- Tylko napisz, że jest brudna i śmierdzi. - dostałam wraz z książką "Polskę" instrukcje od autora, Mariusza Foreckiego. Coś tam jeszcze było, ale szczerze mówiąc, zapomniałam. No, faktycznie capi wyjątkowo, ale tym najcudowniejszym drukarskim zapachem. Co więcej zostaje na palcach, potrzeba solidnych trzech myć rąk, żeby przewiało. Przed nami najlepsza książka Foreckiego. "Bluebox", "Człowiek w ciemnych okularach", "W pracy", "Mechanizm", każda świetna. No ale "Polskę" nokautuje wszystkie poprzednie.
Mariusz Forecki to fotoreporter i dokumentalista, związany niegdyś z prasą, współzałożyciel Pix.House w Poznaniu. Do tego fotoedytor i edukator. Poznańska legenda. Od kilku lat odkopuje swoje archiwa i pokazuje. Poprzednia jego książka "Mechanizm" znakomicie opisywała czasy transformacji w kraju. Wydawało się, że to już o - zrobione, temat ogarnięty. Tymczasem - raz jeszcze, ten sam temat, inne zdjęcia. No i petarda.
Są w "Polskę" głównie lata 90te i aż do 2020. 'Brudna i śmierdzi', niezła metafora kraju. O ile w "Mechanizmie" można było jeszcze się otrzeć o pewnego rodzaju nostalgię, choćby przywołać jakieś miłe wspomnienie, może na poziomie estetycznym gdzieś westchnąć, tak "Polskę" nie zostawia na to miejsca. Przegrzane kaloryfery na dworcach, swąd niesprzątanych toalet i niemytych ciał. Przejścia podziemne sfotografowane tak, że nagle wszystkie zmysły przypominają sobie, czym było przejście podziemne w którymkolwiek zakątku kraju, no może tylko to obok Mariottu wyglądało inaczej. Odstające wykładziny, gołe żarówki, wiszące kable. Przepalone jaranymi wszędzie papierosami ściany i podłogi. Godziny oczekiwań na pociąg, aż wystygnie herbata podana w szklance.
Forecki przywołuje te wspomnienia, które nie były do zapamiętania. Z ulgą przeminęły, a tu je wszystkie dostajemy przed oczy, na palce, którymi trzeba dotknąć zdjęć, żeby przebrnąć przez książkę. Wszystkie zdjęcia są na spad. No i czuje się ten brud, ten smród. Już nie farby drukarskiej.
A obok tego jeszcze mury z ich własną poezją - czasem politycznie, czasem lirycznie. Napisy na ścianach, ale i na odzieży młodych gniewnych, to motyw przewodni książki. Trochę jakby refren. Takt piosenki.
Widoki miast tylko tyle, kiedy są tłem ludzkich historii. A historie niby zwykłe, ale jednak mógł je zebrać tylko fotoreporter. Przerwa śniadaniowa na zakładzie Grohmana (Łódź), składnica złomu (Swarzędz), świątynia wyznawców Kryszny (Kamienna Góra), kopalnia, więzienie, partia polityczna, a do tego piwiarnie, kluby nocne, koncerty i mnóstwo dworców. I mnóstwo ludzi. Dużo akcji. Bijatyki, pobicia, bójki, to - co po nich: na twarzy, na ulicy. Kiedy się myśli o 90tych, odruchowo nie przypominamy sobie wojen kibiców, przemykania ulicami, sprawdzania, który rewir miasta wyznaje który klub.
Ta akcja, której pełno w książce, te napięcia - milicja, policja, żołnierze, kibice, fani, wyznawcy, sporo mundurów, glanów, potu i czasem krwi. Długo myślałam co robią zdjęcia z 2020 roku tutaj. Bo jest wyrwa czasowa. Zdjęcia oczywiście nie są ułożone chronologicznie. Głównie to lata 90te i początek 2000. Trochę z 80tych. Nastych 2000 prawie nie ma. I nagle 2020. Ale to jedno wydarzenie tylko - strajk kobiet. Wizualnie zgadza się i nie wybija. Latami - rozjeżdża. Merytorycznie, metaforycznie. No o tym jest ta książka. O "Polskę" jak się dba i walczy, o swoją własną przestrzeń i wolność. Z poziomu codzienności, zwykłości. Same niewygodne tematy. Czy akurat te zdjęcia ze strajku są tu potrzebne, możemy się spierać. Umiejscowione są tak, żeby były klamrą.

.jpg)
.jpg)
.jpg)
.jpg)
.jpg)
.jpg)



Brak komentarzy:
Prześlij komentarz