Pokazywanie postów oznaczonych etykietą podsumowanie. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą podsumowanie. Pokaż wszystkie posty

czwartek, 7 lutego 2013

Na zachętę / podsumowanie roku 2012


widok wystawy "Wolfgang Tillmans Zachęta Ermutigung" / ze strony WT

Podsumowanie fotograficznych wydarzeń roku 2012

Rok 2012 był w Polsce pomyślnym rokiem dla fotografii. Nie jest to niespodzianką – wiele osób włożyło w to wiele ciężkiej pracy. Wszystko zaczęło się jeszcze w listopadzie roku 2011, wraz z otwarciem wystawy „Ermutigung“ Wolfganga Tillmansa w Zachęcie. Sam tytuł wystawy, po polsku „zachęta“, ale też impuls, bodziec, pobudzenie, skłaniał do pozytywnej myśli o losach fotografii w Polsce. Oto w państwowej galerii, co więcej za pieniądze niemieckich podatników, na ścianach pojawiły się po raz pierwszy od lat zdjęcia światowej sławy fotografa. A na niedomiar szczęścia, zaraz po demontażu wystawy Tillamansa, w Zachęcie zawisły kolejne prace fotograficzne, tym razem polskiego dokumentalisty, Rafała Milacha. Właśnie takich impulsów nam trzeba!

Fotografia artystyczna w wydaniu Tillmansa, dokumentalne zdjęcia Rafała Milacha – oto polski świat sztuki wreszcie wpuścił na swe salony fotografię. Zachęta do pozytywnego myślenia o przyszłości fotografii w Polsce jest tym większa, że przykłady zaangażowania państwowych instytucji w promocję tego medium można mnożyć. Muzeum Sztuki Nowoczesnej w Warszawie zapoczątkowało rok serią wykładów „Po końcu fotoreportażu“ prowadzonych przez Krzysztofa Pijarskiego. W ramach trwającego od lutego do maja cyklu Pijarski starał się przedstawić swoim słuchaczom kondycję współczesnego fotoreportera, usidlonego w pułapce między subiektywną a obiektywną oceną świata. Prezentował prace artystów takich jak Luc Delahaye, Paul Graham, Thomas Demand czy Susan Meiselas, którzy nierzadko w krytyczny lub kontrowersyjny sposób usiłują spojrzeć z dystansu na wydarzenia, demaskując mit uniwersalnego i natychmiastowego dostępu do prawdy jak i obiektywnej oceny.

Rafał Milach oprowadza po swojej wystawie "7 pokoi" w Zachęcie /fot.jk

Kolejną ważną dyskusję o pojęciach używanych w polskiej literaturze fachowej wywołała wystawa „Street Photography Now. Fotografia uliczna tu i teraz”. Wystawa, która w styczniu i lutym świętowała sukcesy frekwencyjne zarówno w Warszawie jak i w Krakowie, a zorganizowana przez założoną w 2011 roku Fundację.doc, była prezentacją prac fotoreporterów i dokumentalistów z całego świata. Bardzo pozytywnym doświadczeniem było ujrzenie prac rodzimych fotografów w kontekście takich sław jak Joel Meyerowitz, Martin Parr czy Alex Webb. Okazuje się, że ci pierwsi wcale się takiego zestawienia bać nie muszą, że ich spojrzenie staje się przy tym porównaniu wręcz nietuzinkowe – być może ze względu na pewną egzotykę polskich bezdroży w porównaniu z ulicami Manhattanu czy Londynu. Lecz nie tylko sukces artystyczny, ale i  sprowokowanie środowiskowej dyskusji o nomenklaturze używanej w debatach o fotografii – dyskusji tak bardzo potrzebnej, gdyż brak ustalonych haseł i pojęć niezmiernie utrudnia komunikację – świadczy o tym, że nastąpił kolejny przełom.

