wtorek, 18 czerwca 2013

Kontynenty fotografii, czyli poskromienie grafika i redaktora piszącego

Kontynenty / nr 1 (4) marzec 2013 / Wydawnictwo: Agora / redaktor naczelny: Dariusz Fedor 

Zachowam się dziś zupełnie po polsku. Oburzę się, doczepię i z błotem zmieszam. Niestety się należy, chociaż ciągle czai się myśl, że to przecież i tak dobrze, że się coś rusza, że jest miejsce…
Jakąś chwilę temu, w maju 2012 powstał magazyn „Kontynenty”. Kwartalnik zupełnie nowy, ze starym tytułem. Trzeci jego numer tchnął mnie jednak do pisania.
Mamy oto miejsce z pozoru idealne. To wszystko, na co nie ma miejsca w prasie codziennej, no dobrze – świątecznej, tygodnikach, nawet w miesięcznikach. Tu jest wypełnienie tego braku – dużo tekstów i sporo zdjęć. Słów mnóstwo o świecie, o ludziach, o polityce i życiu codziennym, o podróżach wielkich i małych, o idei i konkrecie. Nazwiska świetne. Lektura pierwszorzędna. Coś na krótki dystans, zanim sięgnie się po książkę któregoś z autorów „na dłużej”.
Jest też miejsce na fotografię. Nie na tło czy okładkę nie na znaczek pocztowy, tylko poważnie – po kilka stron na materiał. Jeszcze raz, by było to zauważone: po kilka stron na jeden materiał. W druku! W 2012 i 2013. Bez dopisku o sponsorowanym artykule czy czymś podobnym. Nie są to materiały archiwalne przedrukowane, ani nic takiego. Nie ma pasków z reklamami po obydwu stronach, nie czai się w środku artykułu reklama o fikuśnym kształcie. Widzi się zdjęcie, zdjęcie, i…zdjęcie. 


fragment fotoreportażu Chrisa Niedenthala

Co w numerze 3? Chris Niedenthal – zdjęcia, z których chyba jedno było wcześniej publikowane w książce jego własnej, w autobiografii (nie będę się zakładać, może kiedyś były, w XXI wieku – nie w całości). Zdjęcia z Rumunii, z klasztoru, rok 1978. Dalej mamy Ryszarda Kapuścińskiego. Wiemy, że on nie fotograf, ale zdjęcia udane czasem były. Wreszcie mamy Tomasza Wierzejskiego, założyciela Fotonovej, z bliskimi portretami ludzi z bardzo odległych miejsc świata. Daleko dalej w numerze, jeszcze materiał z Grecji Marcina Kalińskiego (i młody i świeże zdjęcia) na 3 rozkładówki. Na koniec jako ilustracja reportażu, na deser Krzysiek Miller z Egiptu.

Wierzejski 12, Kaliński 11, Kapuściński 19 a prawie 20, Niedenthal 10- w tym 3 rozkładówki! Ciągle nie mogę uwierzyć. Brawa, oklaski, gratulacje, podziw i szacun! I kciuki będę trzymać długo za ten magazyn. A za fotoedytora i grafika największe!


zdjęcia Ryszarda Kapuścińskiego w "Kontynenty" 1/2013

Detale to w sumie najzupełniejsze: że te zdjęcia są zapisane tytułami, że czasem mają na sobie „stronę” (jak się o tym fachowo mówi?), że niespójne są ich formaty (pewnie wzór z LIFE, chociaż tu niczym niewytłumaczalny). No i wreszcie, że ktoś finezyjnie kartki rozrzucił na zdjęciach. Reportaż Kapuścińskiego w szalonych formatach, cztery miniaturki na stronie. Ale te karteczki, koperta – istny majstersztyk! Jakby od niechcenia rzucone, rozsypane. Wszystko to ma nas naprowadzić na szczególne znalezisko w archiwach pisarza. Karolina Wojciechowska, która się opiekuje tym zbiorem odnalazła kopertę zaadresowaną do magazynu „Kontynenty” w 1973 roku. Materiał nigdy do „Kontynentów” nie dotarł, utknął gdzieś papierach. Zbieżność interesująca, niesamowicie się ogląda tę historię po tylu latach, wreszcie opublikowaną. No gdyby tylko coś nie przeszkadzało. Z tych 20 zdjęć zaznaczonych – widzimy „pełną klatkę” jedynie 13. Reszta mniej lub bardziej przesłonięta jest karteczką. (a pół strony wolnej?!). Nie rozumiem, nie pojmuję. Pewnie w następnym numerze będzie lepiej.

zdjęcia Ryszarda Kapuścińskiego w "Kontynenty" 1/2013

Ten numer „Kontynentów”, ta koperta i karteczki uwierają mnie od jakiegoś już czasu. W trakcie Fotofestiwalu łódzkiego można byłoobejrzeć wystawę rozkładówek z magazynu New York Times. By tę wystawę porządnie obejrzeć należało zabrać krzesło, litr kawy, dobre okulary i najlepiej zarezerwować sobie cały dzień. Obejrzałam tylko zdjęcia pobieżnie, i utkwiło mi w pamięci głównie to jak traktowano te zdjęcia w magazynie. Zawsze pierwszoplanowo. Zawsze w centrum uwagi. Reklama poprzedzała materiał lub była na końcu. Nigdy nie wchodziła do środka. Paginacja, rozmieszczenie „stałych elementów” strony – nieinwazyjne, delikatne, tylko tam – gdzie nie przeszkadza. Jakiś to problem nie ponumerować 2 stron? Nie umieścić białej cyferki na czarnym kapeluszu modelki ze zdjęcia? Właśnie te drobiazgi robiły różnicę. Różnicę zauważalną, tę kolosalną – jak traktujemy zdjęcia w gazecie. Na zachętę do dalszej pracy niech zostanie wyraźnie słyszalne wycie i westchnienia zwiedzających, wszystkie na modłę: „ach, czemu nie u nas…”.


fragment fotoreportażu Tomasza Wierzejskiego

fragmenty fotoreportażu Marcina Kalińskiego

fragment reportażu Pauliny Wilk ze zdjęciem Krzysztofa Millera

Na koniec… polemika z wielkim. Po artykule w ostatnim numerze „Kontynentów” coś mi ubyło w wielkiej postaci i ogromnym pisarstwie Jacka Hugo-Badera. Coś. Troszeczkę. Tłumaczę to sobie na mnóstwo sposobów: ktoś go wrobił w temat, ktoś nie wyjaśnił do końca, redaktor zasnął, fotoedytor był na urlopie.

Nie śmiem podnieść głosu nad to co pan Jacek napisał w książkach. Chłonę i milczę. Ale tak myślę, że gdy pan Jacek wchodzi na fotografię – może coś mogę odpowiedzieć. Nie zgadzam się z Panem zupełnie. Zabrakło sakramentalnego: „uważam” i „dla mnie” w bardzo mocnych stwierdzeniach o fotografii. Czepialstwo totalne z mojej strony. Każdy światły czytelnik wie i rozumie – to fotografia wg pana Jacka. Przecież. Problem w tym, że w tekście zdradza pan nieznajomość medium, nazewnictwa, warsztatu itd. Z tekstu zaś wynika, że fotoreporter jest zły. Miły, niemiły, sprawny czy leniwy – jest zły. Zawadza i przeszkadza. „Zwyczajnie nie wytrzymałbym w podróży w towarzystwie, także fotografa. Ja lubię sam, oddzielnie, w pojedynkę. Żeby nikt mnie nie rozpraszał, nie mącił skupienia, nie gadał, nie marudził, nie potrzebował, nie wygłaszał swojego zdania i nie zgłaszał potrzeb, swoich koncepcji. (…) Musi szukać obiektów do zdjęć, czekać na światło, wyspać się, jeść, a ja w świecie jem rano przed wyjściem z domu, a potem co w ręce wpadnie.” Oczywiście – wszystko wola pana. Lubi pan pracować sam. Święte prawo reportera. Tylko sobie myślę, że takie stwierdzenia generalizujące są jednak strasznie szkodliwe. Właśnie teraz Chicago Sun Times zwolniło fotografów, a swoich piszących redaktorów posłało na kurs robienia zdjęć iphonem.

zdjęcia i tekst Jacka Hugo-Badera w "Kontynent" 1/2013

To co oburza mnie w tej sytuacji, jest zapewne tym co rozwiązałoby pana konflikt z ewentualnym przyszłym fotografem w trasie. Pana „fotoreportaż” w „Kontynentach” jest dokładnie tym, czego ja się boję jako odbiorca. Pan się tłumaczy, że fotografem nie jest, zdjęcia robi „dla przyjemności i zabawy” „a mówiąc prawdę, robię je z powodu mojego trudnego charakteru”. Według pana – to właśnie zbędność fotografa. Według mnie – jego konieczność. Mamy zestaw zdjęć co najwyżej turystyczny, twarze, które patrzą na nas. Zawsze prosto w oczy. Pan czuje przeszywające emocje i zna ich historie. Ja zdjęć nie czuję, widzę buzie wgapione we mnie. Nie czytam historii, nie czytam ich mimiki. Oderwani są zupełnie od swojego bycia. Nie mają perspektywy, nie umiem ich umiejscowić. Dlatego wolałabym gdyby za panem podążał jednak niewidzialny fotoreporter. Opisał to co pan widzi z innej perspektywy, dopowiedział samym tylko obrazem – co pan zdobył w rozmowie. Fotograf ma się dzielić obrazem z czytelnikiem, tak jak pan obdziela nas słowem. Zapisuje pan dokładne brzmienie wypowiedzi? Czy redaguje i przestawia dla oddania emocji? To w idealnym świecie robi fotoreporter, to czego w pana zdjęciach zabrakło. Zdjęcia mogą być emocjonujące wraz z pańską opowieścią. Wyobrażam sobie – jak pan o nich opowiada, traktując fotografię jako coś przezroczystego. Nie widzi pan zdjęcia, widzi pan twarz – bohatera, charakter, konkretna historię. Bez tej opowieści jednak wszystko jest dla mnie stracone. Przepraszam, musiałam, wnętrzności mi się gotują. 

Zestawu turystycznych, pamiątkowych zdjęć, reporter piszący nie może nazywać fotoreportażem. Pan jest znakomitym pisarzem. W pańskich książkach są często świetne kadry, ale ich się nie widzi, one nie są ważne. One są nawet niepotrzebne, bo słowa opisują wszystko totalnie i plastycznie. Dlatego wolę wierzyć, że ktoś pana wrobił w tę sytuację. Opowiada pan o obiektywie zakupionym specjalnie, za namową fotografa. Nie słyszałam (po mojej stronie Wisły?), żeby mówić „całka” – to pewnie brak osłuchania i doświadczenia z mojej strony. Uczyli mnie slangu w wersji „stałka” – od słowa stało-ogniskowy. I tu też sobie tłumaczę, że może komuś Office-word poprawił – tak jak i mi przed chwilą próbował. 

Jest mi naprawdę niezręcznie. Czemu publikuję zatem swoje wahania? Dla pewnej przeciwwagi. Żyjemy bodaj w dobie specjalizacji. W niej ponoć nasza siła i przyszłość. Niestety nie znalazłam jeszcze świetnego piszącego i fotografującego dziennikarza w jednym. Robert Capa napisał wspaniałą autobiografię, ale też nie jestem pewna czy ktoś mu w tym nie pomógł czy tak mu wyszło, jednorazowo.


