Pokazywanie postów oznaczonych etykietą depesze. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą depesze. Pokaż wszystkie posty

poniedziałek, 21 sierpnia 2017

Bogdan Łopieński, kolekcjoner klatek

Bogdan Łopieński, Warszawa 1962, Moda, sesja mody na stadionie X-lecia / dzięki uprzejmości FORUM Polskiej Agencji Fotografów

Odszedł fotograf. Fotoreporter Bogdan Łopieński. Jeden z największych, a przy tym – mam wrażenie – kompletnie nieznany. Biografia wspaniała, długa. Można tutaj przeczytać. "Kolekcjoner kadrów". 
Jak to przy odejściu, trzeba okrągłych słów, pięknych epitetów: wybitny, twórczość bezcenna, itd.
Tymczasem odszedł niedoceniony i niezwykle skromny człowiek. Wystawy indywidualne miał w zasadzie trzy. Jedną o charakterze zbliżonym do retrospektywy: „Czas przeszły dokonany” w Starej ZPAF w 2006. Książki – żadnej. Nie liczymy katalożku do wystawy. Udział w wystawach zbiorowych, jakieś wywiady i rozmowy i to niedawno w 2013 roku.
On doskonale wiedział, że ma dobrze obfotografowane ponad 30 lat PRL’u. Można to było układać miastami, województwami, można było wg portretów i scenek rodzajowych. Morze fotografii. Znakomitej fotografii. Kompletnie nieznanej szerzej.
Na wystawach lubił pokazywać właściwie ten sam „żelazny” zestaw około 30 do 50 zdjęć. Jego archiwum znajduje się w Agencji Fotografów „Forum”. 

Bogdan Łopieński, Warszawa, 19.09.1965. Spotkanie cichociemnych w Klubie Oficerskim Kasyna Garnizonowego z okazji odsłonięcia pomnika cichociemnych na warszawskich Powązkach. N/z Elżbieta Zawacka, jedyna kobieta wśród 316 cichociemnych  / dzięki uprzejmości FORUM Polskiej Agencji Fotografów

Wiedziałem, że […] zajmę się fotografią. Chodziłem na wystawy do Warszawskiego Towarzystwa Fotograficznego i do ZPAF. Wtedy to była fotografia – w bardzo dużym skrócie – à la Hartwig. […] Taka była moda. Oczywiście wtedy nie miałem warsztatu ani odpowiedniego aparatu, powiększalnika, umiejętności technicznych. Ale to wszystko jest do nabycia. A ja sobie myślałem, czy potrzeba kolejnego Hartwiga, bo tu takich jest trzydziestu. Czy potrzebny jest trzydziesty pierwszy?  Bardzo mnie interesowało to, co robili fotoreporterzy „Świata”. „Świat” był wtedy bardzo dobrze ilustrowanym pismem. Pracowali tam Sławny, Prażuch, Kosidowski i Jarochowski. Co tydzień kupowałem ten magazyn, interesowało mnie to, co robią tamci. Dlaczego? Jaki jest ich sposób przekazywania informacji? I zacząłem dążyć do tego, żeby robić takie zdjęcia jak oni.  /Łukasz Modelski „Fotobiografia PRL. Opowieści fotografów” wyd. ZNAK, Kraków 2013, s. 160

Bogdan Łopieński, Warszawa, lata 1970te, Erich Honecker, wizyta na warszawskiej Starówce w towarzystwie Józefa Kępy - I sekretarza Komitetu Warszawskiego PZPR  / dzięki uprzejmości FORUM Polskiej Agencji Fotografów

Nie znałam dobrze pana Bogdana. Poznałam go (chyba) w 2012 roku, gdy robiliśmy „Fotoikony”. Jedno z jego zdjęć znalazło się w zestawie wystawowym. Pamiętam, że bardzo entuzjastycznie zareagował i chętnie dopowiedział historię, której nie miałabym skąd odkopać.  "Przyspieszajmy obywatele"

Potem spotkaliśmy się w Zachęcie. 2013 – wystawa zbiorowa „Ziemie podwójnie odzyskane”, którą kuratorowała Hanna Wróblewska. Łopieński pokazał tam swoje zdjęcia z I Biennale Form Przestrzennych w Elblągu. Na spotkaniu z publicznością opowiedział o całej karierze. Kilka miesięcy później Łukasz Modelski wydając książkę „Fotobiografia PRL. Opowieści reporterów” przygotował także wystawę w Zachęcie „Czas wolny”. Pamiętam z wtedy rozmowę nad próbkami wydruków zdjęć. Próbki powychodziły kolorowe, chociaż robione ze zdjęć czarno-białych. Nie bardzo to, oczywiście, pasowało panu Bogdanowi, ale wszystko na grzecznie, jakby nie chcąc robić komukolwiek problemu. W końcu poprawiono wszystkie „kolory” i na wystawie było świetnie.
Bogdan Łopieński, Warszawa 12.1970. Wizyta kanclerza RFN Willy Brandta w Polsce i podpisanie układu o normalizacji stosunków pomiędzy Niemcami a Polską. N/z Willy Brandt (z lewej) i Józef Cyrankiewicz podczas konferencji prasowej  / dzięki uprzejmości FORUM Polskiej Agencji Fotografów

Wystawa zbiorowa, obok Tadeusza Rolke, Wojciecha Plewińskiego, Jana Morka, Aleksandra Jałosińskiego i Romualda Broniarka – prezentowała w dużym skrócie twórczość każdego fotografa. Z pewnością robiło to wrażenie. Poczucie docenienia i wypowiedzenia się. Pan Bogdan (między innymi) zaczął jednak myśleć o większej, solidniejszej i własnej wystawie. Spytał jednej warszawskiej galerii i dostał nawet wstępny termin. Nic z tego jednak nie wyszło, być może niedogadanie. Niezrażony, elegancko zdeterminowany próbował dalej. Wtedy, rok temu, zadzwonił do mnie. Powiedział, że rozstawił zdjęcia w domu, by można było je obejrzeć i coś wybrać. Czy mogę przyjechać i obejrzeć, bo on jest w rozterce. I w ogóle trudno się w domu poruszać przy tych zdjęciach, zależało mu na czasie.
  