"Street Photography Now. Fotografia uliczna tu i teraz" publiczność podczas spotkania z Brucem Gildenem /fot. jk

Pod koniec roku 2012 zostały ogłoszone wyniki corocznego plebiscytu magazynu internetowego Fotopolis. Choć plebiscyt dotyczy głównie nowinek technicznych, to ostatnią kategorią ankiety jest zawsze „Najważniejsze wydarzenie fotograficzne roku”. Tytuł ten od lat przyznawany jest Miesiącu Fotografii w Krakowie, mającemu niewielką przewagę (popularności) nad Fotofestiwalem w Łodzi. Jednak to co w plebiscycie Fotopolis cieszy najbardziej, to nominacja również takich inicjatyw jak działalność kolektywu Sputnik czy galerii Czułość. Już sam fakt, że zostały one zauważone przez ten mainstreamowy portal, jest krzepiący.

z wystawy Janka Zamojskiego w Galerii Czułość /więcej /Czułość

Warto również napomknąć o rozlicznych publikacjach, głównie albumach fotograficznych, które pojawiły się na polskim rynku wydawniczym w tym roku. Album „Stand By” wspomnianego kolektywu Sputnik, „Brutal” Michała Łuczaka opowiadający o zburzonym dworcu w Katowicach czy dokument Tomasza Wiecha „Polska. W poszukiwaniu diamentów” to przykłady coraz popularniejszego konceptu „self-publish”, dającego autorom nie tylko możliwość taniej produkcji, ale też stworzenie stuprocentowo autorskiej książki – w przypadku wyżej wymienionych – z zaskakująco dobrym rezultatem. I wreszcie, długo wyczekiwany, „Decydujący moment” Adama Mazura.
Michał Łuczak, "Brutal", selfpublish 2012
Tomasz Wiech "Polska. W poszukiwaniu diamentów" selfpublish 2012

Skoro tyle dobrych rzeczy się wydarzyło, to czego można sobie życzyć na nadchodzący rok? Niestety przyszłość nie rysuje się tak różowo. Choć na liście nominowanych przez Fotopolis ich zabrakło, w Polsce ma miejsce coraz więcej oddolnych inicjatyw promujących fotografię. Jedną z nich jest Towarzystwo Inicjatyw Twórczych „ę”, które w tym roku zorganizowało już piątą edycję „Migawek” – warsztatów fotografii dokumentalnej dla młodych artystów. To właśnie o takie inicjatywy należy się martwić. W związku z budżetowymi cięciami na działalność kulturalną, nie tylko w skali państwowej, ale też w skali Unii Europejskiej, wiadomo już, że wiele kulturalnych imprez w 2013 się nie odbędzie, lub odbędzie się w wersji bardzo okrojonej – tak jak wspomniane powyżej „Migawki”.

Polskiej fotografii (i wszystkim innym) życzę aby kryzys się wreszcie skończył,  by instytucje gospodarowały większymi budżetami (i organizowały coraz lepsze wystawy i wydarzenia), by polski konsument miał w portfelu dość pieniędzy, żeby inwestować w fotografię (kupując bilety na owe wystawy, ukazujące się albumy czy wręcz odbitki). Bo czasy, w których nie było w co inwestować, ewidentnie się skończyły. 

Marta Górnicka


linki: 

czwartek, 10 lutego 2011

podsumowanie 2010: plus i minus: cz.2.

Oto druga część podsumowań 2010 roku. Plusy i minusy od Agnieszki Gniotek (Fotoconnect), Witolda Kanickiego (galeria PF i Kwartalnik Fotografia) i Zbigniewa Tomaszczuka (Camer@obscura). Na deser też od "miejsca fotografii": Wojtek Sienkiewicz (obrazowy terroryzm) i Joanna Kinowska.

Witold Kanicki / Galeria Fotografii pf w Centrum Kultury „Zamek” w Poznaniu, Kwartalnik Fotografia

„Pozytywem” ubiegłego roku okazała się wzmożona obecność polskich fotografów na arenie międzynarodowej. W tej materii szczególnie cenne i długofalowe korzyści wynikać mogą z uczestnictwa polskich galerii w Paris Photo. Pokazuje to zarazem siłę kilku młodych polskich instytucji prywatnych i pozarządowych zajmujących się fotografią.

Pomimo takich, wciąż marginalnych działań, „negatywem” jest kiepski stan polskiej fotografii w ogóle. I nie dotyczy to bynajmniej obecności nowej, ciekawej fotografii, czy prężnych festiwali (krakowski Miesiąc Fotografii czy łódzki Fotofestiwal), co raczej częstego wciąż promowania miernoty; nie najlepszej kondycji państwowego szkolnictwa artystycznego, w którym całkowicie brakuje fotograficznych osobowości; wielu słabych wystaw i – powiedzmy to sobie szczerze – ogólnego zacofania...

 
Agnieszka Gniotek / www.fotoconnect.pl
Jak wyglądała sytuacja w Polskiej fotografii w roku 2010? Odpowiadając najprościej – bez zmian w stosunku do lat ubiegłych. Wydarzyło się kilka istotnych faktów, zaistniały nowe zjawiska, ale nie na miarę zmian wstrząsających, które radykalnie odmieniłyby sytuację artystyczną czy rynkową fotografii.
Pozytywy 2010 r.
1. Bardzo istotnym faktem dla popularyzacji fotografii, jako przedmiotu kolekcjonerstwa, a tym samym docenienia tego medium w obrocie rynkowym, aukcyjnym, galeryjnym itp. i jego prestiżu w szeroko pojętej dyskusji o sztuce współczesnej były dwie wystawy przygotowane w oparciu o prywatne zbiory poznańskiego kolekcjonera Cezarego Pieczyńskiego. Obie odbyły się niemal równolegle (wrzesień-listopad 2010), co też nie jest bez znaczenia, bo świadczy o niebagatelnej zasobności tej kolekcji. Pierwsza miała miejsce w Państwowej Galerii Sztuki w Sopocie, druga w Muzeum-Pałacu w Wilanowie czyli w Warszawie. Obie doskonale przygotowane, opatrzone świetnie wydanymi katalogami, znalazły szeroki oddźwięk medialny. Takie prezentacje to niewątpliwie realna zachęta sprzyjająca kolekcjonowaniu fotografii w rozmaitych jej przejawach.

2. Ukazała się na rynku książka Adama Mazura „Historie fotografii w Polsce 1839–2009” wydana przez Fundację Sztuk Wizualnych. Jest to subiektywne ujęcie historii polskiej fotografii, nie pretendujące do roli podręcznika, niemniej jednak wobec faktu, że nie została u nas nigdy wydana żadna kompletna historia polskiej fotografii, jest to książka bardzo potrzebna, porządkująca wiele faktów, oczekiwana. Do tego świetnie napisana i zawierająca znaczną ilość ilustracji. Jej ukazanie się cieszy bardzo, choć szansa, że w ślad za nią pojawi się podręcznikowe kompendium polskiej fotografii w ujęciu historycznym jest niestety nikła.

3. Polską obecność na najważniejszych światowych targach fotografii Paris Photo w sekcji Europa Centralna można ocenić różnie. Umieszczam ją w pozytywach, bo sam fakt jest zdecydowanie pozytywny i bardzo cieszy. Czy tę obecność wykorzystaliśmy dostatecznie to już inna sprawa. Marzeniem było, aby Polska samodzielnie stała się gościem honorowym targów. To się nie udało. Musieliśmy podzielić się przestrzenią targową i uwagą widzów z galeriami z Czech, Węgier, Słowacji, Słowenii. Na ich tle wypadliśmy nie najgorzej, przede wszystkim dlatego, że i ich propozycje do szczególnie podniecających, rozbudowanych i zaskakujący nie należały. Obecność tylko trzech galerii: warszawskich – Asymetrii i Czarnej oraz ZPAF i -Ska z Krakowa to za mało, aby polska fotografia zaistniała w powszechnej świadomości światowych kolekcjonerów. Polski program towarzyszący targom: dodatkowe wystawy, dyskusje, prezentacje i program wideo nie wywarł na francuskich mediach i światowych znawcach fotografii socjalnego wrażenia. A na starcie potencjał był duży: Szymon Rogiński nominowany został do prestiżowej nagrody BMW, a fotografia autorstwa Buczkowska/Dzienis promowała cały centralno-eupropejski blok na drukach i w mediach. Nasza obecność w Paryżu to bardzo istotny pozytywny fakt, ale także szansa zbyt mało wykorzystana. A może mam zbyt wielkie oczekiwania?

Negatywy 2010 r.
Rynek fotografii kolekcjonerskiej w Polsce istnieje, choć ciągle w bardzo niewielkim wymiarze. Ponieważ jest mały i wątły, każde wydarzenie bardzo istotnie wpływa na zmianę jego kondycji. Złe posunięcia mocno go osłabiają, dobre fundują szybką hossę. Dobrych niestety ostatnio prawie nie ma. Galerii specjalizujących się w sprzedaży fotografii jest niewiele. Wobec tego główną spiralą rynku są aukcje. W sposób regularny realizuje je w zasadzie wyłącznie Artinfo.pl we współpracy z Domem Aukcyjnym Rempex. Niestety ostanie edycje aukcji Fotografia Kolekcjonerska, szczególnie te zrealizowane w 2010 r. były bardzo słabe, i to pod wieloma względami. Silnie niezadowalający był wynik sprzedażowy. I to przede wszystkim oceniają media i klienci, zazwyczaj nie zastanawiając się nad przyczynami tego faktu. A są one różne i niekoniecznie wynikają z braku zainteresowania fotografią, jako przedmiotem kolekcjonerskim. Natomiast kiedy oferta jest nieatrakcyjna, brak w niej kolekcjonerskich perełek przyciągających kupujących jak magnes, ceny są ustalane niewłaściwie (zbyt wysokie, ale też i zbyt niskie, nie oddające prawdziwej wartości oferowanych prac), a na aukcji powszechną praktyką jest licytacja cen w dół (czemu tego nie robić, skoro wg regulaminu można?), to aukcja taka nie ma szansy powodzenia. Nie zainteresuje kolekcjonerów, odbija się kiepskim echem w mediach. Ogólnie źle służy promocji kolekcjonowania fotografii. Aukcje fotografii są potrzebne, bardzo. Najbardziej spektakularnie zwracają uwagę na ten segment rynku. Artinfo.pl ma w ich przygotowywaniu największe doświadczenie. Obniżenie poziomu ich oferty po prostu smuci. Może warto zastanowić się nad zmianą formuły, poszukać wzorców zagranicą, zrezygnować z licytacji w dół, ograniczyć ilość oferty na rzecz jej jakości, silniej postawić na promocję wśród osób młodych.
2. Obniżenie poziomu Miesiąca Fotografii w Krakowie było w tym roku niestety zauważalne. Wiem, że krytykuje się łatwo, a zrobienie takiej imprezy jak krakowska to ogromny wysiłek finansowy, organizacyjny, koncepcyjny. Do tej pory Miesiąc rozgrywał swój program na dwóch biegunach – jednym było zaproszenie zagranicznej fotografii narodowej w roli gościa, i pokazanie jej wieloaspektowo, na kilku przynajmniej wystawach; drugim zagadnienie problemowe ukazane na przykładzie wystaw kuratorskich z silnym koncepcyjnym piętnem. W tym roku fotografia brytyjska pochłonęła wszystkie siły organizatorów. Zaprezentowana została rewelacyjnie (może z wyjątkiem wystawy w Muzeum Narodowym w Krakowie, nazbyt oczywistej, skierowanej do masowego odbiorcy), ale „pożarła” problemową część imprezy. Bardzo szkoda, bo gość narodowy to specyfika nie-specyficzna niemal każdego polskiego festiwalu fotografii, a krakowskie wystawy kuratorskie wyjątkowa wartości Miesiąca. Mam nadzieję, że w 2011 r. koncepcja dwubiegunowa powróci, czego organizatorom, sobie i wszystkim miłośnikom fotografii gorąco życzę.

