niedziela, 29 stycznia 2012

o Polsce, o Rosji, i na krzyż: w Warszawie x3!


Jest taki spór w fotografii, bodaj od zarania tej techniki: co jest ważniejsze i częstsze, co łatwiejsze lub trudniejsze - fotografowanie u siebie czy u innych?

Wydawać by się mogło, że te najsłynniejsze projekty fotograficzne ważne i monumentalne opisują coś najczęściej z zewnątrz. Oto fotograf czyta i szykuje się i jedzie, lub po prostu pakuje się i wyjeżdża, bywa, że siępo prostu przeprowadza. Materiał czasem robi kilka dni, czasem kilka lat. Michael Ackerman, Mark Power czy Chris Niedenthal o Polsce stworzyli wspaniałe projekty.

Inną wersją jest patrzenie "od wewnątrz". W mozole, dzień za dniem fotografowie pstrykają "u siebie". Dla jednych to łatwiejsze, dla innych niewyobrażalnie trudne. Chyba trudniej złożyć z tego monumentalną pracę, raczej są to drobniejsze dokumenty o konkretnym miejscu i czasie. Są też chlubne i ogromne wyjątki: Robert Doissneau o Francji, Martin Parr lub Tony Ray Jones o Wielkiej Brytanii, Stephen Shore czy Robert Frank o USA, a o Rosji np. Sergei Maximishin]. Polacy o Polsce zawęzili raczej margines czasu: Tomek Wiech (współcześnie), Mariusz Forecki i Witold Krassowski (transformacja).

Temat "co łatwiej/co trudniej" czy co ważniejsze - zajmuje studentów szkół fotograficznych, redaktorów i recenzentów od lat. To ciągle "zawsze żywe" i ogromne pole dla kuratorów i galerników, redaktorów i fotoedytorów itp - by poukładać historię "od wewnątrz" lub zestawić wizje na przemian, można zatem:
1/ pokazać jak nas widzą inni?
2/ jak nas widzą nasi?
3/ inni i nasi patrzą na nas
4/ inni i nasi patrzą na innych

W  pierwszym kwartale roku 2012 w Warszawie obejrzmy wszystkie cztery możliwości w fotografii dokumentalnej - co też ciekawie się składa dominuje temat polsko-rosyjski (z odmianami tylko polską, tylko rosyjską). 

Patrzymy na Polskę 1.
Jak nasz kraj widzą inni - ten obszar nam się ostatnio właśnie wzbogacił o potężny materiał Stepana Rudika, ukraińskiego fotografa (pamiętacie WPP rok temu?).


Wandering Poland from Stepan Rudik on Vimeo.


Stepan wyjaśnia: mój projekt fotograficzny "Wandering Poland" został zrealizowany podczas półrocznego stypendium Gaude Polonia w 2010 roku. Przez ten czas zjeździłem prawie całą Polskę, wziąłem udział w bardzo różnych wydarzeniach. Nie chciałem podejmować jednego wątku w swoim projekcie. Moim zamierzeniem było pokazanie ogólnego obrazu kraju, widzianego przez cudzoziemca.

Patrzymy na Polskę i na Rosję.
Fotografie Rudika i Maximishina zostały zestawione ze sobą w projekcie "Polska/Rosja". Oto słowo od organizatora Fundacji ProFotografia: Najnowsza wystawa Galerii Wysokich Napięć SWPS składa się z dwóch części. Prezentuje Rosję i Polskę z czterech różnych punktów widzenia w ponad 150 fotografiach dokumentalistów o międzynarodowej renomie. Pierwsza wystawa (16.01-17.02) to reportażowe zdjęcia Sergeya Maximishina pt. „Imperial Palast. 20 years after" i Stepana Rudika ze zbioru „Polska". Podczas drugiej (22.02-19.03) zostaną zaprezentowane fotografie Igora Mukhina z kolekcji „Moskwa dwutysięczna" i Mariusza Foreckiego z serii „Popkultura pracy", „Za mostem" czy „kolekcja Wrzesińska".

Patrzymy na Polskę 2.
Oglądanie z zewnątrz i dystansu zestawione z patrzeniem "pod nogi" będzie tematem otwierającej się 3 lutego wystawy w Centrum Sztuki Współczesnej Zamek Ujazdowski. Wystawa "POSTDOKUMENT Świat nie przedstawiony. Dokumenty polskiej transformacji po 1989 roku" gromadzi polskich fotografów (Anna Beata Bohdziewicz, Wojtek Wieteska, Andrzej Kramarz / Weronika Łodzińska, Wojtek Wilczyk, Maria Zbąska, itp) i zestawia ich ze spojrzeniem z zewnątrz (m.in. Carl de Keyzer, Rineke Dijkstra, Mark Power, Allan Sekula.) tu galeria

Patrzymy na Rosję.
Po 6 latach jeżdżenia i fotografowania do Rosji, po wydaniu książki, wreszcie przyszedł czas na wystawę Rafała Milacha "7 pokoi". Od 24 lutego w Zachęcie. Milach wyjaśnia: Przeszedłem trzy fazy znajomości z moimi bohaterami. Najpierw byli przewodnikami po miastach, potem stali się bohaterami moich zdjęć, a na koniec przyjaciółmi, z którymi więcej rozmawiam, niż ich fotografuję. 

Bardzo ładny dokumentalny kwartał, istnieje szansa dowiedzenia się czegoś o sąsiadach i o sobie. Do zobaczenia w 3 galeriach.


Rafał Milach z cyklu „7 Rooms”, Sasza i Nastia, Nowosybirsk, dzięki uprzejmości artysty






[A-ha wszystkie powyższe przykłady, to tylko oczywiście "przykłady", bez zacięcia do całościowego i wyczerpującego opracowania tematu, także jeśli pominęłam arcyważny, niesłychanie istotny lub fundamentalny przykład - bez którego wpis nie ma sensu - proszę o komentarz]

czwartek, 26 stycznia 2012

Ojcowie. Lista obecności - Maciej Herman /wystawa, ksiażka


Do dnia ojca został jeszcze kawałek roku, także nie jest to wystawa "z okazji". Maciej Herman zrobił zdjęcia sławnych ojców dzieci z Zespołem Downa. Zamiast dostarczać tu jakieś opisy czy inne słowa, przeczytajcie lepiej co sam autor o pracach, o projekcie a przede wszystkim o ludziach i relacjach z nimi napisał.
Otwarcie wystawy ostatniego dnia stycznia o godzinie 18 w Galerii Refleksy w Warszawie.


Maciej Herman: Dzieciństwo spędziłem na jednym z wielu typowych polskich blokowisk. Były to jeszcze czasy kiedy wszystkie dzieci bawiły się na podwórkach, grały w kapsle, budowały statki z piasku, stawiały tamy z gliny na ulicach, po których jak rzeka spływał deszcz. Po trawniku biegało się za piłką, którą cudem dostali w sklepie rodzice kolegi z piątego piętra. Obok mieszkał sąsiad który regularnie wyganiał nas z tego trawnika w obawie, że zbijemy mu szybę w oknie. Było nas, chłopaków w podobnym wieku z dwudziestu w jednym wieżowcu, Obok stały inne bloki, a w nich inne ekipy, z którymi rywalizowało się grając w piłkę nożną, a czasem rzucało się w siebie wyrywanymi kępami trawy.


Mieszkałem w „szóstce”. W „dziesiątce” mieszkał Tosiek. Gdy pojawiał się na naszym podwórku, wszystkie dzieciaki uciekały, śmiały się z niego i dokuczały mu. Tosiek był grubszym od nas chłopakiem, miał dziwną twarz, niewyraźnie mówił i chodził cały czas z krótkim patykiem w dłoni. Patrzył się na niego często i rozmawiał cicho jak z najlepszym przyjacielem. Dla nas Tosiek był po prostu „nienormalny”. Nie przypominam sobie, by jakikolwiek rodzic tłumaczył nam wtedy dlaczego Tosiek urodził się taki a nie inny, i jak my powinniśmy go traktować.

Dzisiaj, 30 lat później, świadomość i wiedza na temat Zespołu Downa jest nieporównywalnie większa i bardziej powszechna. Przeciętnie wykształcony człowiek zdaje sobie sprawę, że Zespół Downa jest spowodowany zaburzeniem w składzie chromosomów. Ale czy wiemy dużo więcej?


Na podstawie niedawnych rozmów z moimi znajomymi mogę stwierdzić, że nasza wiedza jest zazwyczaj czysto biologiczna, pochodząca ze szkoły albo z przypadkowo obejrzanego programu w telewizji. Spotykając osobę z Zespołem Downa na ulicy nadal czujemy strach albo co najmniej niepewność. Nie wiemy jak się zachować. Słysząc że przyjacielowi urodził się „Down” wpadamy w panikę. Nie dopuszczamy też do siebie myśli, że to samo może spotkać każdego z nas. Nie jest to w końcu choroba dziedziczna, a wada wrodzona, która się „zdarza”. Nie jest to jednak „koniec świata”, choć na początku pierwsze co przychodzi do głowy to załamanie, tragedia, bezsilność, strach, rozpadająca się przyszłość.






Dzieci rodzące się z Zespołem Downa rozwijają się oczywiście w swoim tempie, ale nie przeszkadza im to w posiadaniu swoich pasji; często są uzdolnione artystycznie – pięknie malują, haftują, grają w teatrach i filmach, tańczą. Są ponadprzeciętnie empatyczne, co okazuje się, w niezwykły sposób ubogaca życie całej ich rodziny i otoczenia. Z drugiej strony nie da się ukryć, że taka sytuacja wymaga odpowiedniego zaangażowania i często dodatkowych poświęceń obojga rodziców.


Kilka miesięcy temu Piotr Śliwowski i Andrzej Suchcicki zaproponowali mi wykonanie portretów znanych ojców dzieci z Zespołem Downa, do książki z wywiadami, które miały być z nimi przeprowadzone. Po kilku wstępnych rozmowach zdecydowałem się na koncepcję portretu ukazującego ojca wraz z dzieckiem oraz ich, jak się okazało, nadzwyczajną relację.


Po zaledwie kilkudziesięciu godzinach spędzonych z tymi wspaniałymi osobami powoli oswajam się i trawię dane mi tak wyjątkowe doświadczenie. W większości domów „zwykłych” rodzin nigdy nie czułem tak wielkiej miłości, poświęcenia dla siebie nawzajem, które powoduje, że życie nie jest puste i nabiera sensu. To wszystko mimo wieloletniego zmęczenia, często zniecierpliwienia i niewiadomej przyszłości. Życzę każdemu by spędził choć trochę czasu z tymi świetnymi dzieciakami lub dorosłymi ludźmi. Żeby poznał ich, porozmawiał, poczuł ich obecność, przytulił, może nawet zaprzyjaźnił się. Gwarantuję że obcując z tak nieprzeciętnymi osobami samemu można stać się lepszym człowiekiem.


fot. Maciej Herman / dzięki uprzejmości autora


Maciej Herman – fotograf niezależny, urodzony w 1972 roku w Gdyni, mieszkający od 2008 roku w Warszawie. Utrwala głównie miejski pejzaż, szukając człowieka w zanikających miejscach i śladach. Preferuje tradycyjną fotografię czarno-białą. Wystawiał swoje prace m.in. w galerii Luksfera (Warszawa 2006), Chatce Żaka (Lublin 2008 – „Miejsce rzeczywiste, miejsce wyobrażone”), Green Gallery (Warszawa 2009 – „Światłocienie snu”).

niedziela, 15 stycznia 2012

Balcerek - zakończenie projektu

fotografia z książki "Balcerek", M. Sokalska, B. Spyra, M. Górski, 2011

Kolejny raz pozwolę sobie na odrobinę auto-promocji, mam nadzieję, że to zniesiecie, Drodzy Czytelnicy.
Zakończył się bowiem, zorganizowany przez Gliwicki Dom Fotografii, dokumentalny projekt "Balcerek".
Przez kilka ostatnich miesięcy nasi fotografowie - Maga Sokalska, Bartek Spyra i Marcin Górski żyli rytmem miejskiego targowiska oficjalnie zwanego "Balcerkiem". 
W tym samym czasie na targowisku pracowała grupa socjologów z Uniwersytetu Śląskiego pod kierunkiem dr Agaty Zygmunt i dr Andrzeja Górnego. 
Projekt został zrealizowany przy wsparciu (merytorycznym i nie tylko!) Muzeum w Gliwicach oraz Urzędu Miejskiego w Gliwicach. 


fotografie z książki "Balcerek", M. Sokalska, B. Spyra, M. Górski, 2011

Założony ponad 20 lat temu targ miejski, jeden z pierwszych znaków transformacji podążających za planem Balcerowicza spełniał początkowo rolę łącznika ze niemal nieznanym światem spoza PRL - niemal z dnia na dzień pojawiły się kolorowe ubrania z Azji, przecier pomidorowy z Węgier, słodycze z NRF, jogurty, banany itd. 
Wielu energicznych ludzi porzuciło swoje dotychczasowe zajęcia by wspólnym wysiłkiem pchnąć siebie i nas ku lepszemu światu, można śmiało rzec, że ten cywilizacyjny skok zawdzięczamy w jakiejś mierze tym bezimiennym bohaterom tamtych czasów.

 fotografia z książki "Balcerek", M. Sokalska, B. Spyra, M. Górski, 2011


Czasy zmieniły się jednak, miejskie targowiska, często w sercach miast, najdroższych terenach inwestycyjnych stanowią niechciany relikt przeszłości, dumni gospodarze miast czyniąc je piękniejszymi usuwają je, zazwyczaj zderzając się z falą protestów, ludzi, którzy swój byt oparli na handlu w tych miejscach. To ci sami ludzie, którzy 20 lat temu, jako pierwsi uwierzyli i tworzyli nową rzeczywistość.

fotografia z książki "Balcerek", M. Sokalska, B. Spyra, M. Górski, 2011

Gliwicki "plac Balcerowicza" w obecnym miejscu powstał "tylko na chwilę", w zastępczej lokalizacji. Funkcjonuje tam od niemal 20 lat w niezmienionej niemal formie, ponieważ, już od początku wiadomo było, że zostanie niebawem zlikwidowany. 
Od zawsze wiadomo, że przez teren "Balcerka" przejdzie Trasa Średnicowa - dzisiaj powstała już niemal cała, z wyjątkiem gliwickiego odcinka, wszystko wskazuje na to, że to ostatnie chwile, tego jednego z ostatnich już oryginalnych placów Balcerowicza położonych w centrach dużych miast.

Nasze zespoły wsłuchiwały się w tętno gliwickiego Balcerka, poznaliśmy przeszłość i codzienność ostatnich miesięcy targu, atmosferę, obawy, nadzieje ludzi tam pracujących, ich klientów, mieszkańców okolicznych domów, poznaliśmy hierarchię i wzajemne relacje ludzi, grup i podgrup, poznaliśmy przedstawicieli władzy legalnej  a także i nielegalnej, zwyczaje i swoistą subkulturę.

fotografia z książki "Balcerek", M. Sokalska, B. Spyra, M. Górski, 2011

Rezultatem naszej pracy jest książka zawierająca ekstrakt badań socjologicznych, ubrany w beletryzującą formę alfabetu; drugim elementem książki jest materiał fotograficzny, zarówno nasze zdjęcia jak i zebrane zdjęcia archiwalne przyniesione nam przez pracowników Balcerka.

Jutro, 16 stycznia 2011, o godz. 18.00 w Czytelni Sztuki w Gliwicach odbędzie się spotkanie podsumowujące projekt "Balcerek", zaprezentujemy również książkę.
Zapraszam serdecznie.

okładka książki "Balcerek", 2011

Czytelnia Sztuki

Willa Caro
ul. Dolnych Wałów 8a
44-100 Gliwice
czytelnia@czytelniasztuki.pl
www.czytelniasztuki.pl


piątek, 6 stycznia 2012

let's get this party started / street

 Zdjęcia uliczne można przykładać i układać na różne sposoby. Tutaj propozycja karnawałowa i imprezowa. Można?
Adam Lach, Warszawa / Warsaw, 2011/ dzięki uprzejmości autora
Maciej Dakowicz, Cardiff po zmroku / Cardiff After Dark, 2011/ dzięki uprzejmości autora
Mateusz Sarełło, Przestrzeń publiczna / Public Space, 2009 / dzięki uprzejmości autora
Narelle Autio, Anioł / Angel, Sydney, 2001 / z książki "Street Photography Now" Thames&Hudson
Rafał Chojnacki, Plac Bankowy. Warszawa / Bank Square, Warsaw, 2010 / dzięki uprzejmości autora
Kuba Ceran, Warszawa / Warsaw, 2008 / dzięki uprzejmości autora
 Mariusz Forecki, Poznań, 2010 / dzięki uprzejmości autora
Maciej Dakowicz, Różowy kapelusz / Pink Hat, z serii Cardiff po zmroku / from the series Cardiff After Dark, 2006 / z książki "Street Photography Now" Thames&Hudson

 Michał Szlaga, Praga, Czechy / Prague, Czech Republic, 2009 / dzięki uprzejmości autora


Wystawę "Street Photography Now. Fotografia uliczna tu i teraz" można oglądać w Warszawie jeszcze tylko do 15 stycznia. W sobotę 7 stycznia otwieramy ekspozycję plenerową na płocie parku Dreszera, wejście od Puławskiej, w galerii  Po Prostu. Zapraszamy! 21 stycznia otwieramy naszą wystawę w Krakowie, w dwu miejscach: Galerii Pauza i Centrum Obsługi Ruchu Turystycznego, wszystko to z okazji Festiwalu Warsztatów Sztuki Fotografii. Zapraszamy!
Jutro spotkanie z Mimi Mollicą (dziś start warsztatów)a w przyszłym tygodniu z Brucem Gildenem (warsztaty) (spotkanie). Zapraszamy! Same piękne okazje :)
Aha, o tym możecie też poczytać w Magnum :) o tutaj. /co prawda inne mamy obrazki na wystawie/
A gdyby ktoś chciał porozmawiać po co nam fotografia uliczna, czym jest i co z nią będzie - zapraszam w sobotę 7 stycznia na 16 do galerii na Marszałkowskiej 3/5.
Miłego karnawału życzę!

sobota, 31 grudnia 2011

wszystkiego naj w 2012!

autor nieznany, miejsce i czas nieznane, zbiory prywatne, rep. jk

wtorek, 27 grudnia 2011

świątecznie, fotograficznie.

Oto przegląd kartek fotograficznych za ten rok (troszkę spóźniony)
Od nas: dużo światła! szczególnie wszystkim fotoreporterom, trzymamy kciuki!






piątek, 23 grudnia 2011

Street streetowi nierówno=znaczny.

Co prawda pod choinkę chyba nie zdążymy nic wskórać, ale prezentacja z porównaniem kilku książek na temat fotografii ulicznej mogą się przydać na później. O street photography już trochę w miejscu było. Jest okazja jeszcze o tym napomknąć, że do 15 stycznia trwa wystawa w Warszawie: „Street Photography Now / Fotografia uliczna tu i teraz” [Marszałkowska 3/5. Czynna w czw-pt 15-20 i sob-niedz 12-20]. Wszystkie te książki trakują fotografię uliczną inaczej, wszystkie są w języku angielskim i są dostępne na pierwszym jeszcze rynku.

Sophie Howarth, Stephen McLaren, Street Photography Now, wyd. Thames & Hudson, Londyn 2010

Teraz biblia.


„Street Photography Now” to album wyczekiwany i już okrzyknięty bestsellerem. Thames&Hudson w listopadzie drukował 3cią edycję, a przecież książka ujrzała światło dzienne ledwie rok temu!

Stephen McLaren i Sophie Howarth przyjęli ciekawą i bardzo subiektywną metodę pracy. Wymienili się nazwiskami ulubionych fotografów ulicznych. Co więcej zapytali Martina Parr’a czy by nie namówił może do udziału w publikacji swoich kolegów z Magnum i uzyskali ich radosny akces. W ten sposób mamy w publikacji wielkich jak Bruce Gilden czy Alex Webb, Richard Kalvar, wspomniany „uliczny” Martin Parr. Jest plejada gwiazd z In-Public na czele z Nickiem Turpinem . Jest wreszcie cały jeden Polak – Maciek Dakowicz oraz jedna gwiazda i nestor fotografii ulicznej czyli Joel Meyerowitz. Lista autorów imponująca – jest ich razem 46! Co ciekawe, klucz własnych znajomości i ulubionych doprowadził McLarena i Howarth do mniej znanych fotografów i nie zawodowców. Kobiet jest tam jak na lekarstwo czyli jak wyliczyliśmy ze Stephenem jakieś 10 %.

W publikacji, która choć nie miała być „biblią” a nią się szybko stała, oprócz zdjęć w rodzaju „the Best of the Best” – znalazły się 4 teksty i fotografie ważne, przełomowe i inne przywoływane w słowach, m.in. Eliott’a Erwitt’a, Josefa Koudelki. Są także wymienieni Michael Wolf i Peter Funch, czyli poniekąd wskazane są pewne granice i alternatywy dla czystej fotografii ulicznej. Cała definicja jest z resztą rozpracowana, wskazane są inspiracje i geneza dla całego gatunku, zaś w końcowym rozdziale „A Global Conversation” na jej temat wypowiadają się we wspólnej rozmowie Frederic Lezmi, Jesse Marlow, Mark Alor Powell, Gus Powell, Ying Tang i Nick Turpin.

Książka jest oczywistym „must have” dla każdego fotografującego oraz wydaje się także niezbędna każdemu kto mieszka w mieście. Wgląd tutaj: http://vimeo.com/15044209


Na okładce: Matt Stuart, Trafalgar Square. Prosty obrazek, którym wspaniale i łatwo wyjaśnić na czym polega współczesna fotografia uliczna.

Autorzy: Stephen McLaren i Sophie Howarth – fotografowie uliczni, oczywiście. 3cią ważną osobą tej książki jest Johanna Neurath z Thames&Hudson, dzięki której ta publikacja właśnie tak wygląda. Johanna też, oczywiście, jest fotografką uliczną.

Zawiera: 301 fotografii „w kolorze i czarnobieli”. Prace 46 autorów zostały ułożone alfabetycznie, co z jednej strony ułatwia odszukanie ulubionego artysty, z drugiej zaś nikogo z nich nie pozycjonuje na mniej lub bardziej ważnego.

Spisy: Ostatnie 2,5 strony to bardzo przydatna lista adresów stron wymienionych w książce autorów oraz ich ważniejsze publikacje. Jest także bardzo dobra ściąga periodyków internetowych i blogów, wypis kolektywów i agencji oraz na deser krótka bibliografia wydawnictw poświęconych fotografii ulicznej.

Clive Scott, Street Photography, wyd. I. B. Tauris, Londyn-Nowy Jork, 2007

Gubimy drogę.


Następna publikacja z zestawienia, wzmiankowana z resztą, na tej krótkiej liście z „Street Photography Now” to po prostu „Street Photography” Clive Scott. Wydana w 2007 roku w Londynie i Nowym Jorku publikacja naukowa opowiada o dawnym rozumieniu fotografii ulicznej. Głównym wyznacznikiem jest tutaj oczywiście literalna ulica i miasto. Poszukiwania historyczne autor rozpoczyna od malarstwa impresjonistów i w interesujący sposób prowadzi czytelnika pomiędzy Lartigue’em, Brassai’em, Kerteszem i Atget’em a Renoirem, Manetem, Pissarrem czy Caillebottem. Autor wykreśla dość szeroko temat fotografii ulicznej jako oddającą charakter miasta, zastanawia się nad wystudiowaniem pracy oraz pracą fotografa (i malarza) w studio czy wreszcie podejmując temat nocnego życia oraz życia artystycznego i obecnej w niej bohemy. Książka bowiem dotyczy po prostu Paryża! Dowiadujemy (domyślamy) się tego dopiero z przedmowy. Fotografia uliczna staje się zatem pewnym odbiciem etosu miasta artystycznego, romantycznego oraz pretekstem by zaprezentować kilku indywidualistów. W tej publikacji pełnej ciekawych spostrzeżeń na temat natury fotografii, jej historycznego biegu są wymienieni znakomici fotografowie plus cała jedna kobieta Germaine Krull (no dobrze, okładka!). Nie zdziwcie się całkiem sporym – jak na tak niewiele ilustracji zawartych w książce – udziałem aktu! – Charles Negre, Andre Kertesz, trochę malarstwa. Clive Scott meandruje opowieściami od miejsca publicznego do prywatnego, ale faktycznie mam wrażenie, że publikacja ta powinna mieć nieco inny tytuł.

Publikacja jest zdecydowanie przeznaczona dla miłośników stolicy Francji, fotografii do połowy XX wieku oraz malarstwa i życia artystycznego. Trudno zaś pogodzić się z pewnymi definicjami Scott’a na temat właśnie natury fotografii ulicznej.

Na okładce: Martine Franck, Paryż 1973. Franck jest dokładnie raz wspomniana w tej publikacji.

Podtytuł: From Atget to Cartier-Bresson. To bardzo ciekawy podpis, ponieważ nie znajdziemy w ilustracjach żadnej fotografii tego drugiego, jest co prawda wzmiankowany wieeeelokrotnie, jednak zestawienie obydwu fotografów nie stanowi żadnej cezury dla książki, są i przed Atgetem i po Bressonie. Co jednak nazwisko na okładce, to jednak…

Autor: Clive Scott jest profesorem literatury europejskiej w Wielkiej Brytanii. Publikował wcześniej m.in. na temat języka i fotografii oraz tłumaczeń „Iluminacji” Rimbaude’a.

Zawiera: szaloną bibliografię, od malarstwa, poezji, filozofię aż do naukowych tekstów z pogranicza językoznawstwa, poprzez fotografię. Jest indeks osobowy i całkiem spora ilość przypisów. Jest też:

Appendix: teksty “źródłowe”: Jacques Reda, Edmond de Goncourt, Rainer Maria Rilke oraz Guillaume Apollinaire.


Beate Kemfert, Christina Leber [red.], Road Atlas, wyd. Hirmer&DZ BANK Kunstsammlung, Opelvillen, Monachium, 2011

Przewodnik czyli atlas.


W publikacji zgromadzono prace 29 autorów, to też mogłaby być biblia, gdyby nie to, że autorami są m.in. Valie Export, Nabuyoshi Araki, Gregory Crewdson czy Arnold Odermatt. Szybki przegląd autorów nakazuje szukać klucza gdzie indziej niż byśmy się spodziewali. „Widzieć w ulicach i drogach formy graficzne, znajdować struktury, odczytywać krawężniki I barierki jako linie: to może być pierwsza odpowiedź dlaczego ulica jest tak popularna w fotografii od początku aż po dziś. [„To see road and street as graphic framework, to find structures, to be able to read kerbs or crash barriers as lines: that might be a first answer to the question of why the street has had a particular importance in photography right up to the present day”]. W publikacji zatem znalazły się prace dziejące się na ulicy i drodze, kreacja i dokument obok siebie. Reportażu i złotego momentu jest względnie nie dużo. Co odróżnia tę wystawę i katalog od innych publikacji jest fakt, iż prace pochodzą z kolekcji DZ BANKu, z kolekcji, która w całości poświęcona jest fotografii.

Nie wiele można tu poczytać, to raczej album krajoznawczy. Zdjęć mnóstwo, często mało znanych, każdemu autorowi towarzyszy krótka notka. Z tekstu wprowadzającego nie za wiele się wyniesie, ale ambicje były wielkie o czym chyba świadczy przywołanie pierwszego „zdjęcia” z ulicą i człowiekiem, czyli Louis-Jean-Mande Daguerre’a .

Na okładce: Pieter Hugo. Efektowny. Uważny śledczy I miłośnik fotografii ulicznej “teraz” zauważy po okładce, że będzie alternatywnie.

Podtytuł: Street Photography from Helen Levitt to Pieter Hugo. Od kobiety poczynając! Oczywiście dobre nazwisko na okładce (znowu). Ale i znowu cezura czasowa to żadna, zaś przynajmniej możemy coś wnioskować o kanonie, który musi być gdzieś obok definicji.

Wydawca: arcyważny. Hirmer + DZ BANK Kunstsammlung. A zatem, nie jest to zwykły album, prędzej katalog a konkretnie wybór z kolekcji banku. Znak widnieje na okładce.

Autorzy: czyli redaktorzy Beate Kemfert i Christina Leber. Kobiecy punkt widzenia?

Katalog towarzyszy wystawie, która rozpoczęła swoją trasę w 2011 (lipiec/sierpień) od Russelshein, poprzez – co nas dopiero czeka Cottbus (2012), Erfurt (2013) i Frankfurt (2014). Macie zatem jeszcze kilka ładnych okazji zaplanować podróż do Niemiec śladem fotografii ulicznej.

Spis: prawdziwy katalog, zdjęcia opisane co do techniki i formatu.



10 years of in-public, praca zbiorowa, wyd. Nick Turpin Publishing, Londyn, 2010

Ulica czyli miejsce publiczne.


