sobota, 31 stycznia 2026

Chyba się niewiele zmieniło.





Chyba się niewiele zmieniło. Znaczy, że wiadomo dokładnie. Słowo "chyba" wiele wybacza w kwestii precyzji. Rosną nowe budynki. Trochę ogarnięto niektóre przestrzenie. Ale reszta zarasta jakby bardziej, rdzewieje zgodnie z upływem czasu. Pewne miejsca zaś zupełnie nietknięte, bo też jak poznać po łące czy jeziorze. W tym wszystkim chyba najbardziej zmieniliśmy się my - autor i jego widzowie.

Od ostatniej książki Kuby Dąbrowskiego ("Pożar") minęło 8 lat. To jest chyba najwięcej w cyklu wydawniczym Kuby. Wcześniejsze książeczki wychodziły szybciej. Nie miały tempa blogowego, no bo wiadomo. Ale jednak. Czekać 8 lat na książkę Kuby?! Kiedy wychodził "Pożar", Kuba na blogu pisał: "Od wystawy w Zachęcie i ostatnich małych wydawnictw minęła epoka. Epoka w moim prywatnym życiu, epoka w świecie i epoka w fotografii. "Pożar" to książka o odnajdywaniu się w tej nowej sytuacji. O jedzeniu zdrowego jedzenia, o tym, że nie jest lekko, ale w sumie jest dobrze."

Skoro tam minęła epoka, to tu przynajmniej ze dwie. 





Wieści przyszły znienacka. Rozpisane spotkania - oczywiście Warszawa i Kraków. Kolekcjonerzy książek Kuby zwarci i gotowi. No bo wiadomo, będzie znowu 300 sztuk? I znów podzieli nakład między stolicę i starą stolicę? Więc trzeba być a) wcześniej, b) być, c) w razie niemożliwości obecności obdzwonić będących.

A, no właśnie to się zmieniło. Wydawnictwo. I solidny nakład. Taki, że ciągle możecie nadrobić braki. Wydawnictwo "Wydałem" sprawiło, że egzemplarzy jest przynajmniej 1000. I jest to jedna z poważniejszych zmian w kwestii "chyba się niewiele zmieniło".

Zwykle nie recenzuję książek aktualnych, świeżych tutaj. Jeśli już, to dla magazynów. A tak, staram się nie wypowiadać, zanim nie przeprowadzimy kolejnej edycji konkursu "Fotograficzna Publikacja Roku". Co prawda od lat nie ode mnie zależy co wygrywa, bo nie jestem jurorką. Ale, jakoś tak, lepiej nie. Potem, nie ma sprawy. Czemu zatem ten wyjątek? Bo to nie jest książka roku, a od razu dekady. I to tylko w moim prywatnym rankingu. 




To od początku. Na stronie wydawnictwa informacja brzmi tak:

"Tutejszy Kuby Dąbrowskiego to 187 fotografii ułożonych w rytmie pór roku i tworzących narrację, która balansuje między dokumentem a osobistym pamiętnikiem. To podróż po Polsce widzianej oczami człowieka rozdartego między kosmopolitycznym stylem życia a głęboko zakorzenionym doświadczeniem lokalności. Artysta kieruje obiektyw w stronę kraju rodzinnego, zapisując intymną i zarazem uniwersalną opowieść o powrotach.

Dąbrowski fotografuje to, co umyka codzienności – pszczoły tonące w soku pomarańczowym, zaparowane szyby okien, opuszczone sklepiki blednące od słońca, malwy maskujące ubytki murów. Z tych detali powstaje portret kraju: jednocześnie znajomego i obcego, swojskiego i nieustannie zmieniającego się. Tytuł książki nawiązuje do określenia ”tutejsi” – używanego w spisie ludności 1921 roku przez mieszkańców pogranicza Podlasia i Polesia, którzy swoją tożsamość definiowali poprzez miejsce i wspólnotę, a nie abstrakcyjną ideę narodu. Dąbrowski podejmuje ten wątek, zadając pytania o współczesne poczucie przynależności, pamięć i stratę, o to, jak rozumieć dziś dom." 

I gryzie mnie ta twarda inspiracja spisem ludności z 1921 roku. Serio? A nawet jeśli, to ciągle - serio? Trzeba tak totalnie prosty chwyt, zrozumiałe słowo - rozkładać na elementy pierwsze? No ale dobrze, niech będzie. Przyjmuję, ciekawostka kupiona. Nawet uległam pokusie poszerzenia swojej wiedzy w temacie.

Ale ciągle gryzie. Nie leży idealnie. Pasuje, ale coś, szczególnie może w tej warstwie historycznej. W tekście w samej książce (to też spora nowość) - obojga autorów: Kuby Dąbrowskiego i Marty Syrwid - jest odniesienie do proweniencji "tutejszego" ale na miękko. Bez daty. Bez definicji. Trochę zasłyszane czyjeś wspomnienie. No i to znacznie bliższa ciału koszula. "Tytuł książki odsyła do terminu używanego w celu narodowościowego samookreślenia na Polesiu i Podlasiu, gdzie krzyżują się zasięgi języków polskiego, białoruskiego oraz ukraińskiego, a także wyznań: katolickiego i prawosławnego. Te fotografie z podróży zadają więc pytania o przynależność do konkretnych miejsc i wspólnot."