3. Ogólna stagnacja – tak odbieram 2010 r. Może znowu mam zbyt duży apetyt, ale wrażenie niedosytu po ostatnich 12 miesiącach pozostaje. Nie było to rok imprez rozgrywanych w trybie biennale, nie spotkaliśmy się ani w Poznaniu, ani w Bielsko-Białej. Tak musi być. Ale zabrakło też ważnych fotograficznych wystaw w dużych instytucjach galeryjnych, na rynku wydawniczym pojawiło się stosunkowo niewiele publikacji, a te które zaistniały to zazwyczaj zbiory przedruków tekstów wcześniej publikowanych w internecie, katalogach wystaw, w materiałach posympozjalnych. Bardzo potrzebne, ale trudno się nimi jakoś specjalnie ekscytować. Zabrakło też wywrotowych projektów indywidualnych autorstwa polskich fotografów, które komentowalibyśmy z wypiekami na twarzy. Mam nadzieję że to cisza przed burzą która czeka nas w roku bieżącym. Wiele obiecuje sobie m.in. po Kamilu Strudzińskim, Filipie Berendtcie, czy Michale Grochowiaku.


Zbigniew Tomaszczuk / Camer@obscura
Za najciekawszą wystawę ubiegłego roku uważam bez wątpienia ekspozycję prac Wojciecha Bruszewskiego, Fenomeny percepcji, która miała miejsce w Miejskiej Galerii Sztuki w Łodzi. Zwracam też uwagę na wydawnictwo towarzyszące tej wystawie. Skoro mowa o wydawnictwach, to w ubiegłym roku ukazało się kilka interesujących pozycji, do których zaliczyłbym:

Katalog Miesiąca Fotografii w Krakowie, Historie Fotografii w Polsce Adama Mazura, Eseje. Teksty o fotografii polskiej Lecha Lechowicza, Melodia dwóch pieśni Marka Powera, U, Photos Taken In Ukraine In 2008-2010, Sputnik Photos. A propos Sputnika to chciałbym wymienić indywidualne wystawy członków tej agencji: Rafała Milacha Czarne Morze Betonu i Adama Pańczuka Karczeby.

Zupełnie unikalną inicjatywę kontynuuje Waldemar Śliwczyński jako kurator projektu „Września subiektyw” realizowanego przez zapraszanych fotografów. W tym roku ukazał się album z fotografiami Bogdana Konopki a fotografem – rezydentem burmistrza Wrześni był Andrzej Jerzy Lech. Oddzielne gratulacje za kontynuację wydawania „Kwartalnika Fotografia”.

Z ciekawością też obserwuję interdyscyplinarne przedsięwzięcie realizowane przez środowisko akademickie Poznania: Katedry Fotografii Uniwersytetu Artystycznego i Instytutu Socjologii Uniwersytetu im. A.Mickiewicza, mając na myśli wystawy i wydawnictwa pod wspólną nazwą Formy zamieszkiwania. No i oczywiście wystawy i akcje Fundacji Archeologia Fotografii.


Wojtek Sienkiewicz / obrazowy terroryzm
Joanna poprosiła mnie podsumowania w plusie i minusie tego, co fotograficznie stało się w ubiegłym roku. Pomysł tego rodzaju zawsze wydaje mi się trafiony do momentu, w którym trzeba coś napisać. Dociera do mnie wtedy, że mieszkając na końcu wsi, na peryferiach miasteczka będącego peryferiami dużego miasta na peryferiach kraju będącego peryferiami Europy - widziałem niewiele. Wiecie jak jest - dom, praca, rodzina, szkoła, kredyty i życie generalnie takie.

Zawsze ratunkiem na taki stan rzeczy były te dwa kwadranse przed snem raz na trzy miesiące, gdy Kwartalnik Fotografia stał na straży mojego nieuwsteczniania. W 2010 roku nie wiem czemu, ale stał się w moim odczuciu słabszy. I tak go będę kupować, bo polowanie na niego w Empiku weszło mi w krew i jest po prostu cennym obiektem na mojej półce. Nie ma tragedii, ale nie ma takieg szlifu, jaki potrafił mu nadać poprzedni Naczelny. To jest dla mnie minusem.

