „Jerzozwierza”? Otóż poczciwego staruszka, dość zdziwaczałego, mającego setki przyzwyczajeń, egocentryka i alkoholika. Może i te historyjki o rybach i metaxach wydały się autorce wiekopomne, może i były zabawne dla jej znajomych, gdy opowiadała ‘sprawdzając’ je w gronie najbliższych. Ja czuję jednak zażenowanie. To nie są rzeczy, które potrzebuję wiedzieć o panie Jurku. To są sprawy i sprawki każdego człowieka w pewnym wieku. Przyzwyczajenia i dziwadła, nawyki i sposoby, własne urojenia i zupełnie osobny, prywatny świat. Autorka zestawiła każdego-staruszka z dużym artystycznym nazwiskiem. Może to miało wstrząsnąć? Może coś ukazać? Wyszedł obraz starości, wyśmiany przez kogoś kilka razy młodszego. Drwina ze starości. 


Zmarnowanie. Bynajmniej nie chodzi o pieniądze (chociaż znam kilka tekstów czekających na wydanie…). Zmarnowana szansa. Nie wiem co dokładnie autorka robiła tak często w mieszkaniu pana Jerzego. Coś chyba pomagała posprzątać, uporządkować archiwum, nie wiem. Rozmawiała z panem Jerzym. Często. Przeszła na drugą stronę – stała się kimś codziennym w domu państwa Lewczyńskich.  I to właśnie tę szansę zmarnowała. Nie potrzeba nam bowiem powtarzać, że pan Jurek był schorowany i coraz starszy. Trzeba go było pytać o coś przy czym nas nie było. Jaki był ten Beksiński, jak to było ze Schalbsem? Jakie nawiązał rozmowy ze Steinertem? Jak poznał się z Zofią Rydet? Jak to było na wystawie w Nowym Jorku? Co jest za zdjęciami?

Osobista historia jest szalenie ciekawa, ale na tym styku, który odróżnia tysiące od jednostki. Obawiam się, że mówienie do każdej osoby jednym imieniem nie odróżnia pana Jurka od pana Mietka, mojego sąsiada. Pan Jerzy uczestniczył w najważniejszych wydarzeniach fotograficznych od czasów wojny w Polsce, znał wszystkich i ze wszystkimi korespondował. Był motorem zmian w pewnych kręgach, wyznawcą nowej i awangardowej fotografii. Należą mu się hołdy a nie paszkwile. 


Zostaje też odrobina nadziei. Podwójnej: że pani autorka coś pożytecznego oprócz pisania tej książki zrobiła z archiwum pana Jerzego. I druga – że pan Jurek ze śmiechem przyjął tę publikację. Potraktował to jako kolejny żarcik, obrócił tę niestosowność śmiech. Trochę niezrozumiała jest rola Muzeum w Gliwicach. Wydawca, zdaje się, że także pracodawca i zleceniodawca tejże opowieści i pracy z panem Jerzym. Nikt nie zauważył o czym jest ta książka? W tym samym czasie została wydana gigantyczna publikacja – przez to samo muzeum, jako katalog wystawy Jerzego Lewczyńskiego w Krakowie. Redakcję wziął na siebie kurator wystawy – Wojciech Nowicki. I to jest pomnik należyty. Tu się mówi o tych pracach na poważnie.
Jeśli „Jerzozwierz” miał promować Muzeum jako właściciela prac Lewczyńskiego, no to nie poszło. Nie po takiej monografii jaką jest „Pamięć obrazu”. Mam nadzieję, że świeżo opublikowane listy Beksiński-Lewczyński zostały wydane bez komentarza, bez redakcji, na czysto. 

Gdyby ktoś sięgnął do tego posta w poszukiwaniu informacji o Jerzym Lewczyńskim, proszę bardzo, bibliografia obowiązkowa:
Jerzy Lewczyński, Archeologia fotografii, prace z lat 1941-2005, Muzeum Sztuki w Łodzi, Wyd. Kropka, Września 2005
Jerzy Lewczyński. Pamięć obrazu, red. Wojciech Nowicki, wyd. Muzeum w Gliwicach, Kraków 2012



wtorek, 20 stycznia 2015

Z nowym rokiem, nowym...obrazem!

