środa, 16 lutego 2011

wreszcie po polsku "Fotografia jako sztuka współczesna"

na warsztacie: Cotton Charlotte, Fotografia jako sztuka współczesna, tłum. Buchta M., Nowakowski P., Paliwoda P., wyd. Towarzystwo Autorów i Wydawców Prac Naukowych UNIVERSITAS, Kraków 2010.



Chciałoby się powiedzieć: no wreszcie! Thames&Hudson wydał tę książkę już dwukrotnie, premiera w 2004, druga edycja w 2009. Wreszcie mamy tłumaczenie inteligentnego przeglądu światowej fotografii. Jeśli zaś weźmiemy datę pierwodruku trudno zachwycać się nad aktualnością publikacji, która w ciągu jednak 6 lat nieco się przeterminowała.

Na okładce: trudno powiedzieć. Jakaś fotografia. Projekt to pani Ewy Gray, niestety nigdzie nie wspomniano czy ta praca ma autora i czy przypadkiem jest on w książce omawiany. Możliwe, że jest to bardzo znana praca, rozpoznawalna w okamgnieniu, niestety moje obycie i opatrzenie nie pozwala na identyfikację autora. W oryginalnym wydaniu na okładce znalazło się urocze zdjęcie Eliny Brotherus „La Nez de Monsieur Cheval” z 1999 roku.

Autorka: Charlotte Cotton to przede wszystkim kuratorka i autorka zajmująca się fotografią. Pracowała m.in. w National Media Museum w Londynie, Victoria&Albert Museum w Londynie, wykładała na Uniwersytecie Yale. To pierwsza jej publikacja przetłumaczona na język polski. W 2010 współpracując z Miesiącem Fotografii w Krakowie (współ)nominowała artystów do Aktualizacji.

Podtytuł: „243 fotografie, w tym 207 barwnych”. Przypomina się era kolorowych wkładek do książki drukowanej w czarno-bieli, kiedy taka informacja o ilości barwy była faktycznie działająca na wyobraźnię. W publikacji o sztuce współczesnej, kiedy za użyciem koloru czy czarnobieli stoją decyzje autorów trudno przeliczać ten wynik na cyfry. Podtytuł w każdym razie z tych weselszych niż mówiących.

Zawiera indeks: osobowy artystów. Jeden rzut okiem i wiadomo, że głównymi postaciami książki są: Becherowie, Nan Goldin, Philip-Lorca diCorcia, Rineke Dijkstra, Zoe Leonard, Cindy Sherman, Thomas Struth, Sophie Calle, Jeff Wall oraz Wolfgang Tillmans.

Bibliografia: zawiera nie tyle literaturę tematu, co spis ważnych albumów, katalogów wystaw, publikacji, które zawierają przede wszystkim obrazy wymienionych w książce autorów. Bardzo miły spis, oczywiście skrócony i wybrany.

Spis ilustracji: absolutnie modelowy. O ile przeszkadza w tekście posługiwanie się tłumaczonymi na język polski tytułami prac, wszystkie w oryginale znajdziemy właśnie tutaj. Każda praca oprócz właściciela i miejsca przechowania ma też wzmiankowaną technikę i rozmiar.

Thames &Hudson wydał książkę Cotton w serii „Word of art” – popularnonaukowych książek wprowadzających w zagadnienia hasłowe: sztuka konceptualna, architektura renesansu, sztuka mediów, performance, itd, jak ujmuje to wydawca „od sztuki Aborygenów po sztukę Internetu”.

Grupa docelowa: każdy! Teoretycznie im przekaz jest dla wszystkim, ty bardziej jest dla nikogo. Ale to autentyczny wyjątek. Książka napisana prosto i przystępnie. Jest mnóstwo ilustracji a autorka bardzo ostrożnie teoretyzuje, czy raczej wymienia pewne istniejące prądy i pomysły starając się je wyjaśnić czytelnikowi. Cotton skupia się na szczególe, którym zawsze jest konkretna praca artysty. W formie krótkich omówień, każdorazowo wraz z ilustracją tworzy barwną mapę pomysłów i realizacji fotografii współczesnej. Autorka wychodzi poza zamknięty i skoncentrowany na sobie świat „tylko-fotografii”. Nie kieruje się ani chronologią, ani instytucjami (szkoły, instytuty, galerie, festiwale). Głównym pretekstem do podziału w książce stał się sposób i temat obrazowania (osobno zajmuje się kreacją, dokumentem, fotografią o charakterze intymnym, portretem, itd.). Warto też zaznaczyć, że bardzo dobitnie zasugerowano umowność tych rozdziałów. We wstępie opisana jest geneza i protoplaści współczesnej fotograficznej twórczości. Nie musimy się z Cotton zgadzać co do konkretnych nazwisk. Ma się z resztą wrażenie, że wstęp ten konieczny był do „zszycia” całej książki i tylko jako opis co dalej znajdziemy można go sobie tłumaczyć.

No właśnie, skoro jesteśmy przy tłumaczeniu. „Zdrowy rozsądek” to tytuł serii prac Martina Parra, który w oryginale funkcjonuje jako „Common Sense”. Mam pewne opory w używaniu tego tytułu. Był on co prawda już użyty przez Beatę Łyżwę-Sokół w materiałach prasowych filmu „Magnum Photos. Narodziny legendy” Reinera Helzmera wyświetlanego w TVP Kultura w 2007 roku. Podobnych przykładów tytułów dobrze już rozpowszechnionych w Polsce a do tej pory nie tłumaczonych jest więcej. Jednak określenie „styl germański” burzy mój spokój na dobre (s.82). W oryginale figuruje zdaje się German School, bo czegoś takiego jak German Style po prostu nie znajdziemy. Tate proponuje określenie Dusseldorf School of Photography a American SuburbX poprzez Douglasa Eklunda z MoMA: German School. W naszym kraju bardzo przyjęło się określenie szkoły dusseldorfskiej na tego rodzaju fotografię, dokładnie z resztą tak samo jak określa się specyficzny styl malarstwa pejzażowego z XIX wieku...

Ciekawe jest zaś wprowadzenie określenia „deadpan”, czyli śmiertelnie poważny bez tłumaczenia. Chodzi o fotografię, w której trudno doszukiwać się maniery twórcy czy jego emocji, zaangażowania. Cotton wyodrębnia „deadpan” jako styl pracy m.in. artystów ze szkoły duisseldorfskiej a także Jema Southama, Hiroshi Sugimoto czy Rineke Dijkstry. Faktycznie do czasu wydania polskiej wersji książki Cotton badacze i krytycy fotografii w kraju raczej nie posługiwali się tym określeniem. Zobaczymy czy się przyjmie…

O kim jest ta książka? Tu właśnie występuje jak dla mnie jedyny problem z kilkuletnim opóźnieniem w tłumaczeniu publikacji. Bohaterami książki są przede wszystkim artyści średniego pokolenia, sławy i wielcy i uznani artyści o międzynarodowych (prawie zawsze) karierach. Wzmiankowane prace w większości powstały w drugiej połowie lat dziewięćdziesiątych oraz do roku 2004. Zatem w czasie premiery książka była super-aktualna. Jest jednak 6 lat później. Oczywiście w szerokiej perspektywie niewiele się zmieniło, a jednak zupełnie wyrywkowo i dla przykładu: Sophie Calle zrealizowała gigantyczną prace pokazywaną na Biennale w Wenecji (odosobnioną rozmiarem w stosunku jej wcześniejszych prac), przyznano pierwszego Złotego Lwa w Wenecji za całokształt twórczości fotografowi Malickowi Sidibie, fotografia uliczna świętuje właśnie swój revival, itd…

Na koniec jeszcze tylko drobne ostrzeżenie, całkiem z resztą chyba niepotrzebne czytelnikowi o zdrowym rozsądku. We współczesnej sztuce nie figurują polscy fotografowie ani polscy artyści aparatu używający. Jedyny i piękny (i największy, bo to jedyna fotografia na rozkładówce!) akcent polski to fotografia Hannah Collins z 1996 roku z Krakowa./rep.s.78-79/

9 komentarzy:

  1. no ale, ja ją mam w wersji polskiej od roku...
    oficjalnie, w księgarni z tanimi książkami...

    Ale książka świetna!!!

    OdpowiedzUsuń
  2. gratuluję :> /można adres tej księgarni?/

    książka wyszła w 2010, a mamy 2011, więc chyba się wszystko zgadza?
    niebawem pojawi się tutaj opis książki wydanej na przełomie 2009/2010, a potem takiej z 2008...jakoś nie mam ciśnienia na super aktualność. po prostu omawiam interesujące publikacje, polecając tym, którzy jeszcze nie zajrzeli, lub dyskutując z tymi, co już są po lekturze :>

    OdpowiedzUsuń
  3. No to już wiem, co muszę sobie kupić na wiosnę.
    Jeśli jest jak piszesz, będzie to fajna odskocznia od Susan :)

    OdpowiedzUsuń
  4. Fatalnie jest przetłumaczona ta książka... lepiej oryginał czytać jeśli ktoś ma możliwość...

    OdpowiedzUsuń
  5. chyba nie nazwałabym tego, że "fatalnie"; raczej znalazło się kilka nieszczęśliwych przypadków, no i te przekłady tytułów...; nie pierwszy z resztą raz w Universitasie za tłumaczenia fotografii biorą się osoby "chyba" nie specjalizujący się w temacie. oryginał lepszy, ale z drugiej strony kiedyś i język polski mógłby wypracować określenia z angielskiego współczesnego języka sztuki.

    OdpowiedzUsuń
  6. Książkę kupiłam latem zeszłego roku w taniej książce na I piętrze kamienicy na Rynku we Wrocławiu (adresu nie pamiętam, nie znam Wrocławia, to miała być pamiątka ze zwiedzania, kosztowała jak na tak wydaną książkę - niewiele). Okazało się, że książka rewelacyjna, czyta się - jak pisze pani Joanna - bardzo dobrze, zdjęcia są dobrze wydrukowane. Universitas zresztą robi sporo w wydawaniu książek o fotografii (teraz czytam "Obrazy mimo wszystko", dość wspomnieć "Lekcje czytania fotografii", też w taniej książce na Grodzkiej w Krakowie dostępne). Książka Charlotte Cotton jest dla wszystkich, którzy zastanawiali się kiedykolwiek, czym jest fotografia artystyczna lub dla poszukujących wiedzy z zakresu historii fotografii współczesnej (oczywiście przedstawionej subiektywnie).

    OdpowiedzUsuń
  7. Oczywiście miałam na myśli "Lekcje mistrzów fotografii", w końcu fotografii należy uczyć się od mistrzów :)

    OdpowiedzUsuń
  8. No ja tak juz mam: im ważniejsza książka się na polskim rynku ukazuje, tym większe mam wymagania. Z Charlotte Cotton wszystko byłoby OK (papier, jakość druku), gdyby nie 1) okładka, 2) TŁUMACZENIE. Wydawnictwo tej klasy nie powinno sobie pozwalać na takie wpadki.

    Zresztą identycznie sprawy się mają w przypadku książki "Jak czytać fotografię" (również Universitas).

    I bardzo chętnie Asiu poczytam recenzję książek z 2009, 2008... :) Dobra robota.

    OdpowiedzUsuń
  9. O jakości tłumaczenia już gdzieś czytałam... bodaj na łamach "Nowych książek" albo w "ARTeonie", co tylko potwierdza powyższe przykre obserwacje.

    A z "World of Art" to w ogóle przykra sprawa. Wyszły po polsku (bez zupełnego rozgłosu zresztą) chyba 3 lub 4 książki z tej serii (w tym 2 o włoskim renesansie) pod polską nazwą "Świat sztuki", ale na tym seria się skończyła. Szkoda...

    OdpowiedzUsuń