“10 years of in-public”. To niepozorna książeczka zawierająca crème de la crème z ulicznej fotografii – dziś! 20 autorów i każdy w 10 pracach. Wstęp krótki, ale szalenie treściwy – Jonathana Glancey’a. Ojciec założyciel kolektywu i autor manifestu fotografii ulicznej – Nick Turpin znany jest z wielu tekstów w sieci, dobrze, że w publikacji jubileuszowej pozostał fotografem. http://www.in-public.com/ Dla przypomnienia In-Public powstał w 2000 roku z inicjatywy Turpina i Davida Gibsona. Kolejni fotografowie dołaczali sukcesywnie: Bram, Stuart, Marlow, Parke i Autio w 2001, potem Jorgensen i Einzig w 2002, jeszcze w zeszłym roku In-Public powiększył się o George’a Kelly i Paula Russell’a. Skoro tak wyliczam czy parytet zachowany, w Inpublic jest podobnie jak w „Street Photography Now”, z resztą, to te same panie: Narellie Autio i Melanie Einzig.

To zachwycająca książka do oglądania i tylko oglądania. Notka o autorze dodaje zawsze inspiracji. Kończy się słowami: „See you on the street” Turpin. No właśnie, wystarczy tego przeglądu, a już przy In-public trudno usiedzieć w miejscu – do zobaczenia na ulicy (i w księgarni) 

Na okładce: grafika i literki. Trudno w kolektywie liczącym 20 osób zapewne wybrać jednego z jednym boskim zdjęciem?

Autor/autorzy: wydawnictwo kolektywu, każdy z nich pisze o sobie krótką notkę. Wstęp zaś pochodzi od Jonatana Glancey’a, dziennikarza the Guardian, specjalizującego się w architekturze i designie.

Spisy, bibliografie i inne: brak.

Zawiera: 200 zdjęć, zależnie od autora czy kolor czy czarnobiel.

Skąd mieć? Od ojca założyciela: http://nickturpinpublishing.com/index.php?/books/10--10-years-of-in-public/

 /fotografie książki "10 years of in-public" pochodzą ze stronu nickturpinpublishing.com/



czwartek, 15 grudnia 2011

Andrei Liankevich w Gliwicach

fot. Andrei Liankevich, Kobieta niosąca flagę ZSRR, Mińsk, 2005


Ponownie zapraszam do Gliwic, tym razem Czytelnia Sztuki zorganizowała spotkanie autorskie z fotografem Andreiem Liankevichem. Zaprezentuje on swój dotychczasowy dorobek fotograficzny, w tym książkę “Pagan” – opowieść o pogańskiej kulturze na Białorusi. Oprócz prezentacji własnych prac artysta opowie o fotografii białoruskiej i jej zmaganiach z trudną rzeczywistością tego kraju.
Andrei Liankevich – fotograf stowarzyszenia Sputnik Photos, reprezentowany przez agencję Anzenberger. Wykłada w European Humanity Univercity (Litwa). Uczestniczył w 60 wystawach (indywidualnych i zbiorowych) w Europie, Azji i Stanach Zjednoczonych. W 2010 roku opublikował pierwszą książkę autorską pt. “Pagan” o pogańskich tradycjach na Białorusi. Obecnie pracuje nad projektem o stosunku do Drugiej Wojny Światowej.
Czytelnia Sztuki, Willa Caro
ul. Dolnych Wałów 8a, Gliwice
15.12.2011, godz. 18.00

piątek, 9 grudnia 2011

Wystawa "Byłem Ikarem" Andrzeja B. Górskiego w Gliwicach


Pejzaż z upadkiem Ikara

Andrzej B. Górski, bez tytułu (syn autora w skrzydłach Ikara), niedatowane (ok. 1980)

Historia Gliwickiego Towarzystwa Fotograficznego, wiodące postacie, nazwiska: Beksiński, Głowaczewski, Górski, Lewczyński, Janik, Schlabs, Rydet, Sowiński, są w Gliwicach do dziś niemal powszechnie znane, a może i nie tylko już w Gliwicach. W pamięci mieszkańców Gliwic, nawet związanych luźno z fotografią, wyryły się ikoniczne prace GTFu.
Wielu z autorów, członków GTFu do dziś aktywnie uczestniczy w życiu kulturalnym miasta. Spotykamy ich na każdej znaczącej wystawie fotograficznej, są rzeczowymi recenzentami fotografii docierającej do regionu, wspierają wysiłki młodych, popierają inicjatywy – są.
Jednym z nich jest Andrzej B. Górski. W powszechnej świadomości autor przejmującej pracy Si vis pacem para bellum. Młodsze pokolenie, niepamiętające czasów świetności GTFu pamięta jego prace z wystawy w 2006 roku zorganizowanej w ramach 1. Gliwickiego Miesiąca Fotografii.
W opisie tamtej wystawy znajdujemy krótką notę biograficzną:
Andrzej B. Górski, ur. w 1951 r. w Jarosławiu, od 1970 r. członek Gliwickiego Towarzystwa 
Fotograficznego, inicjator powstania i współzałożyciel Studia Prób Fotograficznych i Filmowych „ZOOM” 
(od 1974 r.), ma na koncie liczne wystawy indywidualne i prezentacje ze studiem „ZOOM”, m.in. 
w Gliwicach, Poznaniu, Uniejowie, Wrocławiu, Świnoujściu.
Odkryliśmy także, że Andrzej B. Górski studiował w poznańskiej ASP, był członkiem redakcji i fotoreporterem Tygodnika Solidarność, pracował jako operator filmowy dla TVP, to również członek ZPAF.
Andrzej B. Górski, bez tytułu, 1981/82

Kim jest jednak człowiek, który w początku lat 1970. odważył się stworzyć obraz taki jak Si vis pacem para bellum – biegnącego człowieka z podniesioną dłonią ułożoną w gest zwycięstwa, człowieka w którego wcelowana jest broń…
Zadaliśmy to pytanie osobom, które znały autora tej fotografii i usłyszeliśmy luźne frazy: ojciec Aleksander, szef GTFu, wprowadził go w świat fotografii, Andrzej – odważny, bezkompromisowy, ostry, walczący, energiczny, zaangażowany, nieugięty, ukrywał się, prześladowali go, bili, stracił pracę, nie odnalazł się w nowej rzeczywistości, ma problemy…
Zdecydowaliśmy się udać do źródła. Spotkaliśmy się z Andrzejem w jego małym mieszkaniu, wypełnionym fotografiami, negatywami, pudłami z materiałami z wystaw i akcji.

Andrzej B. Górski, bez tytułu, 1980

Zobaczyliśmy Andrzeja z ojcem, zobaczyliśmy go w kołnierzu ortopedycznym, człowieka, któremu nie można złamać kręgosłupa, zobaczyliśmy go pobitego przez „nieznanych sprawców”, zobaczyliśmy go w kolejarskiej czapce, gdy został pozbawiony prawa do wykonywania zawodu fotoreportera „Solidarności” i wcielono go do paramilitarnej służby kolejowej, zobaczyliśmy w skrzydłach Ikara, zobaczyliśmy go dziś deklamującego łamiącym się głosem tekst napisany 30 lat temu, zobaczyliśmy jego kolaże z czasów gdy władza aresztowała mu aparaty, usłyszeliśmy jego głos z taśmy sprzed lat, gdy jeździł po Polsce ze spektaklami dla paru osób w prywatnych mieszkaniach, zobaczyliśmy zdjęcia jego syna z ubranymi skrzydłami Ikara…
Zobaczyliśmy odważnego, bezkompromisowego artystę, który do dziś wierny jest swoim ideałom, który pozostał na kursie wytyczonym 40 lat temu nie bacząc na zmieniający się świat, nie bacząc też na cenę, którą mu przyjdzie za to zapłacić.

Andrzej B. Górski,  jedna z licznych interpretacji pracy Si vis pacem para bellum, 1972

Zapraszam do Muzeum w Gliwicach na wystawę prezentującą postawę Andrzeja B. Górskiego, człowieka, który do ekspresji swoich poglądów wybrał aparat fotograficzny, jednego z wielu ludzi, którzy 30-40 lat temu głośno sprzeciwiali się otaczającej komunistycznej rzeczywistości, w końcu też jednego z wielu, którzy, mam wrażenie, do dziś bardziej żyją tamtymi wydarzeniami, niż w nowej, tak przecież przez nich oczekiwaną wolnością bez bata i knebla.

Andrzej B. Górski "Byłem Ikarem"
kuratorzy: Marcin Górski, Maga Sokalska
Wernisaż: 13.12.2011, godz. 17:30
Termin: 14.12.2011-12.02.2012

Muzeum w Gliwicach (Willa Caro)
ul. Dolnych Wałów 8a
Gliwice

poniedziałek, 28 listopada 2011

beach photography now

Tomasz Lazar, Niechórz, 2008


 Andrzej Wiktor, Wybrzeże, 2009

 Szymon Michna, Havana, 2007

Michał Szlaga, Rio de Janeiro, Brazylia ,2009

 Rafał Siderski, Larnaka, Cypr, 2009

 Przemysław Pokrycki, Collioure, Francja, 2001

wszystkie zdjęcia reprodukowane dzięki uprzejmości autorów i pochodzą z wystawy "Street Photography Now. Fotografia uliczna tu i teraz"


Fotografia uliczna, co już ustaliliśmy kilkakrotnie nie musi wcale pokazywać ulicy, alei, placu, chodnika, trotuaru, itp. To ma być przestrzeń wspólna, zaś nawierzchnia może być tymczasowa, naturalna, nieutwardzona, itp..
Tym zestawem bardzo wakacyjnym, przepraszając za urlop blogowy... ponawiam zaproszenie do obejrzenia wystawy "Street Photography Now. Fotografia uliczna tu i teraz" w galerii Drukarstwa Warszawskiego w budowie przy ul. Marszałkowskiej 3/5. więcej info
W części światowej 41 zdjęć (i brak plaży!), w polskiej prac 111, w tym całe 6 "beach-street photography". Na wystawie prace są przetasowane autorami i miejscami. Ale ta ilość zdjęć pozwala na tworzenie fantastycznych zestawów! Może jakieś życzenia?