Trudno zaczyna się posty po długiej przerwie. Nie bardzo wiadomo czy się tłumaczyć. Mimo początku roku niestety żadnych obietnic w temacie częstotliwości postów nie składam. Nowy rok się zaczął chwilę temu, a dziś Gazeta poddała pretekst do publikacji. [nie pierwszy w tym roku, ale na opisanie przypadku z ostatniej 'co jest grane' i o fotografii wojennej - innym razem ;) ].

Do 22 lutego w Domu Spotkań z Historią trwa wystawa/akcja "Fotoikony w Polsce. Poszukiwanie/głosowanie". W pewnym momencie 'miejsce fotografii' zajęło się właściwie tylko tą tematyką. [dalej żadnych obietnic, ale przydadzą się życzenia by przynajmniej skończyć opisywanie fotoikon...]. W ostatniej dyskusji przy okazji wystawy okazało się konieczne przypomnienie impulsu do stworzenia tej akcji. A tutaj Gazeta przynosi nawet wizualne dopełnienie historyjki o impulsie.


Oto okładka kalendarza, który dziś dodawany jest do Wyborczej. 'Time Square Kiss' Alfreda Eisenstaedta. Jedno z najbardziej ikonicznych zdjęć świata. W kalendarzu do polskiej gazety, wybór historycznych zdjęć i rocznic wedle dodatku "Ale Historia". W środku jeszcze budowa wieży Eiffela, Jurij Gagarin, parada zwycięstwa w Londynie i pierwszy mundial. Są oczywiście wątki polskie: transatlantyk 'Batory', żelazne postaci: Józef Piłsudski, Jan Paweł II, dodatkowo Maria Curie-Skłodowska i Ignacy Paderewski. Nie samymi zdjęciami kalendarz stoi - są reprodukcje malarstwa, też z górnej narodowej półki: Matejko i Kossak.

Bardzo się czepiać nie będę. Kalendarz wywołał u mnie spory uśmiech. Po to właśnie akcja "Fotoikony" w Polsce, by przypominać, że mamy świetne kadry z polskiej historii, a za zdjęciami stoją historie niesamowite. Są tam kadry nie tylko martyrologiczne, są i kalendarzowe, naprawdę!



Pozostawię państwa z wizualną lekturą kalendarza, ale dorzucę pytania natury bardziej lub mniej retorycznej:

- Czy zestaw ten opowiada coś konkretnego, czy górę biorą przypadkowe ciekawostki?

- Czy redakcja kierowała się bardziej zdjęciem (wizualnymi walorami fotografii) czy rocznicą - by fotografia pasowała do miesiąca?

- Czy wszystkie zdjęcia są kalendarzowe, czyt. przyjemne oku, takie, które bez obaw powiesimy w kuchni czy biurze? [poza klasą, w której nauczana jest historia]

I mam zawsze aktualne pytanie:
Jakie są dla Was ważne zdjęcia, które mogłyby mieć miano zdjęć ikonicznych? Jeśli nie ma go na wystawie/w akcji "Fotoikony" proszę przysyłajcie swoje typy na email: fotoikony.projekt [na] gmail [kropka] com




wtorek, 25 listopada 2014

Fotoikony w Domu Spotkań z Historią w Warszawie

Prawie trzy lata od startu projektu "Fotoikony" otwieramy kolejną odsłonę wystawy. Zapraszam od dziś, od 18.00 do Domu Spotkań z Historią. Wystawa trwa aż trzy miesiące. Oczywiście wraz z głosowaniem. Nowością w głosowaniu jest pewna informacja zwrotna jaką dostajemy od widza. Proszę się zatem zastanowić na jedną z trzech kategorii:
1) Tak. Dobrze znam to zdjęcie
2) Tak. To zdjęcie zrobiło na mnie największe wrażenie
3) Tak. To zdjęcie dobrze opowiada historię.


Zapraszam do DSH oraz do głosowania przez internet: tutaj.





więcej o wystawie: strona DSH
głosowanie internetowe na stronie DSH

środa, 2 lipca 2014

zmarł Jerzy Lewczyński


to bardzo smutny dzień...
Kilka godzin temu odszedł Jerzy Lewczyński, ikona polskiej fotografii, ale też ciepły i bliski nam człowiek, będzie nam go bardzo brakować...

środa, 11 czerwca 2014

FPR 2014: konkurs rozstrzygnięty!



Fotograficzna Publikacja Roku 2014: NAGRODA GŁÓWNA – NAGRODA IMIENIA KRZYŚKA MAKOWSKIEGO

Dissasembly, Bownik

„Disassembly" Bownika zostało nagrodzone przede wszystkim za twórcze wykorzystanie medium, jakim jest książka fotograficzna. Za bezprecedensowe na polskim rynku wydawniczym, ujęcie fotografii w publikacji. Projekt, znany publiczności z wcześniejszych wystaw, został w książce zaledwie przypomniany, odwołano się do niego odsłaniając, czy wręcz tylko sugerując, drogę poszukiwań autora do celu. Książka nie streszcza, ani nie podsumowuje dotychczasowej pracy nad projektem, jest jego kolejnym, ważnym elementem. Istotnym także dlatego, że może swobodnie funkcjonować, jako niezależny obiekt artystyczny. W subtelny sposób prezentuje proces pracy artystycznej nad projektem, nie odsłaniając wszystkich jego tajemnic. Jest twórczym rozwinięciem wystawy. Publikacja powstała przy współpracy Honzy Zamojskiego, który wcielił się tutaj zarówno w rolę kuratora, jak i projektanta. Partnerstwo i współpraca obydwu artystów zaowocowało bezkompromisowymi rozwiązaniami.

Nagradzamy „Dissasembly" za wyjątkową fuzję pomysłów oraz za nowatorską i niedosłowną prezentację projektu fotograficznego.

wydawca: Mundin
projekt graficzny: Bownik, Honza Zamojski
redakcja: Bownik, Honza Zamojski
nakład: 700 PL / 350 ANG / 30 wersja limitowana





NAGRODA SPECJALNA ZA SELF-PUBLISHING

Justina&co.uk, Magda Buczek

Wyróżnienie specjalne za self-publishing należy się wyjątkowej książce – prywatnej i pamiętnikowej. Niewielki format łączy bogactwo treści i równie rozbudowaną listę środków formalnych. Zakładki, przekładki, brokat i wszelkie dodatkowe elementy doskonale wpisują się w historię, którą opowiadają autorka i bohaterka książki.

„Justynę” doceniamy zatem za niezwykłą szczerość i konsekwencję. Self-publishing w wydaniu Magdy Buczek ujął nas przede wszystkim spójnością tematu i formy. Jest to doskonałe podsumowanie wieloletniej pracy autorki, która w spójny sposób prezentuje temat i nie boi się ekstrawagancji.

projekt graficzny / graphic design: Magda Buczek, Emilia Obrzut (Obszar Roboczy)
nakład: 8 sztuk
redakcja: Magda Buczek




Poniżej relacja z ogłoszenia wyników i wręczenia nagród. Dziękujemy bardzo!

fot. Marcin Grabowiecki

fot. Łukasz Szeląg

fot. Łukasz Szeląg

fot. Łukasz Szeląg

fot. Marcin Grabowiecki

fot. Marcin Grabowiecki

fot. Marcin Grabowiecki

fot. Marcin Grabowiecki

fot. Marcin Grabowiecki

fot. Marcin Grabowiecki


więcej:

Wyniki i relacja w Fotopolis.pl
Nagrody Empresse OGROMNIE DZIĘKUJEMY!

jurorzy/organizatorzy: Marta Szymańska (Fotofestiwal), Paweł Rubkiewicz (Bookoff) i Joanna Kinowska (miejsce fotografii) o wynikach, przebiegu obrad i o nagrodzonych publikacjach w FPR2014

książka Magdy Buczek 
Bownik i Wydawnictwo Mundin
recenzja książki Bownika w Fotopolis.pl


wtorek, 3 czerwca 2014

Fotograficzna Publikacja Roku 2014 - jury


W konkursie Fotograficzna Publikacja Roku 2014 zgłoszonych zostało 56 publikacji. Wybranie jednej nie było prostym zadaniem. Jury obradowało w składzie: Magdalena Heliasz, Andrzej Kramarz, Edgar Bąk, Adam Mazur oraz przedstawiciele organizatorów: Marta Szymańska (Fotofestiwal), Paweł Rubkiewicz (Bookoff) i Joanna Kinowska (miejsce fotografii).
Wyniki ogłosimy w Łodzi, podczas Fotofestiwalu, zapraszamy na spotkanie 7 czerwca (sobota) o 13.30 do Art Inkubatora (Tymienieckiego 3). Wszystkie publikacje, które znalazły się w finale będzie można oglądać na wystawie już od czwartku 5 czerwca, ekspozycja rusza wraz z Fotofestiwalem! 
Poniżej relacja z obrad jury (dzięki Adam za uzupełnienie) i lista finalistów. Ciekawe, czy typujecie tak samo jak jurorzy?  






FINALIŚCI FPR2014:

Fotografie 1924-1939, Wiesław Rakowski
wydawca: Instytut Środowiska Rolniczego i Leśnego Polskiej Akademii Nauk w Poznaniu
projekt graficzny: Michał Sita, Bartosz Fasiecki

Nieodwracalne, Maciek Nabrdalik
wydawca: Exit Zero Publishing
projekt graficzny: Ania Nałęcka (Tapir Book Design)

Karczeby, Adam Pańczuk
self-publishing
projekt graficzny: Ania Nałęcka (Tapir Book Design)

Song to Sing When I'm Lonely, Patryk Wiśniewski
self-publishing
projekt graficzny: Patryk Wiśniewski

20 lat Fotografii PWSFtviT, praca zbiorowa
wydawca: Wydawnictwo Biblioteki Ośrodka Informacji Filmowej PWSFTviT
projekt graficzny: Tomek Głowacki, Małgorzata Frąckiewicz (Poważne Studio)

Lives of the Unholy, Krzysztof Pijarski
wydawca: Fundacja Archeologia Fotografii, Fotohof Edition
projekt graficzny: Ania Nałęcka (Tapir Book Design)

Dissasembly, Bownik
wydawca: Mundin
projekt graficzny: Bownik, Honza Zamojski

Hotel Silesia, Matteo Terzaghi i Marco Zuercher
wydawca: Czytelnia Sztuki, Muzeum w Gliwicach 
projekt graficzny: Marco Zuercher

Swell, Mateusz Sarełło
wydawca: Instytut Kultury Wizualnej
projekt graficzny: Ania Nałęcka (Tapir Book Design)

Justina&co.uk, Magda Buczek
self publishing
projekt graficzny: Magda Buczek, Emilia Obrzut (Obszar Roboczy)

Albom.pl, praca zbiorowa
wydawca: Stowarzyszenie Edukacji Kulturalnej „Widok”
projekt graficzny: PLaJSTER – Jerzy Osiennik

Route 66 PL, Łukasz Gniadek 
self-publishing, Neue Welt
projekt graficzny: Łukasz Gniadek

Stocznia, Michał Szlaga
wydawca: Fundacja Karrenwall
projekt graficzny: Olga Łebkowska

Requiem, Maciej Fiszer
wydawca: Uniwersytet Przyrodniczy w Poznaniu
projekt graficzny: Piotr Zdanowicz

Negative Book, Aneta Grzeszykowska
wydawca: Zachęta – Narodowa Galeria Sztuki   
projekt graficzny: Michał Kaczyński

Body Structures, Zbigniew Dłubak
wydawca: Fundacja Archeologia Fotografii
projekt graficzny: Jakub Certowicz

Jestem z Polski, Wojtek Wieteska
wydawca: WWPhoto
projekt graficzny: Jan Stefański, Lauren Thornson

Biegun, Maurycy Stankiewicz 
wydawca: Paper Beats Rock
projekt graficzny: Martyna Wyrzykowska

12 twarzy / faces, Filip Ćwik
self-publishing
projekt graficzny: Ania Nałęcka (Tapir Book Design)

W służbie narodu [taniec], Katarzyna Iwańska
self-publishing
projekt graficzny: Katarzyna Iwańska

Anima. Obrazy z Arfryki, Magda Hueckel
wydawca: Verbum Sp. z o.o. / Galeria Piekary
projekt graficzny:  Ryszard Bienert





sobota, 19 kwietnia 2014

święta w końcu!