Nie napiszę o innym minusie - Newsreportażu. To by było jak iść przez rynek Wrocławia i kopać rzucony na bruk śmieć, zamiast podnieść go i wrzucić do kubła.

Plusem jest to, że w pomieszczeniach dawnej wrocławskiej galerii Foto-Medium-Art, od lat będącej pod kuratelą Jana Bortkiewicza odbyła się wystawa dolnośląskiego ZPAF na którą nie poszedłem i w poprzednim roku. Dzięki temu nie straciłem kilku kwadransów życia, które mogłem zainwestować w odstanie swojej kolejki na poczcie z avizo w dłoni.

Joanna Kinowska / miejscefotografii
Mój fotograficzny plus jest bardzo osobisty. To był rok, który mogłam poświęcić synkowi, a w wolnej chwili tylko fotografii. Co prawda nie naoglądałam się wystaw na żywo w takiej ilości jak dawniej, ale na pewno naczytałam się więcej. Dzięki przyjemnej księgarni (bookdepository) czułam się - jak nigdy wcześniej - na bieżąco z wydawnictwami fotograficznymi. Jednym z odkryć tegorocznych jest Gerry Badger i jego "Genius of Photography" - książka/album (filmy swoją drogą).
Minus jest też "książkowy". To "Fotografia" Marii Potockiej. Bardzo ograniczone wydawnictwo, z wąskim horyzontem, które zawiera sporo błędów merytorycznych i mam wrażenie - obraża ludzi, którzy posługują się czarnobielą, fotoreporterów, wszystkich hobbystów fotografii i wszelkich "pstrykaczy niedzielnych". W tym roku zwróciłam się w stronę snapsów historycznych, poszukuję i oglądam zwykłe pamiątki ze zwykłych albumów. Na tle tych odkryć, wspaniałych czasem i pięknych prac, tezy Potockiej są kompletnie nietrafione. Autorka - osoba znana w środowisku artystycznym, dyrektor nowego centrum sztuki w Małopolsce, we wstępie delikatnie sugeruje, że książka jest tym czego się nauczyła i co zrozumiała o styku fotografii/sztuki. No cóż lista lektur musiała być zbyt wąska.

poniedziałek, 31 stycznia 2011

podsumowanie 2010: plus/minus

Miejsce fotografii jest bardzo młode. Przeoczyliśmy nawet pierwsze urodziny. Tradycji podsumowań i rankingów jeszcze sobie nie wyrobiliśmy. Rok 2009 fotograficznie podsumował Wojtek Wilczyk: subiektywnie i ja równie „po swojemu”.
Czas najwyższy na odniesienie do minionego 2010 roku. Tym razem z prośbą o krótkie wskazanie największego PLUSa i MINUSa zwróciliśmy się do kilku osób na co dzień związanych z fotografią i okolicami.
Część pierwsza podsumowań to wypowiedzi Agnieszki Kozak (Miesiąc Fotografii w Krakowie), Marcina Szymczaka (ZawszeKwadrat), Kingi Kenig (Gazeta Wyborcza, Blindspot), Krzysztofa Pacholaka (Migawki, Ę) i Adama Mazura (CSW, Obieg). Niebawem część druga. Zapraszam do lektury i dyskusji! j


Agnieszka Kozak / http://www.photomonth.com/
PLUS: na pewno to, że Polska zwariowała na punkcie sprzedawania fotografii. Być może nie do końca jeszcze kupowania, lecz na pewno sprzedawania. Niezliczone błyskwiczne aukcje, specjalne eventy, na których można było kupić zdjęcia uznanych tworców, gwiazdkowe "wyprzedaże" sztuki, na których zdjęcia naprawdę się sprzedawałay - na pewno podniosły świadomość rynku sztuki i fotografii w szczególności. Zwieńczeniem był pewnie udział i sukces polskich galerii na Paris Photo: Asymetria, Czarna i ZPAF i Ska. No i Małgosia Bela, która kupiła zdjęcia Konrada Pustoły właśnie tam... :)

