środa, 24 sierpnia 2011

kwestia wiary to bardzo trudna kwestia w dobie GMO i nowego dokumentu

Zorka Project - Kajetan Pisarzowic ze swoim przyjacielem Martinem Sterbą, Przeciętni (zdjęcie pochodzi z materiałów organizatora). Źródło: 0.pl

Dzisiaj Prezydent zawetował ustawę o GMO, co jest o tyle pierdylierdoznacznym tematem wielu niusów portali informacyjnych, że w sumie znaczy niewiele. Do tej pory nie mam pewności, czy cukinia, którą przed chwilą spożyłem, była GMO, czy nie była, choć chwilę wcześniej została zerwana z z macierzystej rośliny u mnie w ogrodzie. Ruch Prezydenta też jednoznacznie nie określił, czy jest problem GMO, czy nie. Czy jest za, czy przeciw. Brak pewności to jednak dzisiaj przeczucie, które sponsoruje dzień.

W pociągu mój kolega zareklamował mi poczęstunek jabłkiem, które jest dobre, bo jest zdrowe, bo jedzą je robaki, nie jest polerowane, a nawet nie jest umyte. Czyli dobre jabłko to złe jabłko. Albo inaczej - idealne jabłko to jabłko nie zdrowe.

W dalszym ciągu mam też niepewność o należne mi zapłaty za faktury, bo pewnie mój kontrahent już zaciera sobie łapy na podatek, który dzięki nim sobie odetnie, a ja ciągle czekam na ekipę rządzącą, która nie zezwoli na zaksięgowanie niezapłaconej faktury.

Wreszcie niepewność dotyczy też powyższej fotografii duetu Zorka Project z cyklu Przeciętni. O ile z widzenia znam Martina Sterbę, to znam w relacja koleżeńskich Grześka Klatkę. Na fotografii jeden z jej bohaterów to teoretycznie Martin, a praktycznie Grzesiek. Co lepsze, sprawa niedawno burzowo przetoczyła się wśród naszych, w sensie na uczelni, rozmów już dwa miesiące temu, a opis dalej funkcjonuje taki, a nie inny. To potęguje niepewność, czy Zorka Project toczy z widzem nierówną grę, w której traktuje nieświadomość, albo raczej ufność widza, jako obiekt gry, czy jest to zamierzenie, które ma podważyć kolejne tezy o nowym polskim dokumencie, który raczej wydaje mi się np. starym czeskim dokumentem zaszczepionym na polskiej ziemi. Niemniej niepewność pozostaje. Nie jest to kwestia złości czy jakiegoś negatywnego odczucia, lecz po prostu ciekawość, na ile można ufać twórcy. Rozumiem, że karygodne jest kopiowanie cieni wróbli na dachu przystanku autobusowego, ale to dla mnie taka manipulacja, jak doświetlanie nieba pod powiększalnikiem, by było bardziej "dramatyczne". Ale zmiana treści merytorycznej w zestawie, który ma pokazać pewien fenomen, obraz przeciętności - i tu mam wątpliwość, co to jest.

I teraz powstaje kolejna wątpliwość - czy tylko ja znam Grześka? Czy tylko ja go nie znam?

2 komentarze:

  1. http://m.wyborcza.pl/wyborcza/1,105226,9797224,My__przecietni_Czesi.html?as=3

    OdpowiedzUsuń