Czyli nie ma co już się pastwić nad tytułem, definicją. Pierwszy strzał był najcelniejszy, każdy to słowo rozumie jak trzeba. Czy dopiszemy historię czy definicję, wiadomo o czym to jest. Wiadomo gdzie. Wiadomo kto. Może w ramach zmian, że trzeba więcej słowa pisanego pod zdjęcia podłożyć? 



Krajobraz. Wnętrza i zewnętrza. No właśnie kolejne miejsca. Idzie rozpoznać miasta. Dla pewności wpisano je też na 4tej stronie okładki, 24 miejscowości "i pomiędzy". Pierwsza w spisie jest Warszawa, drugi jest Białystok. Reszta nie ma klucza, nie jest alfabetycznie, nie jest od ilości mieszkańców (Kraków pod koniec). Może chronologicznie? Dużo jest Warszawy, chyba w sumie najwięcej. Więc może ta lista jest wedle częstotliwości wystąpienia w kadrach? Czy to w ogóle jest istotne? W kontekście odczytania zdjęciowej historii - wcale. Tyle może tylko, żebyśmy nie spodziewali się pocztówek z zagranicy. Jakbyśmy na nie czekali, in the first place. Więc to spis tego "tutaj". Szeroko-pojętego. Rozpoznasz, to masz rozpoznane. Nie poznasz, nie wygrywasz, nie przegrywasz.

Są klasyki Kuby, czyli dużo tablic do kosza, bloki z Mokotowa. Smaczki z 80tych jeśli jeszcze jakieś żyją. Trochę mam powidoków. Widziałam te kadry.  Poza tapetą windowsa (powyżej, prawda?!). Ale powidoków jest więcej, skąd one? U Kuby na socialach? U Kuby w poprzednich książkach? A może w ogóle bez Kuby, ale po prostu, na żywo? 



Zaczyna się od zimy, przyjazdu. Są kwiaty w papierze. Będą odwiedziny. No i dalej choinka, stół zastawiony, jakieś spacery. No ewidentnie przyjechaliśmy na święta. Trochę rodziny, trochę znajomych. Trochę check dzielnicy - co jeszcze stoi, co się zmieniło, jedziemy z powrotem. I tak kilka razy. I przez różne pory roku. Trochę wakacji, trochę złej pogody. Sporo ludzi w tych zdjęciach - ale dominują dwie kategorie wiekowe. I to jest ta zmiana, od ostatniej książki, wszyscy bohaterowie się równo postarzeli o te powiedzmy 8 lat. Młodzież już wiek nastolatka. A my, no już nie 30tki, już raczej 40tki. Już nie wygłupy w parku, ale z synem na myjni. Już nie "Przyjaciele" na laptopie w łóżku z dziewczyną, ale w meczyk leci, a nogi ewidentnie młodzieżowe. Zapisy codzienności, tej super ulotnej. Tak jak kiedyś, tak i teraz. Te momenty, które wszyscy znamy, ale nie robimy wtedy fot. Kuba ciągle robi. W pewnym sensie robi je nam wszystkim.

Sekwencja płynie i jest taka bardziej niż dotychczas. Dojrzalsza, wyrafinowana. Ciut żartu, ale tak to wszystko ładnie siedzi. Z zadzioru młodzieńczego, z partyzantki to chyba tylko ten myk z nałożeniem zdjęć gdzieniegdzie. Ale to też tak ładnie siedzi, tak estetycznie. Jest rytm tych wyjazdów, powrotów, drogi i powietrza. Jest składanie kolorami i kompozycją. Linie przepływają idealnie. Kolory się zgadzają. Formy powracają. Mucha nie siada. Czysta przyjemność. 


Więcej chyba ciszy. Muzyka gra, ciągle jest świetnie. Ale trochę jakby ktoś dbał o poziom dźwięku. Nie za głośno. Więcej jest przestrzeni, wspaniałego światła. Uważności. Wysmakowania. Żarty są też dojrzalsze. Mniej pośpiechu.

Po pierwszej lekturze - łapczywej, chłonącej - od deski do deski, przez dwa miesiące - w zasadnie nie zmieniłam zdania o niej. Ciągle mam zachwyt. Ciągle szeroki uśmiech. Sięgam po nią co kilka dni. A to nie jest normalne. Przecież jak się przeczyta, to się odkłada, nie? Po tę sięgam co jakiś czas. Otwieram na chwilę, na kawałek. I odkładam. I znów. Można i tak czytać. Jak kiedyś z blogiem. Nowy wpis - ładne, ładne, komcie, lajki. I następna strona. Wracam za kilka dni. Ale to porównanie przyszło potem. Niemniej - just sayin' - ciągle chyba można by tego bloga robić ciągle. Powiedzmy, że mniej uwagi skoro nie w konkretnej apce. Ale czytelnicy i widzowie zdaje się zwarci i gotowi.

Wszystko się zmieniło, a jednocześnie jakby nie drgnęło. Wszyscy jesteśmy starsi. Kolejny spis z natury wg Dąbrowskiego. Jest jak jest. I dlatego to moja książka dekady. Opowiada i jego, i nasze, i moje. Taka zbiorowa fotografia. Dziękuję! 




 

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz