sobota, 25 stycznia 2014

Znalezione w trocinach

1936 Gródek, z kolekcji Elżbiety Greś


Znalezione w trocinach
czyli recenzja ALBOM.PL

"Znaleźliśmy! Przeleżały kilka dekad w trocinach!" – jeden facebookowy post sprawił, że serca krajowych pasjonatów fotografii zabiły mocniej. Znalezisko, o którym mowa, to część życiowego dorobku Jerzego Kostki – fotografa z Kleszczeli. Negatywy – zawierające dokumentację życia w niewielkiej miejscowości na wschodzie Polski w latach 1920-70 - cudem przetrwały na strychu jego domu, wśród śmieci, kurzu i trocin. Odkrycia dokonali Grażyna Szałkiewicz, Edward Dmuchowski, Rafał Siderski, Grzegorz oraz Ula Dąbrowscy – pomysłodawcy projektu ALBOM.PL.


Wiosną 2013 ekipa fotografów i dziennikarzy z pomocą doświadczonego zwiadowcy, białoruskiego dziennikarza Andrzeja Poczobuta, rozpoczęła swoje poszukiwania.  Fotograficzni archeolodzy za cel mieli uchronienie przed zniszczeniem i zapomnieniem domowych albumów, fotografii z lokalnych zakładów fotograficznych, przypadkowych kolekcji, słowem wszelkich wizualnych zapisków z terenów dzisiejszej granicy z Białorusią. W Polsce zwiedzili dwie miejscowości Gródek i Kleszczele, za którymi dziś rozpościera się tylko Bug, obstawiony z obu stron przez straż graniczną, a które przed wojną były kwitnącym centrum handlu, zamieszkanym w dużej części przez ludność żydowską. Nie inaczej wyglądała historia białoruskich wsi, Kamieńca Litewskiego, Wołkowyska i Sopoćkini, odwiedzonych przez naszych archeologów. Łącznie zarchiwizowali prawie 2300 fotografii z pogranicza polsko-białoruskiego.
1943 Niepokalanów, z albumu Czesławy Burzyńskiej\

Jak każdemu porządnemu projektowi finansowanemu ze środków publicznych (w tym przypadku było to Ministerstwo Spraw Zagranicznych), i  ALBOMOWI.PL  nie mogło zabraknąć podsumowującej publikacji. I choć zdaję sobie sprawę, że harmonogramy projektów bywają drakońskie, że rozliczenie musi nastąpić w danym roku kalendarzowym, że pieniądze muszą zostać wydane. Czasem, mimo najlepszych chęci i najwznioślejszych z emocji, warto się jednak zastanowić, czy na pewno. Bo niestety w projekcie ALBOM.PL to album jest jego najsłabszym ogniwem.

Pominę kwestię samego wyglądu publikacji ALBOM.PL - forma książeczki, wzorowana na kalendarzach typu "kartka na każdy dzień roku" pozwala zdjęcia raczej przekartkować niż obejrzeć. Żeby móc przyjrzeć się fotografiom w całości, trzeba by je, jak w rzeczonym kalendarzu, powyrywać (ze względu na opasłość tomiku górna część fotografii pozostaje niewidoczna), jednak profanacja albumów fotograficznych to nie moja specjalność. Zakładam dobrodusznie, że layout publikacji jest wypadkową chęci pokazania jak największej ilości fotografii a możliwości budżetowych projektu. Skupię się zatem na kwestii merytorycznej. 



Narracja, której zostało poddane ponad 100 fotografii wybranych przez Grzegorza Dąbrowskiego jest prosta. Widzimy kolejno kobiety, mężczyzn, dzieci, rodziny, pogrzeby. Ponad pół wieku temu podobną zasadę porządkowania zdjęć wprowadził Edward Steichen, tworząc wystawę "The Family of Man". W tej fotograficznej epopei pokazany zostać miał człowiek i jego historia w kontekście historii fotografii. Steichen wykonał karkołomną pracę zebrania dzieł z różnych kontynentów, epok, znanych i nieznanych fotografów. I choć rezultat był imponujący, a wystawa podróżowała po całym świecie, ustalając nieprzekroczony dotąd rekord oglądalności na poziomie 9 mln widzów, to głównym zarzutem krytyków wobec koncepcji Steichena była właśnie naiwna narracja, nie uwzględniająca ani historycznego, ani społecznego aspektu wybranych fotografii. Ten sam zarzut chciałabym postawić ALBOMOWI.PL.

Andrzej Poczobut we wstępie do publikacji tak opisuje historię ziem, po której się poruszali fotograficzni archeolodzy: "(...) ścierały się tu, a czasem bezwzględnie zwalczały różne wizje narodowe. (...) Dramatyczne zwroty akcji i tragiczne losy [mieszkańców], wobec których trudno zachować obiektywizm." Jednak wśród prezentowanych w ALBOMIE.PL fotografii nie znajdziemy dramatycznych ujęć.

Archiwum w dużej mierze składa się ze zdjęć typu "carte-de-visite" - pomysłu opatentowanego przez paryskiego fotografa Andre Adolpha Disderi. Patent zdjęcia-wizytówki, na którym portretowany mógł swoim strojem, pozą i scenerią, wyrazić swoje społeczne aspiracje, przyniósł Disderi niemałą fortunę. Dzięki podzieleniu płyty negatywu na osiem części Disderi znacznie potanił produkcję i przyczynił się upowszechnienia fotografii na masową skalę. Moda na fotograficzne wizytówki dotarła również na wschodnie tereny Polski.

Niekwestionowanym mistrzem tej metody był wspomniany już Jerzy Kostko, którego fotografie wypełniają sporą część ALBOMU.PL. Widzimy na nich grzeczną pannę i przyszłego księdza.  Stateczną matronę i mężnego oficera. Przyjaciółki-fashionistki i łobuzów zza rogu. Są bracia, kuzyni i kuzynki, całe rodziny. Są młodzi i starzy. Są też sceny odejścia - pogrzeby zarówno tych najmłodszych, jak i tych, którzy cieszyli się długim życiem. Zebrany materiał nie ma nic z trywialnej linearności, jaką sugeruje narracja publikacji. Ileż niewypowiedzianych historii, marzeń, tęsknot kryje się za tymi z pozoru statycznymi postaciami. Jednakże sposób w jaki zostały „skatalogowane” pozbawia je prawa do życia. Oddziela rodzinę od czasu wolnego, mężczyzn od kobiet, matki od dzieci.

Oglądając ALBOM.PL, wiemy, że gdzieś w pobliżu toczy się wojna, że zakładane są pierwsze kołchozy, że pierwsi ludzie trafiają do łagrów. Historia, wobec której portretowani siedzą odwróceni plecami, wpatrzeni w magiczne oko obiektywu. A życie toczy się. I może to jest najbardziej pokrzepiający wniosek płynący z ALBOM.PL.

Marta Górnicka

lata 1950te., Kleszczele, z archiwum fotografa Jerzego Kostko

lata 1930te., Wołowysk, z kolekcji Wiktora Wojtczuka



cały projekt na stronie http://albom.pl/



Brak komentarzy:

Prześlij komentarz