Nie ma co pociesznej kury zmieniać co roku. dajcie znać jak się znudzi, a tymczasem dobrych świąt i wiosny!

sobota, 22 marca 2014

wiosna, porządki.

lata 1990te. / ze zbiorów jk
idzie wiosna. są porządki. miejsce fotografii też się porządkuje.
już niebawem, już niedługo - będzie więcej, częściej itp.
właściwie porządki trzeba robić bez sentymentów i na zimno.
jako obrazek w tle porządków - moda lat 90tych. ah. [ktokolwiek wie kto na zdjęciu?czyja kolekcja?kto wykonał sesję?]

czwartek, 13 marca 2014

pozdrowienia!


1911. Tylko tyle wiadomo. To musiała być zabawna rodzinka.

środa, 12 lutego 2014

Układy

między 1912 a 1928

W piątek będzie doroczny dzień fotografii. Będzie ona wszędzie - w każdych wiadomościach w mediach, na stronach, w gazetach, w radio itd. Wszędzie. To znowu ten dzień, kiedy wszyscy będą specjalistami w dziedzinie i będą oceniać wyniki World Press Photo. Jedyny kłopot, że będą oceniać je, jako fotografię generalnie, nie jako fotografię prasową. Będzie znowu to samo: za dużo okrucieństwa, krwi, cierpienia. Że przecież świat jest inny, że nie jest sensacyjny, że jest tyle piękna wokół i nie trzeba się uciekać do dramatów. Fotografia to fotografia, w końcu. A na niej znamy się wszyscy, bo wszyscy robimy zdjęcia. Tylko te problematyczne rozróżnienia: na prasową, artystyczną, itd.
W oczekiwaniu na ten dzień, proponuję zwrócić oczy i myśl w kierunku fotografii tej zwykłej, albumowej, pamiątkowej, amatorskiej. Nawet jeśli fotografował zawodowiec, to oczywiście nie fotograf prasowy.
Takich fotografów znamy wszyscy, mieliśmy z nimi do czynienia już od czasów przedszkolnych. Przychodzi, ustawia światło, kadr, a potem przewijają się wszyscy, którym zdjęcia trzeba zrobić: przedszkolaki, uczniowie, uczestnicy wyjazdu czy imprezy, itd. 
Wracam też myślą do książki Magdy Stanovej "W cieniu fotografii" (Kraków 2008, wyd. Fundacja Sztuk Wizualnych). Jest tam takie jedno proste i genialne spostrzeżenie, pytanie. „Czy przed wynalezieniem fotografii ludzie znaleźli się kiedykolwiek w podobnym układzie?” Ilustracją zaś jest rysunek grupy ludzi w trzech rzędach, najwyżsi z tyłu, kilka osób siedzi, klęczy. Ewidentnie pozują do zdjęcia.
Właśnie tak, nikt przed wynalezieniem fotografii nie myślał by ustawiać się - grupować, pozować. Nie w taki sposób. W jaki? By każdego było widać, by oddać hierarchię, by stworzyć ciekawą kompozycję. Żeby jednych sadzać z przodu, innym dawać ławki by na nich stanęli z tyłu, by wykorzystywać schody czy ustawiać wedle wzrostu.
Niesamowite, że dziś nawet inaczej pozujemy. Na tych starych zdjęciach nikt nie robi gestów, nikt nie macha, nie robi dziwnej miny. Pełna powaga (nawet w tych najzabawniejszych sytuacjach).


prawdopodobnie Czechosłowacja, 1930 te.

Świnoujście ok. 1910

podkrakowska wieś, 1927

podkrakowska wieś, 1924



Polecam oczywiście książkę "W cieniu fotografii" po jeszcze więcej wspaniałych spostrzeżeń i pytań. Warto też zajrzeć do jej recenzji w Obiegu.
wszystkie zdjęcia ze zbiorów własnych/rep.jk.