A tak już na deser zupełnie. Niech się dzieje i pisze i publikuje. To absolutnie wspaniale i napawa optymizmem. Fajnie, że ktoś zauważył i odkopał „Kontynenty”. To pismo ma sens i potencjał. Czekam i przebieram nogami na inną agorową zmianę – odświeżenie Dużego Formatu. Już ponoć od czwartku. Odliczam.

Dla głodnych: Kontynenty nr 1/2013 

8 komentarzy:

  1. Ostro po Jacku, ale słusznie. Dzięki za artykuł, nie wiedziałem (zapomniałem?) że jest taki magazyn.

    OdpowiedzUsuń
  2. Gdyby tylko mieli dobrą reklamę. I Kontynenty i DF, bo inaczej zginą i znowu się zawiedziemy.

    OdpowiedzUsuń
  3. właśnie, właśnie - jeszcze raz optymizm, brawa i szacun, że to pismo jest. że DF będzie lepszy. i trzymamy kciuki. tylko skoro są jedyni, niech też sobie nie pozwalają na za dużo.
    Wjtk - nie po nim, tylko po jego twórczości fotograficznej i w polemice z tym co sądzi o fotografii. (mam nadzieję :) )

    OdpowiedzUsuń
  4. „Całka” to gwarowo na Ukrainie po prostu „dziewica”. Tak mi kiedyś powiedział Sasza Czekmieniew, świetny fotoreporter z Kijowa. Może o to chodziło panu Jackowi?
    Dziękuję Pani za ten artykuł, ma Pani sporo racji.

    Pozdrawiam serdecznie
    Waldemar Śliwczyński
    „Kwartalnik Fotografia”

    OdpowiedzUsuń
  5. Dzięki za dobry wpis, zgadzam się w 100%

    OdpowiedzUsuń
  6. Witam !
    Raz miałem okazję przeglądać wyżej opisany magazyn. Zgadzam się z pani zdaniem - jest to bardzo wartościowy i pierwszorzędny magazyn.

    Z innej beczki - gratuluję bloga, jest świetny. Wiele ciekawych zdjęć, opisów czy wywiadów. Jestem pod wrażeniem wytrwałości i umiejętności dzielenia się słowem.

    Pozdrawiam w tym miejscu i zapraszam choć raz do obejrzenia mojej strony : www.knapekblog.pl

    OdpowiedzUsuń
  7. Hm, na pewno nie chodziło o żadną dziewicę.
    W felietonie Hugo-Bader chwali się wyraźnie: 'niedawno kupiłem nowy obiektyw. Najprostszy, standard, całkę - czyli bez zooma.'
    Przejęzyczenie wykluczam, bo ta całka pojawia się w tekście trzy razy, w tym w śródtytule.
    Nieco dalej autor uskarża się na aparaty cyfowe.
    Dlaczego?
    Ano dlatego, że w jego cyfrówce jego 'jedyny obiektyw (18-40) lekko przybliżał'
    No i ratunkiem miała być ta 'całka 50mm, która widzi dokładnie tak, jak ludzkie oko'
    Pomijam fakt, że 40, czy 50 to mała różnica, i to raczej 40mm jest bliższe temu co widzi oko.
    Ale jak panu Hugo-Baderowi obiektyw 18-40 przybliżał (zamiast oddalać) tego już nie rozumiem.
    To jakieś herezje są.

    Jeśli pan Hugo-Bader w taki sposób widzi rzeczywistość i tak mylą mu się słowa, to ja zaczynam mieć watpliwości co do jego rzetelności dziennikarskiej. :-(
    Tym bardziej, że w miejscach gdzie bywa, ja nie bywam, i ewentualne błedy nie byłyby dla mnie tak oczywiste.

    No chyba, że to wszystko to 'robota' redaktorów Kontynentów.

    OdpowiedzUsuń
  8. Oczywiście mowa o aparacie małoobrazkowym "fullframe" (35mm). Bo dla popularnej lustrzanki (matryca formatu APS) 50mm to już portretówka, a standard będzie w okolicach 35mm :)

    OdpowiedzUsuń