Rozterka... Usłyszał mianowicie, od wizytującego przedstawiciela owej galerii, że te jego prace to jest fotoreportaż. (Wydźwięk lekceważący). Nie dodałam dotąd, że pan Bogdan miał absolutnie niepowtarzalne poczucie humoru. Przez telefon jeszcze naświetlił mi szczegóły: nawet nie wie pani jak mnie to zdumiało. Całe życie robiłem fotoreportaż. A dziś się dowiedziałem, że powinna to być sztuka. Że to tylko fotoreportaż. I jako taki nie nadaje się do pokazania. Że teraz musimy z tego zrobić sztukę. – parafrazuję, bo niestety nie pamiętam dokładnych słów.
Brzmiało trochę przygnębiająco, ale powiedziane w sposób lekki. Śmiał się z tego. Przyjechałam i zrozumiałam, co znaczyło określenie – że zdjęcia utrudniają życie. Stały wszędzie. Leżały wszędzie. Oprócz studia, jeszcze z 5 pomieszczeń dosłownie zajętych przez zdjęcia. Oparte o krzesło, na krześle, na parapecie, pod stołem, na stole, na łóżku, na podłodze, przy drzwiach. Faktycznie – nie da się korzystać z mebli, otworzyć okna czy zamknąć drzwi. Było ich ponad sto. Oprawione, w passepartout. Ramy różne, znać było, że to pokłosie różnych wystaw.

Bogdan Łopieński, Warszawa, 1966 r. Magdalena Zawadzka, aktorka / dzięki uprzejmości FORUM Polskiej Agencji Fotografów

Bogdan Łopieński, Stalowa Wola 1968. Dzieci bawią się na osiedlu / dzięki uprzejmości FORUM Polskiej Agencji Fotografów

Był gotowy sięgnąć do archiwum, do negatywów, pokazać może i coś, czego jeszcze nie powiększał i nie ma w swoim magazynie. Zaczęłam przeglądać bazę „Forum”. Odnalazłam tam niebywałe kompletnie rzeczy. Klatki, kompozycje, sytuacje. Zachwyt. Ułożyłam propozycję wystawy. Dostałam wolną rękę. Cieszył się wyraźnie, że znalazłam coś, czego nie widział całe dekady i dopytywał czy na pewno mi się to podoba. Pan Bogdan podrzucał informacje biograficzne i trzymał kciuki. Dostałam w innej warszawskiej galerii propozycję pokazania wystawy nieindywidualnej. Zestawienie z innym fotografem epoki bardzo się wszystkim spodobało. I to by było na tyle. Do wystawy nie doszło. Do rozmów o tym, kiedy mogłoby dojść też już nie. Czuję, że zawiodłam. Że pokazując w tym czasie zmarłego dekadę wcześniej amerykańskiego wielkiego (ale na dobrą sprawę też nieznanego) fotografa, odłożyłam na później projekt Łopieńskiego. Mogę robić wiele wymówek, po prostu nie zdążyłam. Nie włożyłam w priorytety. 

Bogdan Łopieński, Raszyn 1966 r. Remont radiostacji raszyńskiej / dzięki uprzejmości FORUM Polskiej Agencji Fotografów

Wielkie wrażenie zrobiła na mnie wystawa „Rodzina człowiecza”, zorganizowana przez Edwarda Steichena i pokazana w Warszawie w pięćdziesiątym dziewiątym roku. Tam też był Cartier-Bresson. Postanowiłem wtedy, że będę robić takie zdjęcia, jakie robią ci fotografowie, ci, których widziałem na wystawie. Ale debiut był żenujący. Poszliśmy z Wojtkiem Dymitrowem nad Wisłę. Wojtek chciał zrobić materiał o milicji, która ratuje topielca. Ale nikt jakoś nie chciał wpaść do wody. Więc Wojtek udawał, że się topi, a ja go fotografowałem. I to było moje pierwsze zdjęcie opublikowane w prasie. W „Życiu Warszawy. / Łukasz Modelski „Fotobiografia PRL. Opowieści fotografów” wyd. ZNAK, Kraków 2013, s. 161

Bogdan Łopieński, Lata 70. Samochody na tle ruin zamku / dzięki uprzejmości FORUM Polskiej Agencji Fotografów

Dość wcześnie zacząłem myśleć, że jeśli moje zdjęcia mają być podobne do tych w „Paris Matchu” czy magazynie „Life”, to nie mogą być wyłącznie takie, jakie chce mieć redaktor naczelny, że to muszą być inne zdjęcia. Więc starałem się tak fotografować. Oczywiście robiłem dla redakcji to, co chcieli, i najlepiej, jak mogłem. Ale zarazem usiłowałem robić takie zdjęcia, które opowiadałyby o PRL-u jakoś prawdziwiej, głębiej. / Łukasz Modelski „Fotobiografia PRL. Opowieści fotografów” wyd. ZNAK, Kraków 2013, 169

Bogdan Łopieński, Mongolia, 1969. Nauka fotografowania aparatem dziennikarza z NRD / dzięki uprzejmości FORUM Polskiej Agencji Fotografów

Żegnając pana Bogdana, przysięgam sobie, że tę wystawę kiedyś zrobię i pokażę Państwu jak nietuzinkowym, autentycznie wybitnym – fotografem był Łopieński. Że mieliśmy mistrzów tutaj, pod ręką, na żywo. Świadków i uczestników. Znakomitych opowiadaczy historii. Niezwykle wrażliwych wizualnie twórców. Piszę nagle w liczbie mnogiej. Bo tych twórców jest więcej. Którzy ze swoimi archiwami odbijają się od drzwi kolejnych wydawców, od drzwi kolejnych galerii. Jakby ich praca była za mało jakaś, dla jednych za mało „sztuka”, dla innych za mało „znana”.

Wszystkie cytaty pochodzą z książki Łukasza Modelskiego „Fotobiografia PRL. Opowieści fotografów” wyd. ZNAK, Kraków 2013
Wszystkie zdjęcia dzięki uprzejmości Agencji Fotografów FORUM.

Lata 70. Bogdan Łopieński - dokumenty / dzięki uprzejmości FORUM Polskiej Agencji Fotografów

Bogdan Łopieński, Warszawa 2011, fot. Tomek Kubaczyk / dzięki uprzejmości autora


Lektura uzupełniająca:

Wywiad Iwa Zmyślonego dla Dwutygodnika

Wywiad Magdaleny Komornickiej do gazety towarzyszącej wystawie: „Ziemie podwójnie odzyskane. Bogdan Łopieński, Andrzej Tobis, Krzysztof Żwirblis” w Zachęcie

Rejestracja wideo spotkania autorskiego z Bogdanem Łopieńskim w Zachęcie 


Wypowiedź Bogdana Łopieńskiego „Status fotografa prasowego w latach 60. i 70.” W ramach projektu „Archiwum Historii Mówionej” 

wtorek, 29 września 2015

Zbiory pod opieką...


Zbiory Krakowskiego Towarzystwa Fotograficznego w końcu września 2015 wyglądają jak na zdjęciach. Ktoś przeniósł je (ratował!) do miejskich magazynów, udostępnił grzecznościowo by ratować cenne pamiątki, teraz gmina chciałaby ratować, ale nie może, bo właściciel, ale kto się zna i wie jak to zrobić, nieodebrane telefony, jakieś szczątki kolekcji w serwisach aukcyjnych, nikt nie wie jak i którędy, znikły, pojawiły się... nie wnikam, nie zajmuję się dziennikarstwem śledczym. Na dole linki do artykułów dla chętnych dociekania. 
Życzę sformatowanego dysku i zaprzepaszczenia wszystkich cyfrowych (nie podejrzewam ich o posiadanie analogowych pamiątek) archiwów rodzinnych wszystkim tym, którzy przyłożyli choćby jeden paluszek do tego, by te zbiory tak wyglądały...





fot. Adam Gryczyński, dzięki uprzejmości autora

linki:
wrzesień 2015:
"Cenne zbiory rzucone na stos"  - Gazeta Wyborcza, Kraków
"Odzyskano antyki z Krakowskiego Towarzystwa Fotograficznego" - policja
"Dewastacja zabytkowych zbiorów fotograficznych" - TVP Kraków

przed wrześniem 2015:
"Apel Krakowskiego Towarzystwa Fotograficznego" - Fotopolis.pl
"Historia w skupie makulatury" - DziennikPolski24
"Archiwa KTF zniknęły, odpowiedzialność też" - Gazeta Wyborcza Kraków


środa, 2 lipca 2014

zmarł Jerzy Lewczyński


to bardzo smutny dzień...
Kilka godzin temu odszedł Jerzy Lewczyński, ikona polskiej fotografii, ale też ciepły i bliski nam człowiek, będzie nam go bardzo brakować...

wtorek, 29 stycznia 2013

Promised Land / Ziemia Obiecana Andrzeja Kramarza

Andrzej Kramarz, z serii Promised Land, Las Vegas, Nevada / dzięki uprzejmości autora

Jesienią 2012 Andrzej Kramarz kupuje vana, drukarkę, papier fotograficzny i wyrusza w wymarzoną podróż przez 48 stanów USA. Podróż przed siebie. Zupełnie bez planu, także "fotograficznego". Jedyne co zakłada to, że - po pierwsze: utrzyma się ze sprzedaży wykonanych podczas podróży zdjęć i po drugie: że podróż może mu zająć 10 miesięcy.
Jak sam mówił, stawia na szali 20 lat doświadczenia zawodowego, w kraju w którym nie jest tak znany jak w Polsce, w tych nowych warunkach, chce jednak robić to co potrafi najlepiej - fotografię.
To nie jest projekt, nie ma żadnego statement'u - po prostu jadę...i nawet nie myślę o tym jak o podróży tylko jak o kawałku mojego życia. Nie chcę nigdzie szczególnie dotrzeć. Patrzę, patrzę, patrzę.  Nawet zdjęcia, podobnie jak ja sam, nie mają backupów ... po prostu dzieje się. 

Dzieje się, możemy to zobaczyć - Andrzej publikuje zdjęcia z tej wędrówki na swojej stronie. W ramach życia z fotografii, każdy kto posiada internet i konto w paypalu może "wlać kilka galonów paliwa do baku" na dalszą podróż a w zamian otrzymać odbitkę, niedużą, ale numerowaną - a są tylko w dwu egzemplarzach (+2 AP).
Andrzej Kramarz, z serii Promised Land, Las Vegas, Nevada / dzięki uprzejmości autora

Niestety pod koniec listopada przychodzi do nas smutna wiadomość o wypadku Andrzeja, skasowanym samochodzie i braku szans na dalszą trasę...
Pozbierałem się już do kupy i nie chce się poddawać!
Znalazłem już jakąś kiepską pracę w Las Vegas i chcę odkupić samochód aby spróbować ruszyć dalej w styczniu; kontynuować całe przedsięwzięcie. 

I to jednak nie przyniosło oczekiwanych rezultatów:
Musiałbym spędzić w fabryce jeszcze sporo czasu, aby odłożyć na samochód i jakiś zapas na dalszą podróż. Tak więc zdecydowałem się zdobyć wsparcie poprzez Kickstartera, formę finansowania społecznościowego, która zawsze pozwala mi odwdzięczyć się za dokonane wpłaty (na przykład odbitkami): www.kickstarter.com/projects/1535465975/promised-land

Andrzej Kramarz, z serii Promised Land, Colby, Kansas / dzięki uprzejmości autora

Pomimo entuzjazmu przyjaciół początki obecności projektu na stronie nie wskazują na jego powodzenie.

Ponieważ bardzo wierzę w to, co robię, a „Promised Land” traktuję bardziej jak życie, o które warto walczyć niż kolejny projekt fotograficzny, zdecydowałem się podjąć ostatnią próbę kontynuacji podróży. Przygotowałem ofertę sprzedaży kolekcji zdjęć, która pozwoli mi na dokończenie całego przedsięwzięcia. Niestety czasu pozostało niewiele, dlatego zainteresowanych bardzo proszę o składanie propozycji do 10 lutego 2013 roku.

Andrzej Kramarz, z serii Promised Land, Gonzales, Texas / dzięki uprzejmości autora

Andrzej Kramarz, z serii Promised Land, Maryville, Missouri / dzięki uprzejmości autora

Miejsce Fotografii także wierzy w to co robi Andrzej - zachęcamy gorąco wszystkich do wsparcia! Można zacząć od dolara, a za 10 dolarów odbitka! (mniej więcej 31 zł!!!) Na kontynuację podróży potrzeba jednak wiele dolarów... Kincstarter kończy się 4 lutego. Do 10 lutego można zgłosić się po zestaw portfolio i "jedyne" 720 sztuk odbitek...w specjalnej cenie. szczegóły tutaj

No, proszę Państwa, zrzuta! Nie dajmy mu tak "łatwo" zawrócić!

Andrzej Kramarz, z serii Promised Land, Maryville, Missouri / dzięki uprzejmości autora

linki:
Kickstarter - projekt Andrzeja
Andrzej Kramarz: strona autorska

czwartek, 15 listopada 2012

John Hilliard w Zachęcie / spotkanie

John Hilliard, fragment pracy "Grudniowe wody" 1976-1977 / materiał z wystawy w Zachęcie


W czwartek 15 listopada, tak jest - dziś! - w Zachęcie John Hilliard będzie mówił o swojej twórczości. Powiązaniem i okazją do jego wizyty jest wystawa "NIeprzekupne oko. Galeria Akumulatory 2. 1972 - 1990". Hilliard miał wystawę w Akumulatorach w styczniu 1978 roku. Jego ekspozycja zatytułowana była "Fotografie 1976-7". Trwała, jak wszystkie wystawy w Akumulatorach 2 - zaledwie kilka dni, od 16 do 19 stycznia. 
Na wystawie Hilliard pokazywał serię prac, m.in. "Three Conditions. Three Readings", "Jesion w Crag Lough", "Grudniowe wody". Sam autor, co nie było takie oczywiste w historii galerii, przybył na wernisaż (wielu autorów zrzeszonych w SIECI Jarosława Kozłowskiego przysyłała prace na wystawę pocztą). 
Hilliard w swojej twórczości badał granice i możliwości fotografii. Podobnie w końcu lat 1960tych i w latach 1970 czynili artyści zainteresowani fotografią w Polsce i na świecie. Sprzyjał po temu czas i nurt konceptualny w sztuce. Twórczość Johna Hilliarda mimo tak szerokiego tła i wielu podobnie działających w tym czasie artystów, jest bardzo konsekwentna i rozpoznawalna. 
Hilliard eksperymentował z podstawowymi środkami wyrazu fotografii, a przede wszystkim z głębią ostrości, kadrowaniem i badaniem zmiany znaczeń pod wpływem odpowiedniego tytułowania prac.

"Flagową" jego pracą jest "Powód śmierci" (The Cause of Death) z 1974 roku. Jest to zestawienie czterech zdjęć, w których znajdujemy wspólne pole - widok ciała w worku. Każde ze zdjęć jest inaczej podpisane: upadek, przygniecenie, spalenie, utopienie. Za każdym razem w kadrze pojawia się owa przyczyna - mniej lub bardziej czytelna wraz z podpisem. Praca ta, w dużym skrócie, odnosi się do możliwości manipulowania treścią poprzez kadrowanie tej samej fotografii.
Przyjrzałam się tej pracy pisząc prace magisterską ("Konceptualizm i medializm. Polska fotografia w latach siedemdziesiątych", UKSW 2006). Połączyłam wówczas w programie graficznym te zdjęcia, w pewnym sensie rekonstruując sytuację wyjściową. Chodziło o podkreślenie, że artysta kadruje ciągle tę samą fotografię. Dopiero niedawno trafiłam na pracę - dzieło Nicholasa Middletona z 2005 roku "Cztery śmierci" (Four Deaths), w którym w ramach twórczości innego artysty pojawia się swoisty remiks pracy Hilliarda. 


John Hilliard, Cause of Death, 1974 / rep. za David Campany, Art and Photography, s.78

rekonstrukcja zdjęcia wyjściowego dla pracy Johna Hilliarda, "Cause of Death" z 1974 r. / na potrzeby pracy naukowej,Joanna Kinowska 2004-6.

W trakcie wykładu usłyszymy z pewnością o najważniejszych pracach i praktykach artystycznych Hilliarda. Mam nadzieję, że będzie mowa nie tylko o samej filozofii fotografii lecz o uwarunkowaniach politycznych i przyjęciu tych prac przez krytykę i publiczność. 
O dzisiejszym wykładzie "Katalog błędów": W języku angielskim, w mowie potocznej zwrot „katalog błędów” jest kolokwializmem, który pozwala wyrazić czyjąś dezaprobatę, rozczarowanie pewną rzeczą bądź wydarzeniem. Natomiast w języku sztuki katalog oznacza publikacje towarzyszące wystawom; jak więc należy rozumieć określenie „katalog błędów” w kontekście sztuki? Odniesienie do sztuki jest bezpośrednie i widoczne w pracy Johna Hilliarda Jesion w Crag Lough prezentowanej na wystawie w Zachęcie, a także oryginalnie w Galerii Akumulatory 2. Patrząc z perspektywy wystawy prac artystów z kręgu Akumulatorów, którzy za pomocą alternatywnych form artykulacji artystycznej starali się przechytrzyć restrykcyjne władze komunistyczne, wydaje się być jasne, że wyrażenie „katalog błędów” może mieć również dwuznaczny, wręcz prowokcyjny wydźwięk.
Szeroki kontekst pracy Hilliarda stanowi tło dla jego wykładu, którego tematem będzie między innymi współpraca artysty z Galerią Akumulatory 2. Artysta omówi poszczególne prace, opowie szerzej o swojej twórczości. Będzie to okazja do dyskusji o sztuce i medium fotografii.
Artysta skupia się w szczególności na badaniu fotografii jako formy przedstawienia, której ograniczenia wynikają właśnie ze specyfiki tego medium. Właściwości fizyczne i optyczne fotografii mogą mieć znaczący wpływ na to, w jaki sposób interpretowany jest obraz. Czym są więc owe błędy w praktykowaniu fotografii? Jakie miejsce zajmują prace Johna Hilliarda w historii Akumulatorów? Jaki wpływ na twórczość artysty miała współpraca z tą galerią?
John Hilliard (1945, Lancaster, Wielka Brytania) – artysta konceptualny posługujący się medium fotograficznym. Studiował rzeźbę w Saint Martins School of Art w Londynie. Jeden z najbardziej analitycznych twórców badających możliwości procedur fotograficznych, funkcji przedstawiających fotografii oraz jej wiarygodności. Profesor Slade School of Art w Londynie.

więcej: 
5 minut z Johnem Hilliardem
o spotkaniu - Zachęta
mnóstwo prac Johna Hilliarda
jeszcze więcej prac i linków zw. z twórczością Johna Hilliarda

mam nadzieję do zobaczenia dziś o 18 w Zachęcie / wstęp wolny /spotkanie w języku angielskim / możliwe tłumaczenie na język polski (proszę przybyć wcześniej). 

czwartek, 15 grudnia 2011

Andrei Liankevich w Gliwicach

fot. Andrei Liankevich, Kobieta niosąca flagę ZSRR, Mińsk, 2005


Ponownie zapraszam do Gliwic, tym razem Czytelnia Sztuki zorganizowała spotkanie autorskie z fotografem Andreiem Liankevichem. Zaprezentuje on swój dotychczasowy dorobek fotograficzny, w tym książkę “Pagan” – opowieść o pogańskiej kulturze na Białorusi. Oprócz prezentacji własnych prac artysta opowie o fotografii białoruskiej i jej zmaganiach z trudną rzeczywistością tego kraju.
Andrei Liankevich – fotograf stowarzyszenia Sputnik Photos, reprezentowany przez agencję Anzenberger. Wykłada w European Humanity Univercity (Litwa). Uczestniczył w 60 wystawach (indywidualnych i zbiorowych) w Europie, Azji i Stanach Zjednoczonych. W 2010 roku opublikował pierwszą książkę autorską pt. “Pagan” o pogańskich tradycjach na Białorusi. Obecnie pracuje nad projektem o stosunku do Drugiej Wojny Światowej.
Czytelnia Sztuki, Willa Caro
ul. Dolnych Wałów 8a, Gliwice
15.12.2011, godz. 18.00

czwartek, 6 października 2011

Więcej niż księgarnia i książki.


Zmarł Krzysiek Makowski. Założyciel Księgarni & Galerii Fotograficznej F5. http://www.f5-ksiegarnia.pl/ Pomysłodawca i redaktor kilku publikacji o fotografii. Wiedział, że niewiele jest do poczytania po polsku w tym temacie i zmieniał to przez ostatnie kilka lat, najpierw pracując w Universitas, potem zaś tworząc swoją własną markę F5. Razem z Krzysztofem Jureckim w 2003 roku opublikował "Słowo o fotografii". Wydał kilka bardzo ważnych publikacji:  zbiorowych: "Przestrzenie fotografii", "Interpretując fotografię. Śladami Susan Sontag" oraz książki "Obraz utajony" Marianny Michałowskiej, "Fotografia. Dyletanci, amatorzy i artyści" Tomasza Ferenca. Zostawił kilka pomysłów, których nie zdążył dokończyć.
Był realizatorem konkursu na fotograficzną publikację roku. Odbyły się do tej pory zaledwie dwie edycje za lata 2008 i 2009. Już w 2011, czyli gdy nie przeprowadzono konkursu za rok 2010 okazało się, jak bardzo brakuje kontynuacji. Krzysiek walczył wówczas z chorobą. Po długiej walce, w połowie września przegrał.
Ten wrzesień/październik okazuje się fatalny dla fotografii polskiej, zmarli Zofia Nasierowska, Stanisław J. Woś i Marek Piasecki. W odróżnieniu od tych twórców, o odejściu Krzyśka nie mogę znaleźć żadnego słowa w prasie. Nie grał na pierwszym planie.
Nie będę jednak przybliżać jego biografii. Strasznie mi nie idzie ta notatka. Nie umiem sobie wyobrazić, że go tam w Krakowie już nie ma. Dlatego może spróbuję w tonie osobistym. Podziękuję za jego ogromny entuzjazm i wsparcie, które okazał gdy kilka lat temu na chwilę wkroczyłam w branżę księgarską (a przecież stawałam się konkurencją). Za wszystkie rady i sugestie, pomysły i wątpliwości, jakimi się chętnie dzielił. Podziękuję za miłe spotkania - "punkty obowiązkowe" przy okazji wizyt Krzyśka w Warszawie a moich w Krakowie. Podziękuję za kilka świetnych książek, które się czyta i do nich wraca, poleca do czytania innym i często cytuje w dalszej pracy. Podziękuję za poznanie z ciekawymi ludźmi, zarażanie zapałem do pracy i - rozmowy o fotografii.

Szukałam jakiś zdjęć, znalazłam tylko dwie okazje. Przy promocji albumu "Małopolska. To niczego nie wyjaśnia" w Zachęcie mam takie ujęcie, że musielibyście uwierzyć na słowo. Wstawiam zatem to (październik 2007) z Mariuszem Hermanowiczem. Jak dziwne się złożyło, że obydwu ich już nie ma, a zdjęcie z "przedwczoraj".
Będzie nam go bardzo brakować. Nam - czytelnikom, widzom, fotografom i znajomym.

wtorek, 22 lutego 2011

Nie ma Yoursa, nie ma nic?

www.yoursgallery.com

Yours się wyprowadził. Coś co było (ponoć) przedmiotem plotek (od jakiegoś czasu), spekulacji, domniemywań stało się. I jednak spotkało się z dużym zaskoczeniem. W "Życiu Warszawy" kurator galerii Łukasz Smudziński wyjaśnia jak się sprawy mają.
Kiedy sprawa została przesądzona pojawiły się komentarze o "poważnej wyrwie". "Gdzie teraz mogę oglądać dobre wystawy foto" spytała Agata Passent Agnieszkę Kowalską (zrób to w wawie). 
Redaktorka w artykule w dodatku do Gazety "Co jest grane" objaśnia sytuację: "Okazuje się, że w Warszawie nie mamy teraz tak naprawdę żadnej większej fotograficznej galerii pokazującej, co aktualnie na świecie dzieje się w tej dziedzinie. Jest przykurzony ZPAF, który nie ma takich ambicji. Jest niewielka galeria Refleksy na Mokotowie promująca fotografię artystyczną. Jest też Asymetria prowadzona przez fundację Archeologia Fotografii, zajmująca się głównie fotografią historyczną. Jednak ona w małym mieszkanku na Nowogrodzkiej nie ma w ogóle warunków do organizowania wystaw." (cały artykuł).

Oczywiście wielkie miasta świata mają swoje domy i instytuty fotografii, muzea i galerie czysto-i-tylko fotograficzne. Faktycznie patrząc na Zachód (i Wschód!), porównując Warszawę czy Kraków z Berlinem czy Moskwą wypadamy słabo. Lecz czy galeria duża, przestronna i poświęcona tylko fotografii jest nam w ogóle potrzebna?
Dobre wystawy fotografii oraz wystawy, w których fotografia występuje (nie zawsze jako główna bohaterka) zdarzają się przecież w Centrum Sztuki Współczesnej Zamek Ujazdowski, w Muzeum Sztuki Nowoczesnej, w Zachęcie Narodowej Galerii Sztuki, w galeriach mniejszych: Appendix2, Fundacji Profile, Klimy Bocheńskiej, Raster, Lokal_30, XXI, Heppen Transfer, Le Guern itd. Misję promowania fotografii mają wspomniane przez Kowalską galerie. A, że nie są duże to chyba w niczym nie przeszkadza, vide Galeria ZPAF i Ska chyba najmniejsza w kraju galeria.
Oprócz sytuacji finansowej, trudów przetrwania galerii na trudnym rynku sztuki współczesnej, braku energii, może też po prostu nie czas na medialne rozróżnienia? Co prawda dalej są aukcje, wystawy, konferencje, festiwale dotyczące "tylko-fotografii", "tylko-rzeźby" itd, ale właśnie trendy światowe wskazują, mam wrażenie, odmienną drogę.
Na dobre wystawy malarstwa czy premierę projekcji światowej sławy twórcy też trzeba poczekać. Żeby obejrzeć nowe ekspozycje musimy się sporo nachodzić po wielu mniejszych galeriach. To chyba nie problem? Czemu zatem fotografia miałaby być odosobniona i zamknięta w jednym dużym centrum?
Sytuacja fotografii chyba też nie jest tak katastrofalna, jak odmalowana przez domy aukcyjne i krytyków. Jasne, niewiele osób kupuje prace, bo też ich ceny odstraszają wytrawnych kolekcjonerów, ale ilość festiwali organizowanych w naszym kraju, sytuuje Polskę w absolutnej czołówce światowej. Mamy w końcu średnio około 6 imprez "tylko-fotograficznych" rozpisanych na kilkadziesiąt galerii. To dopiero demokracja! Jedynie trzeba poczekać na festiwal i pojechać do innego miasta. 
Osobną kwestią jest muzeum fotografii, którego misja byłaby daleko wykraczająca poza tylko oglądanie dobrych wystaw, ale też gromadzenie, konserwacja i edukacja. Tego miejsca nie zastąpi nam jednak żadna większa lub mniejsza galeria prywatna. Odsyłam do rozmowy z Karoliną Lewandowską w Obiegu, między innymi o staraniach utworzenia muzeum fotografii w Warszawie.

nieistniejąca już wersja strony internetowej Yours, dostępna już tylko w web.archive

Wracając do zamknięcia Yoursa... Bez względu na to czy byliście fanami czy tylko widzami wystaw tam organizowanych, czy byliście pracownikami czy współpracownikami, czy lubiliście galerię bądź jej nienawidziliście, pewnie zgodzicie się ze mną, że zniknięcie-zniknięciem ale wysłanie w kosmos strony www razem z archiwalnymi materiałami to "drobne" nieliczenie się z własną historią.
Aby odnaleźć niektóre tylko wystawy czy spotkania tam organizowane trzeba się udać do archiwum Fotopolis.pl .
To chyba dobre podsumowanie kilkuletniej działalności tej galerii. 

Zapraszam do dyskusji :>

środa, 16 lutego 2011

Gérard Castello-Lopes (1925-2011)

tak się przykro zaczyna składać, że pojawiam się tu ostatnio ze smutnymi wiadomościami.
Odchodzą od nas fotografowie, artyści starej gwardii, których praca formowała fotograficzną świadomość środowisk, w których tworzyli. Ich nazwiska nie zawsze są powszechnie dziś rozpoznawane, najczęściej przypomina się o nich właśnie w takich momentach...


12.02.2011 w Paryżu zmarł jeden z najwybitniejszych a może i najwybitniejszy portugalski dokumentalista  Gérard Castello-Lopes. 
Gérard Castello-Lopes to urodzony we Francji, wykształcony w Lizbonie fotograf, reporter, krytyk filmowy, reżyser a także dziedzic fortuny największego filmowego dystrybutora i właściciela sieci największych kin Castello Lopes. Wyznawca HCB i Eugena Smitha, szczerze rejestrował salazarowską Portugalię tworząc zbiór bezcennych dla Portugalii dokumentów, w których unikał klisz i łatek chętnie Portugalii przypinanych przez zagranicznych korespondentów.


Castello-Lopes pracował również we Francji, mieszkał w Lizbonie, Cascais, Paryżu i Strasbourgu. 
Warto też dodać, że współtworzył Centro Português de Cinema.

poniedziałek, 3 stycznia 2011

zmarł Wiktor Hombek

Dziś w nocy zmarł Wiktor Hombek, członek Gliwickiego Towarzystwa Fotograficznego. Pogrzeb odbędzie się w Gliwicach, w najbliższą sobotę.

Wiktor Hombek - Wieśniaczka, 1963

Wiktor Hombek, Rzeźbiarz, z serii: Zostań Napoleonem, 1970-75

piątek, 10 grudnia 2010

"Po prostu uśmiechamy się i patrzymy sobie w oczy" - Izabela Wojciechowska

Zmarła Izabela Wojciechowska. Redaktorka naczelna Centralnej Agencji Fotograficznej, potem Redakcji Fotograficznej w PAPie. Kuratorka wystaw, fotoedytorka, wydawca, wykładowca, właścicielka galerii Green Gallery. "Impresario" fotograficzny - szczególnie Ryszarda Kapuścińskiego. Bogaty i piękny życiorys. Kobieta ciepła i wesoła. Zmarła 6 grudnia w warszawskim szpitalu w wyniku powikłań po...złamaniu nogi. Wystawa, którą przygotowywała od kilku miesięcy, zostanie otworzona 17 grudnia w Zachęcie: "Ryszard Kapuściński. Z Imperium. Fotografie".
Proponuję kilka lektur:
- Izabela Wojciechowska o Kapuścińskim [dyskusja wokół "Kapuściński non-fiction" Artura Domosłowskiego"]

Izabela Wojciechowska podczas jednego z wernisaży w Green Gallery /fot.jk/

Ryszard Kapuściński, Rosja, Moskwa, 1991 /materiały prasowe wystawy/


"Ryszard Kapuściński. Z Imperium. Fotografie" 18 grudnia 2010 -20 lutego 2011 Zachęta Narodowa Galeria Sztuki. Wernisaż 17 grudnia 2010 godzina 19.
z noty prasowej wystawy:
W 17 lat po ukazaniu się Imperium będziemy mieli okazję obejrzeć wystawę fotografii powstałych w latach 1989–1991, będących plonem podróży Ryszarda Kapuścińskiego po republikach dawnego ZSRR. Fotografie te do tej pory nie ujrzały światła dziennego poza kilkoma, które znalazły się w albumie "Ze świata". Odnaleziono je dwa lata temu w archiwum prywatnym Kapuścińskiego. Ze sposobu posegregowania tego materiału i próby selekcji fotografii należy sądzić, że myślał on o wystawie o Imperium. Dziś ten zamysł realizujemy wystawą prezentującą 50 czarno-białych fotografii wybranych spośród kilkuset. Fotografie te nie są dziennikiem fotograficznym z podróży ani materiałem ilustrującym Imperium. Stanowią raczej niezwykły fotoreportaż emocjonalny ukazujący ludzi, miejsca i wydarzenia w zderzeniu z uniwersalnym światem Kapuścińskiego. Tym razem wkraczamy w świat obrazu, do którego przyjdzie nam dodać słowa, ponieważ artysta nigdy swoich fotografii nie podpisywał. Znalazły się w tym wyborze zdjęcia z pierwszej po czterdziestu latach, a odbytej w 1979 roku podróży do rodzinnego Pińska, które dodatkowo czynią ten fotograficzny esej bardzo osobistym. więcej

niedziela, 8 sierpnia 2010

fotografia uliczna teraz!

No wreszcie! Wydawnictwo Thames&Hudson na jesieni wyda album poświęcony fotografii ulicznej. Autorami publikacji są kuratorzy z Londynu. Prezentują twórczość 46 fotografów ze świata. W zapowiedzi wydawnictwa czytamy:

- pierwsze opracowanie tematu fotografii ulicznej od 20 lat [hmmm... Clive Scott "Street Photography, from Atget to Cartier-Bresson", wydano w 2007 roku]

- przegląd od podstaw i filarów gatunku: Bruce Gilden, Martin Parr i AlexWebb poprzez wschodzące talenty "z Nowego Jorku, Tokio, Azerbaijan, Bournemouth, Istanbul, Dakar" [i tak Azerbejdżan stał się miastem? zaznaczam tylko ten punkt, bo teraz nie czas na dyskusję o filarach i genezie fotografii ulicznej...]

- w książce znajdziemy dyskusję [round-table] z następującymi autorami: Frederic Lezmi, Jesse Marlow, Mark Alor Powell, Gus Powell, Paul Russell, Ying Tang i Nick Turpin. [co daje niejakie pojęcie o zestawie tych 46 fotografów]

- ma bibliografię i bogaty spis źródeł [czyt. nadaje się do użytku naukowego]

- zawiera ponad 300 zdjęć

czekamy czekamy czekamy!
do kupienia będzie u nas z czasem tam gdzie do tej pory znajdujecie wydawnictwa Thames&Hudson, albo od razu w amazonie czy bookdepository.

piątek, 5 lutego 2010

protesty i proteściki...


"Photography is under attack" od tych słów zaczyna się opis strony http://photographernotaterrorist.org/ - czyli brytyjskiego /chyba już międzynarodowego/ protestu przeciwko traktowaniu fotografów jako terrorystów...
Punkt kulminacyjny przypadł na 23 stycznia 2010 kiedy w Londynie na Trafalgar Square spotkali się protestujący w liczbie znacznej. Zdjęcia z tego happeningu można oglądać m.in. na flickr, googlenews, czy stronie "oficjalnej".
co więcej - do protestu zawsze można się dołączyć. wystarczy zrobić sobie zdjęcie z hasłem "I'm a photographer, not a terrorist!"...i wysłać organizotorom tutaj: http://photographernotaterrorist.org/self-portraits/
a u nas...
"zadyma", "skandal", "awantura"... z premiery filmu "randka w ciemno" 3 lutego 2010 wyniesiono fotografa. wyniesiono. w związku z tym, wynieśli się i inni fotografujący (dziennikarze). więcej u fotoreporterów.net . sprawa trafiła do serwisów fotograficznych - oczywiście, ale i na plotka (!). najważniejsze, że ma ciąg dalszy: oświadczenie agencji FORUM - podpisane przez Klub Fotografii Prasowej. pytanie czy kogoś tutaj wzruszyłby prostest za brytyjskim wzorem?

wtorek, 29 grudnia 2009

2010 festiwale...


miesiąc fotografii w krakowie 2010 ogłosił dzień otwarcia i temat i pokazał logotyp. gościem głównym będzie Wielka Brytania a początek 7 maja 2010 w galerii Starmach. tu do poczytania.
Łódź, czyli Fotofestiwal w tym czasie zdążył/a podać kandydatów do GrandPrix na rok przyszły... oficjalnie.
no to czekamy.