wtorek, 13 października 2026

Polskę czyli o czym nie chcesz pamiętać



- Tylko napisz, że jest brudna i śmierdzi. - dostałam wraz z książką "Polskę" instrukcje od autora, Mariusza Foreckiego. Coś tam jeszcze było, ale szczerze mówiąc, zapomniałam. No, faktycznie capi wyjątkowo, ale tym najcudowniejszym drukarskim zapachem. Co więcej zostaje na palcach, potrzeba solidnych trzech myć rąk, żeby przewiało. Przed nami najlepsza książka Foreckiego. "Bluebox", "Człowiek w ciemnych okularach", "W pracy", "Mechanizm", każda świetna. No ale "Polskę" nokautuje wszystkie poprzednie. 


Mariusz Forecki to fotoreporter i dokumentalista, związany niegdyś z prasą, współzałożyciel Pix.House w Poznaniu. Do tego fotoedytor i edukator. Poznańska legenda. Od kilku lat odkopuje swoje archiwa i pokazuje. Poprzednia jego książka "Mechanizm" znakomicie opisywała czasy transformacji w kraju. Wydawało się, że to już o - zrobione, temat ogarnięty. Tymczasem - raz jeszcze, ten sam temat, inne zdjęcia. No i petarda. 

Są w "Polskę" głównie lata 90te i aż do 2020. 'Brudna i śmierdzi', niezła metafora kraju. O ile w "Mechanizmie" można było jeszcze się otrzeć o pewnego rodzaju nostalgię, choćby przywołać jakieś miłe wspomnienie, może na poziomie estetycznym gdzieś westchnąć, tak "Polskę" nie zostawia na to miejsca. Przegrzane kaloryfery na dworcach, swąd niesprzątanych toalet i niemytych ciał. Przejścia podziemne sfotografowane tak, że nagle wszystkie zmysły przypominają sobie, czym było przejście podziemne w którymkolwiek zakątku kraju, no może tylko to obok Mariottu wyglądało inaczej. Odstające wykładziny, gołe żarówki, wiszące kable. Przepalone jaranymi wszędzie papierosami ściany i podłogi. Godziny oczekiwań na pociąg, aż wystygnie herbata podana w szklance. 


Forecki przywołuje te wspomnienia, które nie były do zapamiętania. Z ulgą przeminęły, a tu je wszystkie dostajemy przed oczy, na palce, którymi trzeba dotknąć zdjęć, żeby przebrnąć przez książkę. Wszystkie zdjęcia są na spad. No i czuje się ten brud, ten smród. Już nie farby drukarskiej.

A obok tego jeszcze mury z ich własną poezją - czasem politycznie, czasem lirycznie. Napisy na ścianach, ale i na odzieży młodych gniewnych, to motyw przewodni książki. Trochę jakby refren. Takt piosenki. 

Widoki miast tylko tyle, kiedy są tłem ludzkich historii. A historie niby zwykłe, ale jednak mógł je zebrać tylko fotoreporter. Przerwa śniadaniowa na zakładzie Grohmana (Łódź), składnica złomu (Swarzędz), świątynia wyznawców Kryszny (Kamienna Góra), kopalnia, więzienie, partia polityczna, a do tego piwiarnie, kluby nocne, koncerty i mnóstwo dworców. I mnóstwo ludzi. Dużo akcji. Bijatyki, pobicia, bójki, to - co po nich: na twarzy, na ulicy. Kiedy się myśli o 90tych, odruchowo nie przypominamy sobie wojen kibiców, przemykania ulicami, sprawdzania, który rewir miasta wyznaje który klub. 

Ta akcja, której pełno w książce, te napięcia - milicja, policja, żołnierze, kibice, fani, wyznawcy, sporo mundurów, glanów, potu i czasem krwi. Długo myślałam co robią zdjęcia z 2020 roku tutaj. Bo jest wyrwa czasowa. Zdjęcia oczywiście nie są ułożone chronologicznie. Głównie to lata 90te i początek 2000. Trochę z 80tych. Nastych 2000 prawie nie ma. I nagle 2020. Ale to jedno wydarzenie tylko - strajk kobiet. Wizualnie zgadza się i nie wybija. Latami - rozjeżdża. Merytorycznie, metaforycznie. No o tym jest ta książka. O "Polskę" jak się dba i walczy, o swoją własną przestrzeń i wolność. Z poziomu codzienności, zwykłości. Same niewygodne tematy. Czy akurat te zdjęcia ze strajku są tu potrzebne, możemy się spierać. Umiejscowione są tak, żeby były klamrą.


Napięcia, akcja. Dojrzewanie i dorosłość. Nawet jeśli nie wy się biliście na ulicach w 90tych, jeśli nie jeździliście do Jarocina, nie Wasze były graffiti, i nie byliście bywalcami nocnych klubów - to jest ciągle o nas. O tym wszystkim, co było, ale mogło być w peryferiach widzenia, martwym polu, szarej strefie. Czy się brało udział, czy się tylko wiedziało. Było. Składało się na całość. Bo w radio, prasie, bo mówiło się o tym. Te napięcia, to dojrzewanie nie tylko nas, ale kraju, naszych wolności, że coś tu można i ile właściwie można - klasyczne i zdrowe sprawdzanie granic dorosłych, zasad i praw. I to w tej brudnej codzienności. 
Nie jest to książka, którą by się chciało pokazywać na świecie, wysyłać znajomym zagranicą. Jest super czytelna, oczywiście, to znakomity materiał, oczywiście. No ale to trochę obnaża, trochę wstyd. No to na prezent za granicę już lepszy był "Mechanizm", tam estetyki ciut więcej, nostalgii. No a tu jakby w zabłoconych glanach wejść komuś do łazienki, na biały dywanik. 
A właśnie, bo tych estetycznych westchnięć do 80tych i 90tych jest sporo w sferze wizualnej i ciągle trend rośnie , no to "Polskę" stanowi skuteczne antidotum. Nic ładnego, nic co by pokazać rodzicom czy dziadkom. Otwiera nie te pokłady pamięci, o których się lubi powspominać. Brudna i śmierdzi. 


Za projekt książki odpowiada Andrzej Dobosz. Koncepcja, fotoedycja, teksty - wszystko Mariusz Forecki, z pomocą rodziny. Zdjęcia mają swój precyzyjny indeks na końcu. Nakład 500 egzemplarzy. Kosztuje porządnie, ale wystarczy spojrzeć na poprzednie książki Foreckiego, nakłady wyczerpane. Więc 'spieszmy się kupować książki'. 
Warto dodać, że jest też wystawa. Trwa właśnie do 8 listopada w Pałacu Schoena w Sosnowcu, w ramach nowego Biennale - Festival 200. Kuratoruje Adrian Wykrota. I to też jest sztos, bo jak mogłoby nie być. Zrezygnowano z oprawy, i słusznie, bo i tak za piękne te wnętrza. Edycja, narracja znakomite, tylko za czysto i za ładnie pachnie na wystawie. 




Księgarnia PIX.House tutaj
Strona autorska Mariusza Foreckiego tutaj
A o "Polskę" od autora: tutaj 

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz