Było.
Historyczny i świetnie prosperujący przemysł. Pieniądz przyciągający robotników. Rozbudowa, industrializacja. Rośnie wszystko w oczach: nowe zakłady, nowe rynki zbytu, technologie, a za tym – kolonie. Obok zakładów rosła mieszkaniówka, a dalej lokale usługowe, szpitale i kościoły, a nawet kasyno. Miejsca wspólne. Rosną wszystkie słupki w demograficznych wykresach. Prawdziwy wielki świat, nowoczesny, wyedukowany, jakby przedmieścia jakiegoś Paryża.
Pierwsza wojna, druga wojna. A rozwój nie do zatrzymania. Fundament odbudowy kraju ze zniszczeń wojennych. Przemysł ciężki, w PRL'u najważniejszy. Przejęty, narodowy, wspólny. Mówiło się, że to najważniejszy region Polski, Europy, świata.
PRL sam lubił osiedla, a tu taka gotowa kolonia to prawdziwy raj. Sporo kultury i przestrzeni wspólnej, do tego kino, dom kultury, biblioteka. Kwitły relacje sąsiedzkie. I relacje wobec „swojego” zakładu. Standard życia do pozazdroszczenia. Górnik, hutnik, robotnik. Bohater narodowy.
Bobrek to jedna z wielu robotniczych kolonii na Śląsku. Osiedle liczące 2,5 km kwadratowych. Piękne domy. Czerwona cegła. Obok kopalnia węgla, koksownia oraz wielka huta żelaza i stali. Od 1951 roku w granicach miasta Bytom.

Jest.
Powidok po potędze. Po transformacji zmieniło się wszystko. Tak jak w reszcie kraju, ale jakby bardziej. Gospodarka odeszła od węgla, a ten starannie pielęgnowany łańcuch zależności pordzewiał i popękał w wielu miejscach na raz. Zamykane zakłady, zmiany w produkcji, coś rewitalizowane, coś dotowane. Demokracja, wolny rynek, emigracja zarobkowa. Osiedle przestało być zakładowe. Wspólne przestrzenie pokryły graffiti, zmieniły się pokolenia, marzenia – a już najbardziej realia. Osiedle się zamknęło w sobie, zatrzymało. Wszyscy się znają, ale trudno tam wejść z ulicy. Nie jest ogrodzone. To bariera niewidzialna. Miejsce zetknięcia i napięcia - wyobrażeń o niej ludzi z zewnątrz, wyobrażeń o sobie od środka.
Współczesny Bobrek to bardzo złożony obraz. Rozpościera się pomiędzy pamięcią o stabilności, jaką dawała praca w przemyśle, a obecnymi realiami niepewności. Osiedle jest postrzegane jako przestrzeń problemowa i niebezpieczna, a to zaś pogłębia poczucie marginalizacji mieszkańców. Społeczność ta mierzy się zarówno z ograniczeniami ekonomicznymi, jak i społecznymi uprzedzeniami.
I będzie.
Trzeba mieć sporo dystansu do siebie i jeszcze niebywałej więzi sąsiedzkiej, żeby swoje osiedle nazwać „Przedmieściami Paryża”. I żeby tę nazwę chować w sercach i języku przez sto lat z okładem. Osiedle, kolonia, dzielnica przemysłowa – czy na Śląsku czy w innym regionie kraju – dziś wygląda podobnie. Niektóre miały więcej szczęścia do statusu kultowości i legendy, szybciej się zrewitalizowały i otworzyły, wpuściły wycieczki. Zakonserwowały, plan filmowy albo nowy skansen, turystyka kwitnie.
Bobrek jeszcze nie, jak i setki czy tysiące innych. Kolonii, osiedli, które straciły rację bytu w ostatnich dekadach i teraz próbują odnaleźć sens na nowo.
Marcin Kubiak przychodzi z zewnątrz. Zachwyca się architekturą, otoczeniem i ludźmi. Szybko staje się swój. Można mu zaufać. To warunek kluczowy. Bez tej otwartości i zaufania, nie byłoby tak szczerego opisu fotograficznego. Dokument jak u zarania gatunku, tylko samochody, bilbordy i ubrania się zmieniły.

Marcin Kubiak (ur.1982) Fotograf z pasji. Absolwent Akademii Fotografii (2016).
Interesują go projekty dokumentalne, które poruszają problemy społeczne oraz opowiadają o kondycji współczesnego człowieka. Esej fotograficzny "Przedmieścia Paryża" powstawał w latach 2024-2026. Mieszka i pracuje w Warszawie.
Marcin Kubiak został laureatem nowego konkursu, jaki pod szyldem "Fotograficznego Domu Kultury" został zorganizowany przez SDK. o "Pierwszej solówce. konkursie im. Bartka Molgi" pisałam tutaj
Trzymajcie razem ze mną kciuki, żeby konkurs miał kolejne edycje, tak udane edycje!








Brak komentarzy:
Prześlij komentarz