MINUS i PLUS JEDNOCZEŚNIE: strasznie zmartwił mnie "Przekrój" bez zdjęć, za to z ilustracjami. Gazeta, w której pracowali jedni z najlepszych fotografów w Polsce - robących humanistyczne, niekonwencjonalne, osobiste zdjęcia - nie wykorzystywała ich potencjału. To, co jest świetne, to to, że wygląda na to, że właśnie odeszła od tej polityki i można w ostatnich numerach oglądać np. prace Krężela. Może wrócą czasy, kiedy kupowałam "Przekrój" dla zdjęć wyżej wspomnianego czy Szczepańskiego, Dąbrowskiego lub Bajorek.To takie życzenie na Nowy Rok.


Marcin "Rudolf" Szymczak / http://zawsze-kwadrat.pl/
Zastanawiałem się trochę nad tym, co rzeczywiście przyniósł rok 2010 w fotografii, ale muszę powiedzieć, że nie było tam nic, co by rzeczywiście potrafiło z perspektywy czasu poruszyć. Coraz więcej ludzi robi zdjęcia, ale to od lat jest stały trend. Coraz więcej jest publikacji fotograficznych i bardzo dobrze, bo widać szansę na nadrobienie w tej kwestii zaległości do reszty świata. Są wciąż nowe wystawy, imprezy okołofotograficzne, itd, itd. Ale znowu: to trwa od paru ostatnich lat.

Jedyną rzeczą, która rzeczywiście była nowa, to... (uwaga, uwaga) wystąpienie - bodajże pierwszy raz w historii fotografii polskiej - fotografa jako celebryty! Mam na myśli kuriozalną rolę Marcina Tyszki w Top Model! Myślę, że to jest przełomowe zdarzenie, które wiele mówi o kierunku, w jakim staramy się fotografię rozwinąć. I nie wiedzieć czemu - jakoś nie potrafię znaleźć uczucia dumy, że taki program (z wyraźnie zaznaczoną rolą fotografii) powstał.


Kinga Kenig / http://blindspot.blox.pl/
Dużym plusem była dla mnie wystawa The Mexican Suitcase w International Center of Photography, wydany album oraz strona, na której możemy zobaczyć niesamowite stykówki Capy, Taro i Chima.
http://museum.icp.org/mexican_suitcase/%20

Bardzo ważnym wydarzeniem było też dla mnie reakcja kolegów Joao Silva, który stracił w Afganistanie obydwie nogi. Jego przyjaciel zorganizował aukcję jego zdjęć. Dochód z niej ma wspomóc fundusze na leczenie Silvy. Wspaniale zachował się też NYT, dla którego Silva robił zdjęcia. Gazeta po wypadku postanowiła zatrudnić fotografa na etat. http://joaosilva.photoshelter.com/

A coś z minusów to np. zmiana regulaminu konkursu Newsreportaż.


Krzysztof Pacholak / http://migawki-animatornia.blogspot.com/
W 2010 roku spotkało nas dużo dobrego i na tym się skupię.
Numerem jeden był Miesiąc Fotografii w Krakowie. Impreza, którą możemy się chwalić. Wystawa prac Tony’ego Ray-Jones’a i Anne Fox, kuratorski popis Jasona Evans’a oraz hit ubiegłego roku: „Melodia dwóch pieśni” Marka Powera wraz z towarzyszącym jej albumem. Warto też przypomnieć o sekcji Show Off i odkryciach takich, jak choćby „Miasto śpi” Łukasza Biedermana.

Cieszą nowe książki. „Historie fotografii w Polsce” Adama Mazura, których wciąż jeszcze w całości nie przeczytałem, ale które z całą stanowczością polecam. Cieszy „Dno oka. Eseje o fotografii” Wojciecha Nowickiego. Książka wyjątkowa: zapładniająca umysł, poszerzająca wrażliwość. Perełka.

