czwartek, 3 maja 2018

Gordon Parks: The Learning Tree




Gordon Parks w książkach.




Rok 1963. Pierwsze wydanie „The Learning Tree”. Mamy polski tytuł, pochodzący od filmu – „Drzewo wiadomości”. (Żadna z książek Parksa nie została przetłumaczona na język polski).

Co to był za rok w twórczości Parksa? Był już „kimś”. Od lat pracował dla „Vogue” i dla „Life”. W 1961 roku zrealizował reportaż dla „Life” o biedzie w Rio de Janeiro. Słynny materiał „Flavio” o chorym chłopcu zaowocował prawdziwym cudem. Fotografia zmieniała świat namacalnie. (Sam Parks przy tej okazji wprawia się w filmowanie. Powstaje dokument.) Historia z uratowaniem chłopca musiała też przynieść Parksowi rozpoznawalność. Ameryka żyła losami przychodzenia do zdrowia chłopca z 3go świata, siłą rzeczy także i jego opiekuna i wybawcy.
W 1963 roku zaczyna fotografować czarnoskórych muzułmanów. Jakoś wtedy poznaje Malcolma X. Wtedy też rozmawia z Elijah Muhammadem. Ten składa mu propozycję nakręcenia materiału dokumentalnego, właściwie reklamowego. Parks robi po swojemu – wybiera rzetelny fotoreportaż.
„A Choice of Weapons” – autobiografia, najsłynniejsza książka Parksa wyjdzie dopiero za dwa lata (Źródła podają 1965 i 1966). Najsłynniejsza - to zresztą trudne określenie. Bestseller jakim była powieść „The Learning Tree” trafił na ekrany jako film, miał kilkadziesiąt wznowień, szybko stał się klasyką. Można tę książkę było czytać, pewnie jak większość czytelników zrobiła – bez utożsamiania głównego bohatera z autorem. Ot historia jakich wiele. „A Choice of Weapons” to najważniejszy portret już samego Parksa. Nie sposób jej czytać, bez świadomości, że mowa o fotografie.



Wróćmy do „The Learning Tree”. Nad powieścią pracuje ze swoją przyszłą żoną Genevieve Young. Także i z tego powodu to wielki przełom dla Parksa. A potem książka staje się filmem. Parks jest autorem scenariusza, reżyserem, fotosistą (oczywiście), ale także kompozytorem muzyki i w końcu producentem. Brzmi jak amerykański sen. Dziś mało kto pamięta pierwszy film Parksa. Rozpoznawalny jest z „Shaft’a”. Ale przypis historyczny zostaje: pierwszy czarnoskóry reżyser w Hollywood. Gordon Parks. Rok 1969. Starania by film nakręcić, zaczęły się jeszcze w roku wydania książki. 

Gordon Parks w trakcie prac nad filmem. 1968 

Carl Mydans, wybitny dziennikarz i fotograf magazynu „Life” był szczerze zainteresowany moim dzieciństwem w Kansas i często zachęcał mnie, żebym o nim
opowiadał. Pewnego piątku, kiedy opuszczaliśmy redakcję, powiedział:
— Nosisz w sobie materiał na niezłą powieść. Czemu jej nie napiszesz?
Moja redaktorka Genevieve Young cierpliwie opiekowała się mną na drodze do pierwszego bestselleru. Dzisiaj [2001] The Learning Tree jest nadal na półkach
w księgarniach i salach lekcyjnych w całym kraju i czeka na 60 wydanie.
Aktor John Cassavetes zadzwonił do mnie pewnego wieczora z Hollywood.
— Właśnie skończyłem czytać The Learning Tree.
Powinno się na jego podstawie nakręcić film, a ty powinieneś go reżyserować.
Zaśmiałem się.
— Dzięki, John, ale wiesz, że w Hollywood nie ma czarnych reżyserów. I obawiam się, że nie będzie.
 Gordon Parks, Half Past Autumn. A Retrospective, 2001

Kenneth Hyman w prosty sposób opisał stojące przede mną wyzwanie:
— Przypominam sobie tylko dwóch reżyserów, którzy podjęli się podobnego zadania - powiedział — to Orson Welles i Charlie Chaplin.
Po czym obdarzył mnie szelmowskim uśmiechem.
— Ale ty, mój drogi, jesteś nie tylko autorem książki - jesteś też scenarzystą, producentem, reżyserem i kompozytorem muzyki.
 Gordon Parks, To Smile in Autumn, 2009


“The Learning Tree” czyta się trudno. Pierwsze strony to istna męka. Przedarcie się i przyzwyczajenie do języka południowców z lat 20tych XX wieku zajmuje trochę czasu. A potem już się toczy akcja. Bez słabych momentów. Sensacyjna powieść. O odwiecznych problemach – o dorastaniu, rodzinie, lojalności i miłości. Walka dobra ze złem, trudna droga sprawiedliwości. I realia małego miasteczka w stanie Kansas. Rasizm i przemoc. A poza tym wspaniała sceneria przyrody. Rzeczywiście idealny materiał na film.

„The characters in this novel are fictional. Any resemblance to persons living or dead is coincidential.” Wzmianka obowiązkowa: wszystkie postacie w powieści są fikcyjne. Podobieństwo do jakiejkolwiek osoby, żywej czy zmarłej, jest przypadkowe. Oczywiście. A jednak….to powieść autobiograficzna. Większość zdarzeń, tych najmocniejszych zdarzeń w powieści zdarzyła się naprawdę. Może w innej konfiguracji.


Główny bohater Newt (zdrobnienie od Newton) Winger wchodzi w dorosłość. Parks mając kilkanaście lat razem z kolegami, na polecenie (i za zapłatą) szeryfa wyławia ciało z rzeki. To brutalne wchodzenie w dorosłość opisane w powieści to w większości zdarzenia autentyczne. Trudno jednak bezspornie zero-jedynkowo podzielić wydarzenia na realne i fikcyjne. Wielkość rodziny się nie zgadza, bo Parks był piętnastym dzieckiem. W książce jest ich dużo mniej.

Są jednak dwa ważne momenty, bezspornie autobiograficzne. Parks wspominał także w innych okolicznościach sceny, które zawarł w powieści.
Pierwszy dotyczył odchodzenia jego matki. Moment, który oczywiście głęboko przeżył jako nastolatek. Moment, który bardzo zmienił życie Parksa: po śmierci matki, został odesłany na północ do siostry i jej męża. W kilka miesięcy później – Parks stał się samodzielny, w tym także bezdomny, bezrobotny. Co się zdarzy z Newtem dalej, nie wiemy. (Parks opisze to w kolejnej książce, już jawnie biograficznej „A Choice of Weapons”). Moment zaś odejścia matki, opisany i sfilmowany został wiernie z pamięci. Newt, czyli Gordon, spał na podłodze w sypialni matki, obok jej stygnącego ciała, tej nocy gdy zmarła. W trakcie kręcenia filmu, Parks instruował aktora, odpowiadał na pytania, przywoływał wspomnienia i motywy.

O ile pierwszy z tych „historycznych” momentów jest bardzo osobisty, wiele mówiący o Gordonie, jego ukształtowaniu i relacji z matką, o tyle drugi jest już „historyczny” i uniwersalny. Jest też tym czymś, co raz opisane – wybrzmiało zdecydowanie. To moment gdy Newt/Gordon wezwany zostaje przez swoją nauczycielkę na rozmowę o swojej wizji przyszłości. Gorąco wierząc w swoje szanse odpowiada nauczycielce, że zamierza iść do college’u. Uniwersalność sytuacji, każdy z nas może się tu postawić, ze swoimi marzeniami nastoletnimi, kiedy wszystko było możliwe i można było sobie „wybierać” opcje. Nauczycielka studzi zapał młodzieńca. Wybucha rasistowską mową. Wybór college’u przez czarnoskórego chłopca, będzie trwonieniem czasu i pieniędzy, brakiem szacunku dla rodziców ale i dla kraju. Wszak college są nie dla „nich”. „oni” mają „swoje” prace i „swoje” ograniczone możliwości. Muszą znać swoje miejsce. To mówi nauczycielka nastolatkowi.
Uniwersalność sceny zderza się z pozbawieniem złudzeń, zaściankowością, bigoterią i realnym rasizmem. I wzburza. Scena ta okazuje się kluczową – zarówno w książce jak i w filmie. Obok opisana jest przemoc, w tym morderstwo, dorastanie w strachu i agresji, biedzie itd. „Trudne dzieciństwo”. Ale to słowa nauczycielki determinują Parksa w dalszym życiu. Nieraz je wspominał.
W filmie dokumentalnym „Half Past Autumn”, Parks opowiada tę historię w żywy i – jak to on – chwytający za serce sposób. Z uśmiechem. Wspomina, że będzie akurat wracał w rodzinne strony. Chciałby spotkać tę nauczycielkę, może przyjdzie, może jeszcze żyje, może zobaczy go – tego nastolatka, który nie miał prawa według niej marzyć o wyższej edukacji – jak odbiera prezydencki medal na Uniwersytecie stanowym za specjalne osiągnięcia. Faktycznie, do college’u Parks nie dotarł. Był zajęty zarabianiem na życie. Edukacji jako takiej nie uzupełnił. Ale miał (tu źródła się mylą…) między 20 a 40 doktoratów honoris causa.     


Gordon Parks, Bez tytułu, Shady Grove, Alabama, 1956 © Dzięki uprzejmości The Gordon Parks Foundation
Zostaje jeszcze jeden drobiazg związany z powieścią/filmem. Fotografia. Zdjęcia powstałe na planie i w okolicy ukazały się w magazynie „Life”, weszły do ouvre Parksa. Stanowią też osobny zestaw zdjęć, to nie jest reportaż z planu. Fotosy. Coś obok. Jest jednak kilka zastanawiających zdjęć. W tym to, które wybrałam do wystawy w Zachęcie. Zwykła, ciepła scena. Rok 1956. Dużo wcześniej przed filmem. Parks realizował wówczas materiał o segregacji na Południu. Potem, jak deja vu, flashback, uporczywe wspomnienie, obraz powraca w filmie. Wszystko jest niemal identyczne. Ale w filmie chłopcy nie mają koszul. Zdjęciach są jakby „szkicami” do filmu, albo fotograficzną ilustracją książki. 
"Life" publikuje materiał Parksa. tutaj całość (od strony 72) 16 sierpnia 1963 roku. Przecieram ze zdumienia oczy. Byłam przekonana i pewna, że powstały jako fotosy. Przy filmie, z aktorami. Na boku. Takie autentyczne. Przecież te sceny ożywają zaraz. Wydają się wyreżyserowane, ustawione, wykreowane. Bardzo osobne, bo inne niż reszta dokonań Parksa. Ale nie, powstały przed wydaniem książki. Powstały i zostały opublikowane w "Life". To nagle jest fotoreportaż. Tekstem są fragmenty przygotowywanej powieści. Fotoreportaż. Ilustracje do tekstu.  Po prostu, w 1968, kiedy film powstawał - odtworzono sceny ze zdjęć. Niewiarygodne! 

Miłej lektury 
Miłego oglądania filmu - na przykład tutaj... 



5 komentarzy:

  1. Też uważam że to jest bardzo ciekawy wpis.Chyba polecę ten blog wszystkim moim znajomym.

    OdpowiedzUsuń
  2. To jest chyba normalne że każde pokolenie ma własną historie.Tak to już jest i nikt tego nie zmieni.

    OdpowiedzUsuń