2010 rok to również dwa małe prezenty od moich ulubionych fotografów. Najpierw Kuba Dąbrowski pokazał „Western”, broszurowy album przypominający czasy nieodżałowanego „accidents will happen”. Drugie mini-wydawnictwo to „U” kolektywu Sputnik Photos. Z jednej strony radość, że mamy w Polsce takich twórców i tak dobre projekty, z drugiej zawód, że wydawane są tak skromnie.

Co dobrego jeszcze pamiętam?
Festiwal „Warszawa bez fikcji” i serię debat o fotoreportażu. Organizacja pozostawia wiele do życzenia, ale najważniejsze, że takie inicjatywy powstają i znajdują rzesze odbiorców. Pamiętam o wystawach w Yours Gallery, o Adamie Pańczuku i Rafale Milachu, o Masie Prac i o aukcji „Fotosprint” na Solcu 44. Pamiętam o Domu Spotkań z Historią i świetnych, przekrojowych reporterskich wystawach: „Cztery pory Gierka” i „Amerykanin w Warszawie”.

Co na minus?
Grand Press Photo 2010. Rzadko się tak emocjonuję konkursami prasowymi, ale ubiegłoroczna edycja pozostawiła długotrwały niesmak. Przede wszystkim dziwi wybór jury. Polską fotografię prasową w 2010 reprezentowała banalna scenka uchwycona podczas śląskiego Bożego Ciała. Tomasz Tomaszewski po raz kolejny pokazał, jak sprawnie potrafi tworzyć pocztówki. Od fotografa tej klasy oczekiwałbym więcej: autorskiego podejścia, próby własnej interpretacji rzeczywistości. Brak tu tego. Szkoda.
Niestety na samym werdykcie temat się nie kończy. Historia zwycięskiego zdjęcia trwała przecież znacznie dłużej. Nie potrafię zapomnieć o żenującej nagonce, o podejrzeniach o manipulacje i de facto zmuszeniu Tomaszewskiego do ujawnienia pliku RAW. Szkoda, że to zrobił.

Jednak żeby nie demonizować za dużo.
Podsumowując: dzieje się! Wyraźnie drgnęło w polskiej fotografii, mamy przeglądy portfolio, debaty i świetne festiwale. Powoli rodzi nam się rynek. Mocno trzymam kciuki za rok 2011


Adam Mazur / www.obieg.pl/
PLUS: Osobiście był to dla mnie przede wszystkim rok książek. Bynajmniej nie chodzi mi tu o żmudną końcówkę redagowania /Historii fotografii/, lecz o przyjemność lektury innych książek, a było z czego wybierać: /Dno oka /Wojciecha Nowickiego, /Fotografia /Marii Anny Potockiej, /Fotoeseje /Lecha Lechowicza, czy zamykający rok tom /Za fotografię! /Marka Krajewskiego i Rafała Drozdowskiego. Dodam, że to wszystko książki krytyków, teoretyków, historyków fotografii. Listę tekstów krytyczno-teoretycznych uzupełnię albumem fotograficznym wyróżniającym się zdecydowanie na tle produkcji krajowej, czyli /Melodią dwóch pieśni /Marka Powera.

MINUS: Konkurencja nie śpi, ale internetowa "Fototapeta" trzyma się dzielnie od lat. Z tym większym smutkiem i zdumieniem czytałem wywiad-rzekę z Bogdanem Konopką przeprowadzony przez Marka Grygla. Do tej pory nie mogę zrozumieć dlaczego ludzie o wielkim dorobku i licznych zasługach zniżają się do takiego poziomu. Kubeł pomyj wylany i nie ma komu posprzątać.

PRZEPOWIEDNIA (EXTRA)

Wydarzeniem 2011 roku już jest to, że w maju nie nałożą się na siebie terminy wiodących imprez fotograficznych w Łodzi (pierwszy weekend), Krakowie (połowa miesiąca) i Poznaniu (biennale przeniesione na wrzesień).